Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Prince Hall i narodziny masonerii afroamerykańskiej

Prince Hall, inicjowany w 1775 roku przez irlandzką lożę wojskową w Bostonie i obdarzony w 1784 roku londyńskim patentem dla African Lodge, uczynił z wolnomularstwa narzędzie walki o godność i prawa czarnych Amerykanów, czego masoneria głównego nurtu przez dwa stulecia nie chciała uznać.

Nagrobek Prince’a Halla na cmentarzu Copp’s Hill w Bostonie, fot. Daderot, 2008 – domena publiczna
Nagrobek Prince’a Halla na cmentarzu Copp’s Hill w Bostonie, fot. Daderot, 2008 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Człowiek o niepewnej biografii

O Prince Hallu wiemy zaskakująco mało jak na postać, od której nazwiska pochodzi nazwa jednej z największych wspólnot wolnomularskich świata. Urodził się prawdopodobnie około 1735 roku, a przez lata był niewolnikiem bostońskiego garbarza Williama Halla, który w 1770 roku wystawił mu dokument wyzwolenia. Pracował potem jako rzemieślnik zajmujący się skórą, prowadził niewielki interes, był członkiem kongregacjonalistycznego zboru i należał do szanowanych przedstawicieli wolnej czarnej społeczności Bostonu. Starsze opowieści o jego narodzinach na Barbadosie, o ojcu Angliku i matce kreolce, upowszechnione na początku XX wieku, nie znajdują potwierdzenia w źródłach i dziś uznaje się je za późniejszą legendę. Niepewna pozostaje też sprawa jego udziału w wojnie o niepodległość, ponieważ w zachowanych rejestrach występuje kilku mężczyzn o tym samym imieniu.

Ta skromność materiału ma znaczenie dla całej historii. Prince Hall nie był teoretykiem ani autorem obszernych pism, lecz organizatorem, petycjonariuszem i mówcą. Jego dorobek trzeba odczytywać z listów do Wielkiej Loży Anglii, z petycji składanych władzom Massachusetts i z dwóch zachowanych mów, które wygłosił do członków swojej loży. Z tych rozproszonych świadectw wyłania się jednak spójny obraz: wolnomularstwo stało się dla niego narzędziem budowania godności i instytucji w społeczności, której amerykańska republika odmawiała pełni praw.

Masoński Boston w przededniu rewolucji

Aby zrozumieć wagę inicjacji z 1775 roku, trzeba przypomnieć, czym było wolnomularstwo w ówczesnym Bostonie. Miasto miało jedną z najstarszych masońskich tradycji w koloniach: już w 1733 roku Wielka Loża Anglii ustanowiła tam prowincjonalnego wielkiego mistrza, a pierwsza loża, później nazwana St. John’s Lodge, zebrała się jeszcze w tym samym roku. W latach pięćdziesiątych XVIII wieku powstała konkurencyjna St. Andrew’s Lodge, działająca na podstawie patentu szkockiego, która zbierała się w tawernie Green Dragon. Należeli do niej ludzie aktywni w ruchu patriotycznym, między innymi lekarz Joseph Warren i złotnik Paul Revere. Podział na „Nowoczesnych” i „Dawnych”, który rozdzierał wolnomularstwo angielskie, miał w Bostonie swoje lokalne odbicie i splatał się z coraz ostrzejszymi sporami politycznymi.

Loże były w tym środowisku miejscem towarzyskości elit, wymiany informacji i budowania zaufania między ludźmi różnych zawodów. Udział w nich oznaczał przynależność do szanowanej wspólnoty miejskiej. Dla czarnych mieszkańców, wykluczonych z większości form życia publicznego, możliwość wejścia do tego świata miała więc wymiar daleko wykraczający poza rytuał. Według przekazów Prince Hall i jego towarzysze zabiegali najpierw o przyjęcie do istniejących lóż bostońskich, ale spotkali się z odmową. Dopiero obecność w mieście brytyjskiego garnizonu z lożą działającą poza lokalną jurysdykcją otworzyła drogę, której biali wolnomularze kolonii nie chcieli im udostępnić.

Inicjacja w wojskowej loży

Źródłem prawowitości późniejszej masonerii afroamerykańskiej jest wydarzenie z 6 marca 1775 roku. Tego dnia Prince Hall i czternastu innych czarnych mężczyzn zostało przyjętych do wolnomularstwa przez lożę wojskową numer 441, działającą przy brytyjskim 38. pułku piechoty na podstawie patentu Wielkiej Loży Irlandii. Inicjację prowadził sierżant John Batt. Był to zatem akt dokonany przez regularną lożę, co później stało się kluczowym argumentem w sporach o uznanie. Fakt, że stało się to za sprawą brytyjskich żołnierzy, kilka tygodni przed wybuchem walk pod Lexington i Concord, dodaje historii ironii: pierwsi czarni wolnomularze Ameryki zostali wprowadzeni przez armię, przeciwko której kolonie miały wkrótce wystąpić.

Kiedy w marcu 1776 roku Brytyjczycy ewakuowali Boston, loża wojskowa odeszła wraz z pułkiem. Pozostawiła nowo przyjętym ograniczone zezwolenie, które pozwalało im zbierać się jako loża, uczestniczyć w procesjach w dniu świętego Jana i grzebać zmarłych braci, ale nie przyjmować nowych członków ani nadawać stopni. African Lodge, jak nazwała się wspólnota, działała więc przez kilka lat w zawieszeniu, uznawana przez siebie samą, lecz pozbawiona pełnych uprawnień. Lokalne loże białych wolnomularzy, podporządkowane bostońskim wielkim lożom, odmawiały jej uznania i współpracy.

Patent z Londynu

Prince Hall rozwiązał ten problem w sposób, który świadczył o dobrym rozeznaniu w masońskim prawie: zwrócił się bezpośrednio do Wielkiej Loży Anglii, tak zwanych „Nowoczesnych”. Patent dla African Lodge numer 459 wystawiono w Londynie 29 września 1784 roku, a do Bostonu dotarł dopiero w 1787 roku, przywieziony przez kapitana statku Jamesa Scotta. Przyczyny trzyletniego opóźnienia nie są w pełni jasne; zwykle wskazuje się na kwestię opłat za wystawienie patentu i na powojenne trudności komunikacji przez Atlantyk. Sam dokument zachował się do dziś i jest przechowywany przez Wielką Lożę Prince Halla w Massachusetts jako jej najcenniejsza pamiątka. Od tej chwili loża mogła przyjmować członków i działać jak każda inna regularna loża angielskiej konstytucji. Prince Hall został jej czcigodnym mistrzem i utrzymywał korespondencję z Londynem, przesyłając sprawozdania i składki.

Z czasem loża bostońska zaczęła odgrywać rolę ośrodka macierzystego dla innych czarnych lóż powstających w Filadelfii i Providence. Wśród filadelfijskich założycieli znaleźli się działacze tamtejszej wspólnoty afroamerykańskiej, związani z Absalomem Jonesem i Richardem Allenem, twórcami niezależnych czarnych Kościołów. W 1791 roku, według przekazu tradycji, utworzono African Grand Lodge z Prince Hallem jako wielkim mistrzem, choć szczegóły tego aktu i jego formalny status pozostają przedmiotem dyskusji historyków. Prince Hall zmarł w grudniu 1807 roku. Po zjednoczeniu dwóch angielskich wielkich lóż w 1813 roku nowa Zjednoczona Wielka Loża Anglii wykreśliła ze swoich rejestrów wszystkie amerykańskie loże, które od lat nie utrzymywały kontaktu, w tym African Lodge. W 1827 roku czarni wolnomularze z Bostonu ogłosili niezależność od Londynu, a w połowie XIX wieku ich wielka loża przyjęła nazwę upamiętniającą założyciela.

Petycje i mowy

Najbardziej przejmująca część dziedzictwa Prince Halla nie dotyczy rytuału, lecz życia publicznego. W styczniu 1777 roku był jednym z sygnatariuszy petycji do legislatury Massachusetts, w której grupa czarnych mieszkańców domagała się zniesienia niewolnictwa, powołując się na te same zasady wolności, w imię których kolonie walczyły z Anglią. Argument był prosty i nieodparty: jeśli prawa naturalne przysługują wszystkim ludziom, nie można ich odmawiać Afrykanom. W 1787 roku Prince Hall podpisał petycję o utworzenie szkół dla czarnych dzieci, których nie przyjmowano do bostońskich szkół publicznych, choć ich rodzice płacili podatki. W 1788 roku protestował przeciw porywaniu wolnych czarnych mieszkańców Bostonu i sprzedawaniu ich w niewolę na Karaibach; niedługo potem Massachusetts uchwaliło prawo przeciw handlowi niewolnikami. Rozczarowanie powolnością zmian sprawiło też, że w 1787 roku Prince Hall poparł petycję grupy czarnych bostończyków o pomoc w powrocie do Afryki i założeniu tam własnej osady, co zapowiadało późniejsze debaty o emigracji.

Zachowały się dwie mowy, tak zwane Charges, które Prince Hall wygłosił do braci: w 1792 roku w Charlestown i w 1797 roku w Menotomy, dzisiejszym Arlington. Pierwsza mówi o obowiązkach wolnomularza wobec Boga, władz i bliźnich, przypominając zarazem, że wśród świętych postaci chrześcijańskiej tradycji byli Afrykanie. Druga, wygłoszona w czasach rewolucji haitańskiej, opisuje codzienne upokorzenia czarnych mieszkańców Bostonu, zaczepianych i obrzucanych kamieniami na ulicach, i wzywa do cierpliwości połączonej z nadzieją. Prince Hall wspomina w niej wydarzenia w Saint-Domingue jako znak, że Bóg nie opuścił uciśnionych. Masoński język cnoty, porządku i braterstwa staje się w tych tekstach mową polityczną, choć wypowiadaną ostrożnie i bez wezwań do przemocy.

Braterstwo bez uznania

Historia, która rozpoczęła się w Bostonie, ma swoją długą i bolesną kontynuację. Przez większą część XIX i XX wieku amerykańskie wielkie loże białych wolnomularzy nie uznawały lóż Prince Halla za regularne. Uzasadnienia bywały formalne: wskazywano na rzekome nieprawidłowości w założeniu African Grand Lodge, na zasadę wyłącznej jurysdykcji jednej wielkiej loży na terytorium stanu, na wykreślenie z rejestrów angielskich. Pod tą proceduralną powierzchnią kryło się jednak zwykłe uprzedzenie rasowe. Zasada, zgodnie z którą wolnomularstwo przyjmuje ludzi „wolnych i dobrych obyczajów” bez względu na pochodzenie, ustępowała przed segregacją obowiązującą w całym amerykańskim społeczeństwie.

Mimo to masoneria Prince Halla rozwinęła się w potężną sieć wielkich lóż w niemal wszystkich stanach, a także poza Stanami Zjednoczonymi. Obok lóż powstały powiązane z nimi organizacje, w tym kapituły rytów wyższych i stowarzyszenia kobiece. Dla wielu pokoleń Afroamerykanów loża była miejscem nauki przemawiania, zarządzania funduszami, prowadzenia ksiąg i organizowania pomocy wzajemnej, a więc szkołą obywatelskości w warunkach, w których dostęp do innych instytucji był zamknięty. Do lóż Prince Halla należeli działacze ruchu na rzecz praw obywatelskich, prawnicy, duchowni i przedsiębiorcy.

Przełom w sprawie uznania nastąpił dopiero pod koniec XX wieku. W 1989 roku Wielka Loża Connecticut jako pierwsza z amerykańskich wielkich lóż głównego nurtu nawiązała formalne stosunki z miejscową Wielką Lożą Prince Halla. Zjednoczona Wielka Loża Anglii uznała Wielką Lożę Prince Halla w Massachusetts w 1994 roku, wracając w ten sposób do relacji przerwanej prawie dwa wieki wcześniej. Proces wzajemnego uznania postępował potem stan po stanie, lecz w części stanów południowych nie został zakończony do dziś.

W tej historii najważniejsza nie jest jednak kwestia formalnej regularności, lecz rzeczywisty sens symboli. Rytuał, który mówi o równości braci na poziomie posadzki loży i o świątyni budowanej z żywych kamieni, został przez Prince Halla i jego następców potraktowany dosłownie. Masoneria afroamerykańska nie stworzyła odrębnej doktryny ani nowego systemu ezoterycznego. Jej oryginalność polegała na tym, że zmusiła wolnomularstwo do skonfrontowania się z własnymi deklaracjami i przez dwa stulecia przypominała, że braterstwo, które zatrzymuje się na granicy koloru skóry, przeczy fundamentom sztuki królewskiej.