Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Konstytucje Andersona i narodziny nowoczesnej masonerii

Wydane w Londynie w 1723 roku The Constitutions of the Free-Masons, opracowane przez szkockiego pastora Jamesa Andersona w kręgu Desaguliersa i Payne’a, uporządkowały dziedzictwo Old Charges, nadając brytyjskiemu wolnomularstwu historię, obowiązki i język, które ukształtowały międzynarodową kulturę lóż.

Frontyspis i strona tytułowa „The Constitutions of the Free-Masons” Jamesa Andersona, Londyn 1723 – domena publiczna
Frontyspis i strona tytułowa „The Constitutions of the Free-Masons” Jamesa Andersona, Londyn 1723 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Księga na progu nowej instytucji

Kiedy w 1723 roku ukazały się w Londynie The Constitutions of the Free-Masons, wolnomularstwo nie zaczynało istnieć, lecz otrzymywało jedną ze swoich najważniejszych postaci publicznych: drukowaną księgę, która łączyła opowieść o przeszłości, normy postępowania i reguły wspólnego działania. Jej znaczenie nie polegało na ustanowieniu całkowicie nowej tradycji jednym aktem autorskiej woli. Polegało raczej na uporządkowaniu materiału odziedziczonego, niejednorodnego i częściowo legendarnego w taki sposób, aby mógł służyć organizacji przekraczającej granice pojedynczego warsztatu, miasta oraz środowiska zawodowego. Druk nadał tej organizacji trwały punkt odniesienia, choć nie usunął sporów o jego właściwe rozumienie.

Tradycyjna chronologia wiąże powstanie pierwszej londyńskiej Wielkiej Loży z zebraniem czterech lóż w dniu świętego Jana Chrzciciela, 24 czerwca 1717 roku. Historyk powinien jednak dopowiedzieć, że szczegółowa relacja o tym wydarzeniu pochodzi z późniejszego wydania Konstytucji, ogłoszonego w 1738 roku. Nie oznacza to konieczności odrzucenia całej opowieści, lecz nakazuje odróżnić moc późniejszej pamięci instytucjonalnej od wartości świadectwa współczesnego wydarzeniom. Pewniejszy grunt dają dokumenty z początku lat dwudziestych XVIII wieku, kiedy Wielka Loża staje się organizacją coraz wyraźniej widoczną w życiu Londynu.

James Anderson, szkocki pastor prezbiteriański działający w angielskiej stolicy, nie był samotnym wynalazcą wolnomularstwa. Opracował tekst w otoczeniu ludzi budujących autorytet nowej instytucji, wśród których szczególną rolę odgrywali Jean Théophile Desaguliers, duchowny i popularyzator filozofii przyrody, oraz George Payne, związany z redakcją przepisów organizacyjnych. Patronat arystokratyczny, obecny w osobach kolejnych wielkich mistrzów, wzmacniał społeczną pozycję przedsięwzięcia. Konstytucje były zatem dziełem autorskim, ale zarazem rezultatem pracy środowiska, które potrzebowało uznanej formy samookreślenia.

Powstawały w kraju pamiętającym wojny domowe, spory wyznaniowe i zmianę dynastii, a jednocześnie rozwijającym kulturę klubów, towarzystw naukowych, kawiarni oraz dobrowolnych stowarzyszeń. Na tym tle loża proponowała szczególny rodzaj więzi: nie rodzinę, nie parafię i nie urząd, lecz braterstwo podlegające własnym regułom. Księga Andersona miała wyjaśnić, dlaczego taka więź jest godna szacunku, jak należy ją praktykować i w jaki sposób podporządkować miejscowe wspólnoty szerszemu porządkowi, nie pozbawiając ich całkowicie własnego życia. Właśnie między swobodą stowarzyszania się a potrzebą wspólnej dyscypliny rozgrywał się jeden z najważniejszych procesów narodzin nowoczesnej masonerii.

Historia, która ustanawiała pokrewieństwo

Znaczna część Konstytucji została poświęcona dziejom sztuki budowania, przedstawionym w rozległej perspektywie biblijnej i powszechnej. Opowieść prowadzi od początków ludzkości przez wielkie budowle starożytności ku historii Wysp Brytyjskich, splatając geometrię, architekturę, patronat władców i pamięć o dawnych mistrzach. Nie jest to historia wolnomularstwa w dzisiejszym rozumieniu naukowym. Anderson nie dysponował dokumentacją pozwalającą wykazać ciągłość jednej organizacji od czasów patriarchów do londyńskich lóż. Przenosił natomiast na nową instytucję prestiż sztuki uznawanej za podstawę ładu cywilizacyjnego.

Za tym przedsięwzięciem stała wcześniejsza tradycja rękopiśmiennych obowiązków murarskich, określanych zbiorczo jako Old Charges. Średniowieczne i nowożytne teksty tego rodzaju łączyły przepisy zawodowe oraz moralne z legendarną genealogią rzemiosła. Konstytucje nie stworzyły więc samego pomysłu, aby powinności wspólnoty poprzedzić opowieścią o jej szlachetnym pochodzeniu. Przystosowały go do środowiska, w którym przynależność do loży nie musiała oznaczać codziennej pracy przy obróbce kamienia. To przesunięcie było zasadnicze: dziedzictwo budowniczych stawało się dziedzictwem ludzi poszukujących wspólnego języka etycznego i towarzyskiego.

Szczególną rolę odgrywała w tej wyobraźni świątynia Salomona, lecz należy zachować ostrożność wobec odczytywania wydania z 1723 roku przez pryzmat wszystkich późniejszych rytuałów. Obecność postaci i motywów biblijnych nie dowodzi, że kompletny system późniejszej masonerii stopniowej istniał już w gotowej postaci. Publiczna historia budownictwa, ceremoniał lożowy oraz późniejsze objaśnienia symboliki rozwijały się w powiązaniu, ale nie były jednym i tym samym zjawiskiem. Ich utożsamienie zamienia proces historyczny w pozornie odwieczny schemat.

Legenda pełniła tutaj funkcję konstytucyjną w szerszym sensie tego słowa: ustanawiała pokrewieństwo między ludźmi, którzy nie znali swoich wspólnych przodków, lecz mogli uznać wspólnych poprzedników duchowych. Murarz, uczony, kupiec i arystokrata otrzymywali miejsce w opowieści, według której doskonalenie świata wymaga wiedzy, miary oraz współdziałania. Współczesna interpretacja może dostrzec w tym mechanizm wytwarzania tradycji, nie powinna jednak sprowadzać go do zwykłego oszustwa. Dla osiemnastowiecznych autorów granica między historią świętą, uczoną kompilacją i budującym przykładem przebiegała inaczej niż dla badacza wyposażonego w dzisiejsze narzędzia krytyki źródeł. Rzetelność polega na nazwaniu tej różnicy, a nie na szyderstwie lub bezkrytycznym zachwycie.

Obowiązki i granice tolerancji

Najtrwalszy wpływ Konstytucji wiąże się z częścią zawierającą obowiązki wolnomularza. To właśnie tutaj pojawia się język, który pozwalał przedstawiać lożę jako miejsce spotkania ludzi rozdzielonych poza nią przez wyznanie, pochodzenie i interesy. Pierwszy obowiązek dotyczy Boga i religii, wiążąc przynależność masońską z posłuszeństwem prawu moralnemu. Jego słynne sformułowanie o wykluczeniu postawy nierozumnego ateisty i niereligijnego libertyna wymaga lektury historycznej: osiemnastowieczne kategorie niewiary oraz rozwiązłości nie pokrywają się dokładnie ze współczesnymi nazwami stanowisk filozoficznych.

Anderson przeciwstawiał dawnemu zobowiązaniu do religii właściwej danemu krajowi zasadę poprzestawania na religii, co do której wszyscy ludzie mogą się zgodzić, pozostawiając poszczególne przekonania samym zainteresowanym. Wskazywał przy tym na uczciwość, honor i moralną wiarygodność. Było to rozwiązanie doniosłe, lecz nie należy automatycznie utożsamiać go z dzisiejszym pluralizmem światopoglądowym ani z bezwyznaniową świeckością. Tekst wyrastał ze świata chrześcijańskiego, a zakres jego otwartości był przedmiotem praktycznych negocjacji i późniejszych interpretacji. Stanowił raczej próbę ograniczenia konfliktu konfesyjnego niż ogłoszenie, że wszelkie przekonania religijne stały się obojętne.

Podobnie należy czytać obowiązek lojalności wobec władzy cywilnej oraz zakaz przenoszenia sporów religijnych i politycznych do życia lożowego. Nie dowodzą one, że wolnomularze przestawali mieć poglądy lub nie uczestniczyli w konfliktach swoich czasów. Określały pożądany sposób zachowania w przestrzeni braterskiej, gdzie niektóre tematy miały ustępować potrzebie zgody. Co znamienne, tekst odróżniał potępienie buntu od automatycznego zerwania więzi z bratem uwikłanym w taki czyn, jeżeli nie ciążyło na nim inne przestępstwo. Lojalność państwowa i trwałość zobowiązania braterskiego nie zostały więc utożsamione bez reszty.

Uniwersalizm tej propozycji miał wyraźne granice społeczne. Kandydatów opisywano jako ludzi wolno urodzonych, dojrzałych, cieszących się dobrą opinią; kobiety wykluczano, podobnie jak osoby pozostające w określonych formach zależności. Lożowa równość nie była programem powszechnego równouprawnienia. Oznaczała raczej regulowaną wspólnotę uznania między dopuszczonymi do niej mężczyznami. Jej znaczenia nie trzeba ani pomniejszać, ani upiększać: tworzyła rzeczywistą możliwość spotkania ponad niektórymi podziałami, równocześnie zachowując inne jako oczywiste przesłanki ówczesnego porządku. W tej nierównoczesności otwarcia i wykluczenia najlepiej widać historyczny, a nie ponadczasowy charakter dokumentu.

Papierowy porządek i żywa loża

Konstytucje nie były wyłącznie manifestem moralnym. Zawierały także przepisy ogólne, związane z wcześniejszą pracą George’a Payne’a i przyjęte w środowisku Wielkiej Loży, które porządkowały sprawy urzędów, zebrań, reprezentacji oraz relacji między poszczególnymi lożami a centrum organizacyjnym. Dzięki nim braterstwo otrzymywało administracyjny szkielet. Autorytet nie miał opierać się jedynie na osobistej charyzmie mistrza lub miejscowym zwyczaju, ale również na regułach, do których można było się odwołać. Był to ważny krok ku trwałości instytucji, choć praktyka pozostawała bardziej zmienna niż zapis.

Nowoczesność tego rozwiązania nie oznaczała zerwania z ceremonią, hierarchią i tradycją. Przeciwnie, drukowana norma pozwalała je uporządkować oraz przedstawić jako części spójnej całości. Znaczenie miała już materialna forma książki, dedykowanej księciu Montagu, byłemu wielkiemu mistrzowi, i ozdobionej frontyspisem ukazującym przekazanie konstytucji między dostojnikami. Obraz, patronat i tekst współpracowały ze sobą: sugerowały ciągłość urzędu, publiczną powagę przedsięwzięcia oraz jego zakorzenienie w kulturze ludzi wykształconych. Dyskrecja lożowa nie wykluczała starannie zaplanowanej obecności w przestrzeni publicznej.

Ważnym uzupełnieniem księgi były pieśni przeznaczone dla członków wspólnoty. Ich obecność przypomina, że osiemnastowiecznej masonerii nie sposób zrozumieć wyłącznie jako zbioru idei. Loża była również doświadczeniem głosu, stołu, gestu i uporządkowanej towarzyskości; wspólny śpiew utrwalał pamięć o historii oraz urzędach równie skutecznie jak lektura przepisów. Uczta nie stanowiła jedynie dodatku do poważnej pracy, lecz należała do sposobów wytwarzania zaufania. Zarazem obowiązki przestrzegały przed nadmiarem i niewłaściwym zachowaniem, ponieważ reputacja stowarzyszenia zależała od tego, co jego członkowie czynili także poza formalnym posiedzeniem.

Książka nie była natomiast pełnym podręcznikiem tajemnic rytualnych. Jej publiczny charakter wymaga rozróżnienia między tym, co organizacja chciała ogłosić o sobie, a tym, co przekazywano w praktyce obrzędowej. Dla historyka zachodniej ezoteryki rozróżnienie to ma zasadniczą wagę: istnienie dyskrecji nie uprawnia do wypełniania dokumentalnych luk dowolną nauką ukrytą. Konstytucje pokazują przede wszystkim warunki, w których przekaz inicjacyjny mógł zyskać stabilne otoczenie społeczne. Tajemnica potrzebowała nie tylko symbolu, ale także kalendarza zebrań, uznanego urzędu, procedury przyjmowania i reguł wzajemnej odpowiedzialności. Bez tych przyziemnych urządzeń trudno byłoby utrzymać ciągłość wspólnego doświadczenia.

Dziedzictwo bez jednej wykładni

Międzynarodowa kariera Konstytucji nie polegała na prostym kopiowaniu londyńskiego wzoru. Wraz z rozwojem masonerii poza Wielką Brytanią tekst tłumaczono, adaptowano i odczytywano w odmiennych warunkach prawnych oraz religijnych. Ważnym przykładem wczesnej recepcji było francuskojęzyczne opracowanie Jeana Kuenena z 1736 roku. Krążenie książki umożliwiało przenoszenie wspólnego słownika, lecz słownik ten trafiał do społeczeństw o różnych stosunkach między monarchią, Kościołami i dobrowolnym stowarzyszaniem się. Ta sama pochwała zgody mogła więc oznaczać odmienną praktykę.

Również sam Anderson nie pozostawił tekstu w stanie nienaruszonym. Wydanie z 1738 roku rozszerzało narrację historyczną i zmieniało niektóre sformułowania, co przypomina, że Konstytucje były dokumentem rozwijającej się organizacji, a nie objawionym raz na zawsze kodeksem. Późniejsze spory w angielskim wolnomularstwie, w tym rywalizacja środowisk nazywanych „Moderns” i „Antients”, dodatkowo komplikują obraz jednego centrum wyznaczającego bezdyskusyjne normy. Powstanie Zjednoczonej Wielkiej Loży Anglii w 1813 roku należało już do kolejnego etapu porządkowania tradycji, którego nie wolno bezpośrednio przenosić na początek poprzedniego stulecia.

W późniejszej recepcji szczególnie sporny okazał się sens obowiązku religijnego. Różne nurty wolnomularstwa odnajdywały w Andersonie uzasadnienie własnego rozumienia tolerancji, wiary i wolności sumienia. Dzisiejszych podziałów między obediencjami nie da się jednak wyprowadzić z jednego zdania bez uwzględnienia następnych dwóch stuleci debat. Konstytucje stały się autorytetem właśnie dlatego, że można było do nich wracać; stały się przedmiotem sporu dlatego, że powroty te odbywały się z różnych miejsc. Ich wpływ obejmował zarówno wspólnotę języka, jak i konflikt o jego prawomocną wykładnię.

Narodziny nowoczesnej masonerii warto zatem rozumieć nie jako nagłe odsłonięcie odwiecznej tajemnicy, lecz jako stopniowe zespolenie odziedziczonych opowieści, praktyk braterskich i nowych form organizacji. Księga z 1723 roku nadała temu procesowi wyjątkowo trwałą postać: ofiarowała przeszłość, którą można było opowiadać, obowiązki, które można było przyjmować, oraz reguły, dzięki którym można było działać wspólnie. Nie stworzyła całego późniejszego świata lóż, ale pomogła określić warunki jego rozpoznawalności. Jej najgłębsze znaczenie ujawnia się tam, gdzie symboliczne budowanie spotyka budowę instytucji: wzniosła obietnica braterstwa otrzymuje tekst, urząd i procedurę, a przez to staje się zarazem trwalsza, bardziej dostępna i podatna na historyczny osąd.