Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Escoceses i Yorkinos w niepodległym Meksyku

W pierwszych latach niepodległego Meksyku, gdy kraj nie znał jeszcze partii politycznych, ich funkcję przejęły rywalizujące obediencje wolnomularskie: konserwatywni escoceses obrządku szkockiego i radykalniejsi yorkinos, których loże powstały przy udziale amerykańskiego posła Joela Poinsetta, a ich spór doprowadził do buntów, zakazu tajnych stowarzyszeń i przewrotu.

Joel Roberts Poinsett, miniatura portretowa Hugh Bridporta, 1843, Metropolitan Museum of Art – CC0
Joel Roberts Poinsett, miniatura portretowa Hugh Bridporta, 1843, Metropolitan Museum of Art – CC0 · Wikimedia Commons

Republika bez partii

Meksyk uzyskał niepodległość w 1821 roku, po jedenastu latach wojny, która zaczęła się od powstania księdza Miguela Hidalgo, a zakończyła porozumieniem byłego rojalistycznego oficera Agustína de Iturbide z dowódcami powstańców. Krótkotrwałe cesarstwo Iturbidego upadło w 1823 roku, a rok później przyjęto konstytucję federalną, która ustanowiła republikę z prezydentem, dwuizbowym Kongresem i szerokimi uprawnieniami stanów. Pierwszym prezydentem został Guadalupe Victoria, dawny przywódca powstańczy, człowiek o wielkim prestiżu, lecz bez wyraźnego programu.

Nowe państwo miało więc instytucje przedstawicielskie, ale nie miało ugrupowań, które mogłyby nadać im życie. W monarchii hiszpańskiej nie istniała tradycja partii, a niepodległościowe koalicje rozpadły się, gdy osiągnęły swój cel. Elity polityczne dzieliły się według wielu linii naraz: na zwolenników federacji i centralizacji, na obrońców przywilejów Kościoła i armii oraz ich krytyków, na tych, którzy chcieli zachować w kraju Hiszpanów, i tych, którzy widzieli w nich zagrożenie. Brakowało jednak struktur, które przekształciłyby te poglądy w zorganizowane stronnictwa, z przywódcami, dyscypliną i siecią zwolenników w prowincjach.

W tę pustkę weszły loże wolnomularskie. Oferowały to, czego partie dopiero miały się nauczyć: zamknięte zebrania, przysięgę wierności, hierarchię, sieć korespondencji obejmującą cały kraj i poczucie wspólnoty, które łączyło ludzi różnych stanów i regionów. W latach dwudziestych XIX wieku słowa escocés i yorkino znaczyły w Meksyku znacznie więcej niż przynależność do jakiegoś obrządku. Oznaczały stronnictwo, poglądy i lojalności.

Escoceses, czyli loże dawnej elity

Pierwsze loże obrządku szkockiego pojawiły się w Nowej Hiszpanii jeszcze w ostatnich latach władzy hiszpańskiej. Przenosili je oficerowie armii i liberalni urzędnicy, dla których wolnomularstwo było częścią kultury politycznej epoki kadyksańskiej konstytucji. Po uzyskaniu niepodległości loże te skupiły znaczną część kreolskiej elity: wyższych oficerów, urzędników, właścicieli ziemskich, a także osiadłych w kraju Hiszpanów. Ich poglądy były umiarkowane, w wielu sprawach zachowawcze. Escoceses opowiadali się za silniejszą władzą centralną, za ochroną dotychczasowych hierarchii społecznych i za ostrożną polityką wobec Hiszpanów mieszkających w Meksyku.

Najbardziej znanym przywódcą tego nurtu był Nicolás Bravo, bohater wojny o niepodległość i wiceprezydent republiki. Jego postać pokazuje, że podział nie przebiegał po prostu między dawnymi rojalistami a powstańcami. Bravo walczył w szeregach powstańczych, a jednak w latach dwudziestych stanął na czele stronnictwa, które przeciwnicy przedstawiali jako obrońców starego porządku. W lożach szkockich spotykali się zatem ludzie o różnych biografiach, połączeni raczej obawą przed radykalizmem niż wspólną przeszłością.

W pierwszych latach republiki escoceses mieli przewagę w administracji i w armii. Ich sieć lóż sięgała do stolic stanowych, a koneksje rodzinne i zawodowe sprawiały, że niełatwo było ich zastąpić. Dla tych, którzy chcieli zmiany, było więc jasne, że trzeba stworzyć konkurencyjną strukturę o podobnym charakterze, ale innym programie.

Poseł z Karoliny Południowej i loże York

W 1825 roku do Meksyku przybył pierwszy pełnomocny minister Stanów Zjednoczonych, Joel Roberts Poinsett z Karoliny Południowej, polityk i podróżnik, który znał już Amerykę Hiszpańską z wcześniejszych misji. Jego zadaniem była obrona interesów Waszyngtonu, w tym zawarcie traktatu handlowego i ustalenie granicy. Poinsett szybko zorientował się, że wpływy brytyjskie, wspierane przez część meksykańskiej elity, są w stolicy silne, i szukał sojuszników wśród polityków nastawionych bardziej radykalnie i federalistycznie.

W tym samym roku grupa meksykańskich polityków, którzy już wcześniej założyli kilka lóż, zwróciła się do Poinsetta o pomoc w uzyskaniu legalnego patentu. Poinsett, sam wolnomularz, pośredniczył w uzyskaniu dokumentów z Wielkiej Loży Nowego Jorku i uczestniczył w instalacji nowej wielkiej loży obrządku York w stolicy. Do loży należeli ludzie z pierwszego szeregu polityki: Lorenzo de Zavala, liberał z Jukatanu i jeden z najzdolniejszych publicystów epoki, minister skarbu José Ignacio Esteva, duchowny i senator José María Alpuche, a przede wszystkim Vicente Guerrero, legendarny przywódca powstańczy z południa, metys pochodzący z niskiego stanu, który stał się symbolem ludowej republiki.

Loże york rozwijały się błyskawicznie. W ciągu dwóch lat powstały ich dziesiątki, w stolicy i w prowincjach, a przyjmowano do nich ludzi z coraz niższych warstw społecznych: drobnych urzędników, rzemieślników, młodszych oficerów. Program yorkinos był federalistyczny i radykalnie liberalny, a w jednej sprawie szczególnie stanowczy: domagali się usunięcia Hiszpanów z urzędów, z armii, a w końcu z kraju. Tym samym przekształcili wolnomularstwo w instrument mobilizacji ludowej, którym escoceses nigdy nie byli.

Rola Poinsetta stała się szybko przedmiotem ostrych sporów. Przeciwnicy oskarżali go o to, że jako przedstawiciel obcego państwa zakłada w Meksyku polityczną frakcję i ingeruje w wewnętrzne sprawy republiki. On sam bronił się, że pomógł jedynie w sprawie formalnej, w uzyskaniu patentu, i że nie kierował lożami. Prawda leży zapewne pośrodku: Poinsett nie był twórcą stronnictwa yorkinos, które istniało wcześniej jako nurt polityczny, ale nadał mu instytucjonalną formę i prestiż, a jego dom był miejscem spotkań przywódców. W Meksyku pamięć o nim pozostała dwuznaczna, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych zapamiętano go głównie jako tego, który sprowadził do kraju roślinę nazwaną później jego imieniem, gwiazdę betlejemską.

Prezydent Victoria próbował przez cały ten czas balansować między obiema obediencjami. Do jego gabinetu należeli ludzie z obu obozów, a on sam unikał jednoznacznego opowiedzenia się po którejkolwiek stronie, licząc, że autorytet bohatera wojny wystarczy, by utrzymać równowagę. W miarę jak yorkinos zdobywali przewagę w Kongresie i w stanach, polityka ta stawała się jednak coraz trudniejsza, a sam urząd prezydenta coraz bardziej zależał od tego, która z lóż zdoła wypełnić ministerstwa swoimi ludźmi.

Spór między obiema obediencjami wywołał też próbę wyjścia poza nie. W połowie lat dwudziestych grupa wolnomularzy niechętnych zarówno wpływom hiszpańskim, jak i amerykańskim założyła Rito Nacional Mexicano, obrządek, który miał być wyłącznie meksykański i wolny od zagranicznych zwierzchności. Jego twórcy chcieli ocalić bractwo przed upolitycznieniem, ale w latach największego napięcia pozostał on w cieniu dwóch głównych rywali.

Od spisku do przewrotu

Rok 1827 przyniósł gwałtowną eskalację. Na początku roku odkryto spisek zakonnika Joaquína Arenasa, który miał zmierzać do przywrócenia władzy hiszpańskiej. Choć jego zasięg był skromny, wywołał w kraju falę nastrojów antyhiszpańskich, którą yorkinos umiejętnie podsycali. W wielu stanach uchwalono przepisy usuwające Hiszpanów ze stanowisk, a w grudniu 1827 roku Kongres przyjął ustawę o wydaleniu znacznej części z nich z kraju. Dla escoceses, wśród których Hiszpanie stanowili ważną grupę, był to cios zarówno polityczny, jak i osobisty.

Odpowiedzią był bunt. W grudniu 1827 roku podpułkownik Manuel Montaño ogłosił plan, który domagał się zakazu wszystkich tajnych stowarzyszeń, zmiany składu rządu i wydalenia Poinsetta z kraju. Wkrótce poparł go wiceprezydent Bravo. Ruch był krótki i nieudany. W styczniu 1828 roku wojska rządowe pod dowództwem Guerrera rozbiły powstańców pod Tulancingo, a Bravo został pojmany i skazany na wygnanie. Escoceses jako stronnictwo zostali politycznie złamani, a ich loże straciły znaczenie.

Zwycięstwo yorkinos nie przyniosło jednak spokoju. W wyborach prezydenckich 1828 roku, w których głosowały legislatury stanowe, większość uzyskał Manuel Gómez Pedraza, minister wojny, popierany przez część umiarkowanych yorkinos i dawnych escoceses. Kandydat radykalny, Guerrero, przegrał. Jego zwolennicy nie uznali wyniku. Jesienią wybuchł bunt Antonia Lópeza de Santa Anny w Veracruz, a pod koniec listopada w stolicy doszło do powstania nazwanego od zajętego budynku Acordada, którym kierowali między innymi Zavala i generał José María Lobato. Na początku grudnia tłum splądrował targ Parián, symbol bogactwa kupców, w znacznej części hiszpańskich. Gómez Pedraza opuścił kraj, a Kongres ogłosił prezydentem Guerrera.

W październiku 1828 roku, jeszcze przed tymi wydarzeniami, Kongres uchwalił ustawę zakazującą tajnych stowarzyszeń. Paradoksalnie przyjęto ją w czasie, gdy loże wciąż były najważniejszymi organizacjami politycznymi w kraju. Prawo nie zniszczyło wolnomularstwa, ale przyspieszyło proces, który i tak już trwał: przekształcanie obediencji lożowych w otwarte stronnictwa. Gdy w 1829 roku Meksyk zażądał odwołania Poinsetta, a ten opuścił kraj, epoka, w której o losach republiki rozstrzygała rywalizacja dwóch obrządków, dobiegała końca. Guerrero został obalony pod koniec tego samego roku, a w 1831 roku stracony.

Loża jako szkoła polityki

Współcześni dobrze rozumieli, co się wydarzyło. Zarówno liberał José María Luis Mora, jak i konserwatysta Lucas Alamán w późniejszych pismach o dziejach Meksyku poświęcali wiele uwagi rywalizacji lóż, upatrując w niej źródła zamętu pierwszych lat republiki, choć oceniali jej stronnictwa w sposób przeciwstawny. Dla obu było jasne, że loże nie były w tym okresie przede wszystkim stowarzyszeniami filozoficznymi ani dobroczynnymi. Były organizacjami walki o władzę, które posługiwały się rytuałem i przysięgą, by zapewnić sobie lojalność członków.

Z perspektywy historii wolnomularstwa przypadek meksykański jest skrajny, ale pouczający. Pokazuje, że te same formy, które w Europie oświecenia służyły towarzyskości i dyskusji, w społeczeństwie pozbawionym innych struktur mogły stać się narzędziem polityki partyjnej, z całą jej brutalnością. Obrządek, pochodzenie patentu i rodzaj ceremonii nie decydowały tu o niczym; liczyła się sieć, dyscyplina i dostęp do urzędów. Escocés i yorkino były etykietami stronnictw, które przypadkiem przyjęły postać lóż.

Kiedy w latach trzydziestych w Meksyku ukształtowały się trwalsze obozy polityczne, federaliści i centraliści, a później liberałowie i konserwatyści, wielu ich przywódców wyrosło w lożach lat dwudziestych. Nauczyło się tam organizacji, korespondencji, publicznych wystąpień i lojalności wobec wspólnej sprawy. Loże były w tym sensie szkołą polityki dla pokolenia, które budowało państwo bez gotowych wzorów. Zapłaciły za to wysoką cenę: w powszechnej wyobraźni meksykańskiej wolnomularstwo na długo kojarzyło się ze spiskiem i frakcyjnością, a nie z braterstwem i tolerancją, które deklarowało w swoich obrzędach.