Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Kręte schody czeladnika i stopień nauki

Stopień czeladnika, przedstawiany jako wznoszenie się po krętych schodach do komnaty środkowej świątyni, zawiera wykład o zmysłach, porządkach architektury i siedmiu sztukach wyzwolonych, przez co jest najbardziej oświeceniowym, a zarazem najczęściej pomijanym etapem wolnomularskiej drogi.

Stanisław August Poniatowski, portret z 1797 roku
Stanisław August Poniatowski, portret z 1797 roku

Stopień w cieniu dwóch sąsiadów

Kto czyta popularne opracowania o wolnomularstwie, łatwo odniesie wrażenie, że cała treść obrzędowa zawiera się w dwóch momentach: w przyjęciu ucznia, z jego dramatem progu i światła, oraz w stopniu mistrza, z legendą o śmierci i podniesieniu. Między nimi leży stopień czeladnika, który w takich ujęciach bywa traktowany jako przejściowy, niemal techniczny, potrzebny jedynie po to, by ktoś mógł później zostać mistrzem. Także sami wolnomularze nierzadko przechodzą przez niego szybko, a w lożach, gdzie czas między stopniami jest krótki, czeladnik ledwie zdąży poznać swoją nową tablicę, zanim zostanie wezwany do dalszej pracy.

To niedocenienie ma swoje historyczne przyczyny. W najwcześniejszych zachowanych dokumentach operatywnego i wczesnego spekulatywnego wolnomularstwa system był dwustopniowy, a wyróżnienie trzeciego stopnia w latach dwudziestych XVIII wieku przesunęło dramatyczny punkt ciężkości na mistrzostwo. Czeladnik, który niegdyś był pełnoprawnym rzemieślnikiem, stał się ogniwem pośrednim. Jednak właśnie w tym ogniwie, w kształcie nadanym mu przez osiemnastowieczne wykłady, a zwłaszcza przez opracowania Williama Prestona, wolnomularstwo najwyraźniej mówi językiem swojej epoki: językiem wiedzy, rozumu, harmonii i wychowania.

Preston, londyński drukarz i redaktor, wydał w 1772 roku Illustrations of Masonry, a następnie przez lata rozwijał system wykładów, które w formie pytań i odpowiedzi objaśniały symbolikę stopni. Jego ambicją było uczynienie z loży miejsca systematycznej nauki: każdy stopień miał przekazywać nie tylko znaki rozpoznawcze, lecz także pewną porcję wiedzy o świecie i o moralności. Wykład drugiego stopnia stał się w tym programie najbardziej rozbudowany, ponieważ właśnie tam można było pomieścić przegląd ludzkich zdolności poznawczych i dziedzin wiedzy. Choć późniejsze rytuały angielskie skróciły wiele z prestonowskich rozważań, ich ślad pozostał w kształcie stopnia do dziś.

Teza, którą warto tu bronić, brzmi więc następująco: stopień czeladnika nie jest pustym przejściem, lecz miejscem, w którym wolnomularstwo okazuje się szkołą oświeceniowego humanizmu. Jego symbolika nie dotyczy ani narodzin, ani śmierci, ale wzrostu. Mówi o człowieku, który już przekroczył próg, a teraz musi nauczyć się patrzeć, mierzyć i rozumieć.

Schody, których nie widać z dołu

Centralnym obrazem stopnia są kręte schody prowadzące do komnaty środkowej świątyni Salomona. Obraz ten wyrasta z krótkiej wzmianki w Pierwszej Księdze Królewskiej, gdzie opisano boczne izby przybudowane do świątyni i wejście do nich po schodach krętych na piętro środkowe. Z tego jednego zdania wolnomularska wyobraźnia wyprowadziła całą alegorię wznoszenia się, a wykład stopnia wypełnił ją treścią, której biblijny autor z pewnością nie zamierzał przekazać.

Kształt schodów nie jest obojętny. Schody proste pozwalają z dołu zobaczyć szczyt; schody kręte go ukrywają. Wstępujący widzi tylko kilka stopni przed sobą i musi ufać, że droga prowadzi dokądś, choć cel pozostaje zakryty. W tym obrazie zawiera się subtelna pedagogika: wiedza nie objawia się naraz, lecz kawałek po kawałku, a każdy stopień trzeba przejść osobiście. Tradycyjne objaśnienia dodają, że czeladnicy, którzy wspinali się do komnaty środkowej, przychodzili tam po zapłatę, co nadaje wiedzy charakter nagrody za wytrwałą pracę, a nie daru dla biernych.

Schody dzielą się w wykładzie na grupy liczące trzy, pięć i siedem stopni, przy czym w różnych rytuałach i wersjach liczby te bywają rozłożone nieco inaczej. Pierwsza grupa odsyła do trzech urzędników prowadzących lożę i do triady, która powraca w całej symbolice. Druga i trzecia grupa stanowią właściwą treść stopnia: pięć zmysłów i pięć porządków architektury, a następnie siedem sztuk wyzwolonych. Wznoszenie się po schodach jest zatem przechodzeniem od percepcji przez kształt do nauki, od tego, co dane, przez to, co ukształtowane, do tego, co zrozumiane.

Pięć zmysłów i pięć porządków

Wykład o pięciu zmysłach wydaje się na pierwszy rzut oka zaskakująco prosty. Wymienia słuch, wzrok, dotyk, węch i smak, a niektóre wersje podkreślają, że pierwsze trzy mają szczególne znaczenie dla wolnomularzy, ponieważ przez słuch przyjmuje się nauki, przez wzrok rozpoznaje się znaki, a przez dotyk – uścisk braterstwa. W tej prostocie kryje się jednak założenie charakterystyczne dla filozofii osiemnastego wieku: poznanie zaczyna się od zmysłów, a człowiek, który chce zrozumieć świat, nie może gardzić doświadczeniem. Echo empiryzmu Locke’a słychać tu wyraźnie, nawet jeśli autorzy wykładów nie powoływali się na niego wprost.

Pięć porządków architektury – toskański, dorycki, joński, koryncki i kompozytowy – stanowi drugi szczebel. Wykład przedstawia je jako owoc ludzkiego geniuszu, z których trzy pierwsze, greckie, uchodzą za oryginalne, a dwa pozostałe za rzymskie rozwinięcia. Wybór tego tematu nie jest przypadkowy w organizacji, która nazywa się zrzeszeniem budowniczych. Porządki są gramatyką architektury: określają proporcje kolumny, kształt kapitelu, relację między podporą a ciężarem. Kto je zna, potrafi czytać budowle, a kto je rozumie, potrafi zobaczyć w kamieniu zasadę harmonii.

Przejście od zmysłów do porządków ma głęboki sens. Zmysły dostarczają materiału, ale materiał sam nie tworzy piękna. Dopiero proporcja, ład i miara nadają mu formę. Czeladnik, który przeszedł przez wykład o zmysłach, uczy się teraz, że ludzka kultura polega na porządkowaniu tego, co dane, według zasad, które można poznać i przekazać. Tradycja wywodząca się z Witruwiusza i odnowiona w renesansie przez teoretyków sztuki staje się tu częścią moralnego wychowania.

Siedem sztuk i litera pośrodku

Najwyższym szczeblem schodów są siedem sztuk wyzwolonych: gramatyka, retoryka i logika, tworzące trivium, oraz arytmetyka, geometria, muzyka i astronomia, tworzące quadrivium. Ten średniowieczny program edukacyjny, odziedziczony po późnej starożytności, wolnomularstwo przyjęło nie jako zabytek, lecz jako żywy ideał wykształcenia. Wykład poświęca każdej sztuce krótkie objaśnienie, ukazując ją jako narzędzie doskonalenia rozumu i duszy, przy czym przewodnią myślą jest jedność wiedzy, w której język, myślenie i liczba tworzą kolejne kręgi jednej harmonii.

Szczególne miejsce wśród sztuk zajmuje geometria. Wolnomularska tradycja, sięgająca dawnych rękopisów cechowych, w których geometrię utożsamiano z samą sztuką budowania, uznaje ją za najszlachetniejszą z nauk. W komnacie środkowej czeladnik spotyka literę G, którą wykład wiąże zarówno z geometrią, jak i z imieniem Boga, w zależności od wersji i obediencji. Ta dwoistość jest wymowna: nauka o mierze i Bóg jako wielki geometra świata zbiegają się w jednym znaku, a poznanie porządku przyrody staje się drogą ku jego Źródłu.

W obrządkach kontynentalnych, zwłaszcza francuskim i szkockim, ta sama myśl przybiera nieco inną postać. Czeladnik odbywa tam symboliczne podróże, w których kolejno poznaje narzędzia, sztuki i nauki, a na końcu ukazuje mu się gwiazda płomienista z literą G pośrodku. Obraz schodów ustępuje miejsca obrazowi wędrówki, ale kierunek pozostaje ten sam: od pracy rąk do pracy umysłu, od rzemiosła do kontemplacji porządku. Różnica form tylko potwierdza, że rdzeniem stopnia jest program wykształcenia, a nie konkretny rekwizyt.

Nie jest to pobożność odwracająca się od rozumu, lecz pobożność, która w rozumie widzi swoje narzędzie. Epoka, w której Newton opisał prawa ruchu planet, a przyrodnicy mówili o księdze natury zapisanej językiem matematyki, znalazła w stopniu czeladnika swój rytualny wyraz. Komnata środkowa jest miejscem, w którym nauka i duchowość nie konkurują ze sobą, ale przemawiają wspólnym głosem.

Pedagogika wzrastania

Stopień czeladnika ma także swój wymiar moralny, który wynika bezpośrednio z jego intelektualnej treści. Uczeń otrzymał światło, czyli możliwość poznania; czeladnik ma tę możliwość wykorzystać. Wykład podkreśla obowiązek nauki, rozwijania talentów i pracy nad sobą, a narzędzia przypisane do tego stopnia służą w tradycyjnych objaśnieniach przede wszystkim jako obrazy prawości, równości i rzetelności w postępowaniu. Ideał, który z tego wynika, to człowiek zdolny do samodzielnego myślenia, sumienny w pracy i otwarty na wiedzę.

Warto zauważyć, że wykład nie stawia czeladnikowi celu w postaci posiadania wiedzy, lecz w postaci jej poszukiwania. Komnata środkowa nie jest biblioteką, w której zdobywa się gotowe odpowiedzi, ale miejscem, w którym otrzymuje się zapłatę za trud i wraca do pracy. Taki obraz nauki, jako drogi niekończącej się i wymagającej pokory, dobrze współbrzmi z oświeceniowym przekonaniem, że rozum jest przede wszystkim metodą, a nie zbiorem twierdzeń. Czeladnik nie staje się uczonym; staje się kimś, kto wie, że warto się uczyć, i zna kierunek, w którym należy iść.

W tym sensie stopień czeladnika jest najbardziej obywatelskim z trzech stopni. Pierwszy dotyczy przemiany wewnętrznej, trzeci – tajemnicy śmierci i wierności; drugi dotyczy życia w świecie, w którym trzeba mierzyć, budować i współpracować. Osiemnastowieczne loże, gromadzące kupców, lekarzy, prawników, oficerów i uczonych, odnajdywały w nim program dobrze im znany: program towarzystw naukowych, encyklopedii i akademii, w których wiedza miała służyć dobru wspólnemu.

Dlaczego warto wrócić na schody

Niedocenianie stopnia czeladnika jest więc stratą dla zrozumienia wolnomularstwa jako całości. Bez niego obraz tej tradycji staje się albo czysto mistyczny, skupiony na śmierci i odrodzeniu, albo czysto towarzyski, zredukowany do braterskiej solidarności. Komnata środkowa przypomina, że loża miała być także szkołą, w której człowiek uczy się świata, a przez świat – samego siebie.

Wolnomularscy autorzy, którzy w XIX i XX wieku pisali o symbolice stopni, często zwracali uwagę na tę lukę, zachęcając braci do dłuższego zatrzymania się na drugim etapie drogi. Ich apel ma sens także dla historyka idei. Kręte schody, prowadzące od zmysłów przez architekturę do nauk, są jednym z najpiękniejszych obrazów oświeceniowej wiary w to, że poznanie jest wznoszeniem się, a każdy stopień wiedzy przybliża człowieka do harmonii, którą ta tradycja nazywa dziełem Wielkiego Architekta. Kto przeszedł te schody uważnie, wie, że nie były one przejściem między dwiema ważniejszymi rzeczami, lecz osobną, pełną treści drogą.