Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Wielka Loża Narodowa Polacy Zjednoczeni w II Rzeczypospolitej

Wielka Loża Narodowa „Polacy Zjednoczeni”, powołana na początku lat dwudziestych XX wieku, była pierwszą od stulecia samodzielną polską obediencją, opartą na Rycie Szkockim i związkach z Francją, a jej nieliczne warsztaty skupiały przede wszystkim liberalną i demokratyczną inteligencję odrodzonego państwa.

Rafał Radziwiłłowicz (1860–1929), psychiatra i wielki mistrz Wielkiej Loży Narodowej Polski – domena publiczna
Rafał Radziwiłłowicz (1860–1929), psychiatra i wielki mistrz Wielkiej Loży Narodowej Polski – domena publiczna · Wikimedia Commons

Budowa od fundamentów

Wolnomularze, którzy po 1918 roku zakładali polskie loże, nie mieli czego wznawiać w ścisłym sensie. Dawna obediencja Królestwa Polskiego przestała istnieć sto lat wcześniej, a jej obrzędy nie przetrwały w żywej praktyce. Dysponowano natomiast doświadczeniem zebranym w latach poprzedzających wojnę: część przyszłych założycieli przeszła inicjację w lożach francuskich, inni w warsztatach węgierskich czy włoskich, jeszcze inni w niewielkich grupach działających w Warszawie od około 1910 roku pod patentami zagranicznymi. Polskie wolnomularstwo międzywojenne powstało więc z połączenia rozproszonych ludzi i cudzych tradycji, a nie z kontynuacji własnej instytucji.

Pierwsze lata niepodległości były okresem formowania się struktur. Warsztaty działające w Warszawie i kilku innych miastach dążyły do utworzenia wspólnej, narodowej władzy, która uwolniłaby je od zależności od obediencji zagranicznych, a zarazem zapewniła im uznanie w świecie wolnomularskim. Owocem tych zabiegów była Wielka Loża Narodowa, przyjmująca nazwę „Polacy Zjednoczeni”. Sama nazwa niosła program: obediencja miała łączyć braci przyjętych w różnych krajach i różnych obrządkach w jedną polską wspólnotę, przekraczającą dawne granice zaborów. Dokładne daty poszczególnych etapów jej konstytuowania bywają w literaturze podawane rozmaicie, co wynika ze stopniowego charakteru całego procesu.

Nie była to jedyna forma wolnomularstwa na ziemiach II Rzeczypospolitej. Działały także warsztaty mieszanego zakonu Le Droit Humain, przyjmującego kobiety i mężczyzn, a w zachodnich województwach przetrwały przez pewien czas loże związane z niemieckimi wielkimi lożami, odziedziczone po zaborze pruskim. Wielka Loża Narodowa pozostawała jednak główną polską obediencją męską i to ona była w opinii publicznej utożsamiana z masonerią jako taką.

Ryt Szkocki i więź z Francją

Charakter obediencji określało jej powiązanie z Dawnym i Przyjętym Rytem Szkockim. Warsztaty symboliczne pracowały w trzech stopniach rzemieślniczych, ale ponad nimi istniała Rada Najwyższa trzydziestego trzeciego stopnia dla Polski, zarządzająca stopniami wyższymi i stanowiąca ważny element struktury. Taki układ, w którym wielka loża i rada najwyższa współistnieją i współpracują, był typowy dla tradycji kontynentalnej, a zwłaszcza francuskiej. Polskie wolnomularstwo przejęło go razem z rytuałami i zwyczajami, które przynieśli bracia inicjowani w Paryżu.

Głównym partnerem zagranicznym była Wielka Loża Francji, obediencja pracująca właśnie w Rycie Szkockim i zachowująca w swoich obrzędach odwołanie do Wielkiego Architekta Wszechświata. To odróżniało ją od Wielkiego Wschodu Francji, który kilka dziesięcioleci wcześniej zrezygnował z tego wymogu. Wybór partnera nie był obojętny: polska obediencja sytuowała się tym samym w nurcie liberalnym, otwartym na sprawy społeczne i polityczne, ale nie radykalnie laickim. Pozwalało to łączyć w lożach ludzi o bardzo różnych postawach religijnych, od wierzących katolików i protestantów po agnostyków.

Struktura stopni wyższych odtwarzała francuski wzór w miniaturze. Bracia mistrzowie, którzy chcieli kontynuować drogę, mogli być przyjmowani do lóż perfekcji, kapituł różokrzyżowych i areopagów, odpowiadających kolejnym szczeblom rytu aż do najwyższych godności nadawanych przez Radę Najwyższą. W polskich warunkach, przy niewielkiej liczbie członków, ciała te były nieliczne i często skupiały tych samych ludzi, którzy pełnili ważne funkcje w lożach symbolicznych. Taka koncentracja ułatwiała zarządzanie, ale sprawiała też, że obediencja zależała od stosunkowo wąskiego grona osób o dużym doświadczeniu i autorytecie.

Związek z Francją miał też wymiar praktyczny. Uznanie przez francuskie obediencje otwierało Polakom drogę do międzynarodowych kontaktów wolnomularskich, do kongresów i korespondencji z lożami innych krajów. Dawało też prestiż w środowisku, w którym kultura francuska pozostawała wzorem. Zarazem jednak oznaczało, że polska obediencja nie była uznawana przez Zjednoczoną Wielką Lożę Anglii i krąg regularnych obediencji anglosaskich, które utrzymywały dystans wobec masonerii kontynentalnej. Polskie wolnomularstwo międzywojenne należało zatem do jednego z dwóch wielkich bloków światowego bractwa, a nie do obu naraz.

Warsztaty i ich ludzie

Wielka Loża Narodowa była organizacją niewielką. Szacunki mówią o kilkuset członkach w okresie największego rozwoju, skupionych w kilkunastu warsztatach, z których większość działała w Warszawie, a pozostałe w miastach takich jak Kraków, Lwów, Łódź czy Poznań. Było to środowisko starannie dobierane, a nie ruch masowy. Przyjęcie wymagało rekomendacji, rozmów i głosowania, a bracia zdawali sobie sprawę, że w atmosferze politycznej II Rzeczypospolitej przynależność do loży może zaszkodzić karierze.

Na czele obediencji stali kolejno wielcy mistrzowie, wśród których opracowania wymieniają psychiatrę Rafała Radziwiłowicza, publicystę i działacza społecznego Stanisława Stempowskiego oraz fizyka Mieczysława Wolfkego. Te trzy nazwiska dobrze oddają profil środowiska: lekarz, społecznik o rodowodzie demokratycznym i uczony nauk ścisłych. Szeregowi członkowie rekrutowali się w podobnych kręgach. Byli wśród nich profesorowie uniwersytetów, adwokaci, lekarze, nauczyciele, literaci, urzędnicy i wojskowi, a także przedsiębiorcy. Wspólnym mianownikiem nie była przynależność partyjna, bo bracia należeli do różnych ugrupowań, od socjalistów po umiarkowanych konserwatystów, lecz przywiązanie do idei państwa praworządnego, tolerancyjnego i świeckiego w sprawach publicznych.

Geografia warsztatów odzwierciedlała mapę polskiej inteligencji. Warszawa, jako stolica i największy ośrodek akademicki, skupiała większość lóż i zarazem władze obediencji. W Krakowie i Lwowie, gdzie istniała starsza tradycja kontaktów z wolnomularstwem zagranicznym, warsztaty opierały się na środowisku uniwersyteckim. Łódź, miasto przemysłowe o wielonarodowym składzie mieszkańców, wnosiła do obediencji element mieszczański i przedsiębiorczy. Ta różnorodność sprawiała, że pod wspólnym szyldem współistniały dość odmienne kultury lożowe, a utrzymanie jedności wymagało od władz obediencji umiejętności godzenia lokalnych ambicji z ogólnymi zasadami.

Ważne jest, aby nie przypisywać obediencji członków na podstawie pogłosek. Wokół międzywojennej masonerii narosło mnóstwo list, z których wiele powstało w publicystyce wrogiej bractwu i zawiera nazwiska wpisane bez żadnego dowodu. Rzetelne badania, prowadzone przede wszystkim przez Ludwika Hassa, pozwoliły ustalić krąg ludzi rzeczywiście związanych z lożami, ale także pokazały, jak wiele popularnych przypisań nie ma podstaw. Lepiej więc mówić o środowisku niż wyliczać nazwiska, których przynależność pozostaje niepewna.

Praca w świątyni i poza nią

Życie warsztatu toczyło się według rytmu typowego dla masonerii kontynentalnej. Bracia spotykali się na regularnych zebraniach obrzędowych, podczas których odbywały się inicjacje i podwyższenia do kolejnych stopni, a także dyskusje nad przygotowanymi wcześniej referatami. Tematy tych wystąpień obejmowały filozofię moralną, symbolikę wolnomularską, historię bractwa, ale również sprawy bieżące: wychowanie obywatelskie, prawa mniejszości, reformę prawa małżeńskiego, położenie robotników czy stosunki międzynarodowe. Loża była w tym sensie seminarium, w którym ludzie różnych zawodów i poglądów uczyli się rozmawiać o kwestiach spornych w atmosferze wzajemnego szacunku.

Obrzęd sam w sobie zajmował w tym życiu miejsce centralne, choć dziś łatwo o tym zapomnieć, czytając głównie o społecznych zaangażowaniach braci. Inicjacja prowadziła kandydata przez symboliczną śmierć i odrodzenie, przez próby żywiołów i przyjęcie światła, a kolejne stopnie odsłaniały mu znaczenie narzędzi budowniczych jako obrazów pracy nad sobą. Polscy wolnomularze międzywojnia przejmowali te formy z francuskich rytuałów, tłumacząc je na polski i dostosowując do własnej wrażliwości. Wymagało to wysiłku językowego, bo trzeba było stworzyć polskie słownictwo obrzędowe, którego ciągłość z XVIII wieku została przerwana. Część dawnych terminów odnaleziono w starych drukach, inne ukuto na nowo.

Poza świątynią bracia działali przede wszystkim przez inne instytucje. Wolnomularstwo kontynentalne nie traktowało loży jako organizacji politycznej, lecz zachęcało członków do zaangażowania w życie publiczne według własnego sumienia. Wielu z nich angażowało się w ruch oświatowy, w towarzystwa krzewiące szkołę świecką, w organizacje obrony praw obywatelskich, w spółdzielczość i działalność charytatywną. Badacze wskazują na związki części braci z Ligą Obrony Praw Człowieka i Obywatela, ale trzeba pamiętać, że osobiste zaangażowanie członków loży nie czyniło z takich organizacji przybudówek masonerii.

Działalność dobroczynna, tradycyjnie ważna w życiu warsztatów, przybierała formę zbiórek na rzecz potrzebujących braci i ich rodzin, wsparcia dla instytucji opiekuńczych, stypendiów. Była prowadzona dyskretnie, bez rozgłosu, co zgodne było zarówno z duchem bractwa, jak i z ostrożnością narzucaną przez nieprzychylną atmosferę.

Obediencja w swoim czasie

Wielka Loża Narodowa „Polacy Zjednoczeni” istniała niespełna dwie dekady. W tym krótkim czasie dokonała rzeczy, które w szerszej perspektywie mają znaczenie większe niż jej skromna liczebność. Po stuletniej przerwie przywróciła polskiemu wolnomularstwu samodzielność organizacyjną i uznanie międzynarodowe. Wprowadziła do polskiej praktyki Ryt Szkocki w jego francuskiej postaci, który stał się później punktem odniesienia dla odradzających się lóż. Wytworzyła środowisko, w którym ludzie o bardzo różnych poglądach potrafili pracować razem w imię wartości przekraczających podziały partyjne.

Jej słabością była właśnie owa nieliczność i elitarność. Obediencja skupiająca kilkuset przedstawicieli inteligencji nie mogła wpływać na życie publiczne w sposób, który przypisywali jej przeciwnicy, a zarazem nie miała dość siły, by skutecznie bronić swojej reputacji. Była łatwym celem, bo jej członkowie zajmowali widoczne stanowiska, a sama instytucja zachowywała dyskrecję, której nie umiała wytłumaczyć opinii publicznej. Historia jej końca, związana z narastającą wrogością drugiej połowy lat trzydziestych, wymaga osobnego opowiedzenia.

Dla historyka idei najciekawszy jest jednak sam kształt tego przedsięwzięcia: próba stworzenia polskiej masonerii nowoczesnej, liberalnej i zarazem zakorzenionej w obrzędowej tradycji, w państwie, które dopiero uczyło się demokracji. Warsztaty międzywojenne nie były ani tajnym rządem, ani klubem dyskusyjnym bez znaczenia. Były miejscem, w którym część polskiej inteligencji próbowała przełożyć dawne ideały bractwa – wolność sumienia, równość, braterstwo – na język odrodzonej Rzeczypospolitej. Ich dorobek, w większości rozproszony i słabo udokumentowany, stanowi jedno z mniej znanych świadectw kultury politycznej tamtego czasu.