Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Asy tarota – ręka wyłaniająca się z chmury

Ręka wyłaniająca się z obłoku, którą w Tarocie Marsylskim widać tylko na asach mieczy i buław, jest starym znakiem chrześcijańskiej i żydowskiej ikonografii, a Pamela Colman Smith, idąc za opisami Złotego Brzasku, rozciągnęła ją na wszystkie cztery asy i uczyniła z niej obraz daru udzielanego z góry.

As Buław z talii Waite’a i Smith, oryginalne wydanie „Roses & Lilies”, rys. Pamela Colman Smith, 1909 – domena publiczna
As Buław z talii Waite’a i Smith, oryginalne wydanie „Roses & Lilies”, rys. Pamela Colman Smith, 1909 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Dwa asy z ręką, dwa bez

W tradycyjnym wzorze marsylskim cztery asy nie tworzą jednolitej serii. As Kielichów przedstawia okazałe naczynie, przypominające raczej architektoniczny relikwiarz albo monstrancję niż zwykły puchar. As Monet to wielki krążek ozdobiony roślinnym ornamentem, który u wielu wytwórców służył również do umieszczenia znaku warsztatu. Natomiast As Mieczy i As Buław mają wspólną cechę: broń lub kij trzyma dłoń wysuwająca się z bocznej krawędzi karty, z czegoś, co wygląda jak pofalowany obłok albo bufiasty rękaw. Miecz wieńczy korona, z której zwisają gałązki; buława jest sękatym drągiem, z którego odpadają odcięte odrośla, przedstawione jak małe płomyki albo listki.

Dlaczego tylko te dwa kolory dostały rękę, tego żadne źródło nie wyjaśnia. Można przypuszczać, że chodziło o czytelność: miecz i kij są przedmiotami, które trzyma się w dłoni, natomiast kielich i moneta mogą spoczywać same. Ręka nadaje im kierunek i gest, zamienia przedmiot w czynność. Jest to jednak domysł, a nie udokumentowana intencja rytowników. Pewne jest tylko to, że motyw ten utrzymywał się uparcie w kolejnych pokoleniach talii marsylskich, kopiowany wraz z resztą wzoru przez kartowników, którzy raczej nie zastanawiali się nad jego teologicznym rodowodem.

Sam obraz ręki z obłoku był jednak w kulturze europejskiej znany od wieków i rozpoznawalny dla każdego, kto oglądał malowidła w kościołach albo ilustracje w księgach. Dlatego warto zapytać, skąd się wziął i co mógł przywoływać, nawet jeśli twórcy kart korzystali z niego tylko jako z gotowej formuły obrazowej.

Ręka Boża w dawnej sztuce

Przedstawienie dłoni wyłaniającej się z chmury lub z nieba, nazywane po łacinie dextera Dei albo manus Dei, należy do najstarszych sposobów ukazywania obecności Boga bez ukazywania Jego postaci. Pojawia się już w malowidłach synagogi w Dura Europos nad Eufratem z III wieku, gdzie ręka z nieba towarzyszy między innymi scenie ofiarowania Izaaka i wizji Ezechiela. Zakaz wyobrażania Boga sprawiał, że dłoń stała się znakiem zastępczym: wskazywała na działanie, interwencję, głos, nie na wygląd tego, który działa.

Sztuka wczesnochrześcijańska i średniowieczna przejęła ten motyw w szerokim zakresie. Ręka Boża pojawia się nad sceną chrztu Chrystusa, w przedstawieniach Wniebowstąpienia, w scenach ofiary Abrahama i Abla, w mozaikach rawennskich z VI wieku, w iluminacjach karolińskich i ottońskich, na krzyżach i w portalach romańskich. Niekiedy dłoń błogosławi, niekiedy wręcza koronę władcy, niekiedy powstrzymuje rękę Abrahama nad synem. Za każdym razem wskazuje na to samo: rzeczywistość pochodzi z góry, a człowiek otrzymuje ją jako coś, czego sam nie wytworzył.

W późnym średniowieczu motyw ten stał się w pewnym stopniu konwencjonalny. Rękę z obłoku umieszczano w herbach, emblematach, sygnetach drukarskich, na ilustracjach kronik. Trzymała miecze, wagi, wieńce, księgi. Wiele z tych użyć było świeckich, a sens teologiczny słabł do ogólnego znaczenia „władza nadana z wysoka” albo „opatrzność”. W takiej rozrzedzonej formie motyw mógł trafić do kart do gry, bez żadnego zamiaru mistycznego, jako po prostu efektowny sposób podania przedmiotu na karcie.

Smith i cztery dary

Kiedy w 1909 roku Pamela Colman Smith zaprojektowała dla Arthura Edwarda Waite’a talię wydaną przez londyńską firmę Rider, zmieniła układ asów w sposób, który dziś wydaje się oczywisty, a był w gruncie rzeczy decyzją interpretacyjną. Wszystkie cztery asy otrzymały rękę wysuwającą się z chmury. Opisy kart w rytuałach Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, do którego należeli zarówno Waite, jak i Smith, mówiły już o białej, promieniującej dłoni wyłaniającej się z obłoków na każdym asie, więc Smith nie wymyślała tu z niczego. Nadała jednak temu opisowi formę, która trafiła do milionów odbiorców i ustaliła sposób patrzenia na asy w znacznej części współczesnej praktyki.

As Kielichów u Smith to puchar podany z obłoku, z którego wylewa się pięć strumieni wody na staw z liliami wodnymi, a do kielicha zstępuje gołębica z opłatkiem naznaczonym krzyżem. As Monet ukazuje dłoń trzymającą pentakl nad ogrodem, w którym ścieżka prowadzi do łuku z roślinności, a za nim widać góry. As Mieczy unosi miecz zwieńczony koroną, z której zwisają gałązki oliwki i palmy. As Buław trzyma kij, z którego wyrastają świeże liście, z zamkiem w krajobrazie poniżej. W każdym wypadku przedmiot nie leży, lecz jest podawany: ręka wysuwa go ku widzowi.

Ta zmiana jest czymś więcej niż ujednoliceniem kompozycji. W Marsylii ręka trzymała broń, w talii Smith ręka ofiarowuje. Nawet miecz, przedmiot przemocy, staje się darem, zwieńczonym znakami pokoju i zwycięstwa. Waite w swoim komentarzu do kart, The Pictorial Key to the Tarot z 1910 roku, opisuje asy jako zasady lub korzenie odpowiednich kolorów, a obraz Smith pokazuje, że takie korzenie nie są ludzkim osiągnięciem, lecz czymś udzielonym. Gołębica nad Asem Kielichów czyni ten sens niemal liturgicznym; trudno nie dostrzec w niej echa obrazowania eucharystycznego, które Waite, zafascynowany legendą Graala, uważał za szczególnie znaczące.

Korzeń żywiołu i krajobraz poniżej

Sens daru, który Smith nadała asom, wzmacnia system, w którym działał Złoty Brzask. Zakon przypisywał każdemu kolorowi jeden żywioł: buławom ogień, kielichom wodę, mieczom powietrze, monetom ziemię. Asy nazywano korzeniami mocy tych żywiołów i łączono z najwyższą sferą Drzewa Życia, z punktem, w którym siła dopiero wypływa, zanim przybierze określoną postać. W tej perspektywie ręka wyłaniająca się z obłoku przestaje być ozdobnym rekwizytem i staje się obrazem przejścia: z tego, co niewidzialne i nienazwane, wyłania się zalążek żywiołu, jeszcze nierozwinięty, ale już obecny.

Smith dodała do tego coś, czego w lakonicznych opisach rytualnych nie było: krajobraz. Pod każdą ręką rozpościera się ziemia, która ma dar przyjąć. Pod Asem Kielichów jest woda, do której spływają strumienie, pod Asem Monet ogród, pod Asem Buław dolina z zamkiem, pod Asem Mieczy surowe góry. Te sceny tworzą drugi biegun kompozycji. Obłok i ręka należą do sfery dawcy, krajobraz do sfery obdarowanego, a przedmiot zawieszony między nimi jest właśnie tym, co przechodzi z jednego porządku do drugiego. Bez krajobrazu as byłby tylko emblematem; z nim staje się małą opowieścią o zstępowaniu.

Ta dwupoziomowa budowa zgadza się z ogólną metodą Smith, która nawet karty liczbowe zamieniała w sceny z postaciami i otoczeniem. W przypadku asów nie ma jednak postaci ludzkiej, jest tylko dłoń, której właściciela nie widać. Ta powściągliwość dobrze służy obrazowi. Widz nie musi pytać, kim jest dawca; wystarczy, że widzi gest. W tym punkcie nowoczesna talia okultystyczna zbliża się, być może bardziej, niż jej twórcy sobie uświadamiali, do starej zasady sztuki sakralnej, która pokazywała działanie Boga przez samą dłoń.

Crowley i rezygnacja z ręki

Inną drogą poszedł Aleister Crowley, który wraz z malarką Friedą Harris przygotował w latach 1938–1943 talię znaną dziś jako Thoth. Jego asy są potężnymi, niemal abstrakcyjnymi emblematami. As Buław to płonąca, rozgałęziona pochodnia, As Kielichów to czara wyłaniająca się z kwiatu lotosu, As Mieczy to ostrze przebijające koronę, z greckim słowem Thelema wypisanym na klindze, a As Dysków to wielki krążek z sigilem i greckimi napisami odnoszącymi się do samego Crowleya. Ręki z obłoku nie ma na żadnej z tych kart.

Ta nieobecność jest wymowna. Crowley wyrósł z tej samej szkoły co Waite i Smith, znał te same opisy Złotego Brzasku, ale jego doktryna Thelemy przesuwała akcent z łaski udzielanej z góry na wolę, która rozpoznaje własną naturę. As u Crowleya nie jest darem podanym przez niewidzialnego dawcę, lecz samą siłą żywiołu ukazaną bezpośrednio. Zamiast relacji między dawcą a obdarowanym mamy czystą energię, której nikt nie podaje, bo ona po prostu jest. Porównanie obu talii pokazuje, że wybór ręki albo jej brak nie jest kwestią stylu, lecz teologii, nawet jeśli w żadnej z tych talii nie mówi się o niej wprost.

Gest między obrazem a znaczeniem

Ręka z chmury przeszła więc długą drogę: od znaku Boga, którego nie wolno przedstawiać, przez świecką formułę władzy i opatrzności, przez rzemieślniczy detal na dwóch asach marsylskich, aż po centralny motyw całej czwórki asów w najpopularniejszej talii XX wieku. Na każdym etapie zmieniało się jej znaczenie, choć forma pozostawała podobna. Historyk musi zachować ostrożność i nie przypisywać kartownikom XVII wieku zamiarów, które dopiero Smith i Waite świadomie wpisali w karty.

Zarazem trwałość tego motywu jest sama w sobie interesująca. Gest wysuwania przedmiotu z niewidzialnego źródła okazał się zdolny unieść bardzo różne treści, a przy tym nigdy nie utracił pewnej podstawowej wymowy: to, co najważniejsze, nie pochodzi od nas. W czytaniu tarota w tradycji Waite’a asy oznaczają zwykle początek, zalążek, możliwość. Obraz ręki dodaje do tego subtelny akcent: początek jest darem, który można przyjąć albo odrzucić, ale którego nie można wytworzyć wysiłkiem.

W tym sensie zmiana dokonana przez Smith była trafnym odczytaniem starego motywu, a nie jego zniekształceniem. Przypomniała o źródle, z którego ikonografia ręki wyrosła, i przywróciła jej sens, który w kartach marsylskich mógł być już tylko echem. Że uczyniła to w ramach okultystycznego systemu, którego teologia była daleka od ortodoksji, nie zmienia faktu, że jej asy pozostają w dialogu z bardzo starą tradycją obrazowania obecności, która udziela się, nie ukazując twarzy.