Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Francesco Piscina i pierwszy komentarz do tarota

Wydany w Mondovì w 1565 roku Discorso sopra l'ordine delle figure dei tarocchi Francesca Pisciny jest najstarszym znanym tekstem, który nie potępia gry ani nie wylicza jedynie kart, lecz próbuje wyjaśnić, dlaczego atuty następują po sobie w takiej, a nie innej kolejności.

Le Bateleur z Tarota Marsylskiego Nicolasa Convera, 1760
Le Bateleur z Tarota Marsylskiego Nicolasa Convera, 1760

Pytanie, którego wcześniej nikt nie zapisał

Przez pierwsze sto lat swojego istnienia tarot był przede wszystkim grą. Karty z dodatkowym szeregiem obrazów, zwanych trionfi, a później tarocchi, malowano dla dworów północnych Włoch od lat czterdziestych XV wieku, potem drukowano je z drzeworytów dla szerszego kręgu graczy. Źródła z tego okresu mówią o kartach w rachunkach, inwentarzach, zakazach i kazaniach. Wiemy, ile kosztowały, kto je zamawiał, kto przegrywał przy nich pieniądze. Znacznie trudniej znaleźć kogoś, kto zadałby pytanie, które dla współczesnego czytelnika wydaje się pierwsze: co znaczy porządek tych obrazów i dlaczego Papież stoi wyżej niż Cesarz, a Śmierć niżej niż Diabeł.

Nie znaczy to, że wcześniej nikt o tym nie myślał. Kolejność atutów musiała być znana każdemu graczowi, bo od niej zależało, która karta bije którą, a różnice między porządkami bolońskim, ferraryjskim i mediolańskim pokazują, że w różnych ośrodkach rozumiano ją nieco inaczej. Sama gra zawierała więc ukrytą hierarchię. Wypowiadano się o niej jednak niemal wyłącznie w języku moralisty, który widział w kartach okazję do grzechu. Z przełomu XV i XVI wieku pochodzi łacińskie kazanie przeciw grom, przechowane w rękopisie i znane w literaturze jako Sermones de ludo cum aliis, które wylicza atuty po kolei, lecz tylko po to, by uznać je za wymysł szatana. Jest to cenny świadek porządku kart, ale nie ich komentarz.

Na tym tle krótki drukowany traktat z Piemontu ma wagę szczególną. Jego autor nie bronił gry jako takiej ani jej nie zwalczał; chciał zrozumieć jej obrazy. Właśnie dlatego historycy tarota traktują Discorso Pisciny jako pierwszy znany tekst objaśniający, a nie tylko pierwszy tekst, w którym karty się pojawiają.

Autor i jego miasto

O samym Francescu Piscinie wiadomo niewiele. Na karcie tytułowej przedstawia się jako mieszkaniec Mondovì, zwanego wówczas Monteregale, miasta w południowym Piemoncie, które w połowie XVI wieku miało drukarnię, szkoły i aspiracje ośrodka uczonego. Był zapewne człowiekiem wykształconym, oswojonym z dworską kulturą rozmowy i z humanistyczną modą na pisanie krótkich rozpraw o rzeczach codziennych: o grach, ubiorach, obyczajach. Dalsze szczegóły jego biografii pozostają niepewne i rozsądniej ich nie dopowiadać.

Ważniejszy jest kontekst. Piemont należał do regionów, w których tarot zakorzenił się najmocniej i najtrwalej. Gra przetrwała tam przez stulecia, a lokalne talie zachowały porządek atutów, w którym Świat zamyka szereg, a Anioł Sądu stoi tuż pod nim. Ten układ, odmienny od bolońskiego i ferraryjskiego, zbliżony jest do tego, który później stał się znany z kart francuskich. Piscina pisał więc z wnętrza żywej kultury gry, dla czytelników, którzy znali karty z codziennego doświadczenia i nie potrzebowali objaśniania reguł.

Tekst długo pozostawał zapomniany. Szersze grono badaczy poznało go dopiero na początku XXI wieku, a w 2010 roku ukazało się angielskie wydanie z przekładem i komentarzem, przygotowane przez Rossa Caldwella, Thierry'ego Depaulisa i Marca Ponziego, zatytułowane Explaining the Tarot. Od tego czasu Discorso jest jednym z podstawowych świadectw do historii znaczeń tarota, choć wciąż pozostaje znany głównie specjalistom.

Porządek jako droga moralna

Zasadnicza myśl Pisciny jest prosta i zarazem nowa: kolejność figur nie jest przypadkowa, lecz układa się w ciąg o sensie moralnym. Autor zaczyna od najniższej karty, którą w Piemoncie nazywano Bagatella – kuglarza, sztukmistrza zręcznych rąk – i prowadzi czytelnika w górę szeregu, pokazując, że każda kolejna figura przewyższa poprzednią godnością, władzą lub znaczeniem. Ziemskie stany ustępują cnotom, cnoty potęgom, które rządzą życiem człowieka, a te z kolei rzeczywistościom ostatecznym.

W takim odczytaniu postacie władzy duchownej i świeckiej tworzą pierwszy stopień: świat społeczny z jego hierarchiami, w których człowiek żyje i któremu podlega. Dalej pojawiają się figury Miłości, Rydwanu i cnót, a więc to, co porusza duszę i to, co ją porządkuje. Koło Fortuny i Starzec przypominają o zmienności losu i o upływie czasu, a Śmierć o kresie każdego ziemskiego panowania. Wyżej stoją Diabeł i jego dom, potem ciała niebieskie, wreszcie Sąd i Świat. Piscina czyta ten szereg jako obraz rzeczywistości uporządkowanej od rzeczy niskich do najwyższych, z wyraźnym akcentem na przemijalność wszystkiego, co ziemskie.

Taki sposób lektury jest dobrze znany z kultury jego epoki. Pochody triumfów, w których jedna potęga zwycięża drugą, znano z Trionfi Petrarki i z ich niezliczonych ilustracji: Miłość pokonana przez Czystość, Czystość przez Śmierć, Śmierć przez Sławę, Sława przez Czas, Czas przez Wieczność. Nie trzeba zakładać, że Piscina świadomie przenosił ten schemat na karty, by zauważyć, że myślał w tej samej logice: wyższy obraz zwycięża niższy, tak jak w grze wyższy atut bije niższy. Reguła gry i reguła moralnej alegorii nakładają się tu na siebie.

Ta zbieżność tłumaczy, dlaczego wykład Pisciny brzmi tak naturalnie. Gracz, który kładł na stół wyższy atut, dosłownie wykonywał gest triumfu: jego karta pokonywała kartę przeciwnika, tak jak w alegorycznym pochodzie Czas pokonuje Sławę. Komentator nie musiał więc niczego dodawać do kart z zewnątrz. Wystarczyło, że nazwał to, co gracze robili przy każdym rozdaniu, i zapytał, czy hierarchia obrazów odpowiada hierarchii wartości. Odpowiedź twierdząca nie była oczywista, ale była zgodna z przekonaniem epoki, że nawet rozrywka może nieść naukę. Humaniści chętnie pisali o grach jako o zwierciadłach życia, a Discorso wpisuje się w ten zwyczaj, nie wykraczając poza jego granice.

Ostrożność komentatora

Uderza w Discorso umiar. Piscina nie twierdzi, że odkrywa tajemną naukę, nie odwołuje się do starożytnych mędrców ani do zapomnianych ksiąg. Przedstawia swoje odczytanie jako rozsądną interpretację tego, co widać na kartach, a nie jako objawienie ich prawdziwego pochodzenia. Jego argument opiera się na obrazach i na znanym porządku gry, nie na powołaniu się na autorytet, którego czytelnik nie mógłby sprawdzić.

Każdy moralny wykład tarota musiał się zresztą zmierzyć z figurami, które budziły zakłopotanie już w XVI wieku. Papieżyca, kobieta w szatach najwyższej władzy kościelnej, nie miała oczywistego miejsca w katolickim porządku świata, a w niektórych regionach w późniejszych stuleciach zastępowano ją innymi postaciami. Taka karta pokazuje granicę każdej interpretacji, która chce widzieć w szeregu atutów jeden spójny zamysł. Lektura Discorso uczy dostrzegać to napięcie między obrazem a wykładem, zamiast zakładać, że każdy szczegół musi mieć głęboki i jednoznaczny sens.

Ważne jest również to, czego w tekście brak. Nie ma w nim wróżenia, nie ma przypisywania kartom mocy przepowiadania przyszłości, nie ma też związku z kabałą, astrologią czy egipską mądrością. Discorso należy do świata humanistycznej rozmowy o grze, a nie do świata ezoteryki. Jego wartość polega właśnie na tym: pokazuje, jak wykształcony człowiek XVI wieku widział sens obrazów, zanim zostały one obciążone późniejszymi teoriami. Kto szuka w tarocie śladów dawnej symboliki, powinien zaczynać od takich świadectw, a nie od legend o ich pochodzeniu.

Kontynuatorzy i spór o sens obrazów

Piscina nie pozostał sam. W kolejnych dziesięcioleciach pojawiły się we Włoszech inne teksty, które podejmowały te same pytania lub wchodziły z nimi w spór. W Ferrarze krążyła już wcześniej satyryczna Invettiva contra il giuoco del tarocco Flavia Alberta Lolliego, poemat wymierzony w grę i jej obrazy, na który odpowiadano obroną tarota. Był to jednak raczej literacki popis niż próba objaśnienia porządku atutów. Inną drogą poszli autorzy krótkich rozpraw, którzy, podobnie jak Piscina, pytali o zamysł twórcy kart.

W literaturze przedmiotu z tym nurtem łączy się nazwisko Giovanniego Battisty Susia z Mirandoli, autora piszącego w drugiej połowie XVI wieku, którego traktaty o grze bywają czytane jako dalszy ciąg rozmowy zapoczątkowanej przez Piscinę. Szczegóły atrybucji, datowania i zależności między tymi tekstami pozostają przedmiotem dyskusji badaczy, dlatego bezpieczniej mówić o całym nurcie niż o jednej, pewnej polemice. Sam fakt sporu jest jednak wymowny: już w drugiej połowie XVI wieku znaczenie atutów stało się kwestią, o którą można było się kłócić.

To przesunięcie jest właściwym odkryciem Pisciny. Przed nim karty znaczyły tyle, ile znaczyły w grze, a moraliści widzieli w nich jedynie pokusę. Po nim zaczęto je traktować jak tekst, który można czytać, którego autor mógł mieć zamysł i który domaga się wykładu. Sposób, w jaki Piscina odpowiadał na to pytanie, był skromny i zakorzeniony w moralnym myśleniu jego epoki. Pytanie okazało się jednak trwalsze niż odpowiedź. Kolejni interpretatorzy, z bardzo odmiennymi intencjami, mieli do niego wracać przez następne stulecia.

Co zostaje z pierwszego wykładu

Dla historyka tarota Discorso ma podwójną wartość. Po pierwsze, jest dokumentem: poświadcza piemoncki porządek atutów, nazwy kart używane w regionie i sposób ich postrzegania przez współczesnych. Po drugie, jest pierwszym znanym przykładem interpretacji, a więc punktem odniesienia, względem którego można mierzyć wszystkie późniejsze. Łatwiej zrozumieć, jak bardzo zmieniło się rozumienie kart, gdy widzi się, jak wyglądało ono w czasach, gdy tarot był jeszcze żywą grą miejską.

Dla czytelnika szukającego w kartach sensu duchowego lekcja Pisciny jest dyskretna, lecz cenna. Pokazuje, że obrazy atutów od początku zapraszały do medytacji nad hierarchią rzeczy, nad przemijaniem władzy i nad tym, co ostatecznie zwycięża. Zarazem przypomina, że uczciwy komentarz zaczyna się od przyznania, gdzie kończy się wiedza. Najstarszy wykład tarota nie obiecuje klucza do wszystkich tajemnic. Proponuje drogę od kuglarza do świata i pozostawia otwarte to, czego nie da się udowodnić. W tej postawie jest więcej szacunku dla obrazów niż w wielu późniejszych, pewniejszych siebie teoriach.