Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Papieżyca – legenda papieżycy Joanny i karta z Mediolanu

Kobieta w potrójnej tiarze, jedna z najbardziej zagadkowych postaci tarota, bywa łączona z rozpowszechnioną w średniowieczu legendą o papieżycy Joannie oraz z hipotezą Gertrude Moakley o mediolańskiej heretyczce Manfredzie z kręgu guglielmitów, lecz żadne z tych wyjaśnień nie zostało rozstrzygająco potwierdzone przez źródła.

Papieżyca z tak zwanej talii Visconti-Sforza, rys. Bonifacio Bembo, około 1450 roku, Pierpont Morgan Library – domena publiczna
Papieżyca z tak zwanej talii Visconti-Sforza, rys. Bonifacio Bembo, około 1450 roku, Pierpont Morgan Library – domena publiczna · Wikimedia Commons

Obraz, który nie powinien istnieć

Wśród kart przedstawiających władców tarot zawiera postać, dla której nie ma odpowiednika w rzeczywistej hierarchii Kościoła. Kobieta w potrójnej koronie papieskiej, z księgą w dłoni, siedzi na tronie jak głowa chrześcijaństwa. Włosi nazywali tę kartę la Papessa, Francuzi la Papesse. W taliach marsylskich nosi numer drugi i stoi bezpośrednio po Kuglarzu, a przed Cesarzową, Cesarzem i Papieżem. Dla kogoś, kto patrzył na nią w XV czy XVI wieku, musiała być obrazem niezwykłym, a może i niepokojącym.

Badacze proponowali wiele wyjaśnień. Według jednych karta przedstawia alegorię Wiary albo samego Kościoła, często personifikowanego w sztuce jako kobieta w koronie z księgą i krzyżem. Według innych jest to postać kpiąca, wywrócenie porządku na wzór karnawałowych odwróceń. Dwie hipotezy przyciągnęły jednak najwięcej uwagi, ponieważ odwołują się do konkretnych opowieści o kobiecie na tronie papieskim. Jedna sięga po legendę znaną w całej łacińskiej Europie, druga po wydarzenie z dziejów samego Mediolanu, w którym tarot się narodził.

Warto od razu zaznaczyć, czego nie wiemy. Żaden dokument z XV wieku nie objaśnia, kogo miała przedstawiać ta karta. Autorzy talii nie zostawili komentarzy, a najwcześniejsze wzmianki o atutach ograniczają się do ich nazw. Każde wyjaśnienie jest więc rekonstrukcją, opartą na zestawieniu obrazu z wyobrażeniami jego epoki. Taka rekonstrukcja może być mniej lub bardziej przekonująca, ale nie przestaje być hipotezą.

Legenda o Joannie w kronikach

Opowieść o kobiecie, która w przebraniu mężczyzny zdobyła wykształcenie, karierę w Kościele, a wreszcie tron papieski, pojawia się w źródłach w XIII wieku. Wczesne wersje znamy z kroniki dominikanina Jana z Mailly i z pism Stefana z Bourbon, ale do szerokiego obiegu legenda weszła dzięki kronice papieży i cesarzy Marcina z Opawy, dominikanina i penitencjarza papieskiego, piszącego w latach siedemdziesiątych XIII wieku. Jego Chronicon pontificum et imperatorum należała do najczęściej kopiowanych dzieł historycznych późnego średniowiecza, a ustęp o papieżycy, który niektórzy badacze uważają za późniejszą interpolację do części rękopisów, dotarł dzięki niej do niezliczonych czytelników.

W wersji związanej z Marcinem z Opawy bohaterka pochodzi z Moguncji, a jako mężczyzna znana jest pod imieniem Jana Anglika. Po studiach w Atenach przybywa do Rzymu, zyskuje sławę uczonej osoby i zostaje wybrana na papieża. Panuje przeszło dwa lata, aż w czasie uroczystej procesji, gdzieś między Koloseum a kościołem świętego Klemensa, rodzi dziecko i wkrótce umiera. Kronikarz dodaje, że papieże odtąd omijali tę ulicę i że papieżycy nie umieszcza się w spisie następców świętego Piotra. Opowieść łączyła więc sensację z wyjaśnieniem rzekomo istniejących zwyczajów.

W XIV i XV wieku legenda była powszechnie przyjmowana za prawdę, także przez ludzi Kościoła. Giovanni Boccaccio umieścił Joannę w zbiorze żywotów sławnych kobiet De mulieribus claris, a w katedrze sieneńskiej wśród popiersi papieży znajdowało się podobno także jej popiersie, przerobione później, według tradycji około 1600 roku, na wizerunek papieża Zachariasza. Dopiero w XVII wieku protestancki uczony David Blondel przedstawił krytyczne argumenty przeciw historyczności papieżycy, wskazując, że w chronologii IX wieku, do którego legenda ją umieszczała, nie ma na nią miejsca. Dziś historycy zgodnie uznają ją za fikcję, choć jej geneza pozostaje przedmiotem dyskusji.

Karta z Mediolanu i siostra Manfreda

Najstarsza zachowana Papieżyca należy do talii Visconti-Sforza z połowy XV wieku. Kobieta siedzi w brązowym habicie zakonnym, przepasanym sznurem, z białą chustą na głowie, nad którą wznosi się wysoka potrójna tiara. W prawej dłoni trzyma długi krzyż, w lewej zamkniętą księgę. Twarz jest poważna, młoda, pozbawiona jakiegokolwiek rysu karykatury. Cały wizerunek tchnie godnością, co dla wielu interpretatorów było trudne do pogodzenia z legendą o oszustce zdemaskowanej porodem na ulicy.

W 1966 roku amerykańska bibliotekarka i badaczka Gertrude Moakley ogłosiła książkę poświęconą tej talii, The Tarot Cards Painted by Bonifacio Bembo for the Visconti-Sforza Family, w której zaproponowała inne wyjaśnienie. Zwróciła uwagę na postać z dziejów Mediolanu: Manfredę, czy też Maifredę, z Pirovano, krewną rodu Visconti, związaną z kultem Guglielmy z Czech. Guglielma, kobieta przybyła do Mediolanu i zmarła w 1281 roku, była otoczona czcią grupy wyznawców, z których część uważała ją za wcielenie Ducha Świętego. W ich przekonaniu miała nadejść nowa epoka, w której Kościołem pokieruje kobieta, a rolę tej papieżycy przypisywano właśnie Manfredzie.

Inkwizycja wszczęła przeciw guglielmitom proces i w 1300 roku Manfreda została spalona na stosie, a szczątki samej Guglielmy wydobyto z grobu i również spalono. Moakley sugerowała, że habit zakonny na mediolańskiej karcie nawiązuje do stroju zakonnicy z kręgu umiliatów, z którymi Manfreda była związana, i że karta mogła zachować pamięć o rodzinnej, choć dramatycznej historii Viscontich. Hipoteza ta ma swoją elegancję, bo łączy obraz z miejscem i rodem, dla którego talia została wykonana. Nie ma jednak żadnego dokumentu, który potwierdzałby, że twórcy karty myśleli o Manfredzie, a strój można objaśnić także na inne sposoby.

Dwie hipotezy wobec obrazu

Porównanie obu wyjaśnień pokazuje, że każde z nich tłumaczy co innego. Legenda o Joannie wyjaśnia przede wszystkim powszechność tego motywu: mieszkańcy późnośredniowiecznych Włoch znali opowieść o papieżycy z kronik, kazań i dzieł literackich, więc kobieta w tiarze była dla nich rozpoznawalnym typem. Nie trzeba było uczonego komentarza, by wiedzieć, o kim się mówi. W takim odczytaniu karta mogła mieć zabarwienie satyryczne albo przestrogowe, przypominając o możliwości oszustwa nawet na najwyższym szczeblu hierarchii.

Hipoteza Moakley wyjaśnia z kolei szczegóły mediolańskiego wizerunku: zakonny habit, powagę postaci, związek z rodem Visconti. Tłumaczy jednak gorzej, dlaczego karta przetrwała i rozpowszechniła się w taliach drukowanych w innych krajach, gdzie o guglielmitach nikt już nie pamiętał. Możliwe, że lokalna aluzja, jeśli rzeczywiście istniała, szybko zatarła się, a obraz zaczął żyć własnym życiem jako ogólny typ kobiety-papieża.

Nie można też wykluczyć, że prawda leży gdzie indziej. Zwolennicy odczytania alegorycznego przypominają, że w ikonografii średniowiecznej Ecclesia, personifikacja Kościoła, występowała w koronie i z księgą, a para Papieżycy i Papieża mogłaby odpowiadać parze Cesarzowej i Cesarza jako żeńska i męska strona władzy. Wobec braku źródeł rozsądnie jest uznać, że karta zachowała w sobie wiele możliwych sensów i że różni odbiorcy mogli w niej widzieć różne postacie.

Papesse marsylska i Kapłanka Waite'a

W taliach typu marsylskiego Papieżyca przybrała postać, która stała się wzorem dla następnych stuleci. Siedzi w obszernym płaszczu, z tiarą na głowie i otwartą księgą na kolanach. Za nią wisi zasłona, rozpięta jak kotara oddzielająca przestrzeń zewnętrzną od wewnętrznej. Twarz jest zwykle starsza niż w wizerunku mediolańskim, a postać spokojnie zwrócona w bok. Księga i zasłona, choć mogły mieć w zamyśle rytowników znaczenie czysto dekoracyjne, okazały się później ogniwami, wokół których zbudowano nową interpretację.

Antoine Court de Gébelin w 1781 roku uznał tę kartę za wizerunek egipskiej najwyższej kapłanki i nadał jej nazwę Wielkiej Kapłanki. Okultyści XIX wieku podjęli ten trop, łącząc postać z Izydą, z ukrytą wiedzą i z zasłoną misteriów. Zakon Złotego Brzasku nazwał kartę Kapłanką Srebrnej Gwiazdy i przypisał jej Księżyc. W talii Waite'a i Smith z 1909 roku nie ma już ani tiary papieskiej, ani zakonnego habitu. Kapłanka siedzi między dwiema kolumnami oznaczonymi literami B i J, odsyłającymi do kolumn Świątyni Salomona, na głowie ma koronę w kształcie księżyca między rogami, na kolanach zwój z napisem TORA, a u stóp półksiężyc.

Przemiana ta usuwa z karty całą jej chrześcijańską i średniowieczną dwuznaczność. Postać, która mogła być skandalem, satyrą albo wspomnieniem spalonej heretyczki, stała się czcigodną strażniczką tajemnicy, bez żadnego związku z dziejami papiestwa. Zachowały się z dawnego obrazu księga i zasłona, ale ich sens został odwrócony: nie mówią już o kobiecie, która nieprawnie zasiadła na tronie, lecz o kobiecie, która prawnie strzeże wiedzy niedostępnej dla profanów.

Tajemnica jako dziedzictwo karty

Historia Papieżycy jest pouczająca, ponieważ pokazuje, jak niepewność co do pierwotnego sensu może stać się źródłem bogactwa znaczeń. Nawet jeśli nigdy się nie dowiemy, czy malarz mediolański myślał o Joannie, o Manfredzie, o Kościele czy o czymś zupełnie innym, możemy prześledzić, jak kolejne epoki wypełniały tę postać własnymi lękami i nadziejami. Średniowiecze widziało w kobiecie na tronie papieskim anomalię, z której można się śmiać albo której można się bać. XIX wiek widział w niej obraz wiedzy ukrytej, a XX wiek, za sprawą psychologii głębi i ruchów kobiecej duchowości, często obraz intuicji i wewnętrznego poznania.

Dla czytelnika, który chce rozumieć tradycję, a nie tylko z niej korzystać, ważne jest rozróżnienie tych warstw. Odczytanie Kapłanki jako symbolu tajemnej mądrości ma swoją wartość i swoje miejsce w nowoczesnej ezoteryce, ale nie należy mylić go z wiedzą o tym, czym karta była w Mediolanie około 1450 roku. Tam stała w szeregu władz ziemskich i duchowych, prawdopodobnie jako postać, której samo istnienie było już paradoksem.

Być może właśnie ta paradoksalność pozwoliła karcie przetrwać tak wiele przemian. Kobieta w tiarze nigdy nie była obrazem oczywistym, więc każda epoka mogła ją objaśniać na nowo, nie natrafiając na opór utrwalonego znaczenia. Legenda o papieżycy Joannie i hipoteza o siostrze Manfredzie należą do najciekawszych propozycji, jakie zgłoszono, ale ich największą zasługą jest może nie to, że rozwiązują zagadkę, lecz to, że przypominają, jak głęboko karta zakorzeniona była w realnych opowieściach swojej epoki.