Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Dwójka Monet i podatek od kart we Francji

Dwójka Monet i As Kielichów, na których dawni kartownicy umieszczali swoje nazwiska, miejsca i daty, są śladem nie tylko dumy rzemieślnika, lecz także francuskiego systemu podatkowego, który od XVI wieku kontrolował produkcję kart, wymuszał oznaczenia i kształtował losy całego rzemiosła.

Le Bateleur z Tarota Marsylskiego Nicolasa Convera, 1760
Le Bateleur z Tarota Marsylskiego Nicolasa Convera, 1760

Karta, na której podpisuje się mistrz

Kto ogląda dawną talię marsylską, szybko zauważa, że dwie karty liczbowe różnią się od pozostałych. Na Dwójce Monet, między dwoma krążkami połączonymi wijącą się wstęgą, widnieje zwykle nazwisko wytwórcy, często z nazwą miasta, a niekiedy z rokiem. Tak jest na przykład w talii Nicolasa Convera z Marsylii, której Dwójka Monet nosi jego nazwisko i datę 1760. Także As Kielichów, z wielkim, ozdobnym naczyniem przypominającym monstrancję lub puchar, bywał miejscem na inicjały lub znak warsztatu. Pozostałe karty liczbowe tych podpisów nie mają.

Wybór nie był przypadkowy. Wstęga na Dwójce Monet stanowiła naturalną ramkę dla napisu, a As Kielichów oferował dużą, centralną powierzchnię, którą łatwo było opatrzyć dodatkowym elementem. Podobne praktyki znamy z kart z kolorami francuskimi, gdzie nazwisko mistrza pojawiało się na waleciu treflowym lub na innej ustalonej figurze. W każdym wypadku chodziło o to samo: karta miała mówić, kto ją wykonał. W lyońskiej talii Jeana Dodala z początku XVIII wieku napis na Dwójce Monet zawiera ponadto informację, że karty przeznaczono na sprzedaż za granicę, co wiązało się bezpośrednio z ich statusem fiskalnym.

Podpis na karcie można czytać jako wyraz rzemieślniczej dumy i znak firmowy, który pozwalał klientowi rozpoznać sprawdzonego dostawcę. Takie odczytanie jest słuszne, ale niepełne. We Francji epoki nowożytnej podpis był również obowiązkiem, wynikającym z przepisów cechowych i z przepisów podatkowych. Mistrz, który podpisywał kartę, brał na siebie odpowiedzialność wobec cechu, wobec klienta i wobec fiskusa.

Od edyktu Henryka III do ustawy z 1701 roku

Pierwsze francuskie opodatkowanie kart do gry wprowadzono w 1583 roku, za panowania Henryka III, w okresie, gdy monarchia pogrążona w wojnach religijnych szukała nowych źródeł dochodu. Karty były towarem powszechnym, łatwym do zliczenia i postrzeganym jako przedmiot zbytku, a nawet występku, co czyniło je wygodnym celem fiskalnym. Opłata, nazywana później ogólnie droit sur les cartes, miała być pobierana od każdej wyprodukowanej lub sprzedanej talii.

W kolejnych dziesięcioleciach podatek bywał zawieszany, przywracany i reformowany, a jego wysokość i sposób poboru zmieniały się wielokrotnie. Kartownicy protestowali, bo opłata podnosiła cenę towaru i zachęcała do przemytu, a władze odpowiadały coraz bardziej szczegółowymi przepisami kontrolnymi. Najważniejszą reformą przed rewolucją okazała się regulacja z 1701 roku, wydana u schyłku panowania Ludwika XIV, w trakcie kosztownej wojny o sukcesję hiszpańską. Przywracała ona podatek na nowych zasadach i dzieliła kraj na okręgi, w których obowiązywały określone wzory kart i określone procedury.

W połowie XVIII wieku dochód z tego podatku przeznaczono na utrzymanie paryskiej École militaire, szkoły dla młodych szlachciców przygotowujących się do służby oficerskiej. Ten szczegół dobrze oddaje charakter opłaty: nie była ona związana z kontrolą moralną gry, lecz stanowiła jedno z wielu źródeł dochodów państwa, przypisywanych na różne cele zależnie od potrzeb skarbu. Karty, w tym tarot, finansowały w ten sposób instytucje, o których gracze nie mieli zapewne pojęcia.

Stemple, banderole i znaki kontroli

Pobór podatku wymagał sposobu na odróżnienie kart opłaconych od nieopłaconych. W praktyce stosowano kilka metod, które z czasem się nakładały. Talie pakowano w opaski lub obwoluty z nadrukiem urzędowym, które poświadczały uiszczenie opłaty. Na wybranych kartach umieszczano stemple kontrolne, odciskane przez urzędników lub drukowane na specjalnie przygotowanym papierze. W niektórych okresach państwo dostarczało kartownikom papier ze znakiem wodnym, na którym musieli drukować określone karty, aby uniemożliwić produkcję poza kontrolą.

W kartach z kolorami francuskimi znak kontroli trafiał najczęściej na asa treflowego, który w ten sposób stał się kartą urzędową, często ozdabianą herbami lub emblematami władzy. W taliach tarota sytuacja była bardziej złożona, bo tarot był grą mniejszościową i podlegał niekiedy innym zasadom niż zwykłe karty. Zachowane egzemplarze noszą ślady różnych praktyk: stemple na wybranych kartach liczbowych, odciski na odwrocie, napisy umieszczane przez samych kartowników w odpowiedzi na wymagania przepisów. Rozróżnienie tych śladów jest jednym z narzędzi, którymi historycy kart datują talie pozbawione wyraźnej daty.

Znaczenie tych śladów dobrze widać na przykładzie talii noszących datę 1760. Ponieważ rok pozostawał wycięty na klocku przez dziesięciolecia, sam napis nie pozwala odróżnić wczesnej odbitki od późnej. Rozstrzygają dopiero znaki zewnętrzne: rodzaj stempla, wygląd opaski, znak wodny papieru, odpowiadające konkretnym okresom obowiązywania przepisów. Fiskalna biurokracja, która dla kartowników była ciężarem, dla badaczy stała się czymś w rodzaju kalendarza, pozwalającego umieścić bezdatowane egzemplarze na osi czasu z dokładnością, której nie dałaby sama analiza stylu.

Podpis na Dwójce Monet należy do tej samej rodziny znaków. Wymóg identyfikacji wytwórcy pozwalał urzędnikom ustalić, kto odpowiada za daną partię towaru, a tym samym kto powinien był zapłacić podatek. Karta z nazwiskiem była więc nie tylko świadectwem pochodzenia, ale i dokumentem fiskalnym w miniaturze. Kiedy dziś wykorzystujemy te podpisy do ustalania historii wzorów, korzystamy pośrednio z pracy dawnych poborców.

Karty na eksport i warsztaty poza granicami

Podatek miał wyraźny wpływ na geografię produkcji. Karty przeznaczone na sprzedaż za granicą były zwykle zwolnione z opłaty albo podlegały innym zasadom, co skłaniało kartowników do oznaczania wyrobów eksportowych i do rozwijania handlu z sąsiednimi krajami. Lyon, z jego tradycją produkcji tarota dla Szwajcarii i Sabaudii, korzystał z tej możliwości, a napisy w rodzaju tych, które znamy z talii Dodala, są świadectwem tej strategii. Kartownik, który deklarował przeznaczenie towaru, mógł obniżyć jego cenę i konkurować na obcych rynkach.

Gdy obciążenia w kraju stawały się zbyt dotkliwe, część rzemieślników przenosiła się w miejsca, gdzie francuski fiskus nie sięgał. Historycy kart wskazują w tym kontekście zwłaszcza na Awinion, należący do papieży aż do rewolucji, oraz na ośrodki w Lotaryngii, Sabaudii czy Szwajcarii, które w różnych okresach znajdowały się poza francuskim systemem podatkowym. Migracje te przyczyniły się do rozprzestrzenienia francuskich wzorów tarota poza granicami królestwa i do powstania ich lokalnych odmian.

Opodatkowanie sprzyjało też przemytowi i nielegalnej produkcji. Władze ścigały kartowników działających bez zezwolenia, konfiskowały nieostemplowane talie i nakładały kary na sprzedawców. Zachowane akta procesów i rozporządzeń są dla historyka cennym źródłem informacji o skali produkcji, o nazwiskach rzemieślników i o cenach kart. Wiele z tego, co wiemy o życiu dawnych warsztatów, pochodzi właśnie z dokumentów powstałych w wyniku konfliktów z fiskusem.

Rewolucja, przywrócenie i długie trwanie

Rewolucja francuska zniosła podatek od kart w 1791 roku wraz z wieloma innymi opłatami starego porządku. Zniesienie okazało się jednak krótkotrwałe. Pod koniec dekady, w czasach Dyrektoriatu, opłatę przywrócono, a w XIX wieku państwo francuskie objęło produkcję kart szczególnie ścisłą kontrolą, w niektórych okresach drukując samo lub nadzorując druk kart z figurami na papierze urzędowym. System ten trwał w różnych postaciach aż do XX wieku, co oznacza, że cała historia nowożytnego kartownictwa francuskiego rozgrywała się w cieniu fiskusa.

Dla tarota miało to znaczenie podwójne. Z jednej strony stałe obciążenia ograniczały rentowność produkcji gry niszowej i przyczyniały się do upadku wielu małych warsztatów. Z drugiej strony kontrola urzędowa sprzyjała utrwalaniu wzorów, bo zmiany w kartach wymagały często zgody lub przynajmniej tolerancji władz. Konserwatyzm ikonografii, który później tłumaczono wiernością pradawnej tradycji, ma więc także źródła administracyjne. Kartownik, który zachowywał dawne klocki, nie musiał przechodzić przez procedury zatwierdzania nowego wzoru.

Warto dodać, że ciężar podatku rozkładał się nierówno. Wielkie warsztaty, zdolne do produkcji na skalę hurtową i do utrzymywania stosunków z urzędnikami, znosiły go łatwiej niż drobni mistrzowie, dla których każda zmiana przepisów mogła oznaczać ruinę. Koncentracja rzemiosła w kilku dużych firmach, widoczna we Francji w XIX wieku, była w znacznej mierze skutkiem tej nierówności, a nie wyłącznie postępu technicznego.

Firmy, które przetrwały do XIX i XX wieku, odziedziczyły po dawnych mistrzach zarówno klocki, jak i zwyczaj podpisywania kart. Wydania Camoin z Marsylii zachowały nazwisko Convera i rok 1760 na Dwójce Monet, choć drukowano je w zupełnie innych warunkach prawnych i technicznych. Dawny znak odpowiedzialności fiskalnej stał się wtedy znakiem tradycji i elementem reklamy.

Napis jako dokument

Z perspektywy historii idei Dwójka Monet jest małym, ale wymownym przykładem tego, jak przedmiot użytkowy staje się nośnikiem znaczeń, których jego twórcy nie przewidywali. Dla dawnego kartownika napis na wstędze był obowiązkiem, sposobem na reklamę i zabezpieczeniem przed zarzutem fałszerstwa. Dla XIX-wiecznego wydawcy był świadectwem starożytności. Dla współczesnego badacza jest kluczem do datowania i atrybucji, a dla niektórych interpretatorów tarota także elementem symbolicznym, któremu próbuje się nadać ukryty sens.

Ta ostatnia możliwość wymaga ostrożności. Wstęga na Dwójce Monet, kwiaty i liście otaczające krążki, kształt Asa Kielichów mają swoją historię, w której przepisy podatkowe i zwyczaje cechowe odegrały niemałą rolę. Odczytywanie ich wyłącznie jako zaszyfrowanego przesłania pomija fakt, że miejsce na podpis i znak kontroli było narzucone przez warunki, w których karty powstawały. Nie wyklucza to symbolicznych skojarzeń, ale każe je oddzielić od pierwotnej funkcji.

W tym sensie historia podatku od kart jest częścią historii tarota w tym samym stopniu, co historia jego ikonografii czy komentarzy. Bez niej trudno zrozumieć, dlaczego karty wyglądają tak, a nie inaczej, dlaczego niektóre warsztaty przetrwały, a inne upadły, i dlaczego na jednej z najskromniejszych kart talii pojawia się nazwisko człowieka, który ją wykonał. Napis na wstędze jest śladem spotkania rzemiosła z państwem, a dopiero potem okazją do kontemplacji.