Tarocchi siciliani i karta Nędzy
Sycylijskie tarocchi, z atutami tak nietypowymi jak Nędza i Statek, przechowały w kilku miasteczkach wyspy grę i talię, które według rekonstrukcji Michaela Dummetta są ostatnim żywym reliktem dawnego tarota południowowłoskiego, związanego niegdyś z Rzymem i Palermo.

Talia na krańcu tradycji
Większość ludzi, którzy słyszeli o tarocie, zna go w jednej z dwóch postaci: jako siedemdziesiąt osiem kart talii marsylskiej albo jako talię Ridera i Waite'a z jej ilustrowanymi kartami liczbowymi. Na Sycylii przetrwała jednak talia, która nie przypomina żadnej z nich. Ma sześćdziesiąt trzy karty, atuty o nazwach i obrazach nieznanych gdzie indziej, a kolory narysowane w stylu bliskim dawnym kartom hiszpańskim i portugalskim. Gra się nią do dziś, choć w coraz węższym kręgu, w kilku miejscowościach na północnym wschodzie i zachodzie wyspy. Historyk kart widzi w niej coś na kształt skamieniałości: organizm, który zachował cechy dawno wymarłe w innych częściach Italii.
Badania nad sycylijskim tarotem zawdzięczają najwięcej Michaelowi Dummettowi, oksfordzkiemu filozofowi, który obok logiki i filozofii języka przez kilkadziesiąt lat zajmował się historią kart do gry. Dummett nie tylko porównywał zachowane talie i dokumenty, ale sięgał także po relacje sycylijskich graczy i po zapisy reguł, które przekazywano tam przede wszystkim ustnie. Jego wnioski, przedstawione w The Game of Tarot z 1980 roku i w późniejszych pracach, pozostają punktem wyjścia dla każdego, kto chce zrozumieć to zjawisko.
Budowa talii sześćdziesięciotrzykartowej
Talia sycylijska powstała przez zredukowanie pełnej talii tarota. W czterech kolorach – pucharach, monetach, mieczach i buławach – usunięto niskie karty liczbowe, od dwójki do czwórki, a także asy, z wyjątkiem jednego: as monet pozostał w talii. Zostały więc w każdym kolorze karty od piątki do dziesiątki oraz cztery figury, co daje czterdzieści kart, do których dochodzi as monet. Resztę stanowią atuty i Głupiec. Rachunek nie jest przypadkowy: talia została dostosowana do gry, w której niskie karty nie miały znaczenia, a ich usunięcie skracało rozdanie i ułatwiało liczenie.
Wzór kolorów sycylijskich nie jest taki sam jak w kartach północnych Włoch. Miecze są proste, a nie wygięte jak w tarocie marsylskim, buławy przypominają sękate pałki, a figury mają rysunek charakterystyczny dla tej części Morza Śródziemnego, która pozostawała przez długi czas w orbicie hiszpańskiej korony. Sycylia była częścią monarchii hiszpańskiej przez kilka stuleci i nie dziwi, że karty do gry noszą ślady tego związku. Atuty natomiast należą do świata włoskiego, choć do jego odmiany, która w innych regionach zaginęła.
Nędza, Statek i Jowisz
Najbardziej osobliwym atutem talii sycylijskiej jest Miseria, Nędza. Jest to najniższy atut, oznaczony zerem albo pozbawiony numeru, w praktyce gry niższy od karty, którą w innych taliach nazywamy Magiem. Przedstawia postać biedaka, ubogiego człowieka w łachmanach. Jego obecność jest zagadką, bo w żadnym z zachowanych wzorów północnowłoskich ani francuskich nie ma odpowiednika. Nie należy go mylić z Głupcem: ten ostatni, nazywany na Sycylii Fuggitivo, czyli Uciekinierem, pełni w grze swoją zwykłą funkcję karty zwalniającej z obowiązku dołożenia do koloru i nie jest atutem w ścisłym sensie. Nędza jest prawdziwym atutem, przebija karty kolorów, choć sama ulega wszystkim pozostałym atutom.
Drugim niezwykłym obrazem jest Statek, la Nave, który pojawia się w szeregu atutów w miejscu, gdzie w innych taliach znajdowałaby się karta z innym przedstawieniem. Szczegółowe zestawienie, który dawny atut zastąpił, jest przedmiotem dyskusji badaczy i nie wszystkie identyfikacje są pewne. Na szczycie hierarchii stoi Jowisz, Giove, a nie Świat ani Anioł, jak w taliach kontynentalnych. Talia sycylijska przejęła więc rozwiązanie podobne do tego, które znamy z francusko-szwajcarskiego wzoru z Besançon, gdzie Jowisz zastąpił Papieża, ale wykorzystała je inaczej: Jowisz nie jest tu atutem piątym, lecz najwyższym.
Czy w tych zmianach można dostrzec jakąś myśl? Trudno powiedzieć. Brak źródeł, które mówiłyby, kto, kiedy i dlaczego wprowadził Nędzę lub Statek. Nie ma też podstaw, by doszukiwać się w nich ukrytej doktryny. Najprostsza hipoteza zakłada, że lokalni rytownicy i gracze z czasem przekształcali obrazy, zachowując ich miejsce w porządku gry, podobnie jak czyniono to w Brukseli, w Besançon czy w Niemczech. Nędza mogła być próbą nadania obrazu karcie, która w innych taliach nie istniała albo zaginęła; Statek mógł zastąpić przedstawienie uznane za niestosowne. Są to jednak domysły, a nie ustalenia.
Ślad dawnego tarota południowego
Najważniejszym wnioskiem Dummetta nie były jednak pojedyncze obrazy, lecz porządek atutów. Badając kolejność kart w zachowanych taliach i opisach gier, wyróżnił on trzy zasadnicze układy, które odpowiadały trzem regionom Italii renesansowej. Jeden z nich wiązał z Bolonią i Florencją, drugi z Ferrarą i Wenecją, trzeci z Mediolanem, skąd wywodził się późniejszy wzór francuski. Porządek sycylijski należy do pierwszej, południowej grupy, a więc tej samej, do której należały talie florenckie i bolońskie. Charakterystyczne dla niej jest między innymi to, że Anioł, czyli Sąd Ostateczny, stoi w hierarchii wyżej niż Świat, a cnoty kardynalne są ułożone inaczej niż w tarocie marsylskim.
Skąd ten porządek dotarł na Sycylię? Dummett uważał za prawdopodobne, że gra przyszła tam z Rzymu albo przez Rzym, gdzie w XVI i XVII wieku tarot był popularny, a którego własna tradycja kart zaginęła. Wcześniej w Palermo istniał zapewne ośrodek produkcji talii, w którym wzór ukształtował się w postaci zbliżonej do tej, jaką znamy z XIX i XX wieku. Talie z Palermo, zachowane w zbiorach, potwierdzają długą ciągłość wzoru, choć trudno ustalić datę jego narodzin. Jeśli rekonstrukcja Dummetta jest słuszna, sycylijskie tarocchi są jedynym żywym potomkiem tarota środkowowłoskiego, którego gry i talie w Rzymie i w innych miastach Państwa Kościelnego zupełnie wymarły.
Nie wszyscy badacze przyjmują każdy szczegół tej hipotezy. Brak dokumentów z XVII wieku sprawia, że trasa, którą gra przebyła na wyspę, pozostaje w dużej mierze rekonstrukcją. Sam fakt pokrewieństwa sycylijskiego porządku z porządkiem południowym jest jednak dobrze udokumentowany przez porównanie kart i wydaje się niepodważalny.
Metoda, którą posłużył się Dummett, zasługuje na krótką uwagę, bo pokazuje, jak w ogóle można pisać historię przedmiotu tak ulotnego jak karty do gry. Talie zużywano, wyrzucano i zastępowano nowymi, a ich wytwórcy rzadko zostawiali po sobie archiwa. Najtrwalszym śladem okazuje się więc nie sam obraz, który rytownik mógł swobodnie przerysować, lecz kolejność kart, bo od niej zależała gra i gracze pilnowali jej z uporem. Zmiana obrazka nikomu nie przeszkadzała, natomiast przesunięcie atutu w szeregu zburzyłoby porozumienie całej wspólnoty grających. Numeracja i hierarchia przechowują zatem pamięć o pochodzeniu talii dłużej niż jakikolwiek motyw ikonograficzny, a sycylijska talia, mimo osobliwych przedstawień, zdradza swoje pokrewieństwa właśnie przez porządek.
Barcellona Pozzo di Gotto i Calatafimi
W XX wieku tarot sycylijski utrzymywał się w kilku miasteczkach, z których najczęściej wymienia się Barcellonę Pozzo di Gotto w prowincji Mesyny i Calatafimi w prowincji Trapani, a więc dwa ośrodki położone na przeciwnych krańcach wyspy. Grano w nie w kawiarniach i klubach, w gronie znajomych, którzy przekazywali sobie reguły i zwyczaje. Odmiany lokalne różniły się szczegółami: liczbą graczy, sposobem licytacji, punktacją niektórych kart, a nawet nazewnictwem. Dummett, opierając się na relacjach miejscowych graczy, opisał te różnice, ratując je przed zapomnieniem, a późniejsi badacze i miłośnicy gry kontynuowali tę pracę.
Sama gra należy do rodziny gier w lewy z atutami. Gracze muszą dokładać do koloru, a gdy go nie mają, przebijać atutem; Uciekinier zwalnia z tego obowiązku. Punkty liczy się za zdobyte w lewach figury i kilka wyróżnionych atutów, na czele z Jowiszem, przy czym szczegóły punktacji różniły się w zależności od miejscowości i nie dają się sprowadzić do jednego kanonu. Jak w innych grach tej rodziny, przebieg rozdania wyznacza walka o najcenniejsze karty: trzeba je zdobyć u przeciwnika, a własne uchronić przed przebiciem, co wymaga pamiętania, które atuty już zeszły ze stołu.
Produkcja talii sycylijskich w XX wieku zmalała, ale nie ustała. Firmy włoskie, w tym Modiano, drukowały je dla lokalnego rynku, a w ostatnich dekadach pojawiły się także wydania przeznaczone dla kolekcjonerów i dla turystów zainteresowanych tradycją. Mimo to liczba graczy maleje, a znajomość reguł ogranicza się coraz bardziej do starszego pokolenia. W tej sytuacji tarot sycylijski stał się przedmiotem troski miłośników kultury lokalnej, którzy organizują spotkania i turnieje, aby przekazać grę młodszym.
Relikt, który nie jest zagadką
Talia sycylijska kusi interpretatorów, bo jej obrazy są nieznane i tajemnicze. Nędza, Statek i Jowisz jako władca szeregu wyglądają jak elementy jakiegoś zaszyfrowanego przesłania. Trzeba jednak pamiętać, że na Sycylii nikt nie wróżył z tych kart i nie traktował ich jako księgi symboli. Były i są narzędziem gry, przekazywanym w środowiskach, w których okultystyczna lektura tarota w ogóle nie była obecna. Ich osobliwość wynika z izolacji: wyspa zachowała to, co w innych miejscach zostało zastąpione przez nowsze wzory, i sama dodała przy tym kilka własnych rozwiązań.
To właśnie czyni sycylijskie tarocchi tak cennymi dla historyka. Są świadectwem, że tarot nie był w przeszłości jednolitym kanonem, lecz rodziną regionalnych odmian, z których każda miała własny porządek, własne obrazy i własne reguły. Gdyby nie przetrwała ta jedna talia w kilku miasteczkach, wiedzielibyśmy o tarocie środkowej i południowej Italii znacznie mniej, a hipotezy o jego dawnym kształcie opierałyby się wyłącznie na rozproszonych dokumentach. Karta Nędzy, z ubogim człowiekiem na samym dole szeregu atutów, przypomina, że historia tarota jest przede wszystkim historią ludzi, którzy siedzieli przy stole i grali, a nie historią tajemnic, którymi później obdarzyli go inni.
