Kartomancja przed Etteillą – wróżenie z kart w XVIII wieku
Wróżenie z kart istniało na długo przed pierwszymi podręcznikami kartomancji, a zachowane w Bolonii XVIII-wieczne notatki ze znaczeniami kart tarocchino pokazują lokalną, praktyczną tradycję przypisywania kartom sensów, niezwiązaną z żadną teorią egipskiego pochodzenia ani wiedzy tajemnej.

Karty jako narzędzie losu
Zanim ktokolwiek napisał traktat o wróżeniu z kart, karty od dawna były narzędziem losu. Ich pierwotną funkcją była gra, lecz gra hazardowa sama w sobie oswajała ludzi z myślą, że układ przetasowanej talii wyraża przypadek, a może coś więcej niż przypadek. Od losowania do pytania o przyszłość prowadzi krótka droga i europejskie źródła pokazują, że przechodzono ją wielokrotnie, choć rzadko zostawiano po tym ślady w druku.
Najwcześniejszy dobrze udokumentowany przypadek użycia kart w praktyce wyroczni pochodzi z Wenecji. W 1540 roku Francesco Marcolini wydał książkę Le sorti intitolate Giardino d'i pensieri, w której karty do gry służyły jako mechanizm wyboru odpowiedzi. Czytelnik zadawał pytanie, wyciągał karty i według ich wartości przechodził do kolejnych stron, aż docierał do wierszowanego orzeczenia. Karty nie miały tu własnych znaczeń symbolicznych. Pełniły funkcję podobną do kości lub ziaren w starszych księgach losów: wyznaczały drogę przez tekst, który sam niósł treść wyroczni.
Ten model trzeba odróżnić od kartomancji w ścisłym sensie, w której to karta sama coś oznacza. Między jednym a drugim stoi jednak pomost. Skoro karta mogła prowadzić do określonej odpowiedzi, mogła też z czasem tę odpowiedź w sobie zawierać.
Księgi losów tego typu cieszyły się w XVI wieku dużą popularnością i krążyły w wielu wydaniach. Łączyły rozrywkę towarzyską z dyskretnym dreszczem przepowiedni, a ich autorzy zwykle zastrzegali, że przedstawiają grę, nie proroctwo. Takie zastrzeżenie chroniło przed zarzutem zabobonu, ale nie zmieniało faktu, że czytelnicy zadawali pytania o miłość, zdrowie czy powodzenie w interesach. Książka Marcolinego, bogato ilustrowana drzeworytami, pokazuje, że w kręgach wykształconych mieszczan karty mogły uchodzić za godny środek do takiej zabawy.
Literackie przypisywanie znaczeń
Druga linia, równie wczesna, wiąże się z kulturą dworską i literacką. We Włoszech XVI wieku popularna była zabawa zwana tarocchi appropriati: uczestnicy towarzystwa przypisywali sobie nawzajem atuty tarota, układając na tej podstawie krótkie wiersze, często złośliwe, często pochlebne. Damie można było dać Gwiazdę albo Słońce, a niefortunnemu zalotnikowi Wisielca czy Głupca. Ślady tej praktyki zachowały się w poezji, między innymi w Caos del Triperuno Teofila Folenga, wydanym w 1527 roku, gdzie sonety zbudowano wokół kart tarota.
Taka zabawa nie była wróżeniem, ale uczyła traktować obraz na karcie jako nośnik charakterystyki. Atut przestawał być tylko elementem gry o określonej sile, a stawał się znakiem, który mówi coś o osobie. To ważne przesunięcie, ponieważ kartomancja wymaga właśnie tego: przekonania, że karta, poza swą wartością w rozgrywce, ma „treść”.
Nie należy przeceniać ciągłości między renesansową zabawą a późniejszym wróżeniem. Brak dowodów na bezpośrednie przejście od jednego do drugiego, a odstęp czasowy jest duży. Wolno jednak powiedzieć, że w kulturze włoskiej istniało od dawna przyzwyczajenie do mówienia o kartach jak o postaciach, cnotach i losach. Sama sekwencja atutów, z cesarzem, papieżem, śmiercią, sądem i światem, przypominała zresztą moralitet lub triumfalny pochód, co ułatwiało odczytywanie jej jako opowieści o ludzkim życiu.
Notatki bolońskie
Najcenniejszym świadectwem kartomancji w XVIII wieku są notatki zachowane w Bolonii, datowane przez badaczy mniej więcej na połowę stulecia. Na niewielkim arkuszu ktoś zapisał krótkie znaczenia dla trzydziestu pięciu kart talii tarocchino, czyli bolońskiej odmiany tarota liczącej sześćdziesiąt dwie karty. Hasła są zwięzłe, zwykle jedno- lub dwuwyrazowe, i dotyczą spraw codziennych: domu, podróży, miłości, zdrady, pieniędzy, wiadomości, kłopotów. Obok niektórych atutów figurują tam także karty liczbowe i figury z różnych kolorów.
Istotne jest przede wszystkim to, czego w notatkach nie ma. Nie znajdziemy tam Egiptu, Hermesa, liter hebrajskich ani spekulacji o pradawnej księdze. Nie ma kosmologii, numerologii ani opowieści o wtajemniczeniu. Znaczenia kart są praktyczne i przypominają raczej podręczną ściągawkę niż system. Wybór trzydziestu pięciu kart, a nie całej talii, sugeruje, że posługiwano się zestawem okrojonym, specjalnie przygotowanym do tej czynności, co wskazuje na pewną utrwaloną metodę, a nie jednorazowy pomysł.
Tarocchino było w Bolonii grą powszechną, rozwijaną od XV wieku i obecną w życiu miasta przez całą epokę nowożytną. Słynny zestaw tej talii wyrytował w XVII wieku bolończyk Giuseppe Maria Mitelli, a lokalne wytwórnie produkowały ją nieprzerwanie. Wróżenie z kart, które ludzie i tak mieli w domach, było więc naturalnym przedłużeniem gry. Notatki bolońskie każą widzieć kartomancję jako rzemiosło ludowe lub mieszczańskie, uprawiane przy domowym stole, a nie jako odkrycie uczonego.
Badacze historii kart, którzy opisali ten dokument, podkreślają, że jest on niezależny od francuskiej literatury okultystycznej końca XVIII wieku. Bolońskie znaczenia nie pokrywają się z tym, co później podawano w paryskich podręcznikach. Wynika z tego, że różne regiony mogły wypracować własne zestawy sensów, przekazywane ustnie i tylko przypadkiem utrwalone na papierze.
Ostrożność nakazuje nie budować na tym jednym arkuszu zbyt wielu wniosków. Nie wiemy, kto go spisał, dla kogo ani jak szeroko znana była opisana tam metoda. Nie wiemy też, w jakim układzie kładziono karty i jak łączono ich znaczenia. Dokument dowodzi jednak, że w połowie XVIII wieku, w konkretnym mieście i przy użyciu konkretnej talii, ktoś uważał za potrzebne zanotować, co oznaczają poszczególne karty. To wystarczy, by porzucić przekonanie, że wróżenie z tarota wymyślili paryscy erudyci.
Wróżenie zwykłą talią
Obok tarota, który poza Włochami, Francją i krajami niemieckimi był mało znany, w większości Europy wróżono kartami zwykłymi. Tu źródła są rozproszone, ale wymowne. Inkwizycja hiszpańska i jej trybunały w koloniach rejestrowały w XVII i XVIII wieku sprawy kobiet, które za pomocą kart próbowały przewidzieć wierność kochanka lub powrót męża. W protokołach takie praktyki występują obok zaklęć miłosnych i innych drobnych czarów, co pokazuje, jak władze kościelne je postrzegały: nie jako odrębną sztukę, lecz jako jeden z przejawów zabobonu.
Jednym z najbardziej barwnych świadectw jest relacja Giacoma Casanovy. W swoich wspomnieniach opisał pobyt w Rosji w 1765 roku i młodą dziewczynę o imieniu Zaira, która kładła karty, by sprawdzić, czy jest mu wierny, i z ich układu wyczytywała jego przewinienia. Casanova przedstawia tę scenę z ironią i z irytacją, lecz nie podważa tego, że kartomancja była wtedy praktyką znaną i oczywistą. Dla historyka cenne jest właśnie to, że autor nie widzi potrzeby jej tłumaczenia.
Zwykła talia ma inne właściwości niż tarot. Brak w niej obrazów alegorycznych, więc znaczenia trzeba było przypisać kolorom, wartościom i figurom. W wielu tradycjach kier wiązano z uczuciem, karo z pieniędzmi, trefl ze sprawami zawodowymi, a pik z nieszczęściem, choć systemy te różniły się w zależności od regionu i nie da się ich sprowadzić do jednego wzorca dla XVIII wieku. Sam fakt istnienia takich stałych skojarzeń świadczy jednak o kodzie, który przechodził z rąk do rąk. Kod ten był elastyczny i dopuszczał lokalne odmiany, ale jego podstawowa logika pozostawała czytelna: każda karta wskazywała na pewną dziedzinę życia, a sąsiedztwo kart wzmacniało lub osłabiało wróżbę.
Wróżbiarze jako zawód
Przez większość epoki nowożytnej wróżenie było zajęciem rozproszonym. Uprawiali je wędrowcy, kobiety w domach, służące, czasem cyganie, jak ich wtedy nazywano, albo lokalni znachorzy. Władze świeckie i kościelne traktowały je podejrzliwie, a w wielu krajach zakazywały go jako formy oszustwa lub przesądu. W Paryżu XVII wieku głośna sprawa trucizn ujawniła istnienie całego środowiska wróżbitek i handlarek specyfików, ale tam praktykowano przede wszystkim chiromancję, fizjonomikę i inne metody, a karty nie odgrywały istotnej roli.
W XVIII wieku sytuacja zaczęła się zmieniać. Rosnące miasta, rozwój rynku usług i kultura salonów sprzyjały powstaniu wyspecjalizowanych wróżbiarzy, którzy przyjmowali klientów w stałym miejscu i pobierali opłaty. Kartomancja nadawała się do tego doskonale: wymagała tanich narzędzi, dawała się szybko pokazać i dobrze wypadała jako widowisko przy stole. Właśnie z tego środowiska wyrośli zawodowi kartomanci drugiej połowy stulecia, którzy zaczęli wreszcie spisywać i drukować swoje metody.
Gdy więc w ostatnich dekadach XVIII wieku pojawiły się pierwsze drukowane podręczniki kartomancji, nie tworzyły one nowej praktyki, lecz porządkowały i firmowały istniejącą. Ich autorzy mogli twierdzić, że odkrywają starożytną mądrość, ale rzeczywistym materiałem, z którego czerpali, było codzienne wróżenie domowe, uliczne i salonowe. Historia sprzed epoki podręczników pozostaje w dużej części niema, lecz notatki bolońskie, protokoły inkwizycyjne i rozproszone wzmianki w literaturze pamiętnikarskiej pozwalają zobaczyć jej zarys.
Ciągłość bez legendy
Z tych świadectw wyłania się obraz skromniejszy, ale też solidniejszy niż późniejsze mity. Kartomancja nie zstąpiła z egipskich świątyń. Narodziła się z gry, z losowania, z dworskiej zabawy w przypisywanie znaczeń i z domowej ciekawości przyszłości. Dopiero w ostatniej ćwierci XVIII wieku zyskała uczoną genealogię, a wraz z nią nowe znaczenia dla atutów.
Dla historyka idei ważne jest rozróżnienie dwóch warstw. Jedna to praktyka, oparta na prostych skojarzeniach i przekazywana ustnie, druga to teoria, która tę praktykę później interpretuje i uszlachetnia. Notatki bolońskie należą do pierwszej warstwy i dlatego są tak cenne: pokazują kartę jako znak codziennego losu, zanim stała się hieroglifem tajemnej nauki. Kiedy później czytamy o atutach jako o stopniach wtajemniczenia, warto pamiętać, że te same obrazy przez dziesięciolecia mówiły o liście, podróży i niewiernym kochanku.
