Rachel Pollack i Siedemdziesiąt osiem stopni mądrości
Dwutomowe Seventy-Eight Degrees of Wisdom Rachel Pollack, wydane w latach 1980–1983, odczytało obrazy Pameli Colman Smith jako spójną opowieść o drodze duszy i przesunęło tarot z obszaru wróżby w stronę psychologii, samopoznania i rozwoju osobistego, wyznaczając język, którym mówi o kartach większość współczesnych podręczników.

Książka, która zmieniła pytanie
Przez większą część swojej nowożytnej historii tarot odpowiadał na pytanie „co się stanie?”. Kartomanci od czasów Etteilli przypisywali kartom znaczenia, które dało się przełożyć na zdarzenia: list, podróż, choroba, spadek, zdrada. Okultyści z kręgu Złotego Brzasku dodali do tego rozbudowany system korespondencji, w którym karta była przede wszystkim kluczem do kabalistycznej mapy świata. Rachel Pollack zaproponowała pytanie innego rodzaju: kim jestem i dokąd zmierzam. Nie wymyśliła go sama, bo psychologiczne odczytania kart pojawiały się już wcześniej, ale to jej książka nadała mu kształt pełny, systematyczny i zarazem przystępny.
Seventy-Eight Degrees of Wisdom ukazało się w dwóch częściach nakładem brytyjskiego wydawnictwa Aquarian Press. Tom pierwszy, poświęcony arkanom wielkim, wyszedł w 1980 roku, drugi, o arkanach małych i czytaniu kart, w 1983 roku. Tytuł odwołuje się do liczby kart w talii i sugeruje, że każda z nich jest osobnym stopniem, osobnym krokiem na drodze, którą można przejść w całości. Książka była później wielokrotnie wznawiana, także w jednym tomie, i do dziś należy do najczęściej polecanych lektur dla osób, które chcą zrozumieć tarot głębiej niż przez listę haseł.
Autorka miała za sobą biografię nietypową jak na pisarkę tarotową. Urodzona w 1945 roku w Brooklynie, studiowała literaturę, przez pewien czas wykładała anglistykę, a w latach siedemdziesiątych przeniosła się do Europy i mieszkała w Amsterdamie. Była też powieściopisarką: za Unquenchable Fire otrzymała w 1989 roku Nagrodę Arthura C. Clarke'a, a w połowie lat dziewięćdziesiątych pisała scenariusze do komiksu Doom Patrol, przejmując serię po Grancie Morrisonie. Ta literacka wrażliwość jest w jej książce o tarocie widoczna na każdej stronie. Pollack czyta karty tak, jak krytyk czyta wiersz: z uwagą dla szczegółu, dla gestu postaci, dla koloru i kompozycji, a przede wszystkim dla tego, co obraz mówi poza tym, co mówi wprost.
Trzy rzędy po siedem
Najbardziej rozpoznawalnym elementem pierwszego tomu jest sposób uporządkowania arkanów wielkich. Pollack odkłada na bok Głupca, który jako karta bez numeru albo z zerem stoi poza szeregiem i może pojawić się w dowolnym miejscu drogi. Pozostałe dwadzieścia jeden kart układa w trzy rzędy po siedem. Każdy rząd odpowiada innemu etapowi życia wewnętrznego.
Pierwszy rząd, od Maga do Rydwanu, opisuje w jej ujęciu sprawy świata zewnętrznego: kształtowanie się ego, spotkanie z wielkimi postaciami rodzicielskimi i społecznymi, naukę, wybór, zdobycie miejsca w świecie. Rydwan zamyka ten etap jako obraz człowieka, który osiągnął panowanie nad sobą i nad okolicznościami, ale jeszcze nie spojrzał w głąb. Drugi rząd, od Siły do Umiarkowania, prowadzi do wnętrza: przez samotność Pustelnika, przez obrót Koła i miarę Sprawiedliwości, przez odwrócenie perspektywy w Wisielcu i przez śmierć dawnego ja. Trzeci rząd, od Diabła do Świata, dotyczy tego, co Pollack nazywa przebudzeniem duchowym: konfrontacji z mocami, które wiążą człowieka, rozbicia fałszywych struktur w Wieży, a następnie stopniowego rozjaśniania się świadomości w Gwieździe, Księżycu i Słońcu, aż po Sąd i Świat.
Ten układ nie był jej wyłącznym wynalazkiem, bo podział trumfów na trzy grupy po siedem kart pojawiał się w różnych formach u wcześniejszych interpretatorów. Pollack nadała mu jednak treść psychologiczną i narracyjną, która okazała się wyjątkowo nośna. Karty przestały być pojedynczymi emblematami, a stały się kolejnymi scenami jednej historii. Czytelnik mógł odnaleźć w nich własne doświadczenia i rozpoznać, na jakim etapie drogi się znajduje. Tak rozumiany tarot nie przepowiada przyszłości, lecz pokazuje proces. Głupiec, pozostawiony poza rzędami, staje się w tym ujęciu samym wędrowcem, który przechodzi przez wszystkie etapy i w każdym z nich pozostaje sobą, choć za każdym razem jest kimś trochę innym.
Obrazy Smith jako tekst
Drugi tom jest może ważniejszy od pierwszego, choć rzadziej się o tym mówi. Arkana małe przez długi czas traktowano jako mniej szlachetną część talii, przydatną do wróżby, ale pozbawioną głębszej treści. Pollack odwróciła tę hierarchię. Zwróciła uwagę, że Pamela Colman Smith, ilustrując talię dla Waite'a, nadała każdej karcie liczbowej scenę z postaciami, i że te sceny są czymś więcej niż wizualnym przypomnieniem hasła. Są małymi dramatami, w których można czytać ludzkie sytuacje: radość i utratę, wysiłek i znużenie, pojednanie i konflikt.
Metoda Pollack polegała na uważnym opisie. Pytała, co robi postać, dokąd patrzy, co trzyma w dłoni, jaki krajobraz ją otacza, co znajduje się za jej plecami. Na tej podstawie budowała interpretację, która wyrastała z obrazu, a nie była mu narzucona z zewnątrz. W praktyce oznaczało to, że czytelnik uczył się patrzeć, a nie zapamiętywać. Znaczenie przestawało być czymś, co trzeba sprawdzić w tabeli, i stawało się czymś, co można zobaczyć.
Takie podejście miało też konsekwencję historyczną. Postawiło Smith w centrum, przypominając, że to ona, a nie Waite, jest autorką obrazów, przez które miliony ludzi poznają tarot. Waite dostarczył wskazówek i nazw, ale sceny kart liczbowych w dużej mierze wyszły spod jej ręki, z jej teatralnego doświadczenia i z jej wyobraźni. Pollack nie była jedyną, która to podkreślała, ale jej książka, czytana przez kolejne pokolenia, przyczyniła się do tego, że Smith przestała być anonimową ilustratorką i zaczęła być postrzegana jako współtwórczyni talii.
Psychologia bez redukcji
Łatwo byłoby opisać Pollack jako autorkę, która zamieniła tarot w narzędzie terapii. Taki opis byłby jednak niesprawiedliwy. Pisała w czasach, gdy język psychologii, zwłaszcza w wersji inspirowanej Jungiem i psychologią humanistyczną, przenikał do kultury popularnej, i korzystała z niego swobodnie. Mówiła o ego, o nieświadomości, o integracji, o procesie dojrzewania. Nie redukowała jednak kart do schematów klinicznych. Dla niej tarot był przede wszystkim językiem symbolicznym, w którym psychologia jest jednym z możliwych odczytań, a nie ostatecznym kluczem.
W jej książce wciąż obecna jest tradycja ezoteryczna: kabała, astrologia, alchemia, mitologia. Pollack znała prace Waite'a, Crowleya, Case'a i wielu innych i przywoływała je, gdy było to pomocne. Różnica polegała na tym, że nie traktowała tych systemów jako wiedzy, którą trzeba posiąść, zanim zacznie się czytać karty. Były dla niej zasobem, z którego można czerpać, a nie bramą, przez którą trzeba przejść. Najważniejsze działo się między czytelnikiem a obrazem.
Taka postawa oznaczała też inne rozumienie samego czytania. Rozkład kart nie był w jej ujęciu wyrokiem, lecz rozmową. Karta odpowiadała na pytanie, ale odpowiedź wymagała namysłu i mogła prowadzić do kolejnych pytań. Wróżba w tradycyjnym sensie nie znikała całkowicie, lecz traciła pierwszeństwo na rzecz refleksji. To przesunięcie akcentów okazało się jednym z najtrwalszych skutków jej książki, bo przejęła je ogromna część późniejszej literatury tarotowej.
Shining Woman i własne obrazy
Pollack nie poprzestała na interpretowaniu cudzych kart. Na początku lat dziewięćdziesiątych stworzyła własną talię, Shining Woman Tarot, wydaną w 1992 roku, którą później, w poprawionej wersji, opublikowano jako Shining Tribe Tarot. Talia ta zrywała z ikonografią Waite'a i Smith na rzecz obrazów inspirowanych sztuką prehistoryczną i plemienną, rytami naskalnymi i symboliką z różnych kultur. Kolory kolejnych serii nawiązywały do żywiołów i przyrody, a figury miały charakter bardziej archetypowy niż dworski.
Własna talia była dla Pollack naturalną kontynuacją myśli z Seventy-Eight Degrees of Wisdom. Skoro karty są językiem obrazów, który przemawia do duszy, to nie ma powodu, by ten język był zamknięty w jednej konwencji, choćby najbardziej szanowanej. Można go przepisać, przetłumaczyć na inne formy, odnaleźć w innych tradycjach. Talia była jednocześnie świadectwem jej zainteresowań duchowością przedchrześcijańską i szamańską, które rozwijała w późniejszych książkach.
Interesujące jest jednak to, że jej najważniejsza książka pozostała związana z obrazami Smith. Choć Pollack stworzyła talię odchodzącą od tej tradycji, to właśnie jej lektura kart Rider przetrwała najlepiej i najbardziej wpłynęła na innych. Wielu czytelników poznało karty Smith przez jej oczy, ucząc się dostrzegać w nich szczegóły, których wcześniej nie zauważali.
Mądrość jako droga
Pollack zmarła w kwietniu 2023 roku, po kilkudziesięciu latach pisania, nauczania i tworzenia. W tym czasie tarot przeszedł ogromną przemianę: z niszowej praktyki stał się częścią kultury masowej, obecną w sztuce, literaturze, mediach i życiu codziennym milionów ludzi. Jej książka była jednym z czynników tej przemiany, a jednocześnie jednym z jej najbardziej wymagających świadectw. Pokazywała, że popularność nie musi oznaczać spłycenia, a przystępność można pogodzić z głębią.
Tytuł Seventy-Eight Degrees of Wisdom zawiera w sobie całą jej koncepcję. Mądrość nie jest tu skarbem ukrytym w jednym miejscu, który odkrywa się nagle, lecz drogą złożoną z wielu stopni. Każda karta jest jednym z nich i każda czegoś uczy. Nie trzeba przechodzić ich w ustalonej kolejności, bo życie rzadko układa się w porządek, ale wszystkie razem tworzą obraz pełni, do której człowiek może się zbliżać. Ta wizja, łącząca dawny język symboli z nowoczesną troską o samopoznanie, okazała się jedną z najbardziej wpływowych interpretacji tarota w drugiej połowie XX wieku.
Z punktu widzenia historyka idei warto zauważyć, jak bardzo ta wizja różni się od tej, którą przyjmowali okultyści z przełomu wieków. Dla nich tarot był szyfrem, który trzeba złamać, żeby dotrzeć do ukrytej doktryny. Dla Pollack był lustrem, w którym można się przejrzeć, i opowieścią, w której można rozpoznać własną drogę. Zmiana ta nie unieważniła starszych odczytań, ale ustawiła je w innym świetle, czyniąc z tarota przede wszystkim praktykę wewnętrzną.
