Głupiec – karta bez numeru i Wymówka w grze
Najstarsze talie traktowały Głupca nie jako stopień drogi, lecz jako kartę wyjętą spoza szeregu atutów: obdartego szaleńca, który w grze służył za „Wymówkę” zwalniającą z obowiązku, a dopiero okultyści XVIII i XIX wieku uczynili z niego początek albo kres duchowej wędrówki.

Postać, której nie liczono
Wśród dwudziestu dwóch kart, które dzisiejsi czytelnicy tarota nazywają Wielkimi Arkanami, jedna od początku stoi osobno. W rękopiśmiennych i drukowanych taliach włoskich nosi nazwę il Matto, „szaleniec”, we francuskich le Mat albo le Fou. Nie ma numeru. W taliach marsylskich, gdzie wszystkie inne atuty mają u góry cyfrę rzymską, nad jej postacią widnieje pusta ramka albo w ogóle nie ma miejsca na liczbę. Ten brak nie jest przeoczeniem rytownika. Odpowiada dokładnie funkcji karty w grze, dla której talie te zostały wymyślone.
Tarot powstał w północnych Włoszech w pierwszej połowie XV wieku jako talia do gry w lewy, w której karty z obrazami, trionfi, pełniły rolę stałego koloru atutowego. Każdy atut miał określoną siłę, wyznaczoną jego miejscem w szeregu, i bił wszystkie słabsze. Matto do tego szeregu nie należał. Nie bił niczego i nikt go nie bił. Gdy dawni gracze wyliczali kolejne triumfy, wymieniali go na końcu albo poza listą, jako kartę innego rodzaju. W łacińsko-włoskim kazaniu przeciw grom z przełomu XV i XVI wieku, znanym badaczom jako kazanie Steele'a, szereg atutów zamyka właśnie szaleniec, opatrzony uwagą, że sam w sobie jest niczym. To krótkie zdanie lepiej niż wiele późniejszych traktatów oddaje pierwotny status tej postaci.
Współczesny zwyczaj oznaczania Głupca zerem jest zatem przekładem tamtej nicości na język arytmetyki, ale przekładem późnym i niewinnym tylko z pozoru. Zero można postawić na początku ciągu liczb, a karta, której pierwotnie w ogóle nie liczono, zyskała dzięki temu miejsce, którego nigdy nie miała. Cała późniejsza dyskusja o tym, czy Głupiec otwiera, czy zamyka drogę atutów, wyrasta z tego jednego, pozornie technicznego kroku.
Szaleniec w obrazach renesansu
Najstarszy zachowany wizerunek tej karty pochodzi z tak zwanej talii Visconti-Sforza, wykonanej w połowie XV wieku dla książęcego dworu mediolańskiego i przypisywanej zwykle warsztatowi Bonifacia Bemba. Jej Matto to postać zupełnie pozbawiona uroku, którym obdarzyli go późniejsi ilustratorzy. Jest wychudzony, zarośnięty, w podartej koszuli, boso, z piórami zatkniętymi we włosy i kijem opartym na ramieniu. Niektórzy badacze dopatrywali się na jego szyi wola albo innych oznak choroby. Nie jest to mędrzec przebrany za żebraka ani dziecko niewinności, lecz obłąkany włóczęga, jakich dworskie miasto widywało na swoich ulicach.
Ten typ ma długą historię w sztuce średniowiecznej. W kaplicy Scrovegnich w Padwie Giotto przedstawił wśród personifikacji występków Stultitię, Głupotę, jako mężczyznę w koronie z piór, z maczugą w ręku. W iluminowanych psałterzach inicjał psalmu, który w Wulgacie zaczyna się od słów Dixit insipiens in corde suo: non est Deus, „rzekł głupi w sercu swoim: nie ma Boga”, zdobiono często postacią szaleńca z kijem i okrągłym przedmiotem, czasem chlebem, czasem kulą. Szaleniec był w tej tradycji figurą człowieka, który utracił rozum, a wraz z nim zdolność poznania Boga. Pióra, kij i nagość stanowiły jego stałe atrybuty, podobnie jak klucze należały do świętego Piotra.
Pod koniec XV wieku temat ten zyskał nową popularność dzięki satyrze. Das Narrenschiff Sebastiana Branta, wydany w Bazylei w 1494 roku, uczynił z głupca zwierciadło całego społeczeństwa, a Pochwała głupoty Erazma z Rotterdamu, napisana kilkanaście lat później, odwróciła perspektywę, każąc Głupocie mówić o sobie samej z ironiczną mądrością. Tarot jest od tych dzieł starszy, ale należy do tej samej kultury, w której szaleniec był zarazem wykluczonym i lustrem. Karta nie mówi jednak nic o mistycznej głupocie świętych ani o docta ignorantia Mikołaja z Kuzy; takie skojarzenia pojawiły się dopiero wtedy, gdy kartom zaczęto przypisywać ukryte nauki.
Le Mat w drzeworytach marsylskich
Talie typu marsylskiego, drukowane z drzeworytów od XVII wieku i rozpowszechnione we Francji, Szwajcarii i północnych Włoszech, utrwaliły inny, nieco łagodniejszy obraz. Le Mat jest wędrowcem w pstrokatym stroju z czapką błazna, idącym z tobołkiem przewieszonym na kiju przez ramię i podpierającym się drugim kijem. Za nim albo przy nim pojawia się zwierzę, najczęściej pies, który rozdziera mu nogawkę i odsłania gołe ciało. Postać nie zwraca na to uwagi, patrzy przed siebie albo w górę.
Ten zespół motywów również ma swój rodowód. Szaleniec szczuty przez psy albo przez dzieci był częstym tematem rycin i scen rodzajowych; pies przy włóczędze to znak, że człowiek jest obcy, przegnany, niechroniony przez wspólnotę. Strój błazna wskazuje z kolei na drugi typ głupca, znany z dworów: zawodowego trefnisia, któremu wolno było mówić rzeczy niedozwolone innym. Marsylski Le Mat łączy oba typy, obłąkanego tułacza i komicznego błazna. Żaden z nich nie ma w sobie jeszcze nic z poszukiwacza prawdy.
Różne warsztaty drukarskie rozmaicie oddawały te szczegóły. W jednych taliach zwierzę jest wyraźnie psem, w innych przypomina kota albo trudne do nazwania stworzenie. Niektórzy ilustratorzy kładli przy stopach wędrowca kamienie albo rośliny. Wspólne pozostawało jedno: karta nie nosiła numeru, a jej nazwa w drukach marsylskich wypisana była w dolnym polu, tak samo jak na innych atutach, podczas gdy górne pole zostawało puste.
Wymówka przy stole gry
Rola Głupca w grze tłumaczy jego wyjątkowe położenie lepiej niż jakakolwiek symbolika. W tradycyjnych grach tarokowych, zachowanych w kilku krajach Europy, a najlepiej udokumentowanych we Francji, karta ta nazywa się l'Excuse, Wymówka. Gracz, który ją posiada, może zagrać ją w dowolnej lewie zamiast karty w kolorze lub atutu, które musiałby dołożyć zgodnie z regułami. Wymówka nie wygrywa lewy, ale też jej nie przegrywa: gracz zabiera ją z powrotem do swoich zdobyczy, oddając zwykle w zamian jakąś mało wartą kartę. Szaleniec zwalnia więc z obowiązku, nie zdobywając przy tym władzy.
W punktacji francuskiego tarota Wymówka należy do trzech najcenniejszych kart, zwanych oudlers lub bouts, obok najniższego atutu i atutu najwyższego. Ten układ jest bardzo wymowny. Najwyżej cenione są karty z krańców i karta spoza szeregu, a więc te, które wyznaczają granice gry. Jednak cenność punktowa nie czyni Wymówki atutem; jest raczej rodzajem przywileju, który pozwala uniknąć straty w trudnym położeniu. Dawne reguły włoskie, w których Matto pełnił podobną funkcję, znane są gorzej, ale dostępne opisy wskazują na ten sam zasadniczy mechanizm.
W XIX wieku francuscy wytwórcy kart wprowadzili talie o czysto rozrywkowych obrazach, z rodzajowymi scenkami w miejsce dawnych alegorii. Wymówkę przedstawiano w nich często jako muzykanta albo błazna, oznaczonego niekiedy gwiazdką zamiast numeru. Gracze tych talii nie mieli powodu zastanawiać się nad duszą wędrowca. Dla nich Głupiec był po prostu kartą, która ratowała z opresji, i to znaczenie przetrwało w żywej tradycji gry aż do dziś, niezależnie od losów karty w kręgach okultystycznych.
Zero na początku czy przed końcem
Przełom nastąpił w 1781 roku, gdy Antoine Court de Gébelin w ósmym tomie Le Monde primitif ogłosił, że tarot jest szczątkiem egipskiej księgi mądrości. Wymieniając atuty, opatrzył Głupca zerem i opisał go jako pierwszą kartę ciągu. Zero było dla niego liczbą o głębokim sensie, nie zaś pustym miejscem, i od tej chwili karta, która w grze była niczym, zaczęła oznaczać coś przed wszystkim. Ta egipska konstrukcja nie ma podstaw w źródłach, ale jej wpływ okazał się trwały.
W połowie XIX wieku Éliphas Lévi, łącząc atuty z literami alfabetu hebrajskiego, umieścił Głupca nie na początku, lecz przed ostatnią kartą, Światem. Szczegóły tego przyporządkowania i późniejszy spór o nie należą do odrębnej historii; tutaj wystarczy zauważyć, że Lévi potrzebował dla Głupca konkretnej pozycji wewnątrz szeregu, a pozycja ta wynikała z jego systemu, a nie z jakiejkolwiek dawnej talii. Zakon Złotego Brzasku pod koniec stulecia przywrócił Głupcowi zero na czele i tak też przedstawiono go w talii Ridera–Waite'a–Smith z 1909 roku. Sam Arthur Edward Waite w The Pictorial Key to the Tarot opisał jednak tę kartę między Sądem a Światem, zostawiając czytelnikowi ślad dawnego wahania.
Obie pozycje dały początek odmiennym odczytaniom. Głupiec na początku stał się duszą przed wcieleniem, czystą możliwością, wędrowcem, który dopiero wyrusza i przejdzie przez wszystkie kolejne obrazy. Głupiec przed Światem stał się człowiekiem, który przeszedł całą drogę i powraca jako ktoś wolny od zwykłych miar rozsądku, albo przeciwnie, jako ten, kto zgubił się tuż przed celem. Z tych dwóch intuicji wyrosła popularna dziś opowieść o „podróży Głupca” przez atuty, znana z licznych podręczników XX wieku i nieobecna w jakimkolwiek dawnym źródle.
Nicość, która stała się sensem
Historia Głupca dobrze pokazuje, jak zmieniało się samo pojęcie tarota. Dla graczy XV i XVI wieku szaleniec był kartą bez miejsca dlatego, że reguły gry potrzebowały wyjątku: przywileju, który nie jest władzą, wyjścia awaryjnego spoza hierarchii. Dla malarzy dworskich był wykluczonym włóczęgą z repertuaru moralnych obrazów, przestrogą przed utratą rozumu. Dla okultystów stał się kluczem do całości, ponieważ właśnie to, co stoi poza szeregiem, najłatwiej uczynić jego źródłem albo spełnieniem.
Nie trzeba odrzucać późniejszych odczytań, by zachować wierność historii. Wystarczy pamiętać, że należą one do innego porządku niż pierwotna karta. Duchowa interpretacja Głupca jako duszy wolnej od przywiązań ma własną wartość w nowoczesnej tradycji ezoterycznej i bywa przeżywana z powagą. Jej korzenie sięgają jednak Court de Gébelina, Lévi'ego i Złotego Brzasku, nie zaś mediolańskiego dworu czy francuskich stołów do gry, gdzie szaleniec był po prostu Wymówką.
Paradoks tej karty polega na tym, że jej pierwotna nicość okazała się najpłodniejszym ze wszystkich znaczeń. Atut bez numeru mógł zostać wpisany wszędzie, bo nigdzie nie był przypisany. Tę samą otwartość, która dawnym graczom pozwalała wyjść cało z przegranej lewy, nowożytni interpretatorzy wykorzystali, by umieścić w nim człowieka u progu poznania. Obie role, choć tak od siebie odległe, wyrastają z tego samego faktu: Głupiec nigdy nie należał do porządku, który pozostałe karty wspólnie tworzą.
