Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Kazanie przeciw grom i najstarsza lista atutów

Anonimowe łacińskie kazanie Sermones de ludo cum aliis, powstałe w północnych Włoszech pod koniec XV wieku lub około 1500 roku, zachowało jedną z najwcześniejszych pełnych list atutów i zarazem pokazuje, jak kościelni moraliści widzieli w kartach i kościach narzędzie diabła.

Le Bateleur z Tarota Marsylskiego Nicolasa Convera, 1760
Le Bateleur z Tarota Marsylskiego Nicolasa Convera, 1760

Rękopis odnaleziony przez bibliografa

Niewiele tekstów odegrało w historii badań nad tarotem tak dużą rolę przy tak skromnej objętości. Kazanie, o którym mowa, zachowało się w łacińskim rękopisie zawierającym zbiór pism moralnych i w literaturze przedmiotu nazywane jest zwykle od nazwiska Roberta Steele'a, angielskiego bibliografa i badacza średniowiecznych tekstów, który ogłosił je drukiem na przełomie XIX i XX wieku. Od tego czasu przywołuje się je jako „kazanie Steele'a”, choć jego autor pozostaje nieznany, a Steele był jedynie wydawcą. Nazwa ta jest wygodna, ale może mylić: chodzi o tekst kaznodziei z włoskiego kręgu, nie o dzieło nowożytnego uczonego.

Tytuł Sermones de ludo cum aliis – kazania o grze wraz z innymi – sugeruje, że mamy do czynienia z częścią szerszego zbioru homilii. Datowanie jest przybliżone. Na podstawie cech rękopisu i treści umieszcza się je zwykle w ostatnich dziesięcioleciach XV wieku lub około 1500 roku. Język wtrąceń, w których kaznodzieja podaje nazwy kart w mowie potocznej, wskazuje na północne Włochy, a układ listy atutów wiąże tekst raczej z obszarem wpływów Ferrary niż Mediolanu czy Florencji. Precyzyjniejsza lokalizacja pozostaje jednak hipotezą.

Wartość kazania dla historyka polega na połączeniu dwóch rzeczy, które rzadko występują razem. Z jednej strony jest to wypowiedź moralisty, który chce zniechęcić wiernych do gier. Z drugiej strony, aby to zrobić, kaznodzieja opisuje gry, które potępia, i przy okazji podaje nazwy kart w porządku, który najwyraźniej był jego słuchaczom znany. Krytyka zachowała więc wiedzę, którą miała zwalczać.

Kości, karty i triumfy pod osądem kaznodziei

Kazanie rozważa trzy rodzaje gier: w kości, w zwykłe karty i w triumfy. Taki podział sam w sobie jest pouczający. Pokazuje, że pod koniec XV wieku triumfy były postrzegane jako osobna gra, odrębna od zwykłych kart, a nie jako ich odmiana czy dodatek. Kaznodzieja traktuje je jako trzecie ogniwo w łańcuchu rozrywek, które odciągają człowieka od Boga, sprzyjają chciwości, kłótniom, bluźnierstwu i trwonieniu czasu.

Argumentacja kazania mieści się w długiej tradycji średniowiecznej moralistyki. Gry hazardowe potępiano od wieków, przede wszystkim kości, kojarzone z żołnierzami grającymi o szaty Chrystusa pod krzyżem. Gdy w ostatniej ćwierci XIV wieku w Europie pojawiły się karty, szybko zostały włączone do tego samego katalogu występków. Lokalne władze miejskie wprowadzały zakazy, a kaznodzieje grzmieli przeciw nowej rozrywce. Kazanie Steele'a przenosi tę samą logikę na triumfy, przypisując ich wynalezienie lub co najmniej upowszechnienie działaniu diabła, który posługuje się grą, by wodzić ludzi na pokuszenie.

Szczególnie gorszące było dla kaznodziei to, że triumfy zawierały obrazy rzeczy świętych i poważnych. Papież, cesarz, cnoty, anioł, a nawet Bóg Ojciec utożsamiany ze Światem, przedstawieni na kartach, byli rzucani na stół, przegrywani i wygrywani w atmosferze hazardu. Dla moralisty było to bliskie świętokradztwu: mieszanie sacrum z rozrywką, której celem była wygrana i przyjemność. Ta wrażliwość tłumaczy, dlaczego późniejsze wersje talii w niektórych regionach zmieniały lub usuwały najbardziej drażliwe postacie, choć to już osobna historia.

Najstarsza lista atutów w mowie potocznej

Najcenniejszym fragmentem tekstu jest wyliczenie triumfów. Kaznodzieja podaje ich nazwy w lokalnej odmianie włoskiego, wplecionej w łaciński wywód, co samo w sobie świadczy o tym, że nie operował uczonymi terminami, lecz słowami, jakimi posługiwali się gracze. Lista obejmuje dwadzieścia jeden ponumerowanych atutów i Głupca, poza numeracją. Jest to jedno z najwcześniejszych zachowanych pełnych wyliczeń, które pozwala porównać ówczesną nomenklaturę z nazwami znanymi z późniejszych talii.

Wiele nazw brzmi znajomo, niektóre wymagają objaśnienia. Pierwszą kartą jest „el bagatella”, czyli kuglarz lub sztukmistrz, znany później jako Mag. Pojawia się „la papessa”, kobieca postać w stroju papieskim, która w następnych stuleciach stała się jedną z najbardziej spornych kart. Zamiast Pustelnika kazanie mówi o „el gobbo”, garbusie, co wskazuje na starca przygarbionego wiekiem i być może wiąże tę figurę z alegorią Czasu. Wisielec nosi nazwę „lo impichato”, a karta odpowiadająca późniejszej Wieży występuje jako „la sagitta”, strzała, co można rozumieć jako piorun lub ogień spadający z nieba. Na szczycie listy stoi „el mondo cioè Dio padre” – świat, to znaczy Bóg Ojciec – a Głupiec opisany jest zwięźle słowami „el matto sie nulla”, szaleniec jest niczym.

Każda z tych nazw jest małym oknem na wyobraźnię epoki. Utożsamienie najwyższej karty z Bogiem Ojcem pokazuje, że dla kaznodziei i jego słuchaczy sekwencja triumfów prowadziła ku sferze najwyższej, a Świat nie był jedynie przedstawieniem ziemskiego globu. Określenie Głupca jako „niczego” oddaje zaś jego funkcję w grze, w której nie był zwykłym atutem i nie miał liczby, ale także sugeruje moralną ocenę: szaleniec to człowiek pozbawiony rozumu, a więc pusty. Nazwy „gobbo” i „sagitta” przypominają, że ikonografia i słownictwo kart nie były jeszcze ujednolicone i mogły się różnić w zależności od regionu. Kolejność, w jakiej kazanie wylicza karty, różni się w kilku punktach od porządku znanego z innych ośrodków, ale porównanie tych wariantów wymaga osobnego omówienia.

Warto zauważyć, czego w tej liście brakuje. Nie ma w niej żadnych odniesień do Egiptu, do liter hebrajskich, do żywiołów czy planet w sensie systemu astrologicznego. Słońce, Księżyc i Gwiazda występują jako ciała niebieskie w sekwencji wznoszącej się ku górze, ale nie są przypisane do znaków zodiaku ani do ścieżek mistycznego drzewa. Wszystkie te powiązania pojawią się dopiero w XVIII i XIX wieku, w zupełnie innym środowisku intelektualnym. Lista z kazania jest więc punktem odniesienia, z którym każdą późniejszą interpretację można porównać i sprawdzić, co w niej należy do pierwotnej warstwy obrazów, a co zostało dodane.

Równie pouczające jest to, że kaznodzieja nie musiał niczego tłumaczyć. Nie opisuje wyglądu kart ani nie wyjaśnia, kim jest „bagatella” czy „gobbo”. Zakłada, że wierni słuchający kazania lub czytający je duchowni dobrze znają te obrazy. To pośrednie świadectwo powszechności gry: pod koniec XV wieku triumfy były w północnych Włoszech na tyle rozpowszechnione, że lista ich nazw mogła służyć jako argument w kazaniu skierowanym do zwykłych chrześcijan, a nie tylko do dworzan.

Franciszkanie, dominikanie i walka z grą

Kazanie Steele'a nie powstało w próżni. Kościelna krytyka kart we Włoszech miała już wówczas za sobą kilkadziesiąt lat historii, a szczególną rolę odgrywali w niej kaznodzieje zakonów żebrzących. Najsłynniejszym z nich był franciszkanin Bernardyn ze Sieny, który w pierwszej połowie XV wieku wędrował po miastach środkowych i północnych Włoch, nawołując do pokuty i organizując publiczne palenie przedmiotów zbytku: ozdób, peruk, kości i kart do gry. Z jego działalnością wiąże się anegdota o wytwórcy kart, który miał skarżyć się na utratę zarobku, a któremu święty doradził malowanie monogramu imienia Jezusa. Jest to opowieść hagiograficzna i nie należy jej traktować jak dokumentu, ale dobrze oddaje klimat tamtych kampanii.

Dominikanie również włączali się w tę krytykę, choć ich stosunek do kart bywał bardziej zróżnicowany. Już w 1377 roku dominikanin Jan z Rheinfelden w traktacie o grze w karty opisywał nowo przybyłą rozrywkę, wykorzystując ją jako okazję do moralnego wykładu o stanach społecznych. Ten przykład pokazuje, że kościelne podejście do kart nie ograniczało się do potępienia. Mogło też polegać na moralizującej interpretacji, która czyniła z talii obraz porządku świata. Kazanie Steele'a stoi wyraźnie po stronie ostrej krytyki, ale jego autor korzysta z tej samej umiejętności odczytywania kart jako znaków, która cechowała moralistów łagodniejszych.

W kazaniach zakonów żebrzących gry były częścią szerszego programu reformy obyczajów. Chodziło o zwalczanie hazardu, lichwy, przepychu w ubiorze, lekkomyślnego przeklinania i wszystkiego, co według kaznodziejów oddalało miasto od życia chrześcijańskiego. Karty stanowiły w tym katalogu wygodny cel, ponieważ były nowe, tanie, łatwo dostępne i łączyły się z pieniędzmi. Triumfy, ze swoimi wyszukanymi obrazami, mogły wydawać się szczególnie przewrotne, gdyż przyozdabiały hazard szacownymi postaciami.

Krytyka jako źródło wiedzy

Paradoks kazania Steele'a polega na tym, że dziś czytamy je w sposób, którego autor z pewnością by sobie nie życzył. Dla niego lista triumfów była przykładem diabelskiej pomysłowości, dowodem na to, jak daleko posunęła się profanacja rzeczy świętych. Dla historyka jest ona bezcennym świadectwem tego, jak karty wyglądały i jak je nazywano w konkretnym miejscu i czasie. Głos potępienia stał się głosem pamięci.

Kazanie ma też znaczenie dla dyskusji o rzekomych ezoterycznych korzeniach tarota. Gdyby karty triumfów były w XV wieku nośnikiem tajnej doktryny hermetycznej, kabalistycznej czy gnostyckiej, moralista tak uważnie śledzący gry powinien był o tym wspomnieć – choćby po to, by ją piętnować. Tymczasem kaznodzieja zarzuca triumfom hazard, bluźnierstwo i lekceważenie świętości, ale nie herezję ani czary. Nie widzi w nich narzędzia wróżby. Widzi grę, i to grę szczególnie zgubną właśnie dlatego, że jest grą o pieniądze z udziałem obrazów, które powinny budzić cześć.

Nie oznacza to, że triumfy były wolne od treści duchowych. Przeciwnie, ich obrazy wyrastały z chrześcijańskiego wyobrażenia o porządku świata, o władzy, cnotach, śmierci i ostatecznych rzeczach człowieka. Kaznodzieja to rozumiał i dlatego był oburzony. Jego oburzenie świadczy jednak o tym, że te treści były dla współczesnych oczywiste i zrozumiałe, a nie ukryte i zarezerwowane dla wtajemniczonych. Duchowy sens triumfów leżał na powierzchni, w powszechnie znanym języku alegorii. Właśnie dlatego mógł razić, gdy znalazł się na stole hazardzistów.