Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Pierwsze wzmianki o trionfi na dworze Este w Ferrarze

Najwcześniejsze pewne świadectwa o kartach triumfów nie pochodzą z legend o Egipcie, Cyganach czy wtajemniczonych mistrzach, lecz z suchych zapisów rachunkowych dworu Este w Ferrarze z początku lat czterdziestych XV wieku, które każą szukać początków tarota w archiwach, a nie w mitach.

Portret Leonella d’Este pędzla Pisanella, 1441 – domena publiczna
Portret Leonella d’Este pędzla Pisanella, 1441 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Księga wydatków zamiast księgi Thota

Historia tarota przez długi czas była pisana od końca. Najpierw pojawiła się wielka opowieść – w XVIII wieku Antoine Court de Gébelin ogłosił, że karty są okruchem starożytnej mądrości egipskiej, a jego następcy rozbudowali tę wizję o kabałę, astrologię i hermetyczne wtajemniczenia – a dopiero potem zaczęto pytać, co mówią najstarsze dokumenty. Odwrócenie tego porządku jest jednym z najważniejszych zwrotów w badaniach nad kartami. Gdy pytamy nie o to, czym tarot miałby być, lecz o to, kiedy i gdzie po raz pierwszy ktoś za niego zapłacił, odpowiedź prowadzi do bardzo konkretnego miejsca: do kancelarii i skarbca dworu Este w Ferrarze.

Ferrara pierwszej połowy XV wieku była niewielkim, ale ambitnym państwem. Rządzący nią ród Este utrzymywał rozbudowaną administrację dworską, a jej urzędnicy prowadzili szczegółowe rejestry: kto otrzymał sukno, ile kosztowały świece, jakiemu malarzowi zapłacono za ozdobienie skrzyni, chorągwi czy kart do gry. Takie księgi nie mają ambicji literackich i nie tłumaczą znaczenia przedmiotów, które odnotowują. Ich wartość polega właśnie na tym, że są obojętne wobec symboliki. Urzędnik zapisujący wydatek nie miał żadnego interesu w tym, by przedstawiać karty jako starsze, bardziej tajemnicze lub szacowniejsze, niż były.

To właśnie w takich zapisach, przechowywanych w archiwum państwowym w Modenie, dokąd po utracie Ferrary w 1598 roku przeniesiono dwór i jego papiery, znaleziono wzmianki, które dziś uchodzą za najwcześniejsze pewne odniesienia do kart triumfów. Ich odkrycie i interpretacja są zasługą kilku pokoleń badaczy, a szczególnie tych, którzy od drugiej połowy XX wieku konsekwentnie traktowali historię kart jako część historii kultury materialnej i gier, a nie jako rozdział dziejów okultyzmu.

Rok 1442 i pierwsze „carte da trionfi”

Zapisy z 1442 roku, z pierwszych miesięcy rządów Leonella d'Este, który przejął władzę po śmierci ojca, Niccolò III, pod koniec 1441 roku, wymieniają płatności związane z kartami określanymi jako „carte da trionfi”. W jednym z nich pojawia się nazwisko dworskiego malarza Jacopa Sagramora, któremu zapłacono za wykonanie kilku talii tego rodzaju. Inna pozycja dotyczy zakupu kart triumfów od ferraryjskiego rzemieślnika lub kupca. Szczegóły tych wpisów – dokładne daty dzienne, liczba talii, ceny – bywają w literaturze podawane z różną precyzją, dlatego rozsądniej trzymać się tego, co nie budzi wątpliwości: w 1442 roku na dworze Este karty z triumfami były przedmiotem zamawianym, malowanym i opłacanym.

Ważne jest samo sformułowanie. Słowo „trionfi” nie oznacza jeszcze osobnej talii o nazwie, którą znamy dziś. Wskazuje raczej na rodzaj kart wyróżnionych przez obecność dodatkowej serii obrazów – triumfów – które w grze miały przewagę nad zwykłymi kolorami. Wyrażenie „carte da trionfi” należy więc czytać dosłownie: karty do gry w triumfy, karty z triumfami. Nazwa dotyczyła mechanizmu gry, w którym pewne karty triumfowały nad innymi, i dopiero wtórnie samego przedmiotu.

Nie jest wykluczone, że karty tego rodzaju istniały już wcześniej, a ferraryjskie rejestry po prostu przetrwały w lepszym stanie niż inne. Wiadomo zresztą o zapisie z 1440 roku w osobistym dzienniku notariusza Giusta Giustiego z Anghiari, który wspomina o podarowaniu Sigismondowi Pandolfowi Malatescie malowanych kart z triumfami. Ta wzmianka, rozpoznana stosunkowo niedawno, pokazuje, że Ferrara nie była jedynym miejscem, gdzie w tamtych latach takie karty krążyły. Nie zmienia jednak zasadniczego obrazu: najwcześniejsze ślady pojawiają się w północnych i środkowych Włoszech na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XV wieku, w środowisku dworów i ich klientów.

Dwór jako laboratorium gier

Dlaczego właśnie Ferrara? Dwór Este był miejscem, gdzie spotykały się humanistyczna edukacja, rycerska kultura turniejów i zamiłowanie do wyszukanej rozrywki. Leonello d'Este, wychowanek humanisty Guarina z Werony, interesował się sztuką, medalierstwem i literaturą antyczną; za jego rządów i za rządów jego następcy Borsa dwór zamawiał miniatury, gobeliny, freski i liczne przedmioty codziennego zbytku. Karty do gry należały do tej samej kategorii co inne drobne dzieła sztuki dworskiej. Malował je ten sam krąg rzemieślników, którzy dekorowali sprzęty, a ich wartość zależała od jakości złoceń i farb.

W takim środowisku gra karciana nie była czynnością wyłącznie hazardową. Służyła towarzyskiemu obcowaniu, pozwalała na popis dowcipu, była też okazją do pokazania przedmiotów świadczących o guście i zamożności gospodarzy. Triumfy dodawały do zwykłych kart coś, czego wcześniej w nich nie było: serię obrazów alegorycznych, które mogły nawiązywać do znanych z literatury i z ulicznych pochodów motywów zwycięstwa, władzy, losu i śmierci. Rejestry nie mówią, jak wyglądały ferraryjskie triumfy z 1442 roku, i trzeba to podkreślić. Wszystkie próby odtworzenia ich ikonografii opierają się na późniejszych kartach i na analogiach, nie na samych zapisach.

Równolegle podobne karty znano w Mediolanie. Dokumenty z kręgu Sforzów z połowy XV wieku wspominają o zamówieniach kart triumfów, a między dworami Ferrary i Mediolanu istniały silne powiązania dynastyczne, dyplomatyczne i artystyczne. Przedmioty, malarze i mody krążyły między nimi swobodnie. Dlatego pytanie, który z tych ośrodków „wynalazł” triumfy, jest prawdopodobnie źle postawione. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że nowa gra rozwijała się w sieci dworów północnowłoskich jednocześnie, a zachowane rejestry ukazują tylko przypadkowe punkty tej sieci.

Wzmianki z 1442 roku nie pozostają odosobnione. W kolejnych dziesięcioleciach, za rządów Borsa d'Este i następnie Ercolego I, rejestry dworskie wielokrotnie odnotowują karty triumfów: kupowane, malowane, ofiarowywane członkom rodziny i gościom. Ta ciągłość jest równie ważna jak sama data pierwszego wpisu. Pokazuje, że nie chodziło o jednorazową fantazję jednego władcy, lecz o przedmiot, który wrósł w codzienność dworu na całe pokolenia. Gra w triumfy stała się w Ferrarze czymś zwyczajnym, czymś, co należało mieć pod ręką tak samo jak szachy czy instrumenty muzyczne.

Trzeba przy tym pamiętać o selektywności archiwum. Rachunki dworskie rejestrują to, co kosztowne i zamawiane przez skarbiec. Nie mówią nic o tańszych kartach, z których mogli korzystać dworzanie niższej rangi, służba czy mieszczanie. Obraz wyłaniający się z rejestrów Este jest więc obrazem z perspektywy książęcej szkatuły. Dowodzi, że triumfy były obecne na dworze, ale nie dowodzi, że były tam wyłącznie albo że to dwór był ich jedynym środowiskiem. Ostrożność wobec tego, czego dokument nie obejmuje, jest częścią tej samej dyscypliny, która każe ufać temu, co obejmuje.

Od „trionfi” do „tarocchi”

Przez kilkadziesiąt lat dokumenty konsekwentnie mówią o triumfach. Nowa nazwa pojawia się dopiero na początku XVI wieku. Słowo „tarocchi” odnotowano w źródłach ferraryjskich z pierwszych lat tego stulecia, a mniej więcej w tym samym czasie we Francji pojawia się forma „taraux”. Pochodzenie tego słowa pozostaje nieznane. Proponowano rozmaite etymologie – od nazwy rzeki, od włoskiego wyrazu oznaczającego głupstwo lub drobiazg, od arabskich i perskich rdzeni – ale żadna nie została przekonująco udowodniona. Najuczciwiej powiedzieć, że wiemy, kiedy nazwa się pojawia, a nie wiemy, skąd się wzięła.

Przyczyna zmiany nazwy jest łatwiejsza do odgadnięcia niż jej źródło. Słowo „trionfo” zaczęło w XVI wieku oznaczać także zwykły kolor atutowy w innych grach karcianych, w których dowolny kolor mógł zostać wyznaczony jako przewodni. Gdy „triumf” stał się terminem ogólnym, potrzebne było określenie odróżniające specjalną talię z serią obrazów od zwykłych kart, w których triumfował wylosowany kolor. „Tarocchi” spełniało tę rolę. Pokazuje to, że nazwa tarota jest świadectwem praktyki graczy, a nie ukrytej wiedzy: powstała z potrzeby rozróżnienia gier przy stole.

Ta filologiczna obserwacja ma znaczenie wykraczające poza ciekawostkę. Ezoteryczne interpretacje XIX i XX wieku chętnie budowały spekulacje na brzmieniu słowa „tarot”, przestawiając jego litery w „rota”, „tora” czy imię egipskiego bóstwa. Wszystkie te gry słowne zakładają, że nazwa jest starsza niż talia i niesie w sobie jej sekretny sens. Dokumenty pokazują coś przeciwnego: przez pierwsze dziesięciolecia istnienia karty nie nosiły tej nazwy wcale.

Co zmienia lektura rachunków

Zwrot ku archiwom nie odbiera tarotowi duchowego wymiaru, jaki nadała mu późniejsza tradycja. Zmienia natomiast sposób, w jaki ten wymiar należy rozumieć. Jeżeli najwcześniejsze świadectwa ukazują karty triumfów jako dworski przedmiot zbytku i narzędzie gry, to symboliczne odczytania pojawiające się później są nową warstwą znaczeń nałożoną na starszy obiekt, a nie odkryciem jego pierwotnego przeznaczenia. Można je cenić jako twórczość religijną i filozoficzną, ale nie jako historię. Rozróżnienie między dziejami przedmiotu a dziejami jego interpretacji jest warunkiem uczciwej rozmowy o obu.

Lektura rachunków uczy też pokory wobec luk w materiale. Ferraryjskie zapisy nie mówią, jakie obrazy zawierały triumfy, ile ich było ani w jakiej kolejności je układano. Milczą o regułach gry. Nie wspominają o wróżbiarstwie, które w źródłach pojawia się znacznie później i początkowo w zupełnie innym kontekście. Wszystko, co wiemy o ikonografii i znaczeniu kart z lat czterdziestych XV wieku, musi być wnioskowane z kart zachowanych z nieco późniejszego okresu, z tekstów literackich i z porównań z innymi dziełami sztuki dworskiej. Taka rekonstrukcja jest możliwa, ale wymaga świadomości, że jest rekonstrukcją.

Wreszcie, przesunięcie uwagi z mitów pochodzenia na dokumenty pozwala zobaczyć tarot jako część kultury włoskiego renesansu z jej realnymi ludźmi: malarzem, który dostaje zapłatę za złocenie kart, urzędnikiem wpisującym kwotę do rejestru, księciem wręczającym talię gościowi. Ta zwyczajność nie jest rozczarowaniem. Przeciwnie, każe zapytać, jak przedmiot tak skromnego pochodzenia mógł po kilku stuleciach stać się nośnikiem rozbudowanych systemów kontemplacji. Odpowiedź na to pytanie należy już do dziejów recepcji, ale jej punkt wyjścia leży w kilku linijkach ferraryjskiej księgi wydatków z 1442 roku.