Trzy cnoty w atutach i zagadka brakującej Roztropności
Standardowy tarot zna tylko trzy z czterech cnót kardynalnych – Sprawiedliwość, Moc i Umiarkowanie – a wieloletnie poszukiwania brakującej Roztropności w Pustelniku, Świecie czy Gwieździe pokazują, jak luka w ikonograficznym schemacie potrafi zrodzić całą rodzinę teorii, z których żadna nie ma rozstrzygającego oparcia w źródłach.

Cztery zawiasy moralnego świata
Nauka o czterech cnotach kardynalnych należy do najtrwalszych schematów, jakie średniowiecze odziedziczyło po starożytności. Platon w Państwie wymienia mądrość, męstwo, umiarkowanie i sprawiedliwość jako cnoty dobrze urządzonego miasta i dobrze urządzonej duszy. Cyceron w De officiis oraz w De inventione przekazał ten układ łacińskiemu Zachodowi, a Ambroży z Mediolanu nadał mu nazwę, która przetrwała do dziś: virtutes cardinales, cnoty „zawiasowe”, na których obraca się całe życie moralne. Augustyn, Grzegorz Wielki, a potem scholastycy dołączyli do nich trzy cnoty teologalne z Pierwszego Listu do Koryntian – wiarę, nadzieję i miłość – i tak powstał siedmioelementowy kanon, który Tomasz z Akwinu opracował systematycznie w Summa theologiae.
Kanon ten był nie tylko tematem traktatów. Od XIII wieku stawał się programem obrazowym, którego czytelnik średniowiecznej i renesansowej Italii nie mógł nie znać. Każda cnota miała ustalone atrybuty, rozpoznawalne bez podpisu: Sprawiedliwość trzymała miecz i wagę, Moc kolumnę, lwa albo maczugę, Umiarkowanie przelewało płyn z jednego naczynia do drugiego, Roztropność patrzyła w lustro, trzymała węża lub cyrkiel i często miała podwójne, a czasem potrójne oblicze. Wiara niosła kielich lub krzyż, Nadzieja wznosiła wzrok i ręce ku niebu, Miłość karmiła dziecko albo trzymała płonące serce.
Na tym tle atuty tarota wyglądają osobliwie. Sprawiedliwość jest w nich bez trudu rozpoznawalna, Moc również, Umiarkowanie przelewa wodę dokładnie tak, jak czyniło to na freskach i reliefach. Czwartej cnoty jednak nie ma. W zwykłej talii z dwudziestoma dwoma atutami nie ma też żadnej z cnót teologalnych. Pytanie, gdzie podziała się Roztropność, jest jednym z tych drobnych problemów ikonograficznych, które przez dziesięciolecia przyciągały uwagę badaczy i entuzjastów.
Cnoty na ścianach i drzwiach
Aby zrozumieć wagę tej nieobecności, warto przypomnieć, jak powszechne były w Italii pełne cykle cnót. W kaplicy Scrovegnich w Padwie Giotto namalował na początku XIV wieku siedem cnót naprzeciw siedmiu występków, w szarościach imitujących rzeźbę. Jego Prudentia siedzi przy pulpicie z lustrem w dłoni, a z tyłu jej głowy widnieje drugie, starcze oblicze, zwrócone w przeszłość. W Pizie i we Florencji cnoty pojawiały się na amboniach i na drzwiach: Andrea Pisano umieścił je w czterolistnych polach na południowych drzwiach florenckiego baptysterium. Ambrogio Lorenzetti w sieneńskiej Sala dei Nove, w alegorii dobrego rządu z końca lat trzydziestych XIV wieku, otoczył personifikację wspólnego dobra cnotami, wśród których Roztropność zajmuje należne jej miejsce.
Cnoty zdobiły także grobowce władców i książąt. Kariatydy-cnoty pod sarkofagami Andegawenów w Neapolu, figury cnót na nagrobkach Scaligerich w Weronie czy na mediolańskiej arce świętego Piotra Męczennika w kościele Sant'Eustorgio pokazywały zmarłego jako tego, którego życie dźwigały cnoty. Dla dworu Viscontich i Sforzów, w którego kręgu powstały najstarsze zachowane talie tarota, był to język oczywisty, związany z wizerunkiem dobrego władcy.
W takim otoczeniu trudno uwierzyć, by twórca atutów nie wiedział, ile jest cnót kardynalnych. Jeżeli umieścił trzy, a czwartą pominął, musiał mieć ku temu powód – albo czwarta istniała, ale pod postacią, której dziś nie rozpoznajemy. Na tym prostym rozumowaniu opierają się niemal wszystkie hipotezy dotyczące Roztropności.
Talie z pełniejszym zestawem
Rozumowanie to wzmacnia fakt, że w XV i XVI wieku istniały zestawy kart z kompletnym lub prawie kompletnym kanonem cnót. Najstarsza z luksusowych talii Viscontich, znana jako Cary-Yale i przechowywana w Bibliotece Beineckego w Yale, zawiera obok cnót kardynalnych także Wiarę, Nadzieję i Miłość. Talia ta nie zachowała się w całości i nie wiadomo, czy zawierała Roztropność; samo istnienie cnót teologalnych świadczy jednak, że ówczesny program atutów nie był jeszcze ustalony i mógł obejmować pełniejszy cykl.
Inny ważny punkt odniesienia stanowią tak zwane Tarocchi Mantegny, seria pięćdziesięciu rycin z Ferrary lub Wenecji z lat sześćdziesiątych XV wieku, które nie są talią do gry, lecz uporządkowaną encyklopedią obrazów. Jedna z jej dziesięciu grup obejmuje trzy zasady kosmiczne i siedem cnót, przy czym Roztropność ma tam swoje klasyczne atrybuty: lustro, węża i podwójne oblicze. Seria pokazuje, jak naturalnym elementem wyobraźni epoki był pełen zestaw cnót, gdy obrazy układano w hierarchię od rzeczy niskich do najwyższych.
Wreszcie florenckie minchiate, rozbudowana odmiana tarota z czterdziestoma atutami, przyjęła wszystkie cztery cnoty kardynalne i trzy teologalne, a ponadto cztery żywioły i dwanaście znaków zodiaku. Roztropność występuje tam jawnie, z własną kartą. Minchiate pochodzą jednak z późniejszego okresu i przedstawiają raczej rozwinięcie i uzupełnienie dawnego schematu niż jego pierwotną postać. Ich twórcy dostrzegli lukę i ją zapełnili, co samo w sobie jest ciekawym świadectwem: już w XVI wieku ktoś uznał, że trzy cnoty to za mało.
Pustelnik, Świat i Gwiazda
Najstarsza i najczęściej powtarzana hipoteza głosi, że Roztropność ukrywa się w postaci Pustelnika. Argumenty są ikonograficzne. Na karcie Visconti-Sforza starzec w płaszczu trzyma klepsydrę, a nie latarnię, co wiąże go z alegorią Czasu, a Roztropność od starożytności była cnotą panującą nad czasem: pamięta przeszłość, rozumie teraźniejszość i przewiduje przyszłość. Malarstwo renesansowe znało tę myśl doskonale. Na późnym obrazie przypisywanym Tycjanowi, zwanym Alegorią Roztropności, trzy ludzkie głowy – starca, mężczyzny w sile wieku i młodzieńca – połączone są z głowami wilka, lwa i psa, a łaciński napis mówi o tym, że z przeszłości teraźniejszość działa roztropnie, aby nie zepsuć przyszłości. Starzec z klepsydrą byłby zatem jednym z trzech czasowych oblicz Roztropności, oderwanym od pozostałych. Późniejsza latarnia Pustelnika, znana z wersji marsylskich, mogła ponadto kojarzyć się z rozwagą, która oświetla drogę.
Słabość tej hipotezy polega na tym, że w kartach brakuje typowych atrybutów cnoty – lustra, węża, podwójnej twarzy – a obraz starca z klepsydrą ma bardzo dobre wyjaśnienie bez odwoływania się do cnót. Należy do kręgu triumfów Petrarki, w którym Czas zwycięża Sławę, i do licznych przedstawień Saturna jako starca. Pustelnik może więc być Czasem, a nie Roztropnością, i dopiero nowożytni komentatorzy przenieśli na niego znaczenie rozważnej mądrości.
Druga hipoteza szuka Roztropności w karcie Świata. Jej zwolennicy wskazują, że w niektórych wariantach włoskich postać na najwyższym atucie trzyma przedmioty dające się odczytać jako atrybuty cnoty, a sama karta, umieszczona na szczycie hierarchii, byłaby godnym miejscem dla cnoty, którą scholastycy uważali za przewodniczkę pozostałych. Średniowieczni autorzy nazywali roztropność auriga virtutum, woźnicą cnót, bo bez niej żadna inna nie wie, jak działać. Ten argument ma pewien urok teologiczny, ale opiera się na wybranych, często późnych przedstawieniach i nie tłumaczy, dlaczego w najstarszych taliach Świat ukazywał miasto w kole, a nie kobiecą personifikację z lustrem.
Trzecia propozycja, najsłabsza, wskazuje na Gwiazdę. Postać kobieca pod niebem, w niektórych wersjach wpatrzona w gwiazdę lub trzymająca ją w dłoni, miałaby wyrażać rozważne kierowanie się światłem wyższej wiedzy, a nawet nawiązywać do żeglarzy, którzy sterują według gwiazd. Wyobrażenie to lepiej jednak pasuje do Nadziei, której zwrócony ku niebu wzrok był stałym motywem, a we wczesnych kartach włoskich Gwiazda bywała raczej związana z mędrcami obserwującymi niebo lub z Gwiazdą Betlejemską niż z którąkolwiek z cnót. Wszystkie trzy hipotezy łączy to, że znajdują w obrazie jedną cechę zgodną z oczekiwaniem i pomijają cechy, które się z nim nie zgadzają.
Gdy luka rodzi teorię
Historycy gier karcianych, z Michaelem Dummettem na czele, zwracali uwagę, że cały problem zakłada coś, czego nie da się dowieść: iż twórcy atutów zamierzali odtworzyć kompletny cykl cnót. Atuty tarota nie są przecież traktatem moralnym przełożonym na obrazy. Są ciągiem triumfów, w którym obok cnót pojawiają się Miłość, Rydwan, Koło Fortuny, Śmierć, Diabeł, ciała niebieskie i Sąd. Jest w nim miejsce dla trzech cnót, ale nie wynika z tego, że ktoś musiał przewidzieć miejsce dla czwartej. Program mógł powstać z połączenia kilku różnych źródeł – triumfów Petrarki, obrazów władzy, kosmologii, eschatologii – i cnoty mogły trafić do niego jako jedna z warstw, wybrana według potrzeby, a nie zgodnie z podręcznikiem.
Wśród możliwych wyjaśnień pojawiło się też przypuszczenie, że Roztropność została po prostu zgubiona w trakcie ustalania kanonu, gdy z bogatszych dworskich zestawów, takich jak Cary-Yale, wydzielano krótszy ciąg przeznaczony do gry. Taka redukcja mogła dotknąć również cnót teologalnych, które w standardowych taliach przepadły bez śladu. Nie ma jednak dokumentu, który by to potwierdzał, i hipoteza ta, choć rozsądna, pozostaje rekonstrukcją.
Zagadka brakującej Roztropności jest więc pouczająca nie dlatego, że można ją rozwiązać, lecz dlatego, że pokazuje mechanizm, który działa w całej historii interpretacji tarota. Wystarczy luka w oczekiwanym schemacie, by zrodziła się potrzeba jej wypełnienia, a kiedy już ktoś zaproponuje kandydata, zaczyna się wyszukiwanie argumentów na jego korzyść. Ten sam ruch myśli, w łagodniejszej postaci, obserwujemy w próbach dopasowania atutów do liter alfabetu, planet czy ścieżek kabalistycznego drzewa: obraz zostaje podporządkowany systemowi, który przybył z zewnątrz.
Badacz, który chce zachować rzetelność, może tu przyjąć postawę paradoksalnie zgodną z samą brakującą cnotą. Roztropność, według Tomasza, polega na właściwym rozeznaniu środków w konkretnej sytuacji, także na umiejętności rozpoznania, czego nie wiemy. W odniesieniu do tarota oznacza to przyznanie, że trzy cnoty w atutach są faktem, czwarta jest nieobecna, a wszystkie próby jej odnalezienia mówią więcej o wyobraźni interpretatorów niż o zamiarach twórców kart. Nie jest to wniosek efektowny, ale ma tę zaletę, że nie wymaga od obrazów, by mówiły to, czego nie powiedziały.
