Księżyc – psy, rak i dwie wieże
W taliach włoskich Księżyc był boginią z sierpem albo przedmiotem pracy astronomów, dopiero marsylski obraz wyjących psów, raka w sadzawce i dwóch wież dał okultystom i psychologom XX wieku materiał do odczytania karty jako mapy lęku, złudzenia i nieświadomości.

Najdziwniejsza z kart niebieskich
Księżyc w tarocie marsylskim jest kartą niemal bez ludzi. Nad krajobrazem wisi tarcza z twarzą widzianą z profilu, z której spadają ku ziemi barwne krople; pod nią dwa psy, czasem pies i wilk, unoszą łby ku niebu; po bokach stoją dwie wieże lub baszty; na pierwszym planie, w sadzawce, tkwi rak. Żaden inny atut nie ma tak niepokojącego, a zarazem tak skąpego w objaśnienia obrazu. Nic dziwnego, że od XIX wieku Księżyc stał się ulubionym polem interpretacji, które widziały w nim krainę złudzeń, nocną stronę duszy, a w XX wieku – obraz nieświadomości.
Tymczasem obraz ten nie należał do najstarszej warstwy tarota. Pierwsze talie, malowane dla włoskich dworów w XV wieku, przedstawiały Księżyc zupełnie inaczej, a droga od tych wersji do marsylskiej sceny z psami jest równie słabo udokumentowana jak w przypadku innych kart niebieskich. Kto chce zrozumieć, skąd wzięła się nocna sława tej karty, musi więc rozdzielić dwie historie: historię obrazu i historię jego odczytań. Druga jest w dużej mierze dziełem nowoczesności.
Bogini z sierpem i astronomowie z cyrklem
W talii Visconti-Sforza Księżyc przedstawia stojącą postać kobiecą, która w uniesionej dłoni trzyma sierp księżyca. Kompozycja jest pokrewna Gwieździe tej samej talii: personifikacja w długiej szacie, ze swoim atrybutem, na złotym tle typowym dla mediolańskich kart luksusowych. Kobieta z księżycem przywodzi na myśl Dianę, antyczną boginię łowów i nocy, której atrybutem był właśnie sierp, choć karta jej nie podpisuje i równie dobrze może być po prostu alegorią ciała niebieskiego.
Talia zwana Karola VI, włoska mimo francuskiej nazwy, idzie inną drogą. Pod Księżycem widać tam dwie postaci uczonych, którzy posługują się cyrklem i notują swoje obserwacje. Karta przedstawia więc nie boginię, lecz wiedzę o niebie: astronomię lub astrologię, które w kulturze renesansowego dworu stanowiły jedno pole. Ten wariant ma dla historii karty znaczenie szczególne, ponieważ pokazuje, że Księżyc nie musiał być od początku sceną nocnej grozy. Mógł być równie dobrze obrazem rozumu, który mierzy i oblicza bieg ciał niebieskich.
Obie wersje mieszczą się w kulturze, dla której niebo było przede wszystkim porządkiem, a nie przepaścią. Księżyc wyznaczał miesiące, wpływał na przypływy, na zdrowie i na czas siewu; kalendarze i almanachy, które krążyły po Europie w rękopisach, a od drugiej połowy XV wieku także w druku, traktowały go jako najbliższą i najbardziej odczuwalną z planet. Karta z Księżycem, umieszczona wysoko w ciągu atutów, przypominała graczom o tym porządku w sposób zrozumiały dla każdego, kto patrzył w nocne niebo. Nie ma podstaw, by przypisywać jej w tym okresie sens psychologiczny, którego kultura dworska nie znała w nowoczesnej postaci.
Talia Mantegny jako punkt porównania
Dobrym tłem dla włoskich kart jest seria pięćdziesięciu rycin, znanych jako tak zwane tarocchi Mantegny, powstałych w Ferrarze około 1465 roku. Nie jest to talia do gry ani tarot w ścisłym sensie, mimo nazwy nadanej przez kolekcjonerów, a jej autor nie był Andreą Mantegną. Seria tworzy uporządkowany obraz świata w pięciu grupach po dziesięć: stany ludzkie, Apollina i muzy, sztuki wyzwolone, zasady kosmiczne i cnoty, wreszcie planety i sfery niebieskie. W ostatniej grupie znajduje się Luna, przedstawiona jako Diana jadąca w rydwanie, z sierpem księżyca, nad krajobrazem z wodą.
Porównanie to nie dowodzi bezpośredniej zależności, ale pozwala zobaczyć, jak włoski humanizm myślał o Księżycu: jako o pierwszej i najniższej z planet, władczyni wód, zmienności i wilgoci, pośredniczce między sferą podksiężycową a niebem. W tym kontekście Księżyc jest częścią kosmicznej hierarchii, a nie stanem duszy. Był ciałem niebieskim o określonym charakterze astrologicznym – zmiennym, chłodnym, wilgotnym – i z tego charakteru wynikały jego wpływy na morze, płodność i nastroje. Późniejsze odczytania karty jako obrazu niestałości i złudzenia nie zrywają z tą tradycją całkowicie; mają w niej dalekie korzenie, choć zostały przeniesione z kosmosu do wnętrza człowieka.
Psy, rak i wieże w Marsylii
W taliach typu marsylskiego, drukowanych we Francji od XVII wieku, scena jest już kompletna. Twarz Księżyca, ujęta w sierp i tarczę jednocześnie, otoczona jest promieniami, a ku ziemi unoszą się lub spadają krople, które francuska tradycja nazywa czasem łzami, a niektórzy komentatorzy – rosą. Dwa zwierzęta pod nią mają otwarte pyski; w części wersji jedno z nich jest jaśniejsze, a drugie ciemniejsze, co później posłużyło do odczytania ich jako psa i wilka. Wieże, z blankami i oknami, stoją po obu stronach pola. Rak, często zielony lub niebieski, tkwi w prostokątnym basenie u dołu karty.
Każdy z tych elementów ma możliwe źródło w tradycji, choć żadne nie zostało potwierdzone. Psy wyjące do księżyca to obraz potoczny i dawny; łączono go z Hekate, której towarzyszyły psy, i z przekonaniem, że Księżyc wpływa na zwierzęta. Rak może być zwykłym znakiem zodiaku Raka, który astrologia uznaje za dom Księżyca – to wyjaśnienie jest dość proste i prawdopodobne. Wieże bywają odczytywane jako bramy miasta, granica zamieszkanego świata, poza którą zaczyna się noc i dzicz. Jest też propozycja, by w scenie widzieć przetworzony obraz z kalendarzy i rycin astrologicznych, w których pod planetą przedstawiano jej „dzieci”, czyli ludzi i stworzenia podległe jej wpływowi. W wariantach takich obrazów pod Księżycem pojawiali się rybacy, podróżnicy, wodne zwierzęta.
Krople wiszące między tarczą a ziemią zasługują na osobną uwagę, bo pojawiają się także na innych kartach marsylskich, zwłaszcza na Słońcu i na Wieży. Ich kształt, przypominający odwrócone łzy lub płomyki, był w drzeworycie łatwy do wycięcia i mógł pierwotnie oznaczać po prostu promieniowanie światła albo opadającą rosę, o której wierzono, że rodzi się pod wpływem Księżyca. Okultyści XIX wieku, a za nimi Złoty Brzask, upodobnili te krople do hebrajskiej litery jod, najmniejszej z liter alfabetu, uważanej w kabale za zalążek wszystkich pozostałych. W talii Smith krople mają już wyraźnie ten kształt. Jest to dobry przykład tego, jak szczegół warsztatowy otrzymał z czasem wykład teologiczny, którego w nim pierwotnie nie było.
Ciekawy jest też brak ludzi. W wielu wcześniejszych wersjach włoskich karta niebieska miała postać ludzką, a w marsylskiej wersji człowiek zniknął. Zostały zwierzęta, budowle i woda. Ta pustka będzie później jednym z głównych argumentów interpretatorów: krajobraz bez człowieka wydaje się krajobrazem, w którym rozum nie ma jeszcze, albo już nie ma, dostępu.
Waite, Smith i ścieżka między wieżami
Pamela Colman Smith, rysując talię dla Arthura Edwarda Waite'a w 1909 roku, zachowała zasadniczy układ marsylski, ale dodała mu przestrzeni. U niej z sadzawki wynurza się rak, od wody biegnie w głąb krajobrazu wąska ścieżka, przechodzi między psem a wilkiem, a dalej między dwiema wieżami, ku górom na horyzoncie. Twarz w tarczy księżyca, zgodnie z tradycją, łączy pełnię z sierpem, a krople spadają ku ziemi. Ścieżka jest tu dodatkiem kluczowym: zamienia statyczny emblemat w drogę, którą trzeba przejść.
W The Pictorial Key to the Tarot Waite opisał kartę jako obraz życia wyobraźni oddzielonego od życia ducha. Pies i wilk wyrażają według niego lęki natury w obliczu drogi wiodącej w nieznane, gdy jedynym światłem jest światło odbite, a rak wychodzący z wody to coś niższego niż dzikie zwierzę, jakaś bezimienna skłonność, która próbuje wydobyć się z głębi. Złoty Brzask, z którego Waite czerpał swoje korespondencje, przypisał Księżycowi znak Ryb i umieścił kartę na jednej z najniższych ścieżek Drzewa Życia, prowadzącej ku sferze materii. Ten układ wzmacniał sens karty jako przejścia przez sferę cielesną i astralną, w której łatwo o złudzenie.
Księżyc jako obraz nieświadomości
W XX wieku, wraz z rozpowszechnieniem psychologii Carla Gustava Junga, Księżyc stał się dla wielu komentatorów kartą nieświadomości par excellence. Jung sam nie napisał systematycznej interpretacji tarota, choć wspominał o kartach jako o obrazach archetypowych; rozwinęli to jego czytelnicy, wśród nich Sallie Nichols w książce Jung and Tarot: An Archetypal Journey z 1980 roku. W takich odczytaniach sadzawka jest głębią psychiki, rak – treścią wynurzającą się z niej w formie prymitywnej, niemal przedludzkiej, psy i wilk – dwiema stronami instynktu, oswojoną i dziką, a wieże – granicą świadomego ego, poza którą rozciąga się kraina snu i projekcji. Księżyc staje się wówczas kartą lęku, który nie jest jeszcze nazwany, i kartą twórczej wyobraźni, która z tego lęku czerpie.
Odczytanie psychologiczne jest spójne i sugestywne, a dla współczesnych użytkowników tarota często najbardziej przekonujące. Warto jednak widzieć jego miejsce w historii. Nie odkrywa ono intencji renesansowego twórcy ani drukarza z Marsylii; przenosi raczej na stary obraz pytania, które postawiła nowoczesna psychologia. To przeniesienie było możliwe właśnie dzięki temu, że marsylski Księżyc jest tak skąpy w objaśnienia: krajobraz bez ludzi, z wyjącymi zwierzętami i stworzeniem wyłaniającym się z wody, przyjmuje każdy sens związany z nocą i głębią.
Między boginią z sierpem w talii Visconti-Sforza a krainą nieświadomości u jungistów leży więc długa droga. Jej pierwszy etap rozgrywa się w niebie, wśród planet i astronomów; drugi w krajobrazie, który zastąpił ludzi zwierzętami; trzeci we wnętrzu człowieka. Każdy z nich zostawił w karcie swój ślad, i każdy pozostaje czytelny, jeśli patrzy się uważnie na to, co przedstawia obraz, a co jest dopisanym do niego wykładem.
