Tarot de Besançon i cenzura Papieżycy
Tarot de Besançon, w którym Jowisz i Junona zajęli miejsca Papieża i Papieżycy, nie był aktem ezoterycznej reformy, lecz praktycznym dostosowaniem talii do gustu kupców i graczy z pogranicza wyznaniowego, a jego późniejsza okultystyczna lektura nadała tej zmianie znaczenia, których pierwotnie nie miała.

Wzór, który nosi niewłaściwą nazwę
Historycy kart do gry od dawna przestrzegają przed traktowaniem nazw regionalnych wzorów jako metryk urodzenia. Określenie „Tarot de Besançon” jest etykietą nadaną przez kolekcjonerów i badaczy, a nie nazwą, którą posługiwali się dawni karciarze. Wzór ten pojawia się w XVIII wieku na obszarze obejmującym Alzację, Szwajcarię i ziemie niemieckie nad górnym Renem, a dopiero w pierwszej połowie XIX wieku jego produkcja skupiła się wyraźnie we Franche-Comté, w samym Besançon, gdzie działało kilka warsztatów kartowniczych. Wcześniejsze egzemplarze wyszły spod rąk wytwórców ze Strasburga, z miast szwajcarskich i z regionu Jeziora Bodeńskiego, toteż nazwa miasta, które przejęło i utrwaliło wzór, przesłoniła jego rozproszone pochodzenie.
Pod względem rysunku Besançon jest bliskim krewnym tak zwanego Tarota marsylskiego. Michael Dummett, którego prace nad historią gry w tarota uporządkowały tę dziedzinę, traktował go jako odgałęzienie tej samej rodziny wzorów, wywodzące się z jednej z jej odmian. Układ figur, kompozycja większości atutów, sposób przedstawiania kolorów – kielichów, mieczy, buław i denarów – pozostają czytelne dla każdego, kto zna talię marsylską. Karty odbijano z drzeworytowych klocków, a barwy nakładano przez szablony, co sprzyjało powielaniu raz przyjętego wzoru i jednocześnie dopuszczało drobne odstępstwa każdego warsztatu. Różnica, która przyciąga uwagę, dotyczy jednak tylko dwóch kart, ale właśnie ona zdecydowała o tym, że wzór otrzymał osobne miejsce w historii.
Dwa urzędy zamienione na dwa bóstwa
W tradycyjnej sekwencji atutów drugie miejsce zajmuje Papieżyca, a piąte Papież. W talii besançońskiej na tych pozycjach stoją Junona i Jowisz. Junona trzyma zwykle berło, a obok niej pojawia się paw, ptak przypisany jej w mitologii klasycznej; Jowisz ukazany jest z orłem, czasem z wiązką piorunów, w postawie władcy niebios. Zamiana nie naruszyła numeracji ani struktury gry: karta numer dwa nadal była kartą numer dwa, a zawodnik przy stole nie musiał uczyć się nowych zasad. Zmieniło się wyłącznie to, co widniało na obrazku.
Ten szczegół ma wagę. Dla graczy tarot był przez stulecia grą lewową, w której atuty liczyły się jako stopnie hierarchii siły, a nie jako sekwencja symboli kontemplacyjnych. Imiona i wizerunki figur pełniły funkcję rozpoznawczą, podobnie jak wizerunek króla czy damy w zwykłej talii. Zastąpienie postaci kościelnych postaciami z panteonu rzymskiego było więc operacją na ikonografii, a nie na sensie gry. Wybór pary małżeńskiej z Olimpu zachował przy tym dawną logikę zestawienia: Papieżyca i Papież, podobnie jak Cesarzowa i Cesarz, tworzyły pary żeńsko-męskie, a Junona z Jowiszem odtwarzały tę symetrię w języku mitologii.
Cenzura czy rachunek handlowy
Słowo „cenzura” w tytule wymaga ostrożności. Nie znamy dekretu, który nakazywałby usunięcie Papieżycy z kart, ani urzędowej decyzji, na którą kartownicy musieliby się powołać. Najczęściej proponowane wyjaśnienie odwołuje się do wyznaniowego charakteru regionu, w którym wzór się narodził. Na terenach protestanckich, zwłaszcza w kantonach szwajcarskich i w części ziem niemieckich, wizerunek papieża w grze mógł budzić niechęć jako symbol obcej władzy kościelnej, natomiast w środowiskach katolickich przedstawianie papieża na karcie hazardowej mogło uchodzić za niestosowne. Papieżyca stanowiła problem podwójny: kojarzyła się z legendą o papieżycy Joannie, opowieścią o kobiecie, która miała podstępem objąć tron Piotrowy, a w polemice protestanckiej bywała wykorzystywana jako argument przeciwko Rzymowi.
Z tego punktu widzenia neutralne bóstwa antyczne były rozwiązaniem, które nie obrażało nikogo. Talia mogła trafić zarówno do katolickiej Franche-Comté, jak i do protestanckiej Bazylei czy Berna. Wytwórca, który sprzedawał karty na rynku mieszanym wyznaniowo, miał prosty powód, by zrezygnować z wizerunków mogących zrazić część klientów. Taki rachunek nie wymaga żadnej instancji cenzorskiej; wystarczy wrażliwość kupca na to, co się sprzedaje. Jeżeli zatem mówimy o cenzurze, to raczej o autocenzurze rynku niż o zakazie wydanym przez władze świeckie bądź duchowne.
Ostrożność nakazuje dodać, że żadna z tych hipotez nie jest poświadczona bezpośrednim wyznaniem samych kartowników. Rekonstruujemy motywy na podstawie geografii produkcji i analogii. Wiarygodność wyjaśnienia rośnie jednak, gdy spojrzy się na inne regiony, w których te same karty poddawano podobnym zabiegom.
Bolonia, Belgia i wspólny problem papieskich figur
Najbardziej znana analogia pochodzi z Bolonii. W tamtejszym tarocchino, skróconej odmianie gry, cztery figury zwane „papami” – Papież, Papieżyca, Cesarz i Cesarzowa – zostały zastąpione w pierwszej połowie XVIII wieku czterema postaciami określanymi jako Maurowie lub satrapowie. Bolonia leżała w granicach Państwa Kościelnego, więc wrażliwość na wizerunek papieża w grze hazardowej miała tam bezpośredni wymiar polityczny. Tradycja łączy tę zmianę z interwencją władz kościelnych; szczegóły pozostają przedmiotem dyskusji, lecz sam kierunek przemiany jest jasny. Postaci najsilniej związane z hierarchią kościelną i świecką zastąpiono figurami, które nie odnosiły się do żadnej realnej instytucji.
Druga analogia prowadzi do Niderlandów Południowych. W tak zwanym tarocie belgijskim, produkowanym w XVIII wieku między innymi w Brukseli i w okolicach, miejsce Papieżycy zajął Kapitan, postać z komedii dell’arte, a w miejscu Papieża pojawił się Bachus. Rozwiązanie było odmienne, bo zamiast pary olimpijskiej wybrano figury teatralne i biesiadne, ale mechanizm pozostawał ten sam. Najbardziej kłopotliwe karty wymieniano na obrazy, które zachowywały funkcję w grze, a pozbawione były odniesień do Kościoła.
Zestawienie tych trzech przypadków pokazuje, że Papieżyca i Papież stanowiły w Europie XVIII wieku najsłabsze ogniwo tradycyjnej ikonografii tarota. Gdzie tylko wyznanie, polityka albo obyczaj czyniły je kłopotliwymi, kartownicy szukali zastępstwa. Tarot nie był w tym czasie świętą księgą, której obrazy należałoby chronić przed zmianą; był towarem, a towar dostosowuje się do odbiorców.
Okultyści wobec Junony i Jowisza
Sytuacja zmieniła się, gdy w ostatnich dekadach XVIII wieku tarot zaczęto czytać jako zapis starożytnej mądrości. Antoine Court de Gébelin w ósmym tomie Le Monde primitif z 1781 roku ogłosił, że karty są pozostałością egipskiej księgi Thota, a Papieżycę interpretował jako arcykapłankę. Na tej podstawie późniejsza tradycja francuska, od Etteilli przez Éliphasa Léviego po Papusa, nadawała drugiemu atutowi rangę figury wiedzy tajemnej, strażniczki zasłoniętej świątyni. Gdy symbolika kart stała się przedmiotem medytacji i spekulacji, regionalne odmiany przestały być neutralnymi wariantami graficznymi. Zaczęto pytać, która wersja jest „prawdziwa”, a która „zniekształcona”.
Z perspektywy okultystów XIX wieku talia besançońska mogła wyglądać jak zepsucie oryginału albo przeciwnie – jak przechowanie pogańskiej warstwy, którą chrześcijańska ikonografia rzekomo przesłoniła. Obie lektury wychodzą z tego samego założenia: że obrazy kart niosą wiedzę starszą niż gra. Historia wzoru nie potwierdza tego założenia. Junona i Jowisz nie odsłaniają ukrytego, przedchrześcijańskiego sensu tarota; są późną, świadomie wybraną zamianą, dokonaną z powodów, które z wiedzą tajemną nie mają nic wspólnego. Tarot de Marseille, który okultyści traktowali jako wzorzec, sam jest zresztą jednym z regionalnych wzorów, a nie pierwotną postacią talii, sięgającej renesansowych dworów północnych Włoch.
Nie oznacza to, że współczesny czytelnik nie może dostrzec w zestawieniu Junony i Papieżycy interesującego pytania o przekład. Papieżyca jest figurą paradoksalną, bo łączy kobiecość z urzędem, którego Kościół kobietom nie przyznawał; Junona jest małżonką władcy bogów, patronką małżeństwa i porodu. Zamiana przesuwa więc akcent z tajemnicy i zakazanej wiedzy na prawomocną władzę małżeńską i porządek domowy. Kto czyta tarot symbolicznie, może zauważyć, że jedna karta mówi o ukrytym, druga o ustanowionym. Taka obserwacja należy jednak do dziejów recepcji, a nie do intencji kartowników.
Co mówi zamiana dwóch kart
Najważniejsza lekcja Tarota de Besançon dotyczy materialności tradycji. Talia nie istniała jako ponadczasowy kanon, lecz jako produkt drzeworytników, drukarzy i kolorystów, którzy pracowali na zamówienie konkretnego rynku. Każdy warsztat kopiował wzory poprzedników, poprawiał je, upraszczał lub zmieniał, a lokalne przyzwyczajenia graczy decydowały o tym, co się utrzymało. Przypadek Jowisza i Junony pokazuje, że nawet karty uchodzące później za najbardziej „inicjacyjne” podlegały tym samym prawom co inne towary drukowane.
Dla historyka ezoteryki jest to argument przeciwko łatwemu zrównywaniu ikonografii z doktryną. Jeżeli w jednej części Europy na drugim miejscu stała Papieżyca, w drugiej Junona, w trzeciej Kapitan z commedia dell’arte, a w czwartej mauretański satrapa, to próba wyczytania z obrazu tej karty jednej pradawnej nauki natrafia na opór samego materiału. Okultystyczna interpretacja tarota jest zjawiskiem realnym i ważnym, ale ma swoją datę i swoje miejsce: zaczyna się pod koniec XVIII wieku, nie w starożytnym Egipcie.
Jednocześnie Besançon przypomina, że symbol nie traci mocy przez to, że ma historię. Wzór przetrwał w produkcji do drugiej połowy XIX wieku, a jego bezpośrednim potomkiem jest tak zwany szwajcarski tarot 1JJ, wydawany przez szafhauzeńską firmę Müllera i rozpowszechniony w XX wieku daleko poza Europą, także wśród czytelników zainteresowanych wróżbiarstwem. W tej talii, nazwanej od oznaczeń dwóch zamienionych kart, Junona i Jowisz dotarli do odbiorców, którzy często nie mieli pojęcia o wyznaniowym tle ich pojawienia się. Współczesne reedycje historycznych egzemplarzy besançońskich sprawiły ponadto, że obie figury wróciły na stoły kolekcjonerów i praktyków. Można je dziś rozkładać z pełną świadomością, że są owocem kompromisu między wyznaniem a rynkiem. Taka świadomość nie odbiera kartom znaczenia; przenosi je tylko z mitu o nieprzerwanym przekazie do rzeczywistych dziejów ludzi, którzy przez stulecia drukowali, kupowali i przerabiali tarota według własnych potrzeb.
