Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Cztery kolory tarota i spór o przypisanie żywiołów

Cztery kolory tarota – kielichy, denary, miecze i buławy – nie miały pierwotnie żadnych przypisań żywiołowych; odczytania stanowe, kabalistyczne i elementarne nałożyli na nie dopiero autorzy od Court de Gébelina po Złoty Brzask, a spór o ogień buław i powietrze mieczy wynika z dwóch równie spójnych toków analogii.

Pamela Colman Smith, portret z 1904 roku
Pamela Colman Smith, portret z 1904 roku

Cztery znaki, które niczego nie przypisywały

Włoska talia, z której wyrósł tarot, odziedziczyła swoje cztery kolory po kartach mameluckich, a ich drogę z Egiptu do Europy opisuje osobny esej; tu wystarczy przypomnieć, że coppe, denari, spade i bastoni – kielichy, denary, miecze i buławy – były w XV wieku po prostu znakami rozpoznawczymi czterech serii kart. Nikt z ówczesnych graczy, kartowników ani kaznodziejów potępiających gry nie zostawił świadectwa, by wiązał je z ogniem, wodą, powietrzem i ziemią. Kolor służył do tego, by wiedzieć, która karta bierze lewę, a nie do tego, by medytować nad naturą świata.

Ta wyjściowa obojętność symboliczna jest kluczem do całego późniejszego sporu. Gdy w XVIII i XIX wieku zaczęto szukać w talii ukrytej doktryny, cztery kolory okazały się idealnym materiałem: dawały gotową czwórkę, a europejska kultura umysłowa znała wiele czwórek, które można było na nie nałożyć. Cztery żywioły Empedoklesa i Arystotelesa, cztery humory i temperamenty medycyny galenowej, cztery strony świata, cztery pory roku, cztery zwierzęta wizji Ezechiela i Apokalipsy, wreszcie cztery litery imienia Bożego JHWH. Żadna z tych czwórek nie była wpisana w same karty. Każda została do nich przyłożona z zewnątrz, a to, które przyłożenie wydało się oczywiste, zależało od tego, kto przykładał i jakim rozumowaniem się kierował.

Trzeba też pamiętać, że obrazy kolorów nie były stałe. Mameluckie kije do polo zamieniły się we Włoszech w laski, maczugi albo ozdobne berła; zakrzywione miecze włoskiego wzoru splatały się w owalną kratę, a hiszpańskie pozostały proste i rozdzielne; denar bywał monetą, tarczą lub rozetą. Już sama ikonografia podsuwała więc różne skojarzenia: buława może być gałęzią wyrastającą z ziemi, kosturem wędrowca albo pochodnią, miecz – narzędziem sędziego, rycerza albo kowala.

Stany społeczne i ich oświeceniowy rodowód

Najczęściej powtarzanym „najstarszym” odczytaniem kolorów jest interpretacja stanowa: kielichy oznaczać mają duchowieństwo, denary kupców, miecze szlachtę rycerską, a buławy chłopów i rzemieślników. W popularnych opracowaniach przedstawia się ją jako średniowieczną mądrość, którą twórcy talii świadomie wpisali w karty, jakby gra była lustrem trójpodziału społeczeństwa na modlących się, walczących i pracujących, uzupełnionego o mieszczaństwo.

Źródła nie potwierdzają tak wczesnego rodowodu. Już w 1377 roku dominikanin Jan z Rheinfelden w traktacie Ludus cartularum moralisatus opisywał grę w karty jako alegorię porządku społecznego, ale jego moralizacja dotyczyła przede wszystkim figur – królów, wyższych i niższych marszałków – a nie systematycznego przypisania stanów kolorom. Wyraźny, skodyfikowany wykład stanowy pojawia się dopiero u Antoine'a Court de Gébelina w ósmym tomie Le Monde primitif z 1781 roku. Gébelin, przekonany o egipskim pochodzeniu tarota, czytał miecz jako znak władcy i szlachty wojskowej, kielich jako znak kapłaństwa, buławę jako znak rolnictwa, a denar jako znak handlu. Była to konstrukcja uczonego Oświecenia, które w każdej instytucji szukało pierwotnego porządku społecznego, a nie przypomnienie wiedzy dawnych kartowników.

Odczytanie stanowe ma jednak swoją wewnętrzną logikę i dlatego przetrwało. Kielich jako naczynie eucharystyczne naturalnie odsyła do ołtarza, moneta do kantoru, miecz do rycerskiego pasa, a kij do pola i pastwiska. Zauważmy przy tym, że już ta pierwsza czwórka nie mówi nic o żywiołach. Dopiero późniejsi okultyści nałożyli na nią drugą warstwę i wtedy okazało się, że zgodność stanów i żywiołów nie jest oczywista: rycerz z mieczem może być ognisty jak wojna, a chłop z kijem przynależy do ziemi, którą przecież reprezentują już denary.

Lévi, Tetragramaton i cztery narzędzia maga

Przełomem stało się Dogme et rituel de la haute magie Eliphasa Lévi'ego, wydane w dwóch tomach w latach 1854–1856. Lévi nie był pierwszym, który łączył tarot z kabałą, lecz to on nadał tej syntezie formę zdolną do dalszego rozwoju. Cztery kolory utożsamił z czterema narzędziami magicznymi – różdżką, kielichem, mieczem i pentaklem – a przez nie z czterema literami Tetragramatonu. Różdżka odpowiadała jod, kielich pierwszej literze he, miecz literze waw, a pentakl – w miejsce dawnego denara – drugiej he. Sama zamiana monety w pentakl, czyli talizman z wyrysowanym znakiem, była już interpretacją: kupiecka moneta stawała się figurą ciała uświęconego, materii noszącej pieczęć ducha.

Schemat Tetragramatonu ma tę zaletę, że opisuje proces, a nie zbiór. Jod jest punktem wyjścia, zasadą czynną, he zasadą przyjmującą, waw ich połączeniem, a końcowe he skutkiem, który zamyka cykl i otwiera następny. Kolory tarota stawały się w ten sposób czterema fazami jednego aktu stwórczego. Gdy tę samą sekwencję czytano przez żywioły, jod zwykle łączono z ogniem, pierwsze he z wodą, waw z powietrzem, a ostatnie he z ziemią. Wystarczyło więc ustalić, który kolor stoi przy której literze, by żywioły przypisały się niejako same.

Lévi nie był jednak w tej sprawie systematykiem. Jego pisma pełne są analogii krzyżujących się ze sobą: różdżka bywa u niego narzędziem woli, miecz narzędziem walki ze złem i panowania nad duchami żywiołów, a obrazy cherubów i sfinksa podsuwają jeszcze inną czwórkę – byka, lwa, orła i człowieka. Pozostawił następcom raczej pole możliwości niż tabelę. To właśnie ta wieloznaczność sprawiła, że kolejni autorzy, powołując się na tego samego mistrza, mogli dojść do różnych wniosków.

Od Christiana i Papusa do Złotego Brzasku

Paul Christian w Histoire de la magie z 1870 roku przeniósł karty w scenerię wyimaginowanej egipskiej inicjacji i nadał kolorom nazwy brzmiące archaicznie i kapłańsko: berła, kielichy, miecze i sykle. Papus w Le Tarot des Bohémiens z 1889 roku podjął schemat Lévi'ego z zapałem konstruktora: berło lub buława jako jod, kielich jako he, miecz jako waw, denar jako końcowe he. Jego interesowała przede wszystkim mechanika liczb i liter, cykliczne przechodzenie jednej czwórki w drugą, a nie rozstrzyganie, czy miecz jest ognisty, czy powietrzny. Francuska szkoła okultystyczna miała odtąd stabilną kolejność liter, ale jej przekład na żywioły pozostawał sprawą komentarza.

Rozstrzygnięcie, które dziś wydaje się większości czytelników naturalne, zapadło w Hermetycznym Zakonie Złotego Brzasku w ostatnich latach XIX wieku. W wewnętrznym dokumencie znanym jako Book T i w innych materiałach zakonu buławy, nazywane różdżkami, przypisano ogniowi, kielichy wodzie, miecze powietrzu, a pentakle ziemi. Uzasadnienie było spójne z resztą systemu: różdżka jako narzędzie woli i pierwszego impulsu odpowiada ognistemu jod, miecz jako narzędzie rozróżniania i rozumu – powietrzu, które oddziela i przenika. Złoty Brzask nie traktował tego jako jednej z możliwości, lecz jako fragment całej sieci odpowiedniości, w której żywioły kolorów wiązały się z kartami dworskimi, znakami zodiaku i ćwiartkami nieba.

O trwałości tego wyboru zdecydowała nie tyle jego wewnętrzna wyższość, ile droga, jaką przebył. Talia Rider–Waite–Smith z 1909 roku, Tarot Thota Aleistera Crowleya i Friedy Harris oraz anglojęzyczna literatura XX wieku przejęły układ zakonu, a wraz z rozpowszechnieniem się tych talii stał się on domyślnym językiem tarota na świecie. Crowley zmienił wprawdzie nazwę pentakli na dyski, ale żywiołów nie ruszył. Kto dziś uczy się tarota z podręcznika angielskiego lub z jego przekładu, dostaje odpowiedniości Złotego Brzasku jako coś oczywistego, często bez informacji, że kiedyś były przedmiotem wyboru.

Druga tradycja: buławy powietrza, miecze ognia

Obok układu anglosaskiego funkcjonuje jednak odwrotne przypisanie: buławy łączy się w nim z powietrzem, a miecze z ogniem. Spotyka się je u części autorów francuskich i w szkołach od nich zależnych, a także w wielu współczesnych taliach i podręcznikach, których twórcy świadomie odrzucili rozwiązanie Złotego Brzasku. Nie jest to pomyłka ani prowokacja, lecz konsekwencja innego, równie starego toku skojarzeń.

Miecz wykuwa się w ogniu, jest bronią Marsa, planety gorącej i suchej, narzędziem wojny, gniewu i ognistej odwagi; w tradycji biblijnej cherub z płomiennym mieczem strzeże wejścia do raju. Kto patrzy na miecz jako na wytwór kuźni i znak walki, ten zobaczy w nim ogień. Buława czy różdżka bywa natomiast rozumiana jako gałąź drzewa, które rośnie w powietrzu i z niego czerpie, jako laska wędrowca i posłańca, bliska kaduceuszowi Hermesa, władcy słowa i ruchu. Kto widzi w niej przede wszystkim przewodnik tchnienia i komunikacji, ten skłoni się ku powietrzu. Do tego dochodzi analogia stanowa: jeśli miecze oznaczają szlachtę wojującą, łatwiej uznać je za ogniste niż za intelektualne.

Spór dotyczy więc dwóch kolorów, a nie czterech. Co do kielichów i wody oraz denarów i ziemi panuje niemal powszechna zgoda, bo naczynie na płyn i krążek metalu są obrazami zbyt jednoznacznymi, by je kwestionować. Niepewność rodzą dwa znaki, które w ikonografii są do siebie podobne – oba są podłużne, trzymane w dłoni, służą działaniu – i które dlatego dało się czytać zarówno jako wolę, jak i jako rozum, zarówno jako ogień, jak i jako powietrze.

Dlaczego nie istnieje wersja prawdziwa

Historyk kart, taki jak Michael Dummett, odpowiedziałby na pytanie o „właściwe” przypisanie krótko: żadnego nie ma, bo twórcy talii żadnego nie zamierzali. Z tego punktu widzenia wszystkie żywiołowe interpretacje są późnym nadpisaniem i spór między nimi jest sporem dwóch komentarzy do tekstu, który o nich milczał. To stanowisko jest historycznie nienaganne, ale nie wyczerpuje sprawy, bo odpowiedniości, choć nienapisane w kartach, stały się częścią żywej tradycji ich używania.

Dla ezoteryka odpowiedniość nie jest faktem archeologicznym, lecz kluczem, który otwiera albo nie otwiera określonego sposobu myślenia. Układ Złotego Brzasku wiąże tarot z całą architekturą zakonnej kabały i astrologii; zmiana dwóch żywiołów pociągnęłaby za sobą przebudowę kart dworskich, dekanów i ścieżek. Układ odwrotny lepiej zgadza się z tradycją stanową i z planetarnym rozumieniem miecza. Każdy z nich jest wewnętrznie spójny, a ich różnica bierze się z tego, który atrybut przedmiotu uznano za istotny: pochodzenie miecza z ognia czy jego funkcję cięcia, drewno różdżki czy jej rolę jako narzędzia woli.

Z tej perspektywy rozbieżność nie jest słabością tarota, lecz dobrym świadectwem tego, jak działa myślenie symboliczne. Obraz nie narzuca jednego znaczenia; przyjmuje to, które wydobywa z niego przyjęta reguła analogii. Czytelnik, który zna oba układy i wie, skąd każdy z nich pochodzi, nie musi wybierać na ślepo. Może zapytać, w jakim systemie pracuje autor danej talii lub podręcznika, i czytać karty w zgodzie z jego wewnętrzną logiką, pamiętając zarazem, że pod obiema warstwami interpretacji leżą te same cztery proste znaki z piętnastowiecznej gry – kielich, moneta, miecz i kij.