Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Karty dworskie – król, królowa, rycerz i walet

Cztery figury dworskie tarota – król, królowa, rycerz i walet – powstały przez dodanie królowej do trzech figur włoskich kart do gry i odzwierciedlają hierarchię renesansowego dworu, natomiast ich przypisania do żywiołów i liter Imienia Bożego są pomysłem okultystów XIX wieku.

Królowa Mieczy z talii Visconti-Sforza, malowanej przez Bonifacia Bemba w połowie XV wieku – domena publiczna
Królowa Mieczy z talii Visconti-Sforza, malowanej przez Bonifacia Bemba w połowie XV wieku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Trzy figury i jedna dodana

Zwykłe karty do gry, które od ostatniej ćwierci XIV wieku rozchodziły się po Italii, Hiszpanii i krajach niemieckich, miały w każdym kolorze trzy figury. W kartach włoskich i hiszpańskich był to król, jeździec i pachołek, w niemieckich król i dwaj marszałkowie nazywani Ober i Unter, różniący się położeniem znaku koloru, umieszczonego wyżej lub niżej. Wszystkie te figury były męskie. Zasada ta była tak trwała, że do dziś hiszpańska baraja i włoskie talie regionalne zachowują w każdym kolorze króla, konia i waleta, bez królowej.

Tarot, który pojawił się w północnych Włoszech w pierwszej połowie XV wieku, rozbudował ten układ na dwa sposoby. Pierwszy był rewolucyjny: do czterech kolorów dodano osobny ciąg obrazów, triumfów, które biły wszystkie pozostałe karty. Drugi, mniej widowiskowy, polegał na tym, że w każdym kolorze pojawiła się czwarta figura, królowa. Historycy kart, z Michaelem Dummettem na czele, traktują królową jako dodatek właściwy tarotowi, a obie innowacje mogły iść w parze: talia przeznaczona dla dworu otrzymała zarazem nowy ciąg alegorii i figurę damy, której brak w zwykłych kartach mógł się wydawać ubytkiem w obrazie dworskiego świata.

We Francji, gdzie od XV wieku utrwalił się układ z królem, damą i waletem, to rycerz był figurą nieobecną. Tarot połączył więc dwie tradycje, przejmując z jednej rycerza, z drugiej damę, a w efekcie stworzył zestaw czterech figur, który nie występuje w żadnej innej rodzinie kart europejskich. Nie wiadomo, czy dama w taliach włoskich była zapożyczeniem z zewnątrz, czy niezależnym pomysłem; w Italii pierwszej połowy XV wieku nie ma jednak dowodu, by królowa była stałą figurą zwykłych kart, co wzmacnia przypuszczenie, że wprowadzono ją razem z triumfami.

Dwór Viscontich na kartach

Najstarsze zachowane figury dworskie pochodzą z luksusowych talii malowanych dla Viscontich i Sforzów w Mediolanie. W talii zwanej Visconti-Sforza, której karty dzielą dziś zbiory w Bergamo i w nowojorskiej Morgan Library, figury są portretami dworskiej elegancji. Król siedzi na tronie w ciężkim, haftowanym płaszczu, trzymając znak swego koloru – kielich, denar, miecz lub buławę. Królowa zasiada podobnie, w sukni ze złotym deseniem, z diademem na głowie. Rycerz w zbroi lub w stroju turniejowym dosiada konia w bogatym czapraku. Walet, młodzieniec w krótkim kaftanie, stoi pieszo i trzyma znak koloru tak, jak paź trzyma przedmiot swego pana. Na szatach i rzędach końskich powtarzają się emblematy rodu: słońca, promienie, kwiaty i dewizy, które łączą karty z konkretną heraldyką.

Hierarchia czterech figur odpowiada temu, co wiemy o dworze renesansowym. Król i królowa reprezentują władzę i jej ceremonialną parę; rycerz należy do stanu, który służy wierzchem i walczy w imieniu pana; walet, po włosku fante, to pachołek, piechur lub młody sługa, ten, który idzie pieszo i usługuje. Słowo fante dało później nazwę piechocie, a francuski valet oznaczał w pierwotnym sensie chłopca w służbie dworskiej, przyszłego giermka. Kolejność figur w grze była prosta: król bił królową, królowa rycerza, rycerz waleta, i nikt nie traktował tego układu jako tajemnicy, lecz jako odbicie oczywistego porządku społecznego.

Ślad tej oczywistości przetrwał w zasadach punktacji. We francuskiej grze w tarota, w której zachowały się dawne reguły, król liczy się za cztery i pół punktu, dama za trzy i pół, rycerz za dwa i pół, a walet za półtora. Liczby są umowne, ale porządek jest ten sam co na dworze. Ciekawostką dawnych gier było to, że w kolorach okrągłych, kielichach i denarach, niskie karty liczbowe biły wysokie, podczas gdy figury zachowywały zwykłą hierarchię. Dwór pozostawał więc stałym punktem odniesienia także tam, gdzie reszta koloru odwracała porządek.

Damy w miejscu pachołków

Nie wszystkie wczesne talie trzymały się jednego układu. W niektórych zestawach malowanych dla dworu mediolańskiego figury w kolorze nie ograniczały się do czterech, a obok rycerza i waleta pojawiały się ich żeńskie odpowiedniczki: dama na koniu i dziewczyna w roli pachołka. Najbardziej znanym przykładem jest wcześniejsza talia Viscontich nazywana Cary-Yale, w której każdy kolor ma sześć figur. Nie wiadomo, czy był to wariant zamierzony na stałe, czy eksperyment jednego zamówienia; nie przetrwał w późniejszych taliach, które ustaliły się na czterech figurach.

Także później, w niektórych włoskich taliach regionalnych, walet bywał przedstawiany jako postać o niejednoznacznej płci, młodzieniec w długich szatach lub dziewczyna, a w kilku dawnych odmianach kart do tarota pachołka zastępowała żeńska służąca, fantesca. Ten wariant pokazuje, że czwórka figur nie była od początku jedynym możliwym rozwiązaniem i że twórcy talii traktowali dwór jako repertuar ról, z których można było wybierać. Kanon czterech postaci, który dziś uważamy za oczywisty, jest wynikiem selekcji, a nie pierwotnego planu.

Marsylia: król, królowa, kawaler i walet

W tarocie marsylskim, który w XVII i XVIII wieku stał się wzorem dla większości talii francuskich i szwajcarskich, figury otrzymały nazwy wypisane na kartach: Roy, Reyne, Cavalier i Valet. Kompozycje uległy uproszczeniu, właściwemu drzeworytowi. Król siedzi w zbroi pod płaszczem, z kapeluszem o szerokim rondzie lub koroną, królowa trzyma znak koloru na kolanach lub wznosi go przed sobą, rycerz jedzie na koniu przedstawionym z profilu, a walet stoi w lekkim rozkroku, z nogami w pończochach i znakiem koloru w dłoni.

Choć figury marsylskie bywają dziś interpretowane z wielką subtelnością, a kierunek spojrzenia, położenie stóp czy kolor płaszcza obrastają znaczeniami, warto pamiętać, że rzemieślnicy wykonujący drzeworyty powtarzali wzory po poprzednikach, a różnice między wydaniami Nobleta, Dodala czy Convera są w dużej mierze różnicami szkoły i ręki. Figury dworskie nie były nośnikiem tajnej nauki, lecz zwykłymi kartami w grze, w której liczyła się ich wartość. Dopiero XVIII i XIX wiek, przekonany o starożytnym pochodzeniu tarota, przeniósł na nie te same oczekiwania, które budziły atuty.

Nawet wtedy jednak pierwszą nową funkcją figur nie była kosmologia, lecz wróżba. W kartomancji przełomu XVIII i XIX wieku król, dama czy walet oznaczali zazwyczaj osoby z otoczenia pytającego: mężczyznę lub kobietę określonego wieku i stanu, młodego posłańca, rywala, dobroczyńcę, a niekiedy także kolor włosów i cerę. Był to sposób czytania bliski dawnemu sensowi kart, bo zachowywał ich ludzki, społeczny charakter. Figury nadal przedstawiały ludzi, tylko że zamiast dworu mediolańskiego zaludniały teraz świat klientów wróżki, z jego sprawami sercowymi, spadkami i podróżami.

Litery Imienia i żywioły

Pierwszy krok ku nowej interpretacji wykonali okultyści francuscy. Papus w książce Le Tarot des Bohémiens z 1889 roku zestawił cztery figury z czterema literami tetragramu, Imienia Bożego JHWH: król miał odpowiadać jodowi, królowa pierwszemu he, rycerz literze waw, a walet drugiemu he, które oznacza przejście do nowego cyklu. W ten sposób cztery dworskie role, odziedziczone po zwyczajach Mediolanu, stały się czterema fazami boskiego procesu twórczego, a walet – najmniej znaczący z całego dworu – zyskał godność pośrednika między kolejnymi poziomami bytu.

Złoty Brzask, rozwijając podobne założenia, zmienił same figury. W zakonnym systemie najwyższą figurą stał się jeździec na koniu, w dokumentach Złotego Brzasku nazywany królem i przypisany ogniowi; za nim szła królowa wodna, następnie książę w rydwanie, przypisany powietrzu i zajmujący w praktyce miejsce dawnego króla na tronie, a na końcu księżniczka, figura ziemi, zastępująca waleta. Każda z figur otrzymała ponadto żywioł cząstkowy, tak że jeździec kielichów był ogniem wody, a księżniczka mieczy ziemią powietrza. Ta złożona siatka, rozpisana w zakonnych dokumentach, przeszła potem do talii Thota, w której Crowley zachował rycerza, królową, księcia i księżniczkę.

Waite i Smith wrócili do tradycyjnych nazw: król, królowa, rycerz i paź. Rysunki Pameli Colman Smith zachowują ślady zakonnych przypisań, gdyż figury są umieszczone w krajobrazach odpowiadających żywiołom koloru, ale układ dworski pozostał nienaruszony. Smith dała zarazem figurom wyraźniejsze charaktery: paź denarów wpatruje się w unoszoną monetę jak uczeń w przedmiot studiów, rycerz mieczy pędzi pod wiatr z uniesionym ostrzem, a król kielichów siedzi na tronie unoszącym się nad wzburzonym morzem. Ten kompromis przyjęła większość nowoczesnych talii, w których dawna hierarchia figurom pozostała, a nowa symbolika żywiołów przyczepiła się do niej jak drugi, nałożony porządek.

Stary dwór i nowa kosmologia

Historia figur dworskich jest więc historią dwóch warstw. Pierwsza jest społeczna i bardzo konkretna: w połowie XV wieku na dworze mediolańskim ktoś zapragnął talii, w której obok króla, rycerza i pachołka zasiądzie także królowa, i stworzył zestaw odzwierciedlający ceremonialny porządek otoczenia władcy. Druga warstwa jest kosmologiczna i nowożytna: od końca XIX wieku te same figury zaczęto traktować jako obrazy czterech liter, czterech żywiołów, a w praktyce wróżebnej także czterech typów ludzkiego charakteru albo etapów dojrzewania.

Druga warstwa nie musi unieważniać pierwszej, ale nie powinna się za nią podawać. Twórcy kart Visconti-Sforza nie znali tetragramu w funkcji klucza do figur, a rzemieślnicy z Marsylii nie przypisywali rycerzowi ognia. Kiedy dziś czytamy w podręcznikach, że królowa kielichów jest wodą wody, mamy do czynienia z interpretacją, która ma własną spójność i własną historię, liczącą nieco ponad sto lat. Pod nią wciąż widać starszy obraz: dwór, w którym ktoś siedzi na tronie, ktoś jedzie konno, a ktoś stoi z pucharem w dłoni, czekając na rozkaz.