Book T Złotego Brzasku i tajna nauka kart
Book T, wewnętrzny traktat Złotego Brzasku przeznaczony dla adeptów Drugiego Zakonu, nie jest słownikiem znaczeń wróżebnych, lecz mapą kosmosu, na której siedemdziesiąt osiem kart zostało rozpisanych na zodiak, dekanaty, ścieżki Drzewa Życia i cztery litery Imienia Boga.

Rękopis, który trzeba było przepisać własną ręką
W Hermetycznym Zakonie Złotego Brzasku tarot nie był towarem kupowanym w sklepie. Adept, który po przejściu Pierwszego Zakonu został przyjęty do kręgu Rosae Rubeae et Aureae Crucis na stopień Adeptus Minor, otrzymywał do skopiowania zestaw rękopisów zakonnych, a wśród nich tekst oznaczony skromnym tytułem Book T – The Tarot. Miał go przepisać, a następnie według zawartych w nim opisów namalować własną talię. Kopia sporządzona ręką ucznia była zarazem dowodem pracy i narzędziem dalszych ćwiczeń: kart używano do medytacji, do wizji „w duchu” i do zakonnej odmiany wróżenia.
Autorstwo dokumentu przypisuje się zwykle Samuelowi Liddellowi MacGregorowi Mathersowi, który na początku lat dziewięćdziesiątych XIX wieku opracował większość materiałów Drugiego Zakonu. Nie ma jednak podpisanego autografu ani pewnej daty; ostrożniej mówić o redakcji Mathersa, w której mogły się znaleźć ustalenia wcześniejsze. Część przypisań – przede wszystkim zestawienie dwudziestu dwóch atutów z literami hebrajskimi, rozpoczynające się od Głupca na alef – występuje już w tak zwanych Rękopisach Szyfrowych, od których zakon wywodził swoje istnienie, a ich pochodzenie i datowanie pozostają sporne. Book T nie wymyślił więc wszystkiego od zera, ale nadał rozproszonym tropom postać zamkniętego systemu.
Warto też oddzielić ten tekst od broszury The Tarot, którą Mathers opublikował w 1888 roku: tamta książeczka powtarza w dużej mierze francuską tradycję kartomancji i nie zdradza niczego z późniejszej zakonnej konstrukcji. Różnica między obu pismami pokazuje, że prawdziwa nauka o kartach była w zakonie celowo trzymana poza drukiem.
Tytuły zamiast numerów
Pierwszym, co uderza czytelnika Book T, jest język. Każda karta otrzymuje tam tytuł tajemny, ułożony na wzór godności dworskich i kapłańskich. Diabeł zostaje nazwany „Panem Bram Materii, Dzieckiem Sił Czasu”, Wieża – „Panem Zastępów Mocarnych”, Księżyc – „Władcą Przypływu i Odpływu”, a Świat – „Wielkim Jedynym Nocy Czasu”. Karty liczbowe również mają swoich „panów”: dwójka buław jest Panem Panowania, dwójka kielichów Panem Miłości, dwójka mieczy Panem Przywróconego Pokoju, a dwójka monet Panem Harmonijnej Przemiany. Asy nie są „panami”, lecz „korzeniami” – Korzeniem Mocy Ognia, Wody, Powietrza i Ziemi.
Ten zabieg nie jest ozdobnikiem. Tytuł zmienia kartę z obrazka w osobową siłę, do której można się zwrócić w medytacji i którą można umieścić w hierarchii. Dawna talia do gry znała tylko kolejność atutów i wartości kolorów; Book T wprowadza gramatykę władzy, w której każda moc ma swój urząd. Kto czyta te tytuły obok rytuałów zakonnych, rozpozna w nich ten sam styl inwokacji: świat jest dworem duchowych godności, a adept uczy się ich imion.
Szczegółowe opisy obrazów dotyczą przede wszystkim figur dworskich i kart liczbowych: anielska dłoń wyłaniająca się z chmury trzyma godło koloru, gałęzie róż oplatają miecze i kielichy, a symbole planety i znaku zostają umieszczone nad i pod sceną. Ikonografię atutów przekazywały w dużej mierze osobne pisma zakonne, rytuały, w których karty pokazywano kandydatom, i wreszcie same kopie krążące wśród członków. Stąd bierze się kłopot wszystkich, którzy próbowali później odtworzyć „prawdziwą” talię zakonu.
Niebo rozpisane na trzydzieści sześć kart
Najbardziej oryginalną częścią Book T jest potraktowanie kart liczbowych. Trzydzieści sześć kart od dwójki do dziesiątki w czterech kolorach zostaje przypisanych trzydziestu sześciu dekanatom zodiaku, czyli dziesięciostopniowym odcinkom ekliptyki, z których każdy otrzymuje planetę według porządku chaldejskiego. Trójkę dekanatów jednego znaku obsługują kolejno dwójka, trójka i czwórka, piątka, szóstka i siódemka albo ósemka, dziewiątka i dziesiątka danego koloru, zależnie od tego, czy znak jest kardynalny, stały czy zmienny. Piątka buław staje się w ten sposób Saturnem w Lwie, a dwójka buław Marsem w Baranie.
Tekst zaczyna przy tym wyliczenie nie od Barana, jak podręczniki astrologii, lecz od Lwa, i wiąże początek zodiaku z gwiazdą Regulus, zwaną Sercem Lwa. Ten szczegół do dziś budzi dyskusje: jedni widzą w nim echo zodiaku gwiazdowego, inni po prostu chęć zakotwiczenia systemu w królewskiej gwieździe. Pewne jest tylko, że autor chciał związać talię z rzeczywistym niebem, a nie z abstrakcyjną numerologią.
Na tym nie koniec. Każdy dekanat dzieli się na dwie części po pięć stopni, a każdej z nich odpowiada jeden z siedemdziesięciu dwóch aniołów Szem ha-Meforasz, imion wywiedzionych w tradycji kabalistycznej z trzech wersetów Księgi Wyjścia. Mała karta otrzymuje więc nie tylko planetę i znak, lecz także parę anielskich opiekunów. Równocześnie karty od dwójki do dziesiątki zostają umieszczone na sefirach od Chochmy do Malchut, as zaś przypada Keter swojego koloru. Jedna karta jest punktem przecięcia trzech porządków: astrologicznego, angelologicznego i kabalistycznego.
W tej konstrukcji tkwi teza całego dokumentu. Tarot nie przechowuje tu starożytnej wiedzy w zaszyfrowanych obrazach, jak chcieli francuscy okultyści od Court de Gébelina po Lévi'ego; staje się raczej kalendarzem i kartoteką, w której zbiega się cała kosmologia zakonu. Znaczenie wróżebne małej karty wynika z charakteru planety w danym znaku, nie z tradycji ludowej. Pan Przywróconego Pokoju jest Księżycem w Wadze, pierwszym dekanatem znaku równowagi, i z tego bierze się jego sens.
Logika ta prowadzi niekiedy do wyników zaskakujących, a ich objaśnienie wymaga wszystkich trzech porządków naraz. Trójka mieczy, Pan Smutku, jest Saturnem w Wadze; piątka monet, Pan Materialnego Kłopotu, Merkurym w Byku; dziesiątka mieczy, Pan Ruiny, Słońcem w Bliźniętach. Słońce, planeta z natury dobroczynna, daje tu kartę klęski, ponieważ dziesiątka stoi w Malchut, najniższej sefirze, a miecze są kolorem powietrza, rozpraszającego i rozdzielającego. Sens karty powstaje więc z napięcia między planetą, znakiem, żywiołem koloru i miejscem na Drzewie, a nie z jednego z tych czynników. Adept, który chciał zrozumieć znaczenie małej karty, musiał przeprowadzić drobne rozumowanie astrologiczno-kabalistyczne, i w tym właśnie tkwiła pedagogiczna wartość systemu.
Rodzina Tetragramatonu i biegun północny
Karty dworskie Book T przebudowuje radykalnie. Zamiast króla, królowej, rycerza i waleta pojawiają się król, królowa, książę i księżniczka, a cztery figury odpowiadają czterem literom Imienia JHWH. Król, przedstawiany konno, jest ogniową częścią swojego żywiołu, królowa – wodną, książę jadący rydwanem – powietrzną, księżniczka – ziemską. Kolory zostają rozpisane według tego samego klucza: buławy na jod i ogień, kielichy na pierwsze he i wodę, miecze na waw i powietrze, monety na końcowe he i ziemię. Spór o to, czy buławy należą do ognia, czy do powietrza, wykracza poza ten tekst i ma własną historię; zakon przyjął jedno rozstrzygnięcie i trzymał się go konsekwentnie.
Trzy wyższe figury każdego koloru władają wycinkami zodiaku liczonymi od dwudziestego pierwszego stopnia jednego znaku do dwudziestego stopnia następnego, tak że każda obejmuje trzy dekanaty i spina dwa sąsiednie znaki. Księżniczki nie mają przydziału w zodiaku; zamiast tego władają czterema ćwiartkami nieba wokół bieguna północnego i są nazywane tronami asów. Obraz ten ma wyraźny sens kosmologiczny: najwyższa i najniższa część talii, as i księżniczka, spotykają się przy biegunie, w punkcie nieruchomym, wokół którego obraca się niebo, podczas gdy pozostałe karty krążą po ekliptyce.
Atutom przypadają dwadzieścia dwie ścieżki łączące sefiry. Trzy z nich odpowiadają żywiołom matczynym, siedem planetom, dwanaście znakom zodiaku, zgodnie z podziałem liter w Sefer Jecira. W tym miejscu Book T przestawia dwie karty: Moc, związana z literą tet i Lwem, staje się ósma, a Sprawiedliwość, związana z lamed i Wagą, jedenasta. Zmiana, której historia zasługuje na osobne omówienie, wynika wprost z logiki przypisań i dobrze pokazuje, że w zakonie porządek astrologiczny miał pierwszeństwo przed tradycją drukarzy.
Otwarcie Klucza, czyli wróżenie jako praca
Ostatnią dużą część dokumentu stanowi metoda zwana Opening of the Key. Nie jest to krótki rozkład na kilka kart, lecz pięć kolejnych operacji wykonywanych na całej talii. W pierwszej karty dzieli się na cztery stosy odpowiadające literom Tetragramatonu; w następnych rozkłada się je według dwunastu domów, dwunastu znaków, dekanatów i wreszcie sefir. Za każdym razem wróżący odszukuje kartę oznaczającą pytającego i odlicza od niej karty według reguł, w których asy, figury i atuty mają stałe wartości zależne od rangi i przypisania.
Metoda jest żmudna i właśnie w tym leży jej sens. Odpowiedź wyłania się nie z jednego obrazu, lecz z wielokrotnego przepuszczenia pytania przez całą kosmologię. Wróżba jest tu raczej ćwiczeniem z systemu niż sztuczką; uczy adepta poruszać się po dekanatach i ścieżkach tak swobodnie, jak muzyk porusza się po skalach.
Tajemnica, która wyszła na jaw
Przysięga milczenia nie przetrwała długo. Arthur Edward Waite, który znał zakonne przypisania, wydał w 1910 roku talię narysowaną przez Pamelę Colman Smith i świadomie zamaskował w niej część nauk; przestawienie Mocy i Sprawiedliwości zachował, ale o dekanatach milczał. Dwa lata później Aleister Crowley opublikował w ósmym numerze The Equinox tekst opisujący karty wraz z przypisaniami i metodą wróżenia, co było jawnym złamaniem zakonnej tajemnicy. W latach 1937–1940 Israel Regardie wydał materiały Złotego Brzasku w czterech tomach i od tej pory Book T jest dostępny każdemu.
Ujawnienie paradoksalnie wzmocniło wpływ tekstu. Talia Thota, którą Crowley przygotował z Friedą Harris, przyjęła dla kart liczbowych skrócone tytuły w rodzaju „Panowanie” czy „Pokój”, a podręczniki dwudziestego wieku powtarzają przypisania dekanatów zwykle bez świadomości ich źródła. Z dokumentu przeznaczonego dla kilkudziesięciu adeptów powstała domyślna gramatyka anglojęzycznego tarota okultystycznego.
Trzeba jednak pamiętać, czym ten tekst był. Nie odsłania starożytnego sekretu kart, bo talia do gry z piętnastowiecznych Włoch nie miała nic wspólnego z dekanatami ani z aniołami Szem ha-Meforasz. Jest natomiast jednym z najbardziej konsekwentnych aktów wiktoriańskiej wyobraźni synkretycznej: próbą pomieszczenia całego znanego nieba w przedmiocie, który mieści się w dłoni. Jego wartość leży w spójności, nie w starożytności – i dopiero przyjęcie tej różnicy pozwala docenić, jak ambitny był zamysł autora.
