Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Madame Sosostris i Ziemia jałowa Eliota

Wróżka Madame Sosostris z Ziemi jałowej T.S. Eliota posługuje się talią, której część kart poeta po prostu wymyślił, co sam otwarcie przyznał w przypisach z 1922 roku; jej seans jest nie objawieniem tajemnicy, lecz ironicznym obrazem zdegradowanej mantyki, która mimo to zapowiada bieg poematu.

T.S. Eliot fotografowany przez lady Ottoline Morrell w 1923 roku – domena publiczna
T.S. Eliot fotografowany przez lady Ottoline Morrell w 1923 roku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Jasnowidząca z przeziębieniem

Pierwsza część The Waste Land, zatytułowana „The Burial of the Dead”, przynosi jedną z najbardziej zapamiętanych scen modernistycznej poezji. Po obrazach kwietnia jako najokrutniejszego miesiąca, po wspomnieniach z Monachium i z dzieciństwa w górach, po przerażającym zawołaniu „Syna człowieczego” nad kamienistym gruntem, poemat nagle zmienia rejestr. Pojawia się Madame Sosostris, „sławna jasnowidząca”, która ma ciężkie przeziębienie, a mimo to uchodzi za najmądrzejszą kobietę w Europie, i która dysponuje „niegodziwą talią kart”.

Ton tej wstawki jest od pierwszego wersu podwójny. Z jednej strony mamy figurę wieszczki, wpisaną w długą tradycję sybilli, które w literaturze europejskiej przepowiadały losy bohaterów. Z drugiej strony mamy kobietę z kataru i salonu, która na koniec seansu prosi, by przekazać pewnej pani Equitone, że horoskop przyniesie osobiście, bo „trzeba być tak ostrożnym w dzisiejszych czasach”. Wyrocznia zamienia się w usługodawczynię, a mistyczne ostrzeżenie w towarzyską uprzejmość. Ta degradacja jest celowa i stanowi pierwszy klucz do sceny.

Samo imię wróżki od dawna łączy się z powieścią Aldousa Huxleya Crome Yellow z 1921 roku, w której jedna z postaci przebiera się na jarmarku za cygańską wróżkę o egzotycznym imieniu. Nie trzeba jednak wychodzić daleko poza poemat, by zrozumieć, co Eliot chciał osiągnąć: pseudoegipskie brzmienie imienia przywołuje modę na starożytne tajemnice, która w Londynie lat dwudziestych kwitła w salonach spirytystycznych i gabinetach wróżek, a której powagę poemat od razu podważa.

Karty, które rozkłada

Seans składa się z kilku kart pokazywanych pytającemu. Pierwszą jest „jego karta”: utopiony fenicki żeglarz, przy którym pada nawias z cytatem z Burzy Szekspira o perłach, które były jego oczami. Potem pojawia się Belladonna, Pani Skał, „pani sytuacji”. Następnie człowiek z trzema laskami i Koło. Dalej jednooki kupiec i karta pusta, która przedstawia coś, co kupiec niesie na plecach, a czego wróżce nie wolno zobaczyć. Wreszcie zdanie najbardziej złowróżbne: wróżka nie znajduje Wisielca. Każe się więc strzec śmierci w wodzie i dodaje, że widzi tłumy ludzi chodzących w kółko.

Z punktu widzenia historii tarota tylko część tych kart ma oparcie w tradycyjnej talii. Koło odpowiada atutowi Koła Fortuny, Wisielec jest jednym z dawnych atutów. Człowiek z trzema laskami może być odczytany jako karta z kolorem buław, która w talii Ridera-Waite'a z 1909 roku przedstawia postać stojącą przy trzech wbitych w ziemię drzewcach i patrzącą na morze. Natomiast utopiony fenicki żeglarz, Belladonna i jednooki kupiec nie mają odpowiedników w żadnej historycznej talii. To postacie poematu, nie tarota.

Każda z wymyślonych kart jest przy tym gęsto nasycona znaczeniami. Belladonna to zarazem „piękna pani” i trujące ziele, z którego dawniej robiono krople rozszerzające źrenice, a więc kosmetyk i trucizna w jednym. Określenie „Pani Skał” przywołuje Madonnę wśród skał Leonarda, ale w świeckim, niemal kabaretowym przebraniu, które dopowiada formuła „pani sytuacji”. W miejscu, gdzie w tradycyjnej talii mogłaby stać Papieżyca albo Cesarzowa, Eliot umieszcza kobietę światową, uwodzicielską i niejednoznaczną. Taki zabieg nie jest błędem niewtajemniczonego, lecz świadomą przeróbką: karta zostaje przepisana na język współczesności, w którym dawne figury sakralne przetrwały wyłącznie jako aluzje.

Eliot nie ukrywał tego. W przypisach dołączonych do pierwszego wydania książkowego napisał, że nie zna dokładnie budowy talii tarota i że wyraźnie od niej odszedł, by dostosować ją do własnych potrzeb. Takie wyznanie w aparacie krytycznym poematu jest gestem niezwykłym. Autor nie udaje wtajemniczonego, nie buduje wokół kart aury wiedzy ukrytej, lecz przyznaje, że posłużył się nimi swobodnie, jak rekwizytem z magazynu kultury.

Przypis o Westonie i Frazerze

Warto pamiętać, że przypisy nie należały do pierwotnego kształtu utworu. Poemat ukazał się najpierw w październiku 1922 roku w londyńskim kwartalniku „The Criterion”, a w Stanach Zjednoczonych w miesięczniku „The Dial”, w obu wypadkach bez aparatu objaśnień. Dopiero wydanie książkowe, opublikowane w grudniu tego roku w Nowym Jorku przez Boni & Liveright, zostało uzupełnione o noty, częściowo, jak wspominał później sam autor, po to, by wypełnić objętość tomu. Eliot w późniejszych latach wypowiadał się o nich z pewnym zażenowaniem, nazywając je wręcz pomnikiem fałszywej erudycji. Mimo to stały się nieodłączną częścią tekstu i to one zdecydowały o tym, jak pokolenia czytelników odczytywały scenę z wróżką.

Przypisy do Ziemi jałowej otwiera uwaga, że nie tylko tytuł, lecz także plan i znaczna część przypadkowej symboliki poematu zostały podsunięte przez książkę Jessie L. Weston From Ritual to Romance z 1920 roku, poświęconą legendzie o Graalu. Eliot dodaje, że jest dłużnikiem także Złotej gałęzi Jamesa Frazera, zwłaszcza tomów o Adonisie, Attisie i Ozyrysie. Weston twierdziła, że opowieści o Graalu przechowują ślady dawnych kultów płodności, a w jednym z rozdziałów zestawiała kolory tarota z symbolami pojawiającymi się w tych legendach: kielichem, włócznią, mieczem i misą.

To zestawienie tłumaczy, dlaczego tarot w ogóle trafił do poematu. Dla Eliota karty nie były przedmiotem osobnego zainteresowania; były ogniwem w łańcuchu skojarzeń, który prowadził od kultu umierającego i zmartwychwstającego boga przez legendę o Królu Rybaku do zdewastowanego krajobrazu współczesnej cywilizacji. Weston dała mu sugestię, że karty są zdegradowaną pozostałością dawnych misteriów. Poemat tę sugestię przejmuje, ale w ironicznym trybie: dawne misteria trafiły do gabinetu przeziębionej wróżki.

W tym samym przypisie Eliot objaśnia dwie karty szczegółowo. Wisielec, który należy do tradycyjnej talii, odpowiada mu z dwóch powodów: kojarzy mu się z powieszonym bogiem Frazera oraz z zakapturzoną postacią z piątej części poematu, z obrazu uczniów idących do Emaus. Człowieka z trzema laskami, którego nazywa autentycznym członkiem talii, łączy, jak sam pisze, zupełnie arbitralnie z Królem Rybakiem. Słowo „arbitralnie” jest tu kluczowe. Eliot nie twierdzi, że odkrył ezoteryczne znaczenie karty; twierdzi, że postanowił je nadać.

Zapowiedzi rozproszone w poemacie

Najciekawsze w scenie z Madame Sosostris jest to, że jej przepowiednie się spełniają, choć nie w taki sposób, jakiego oczekiwałby klient wróżki. Przypis informuje, że fenicki żeglarz i kupiec pojawią się później, że później pojawią się także tłumy ludzi, a śmierć w wodzie zostanie wykonana w czwartej części. Seans jest więc rodzajem spisu treści, zapowiedzią motywów, które poemat rozwinie, rozdzieli i połączy na nowo.

Jednooki kupiec powraca w trzeciej części jako pan Eugenides, kupiec ze Smyrny, nieogolony, z kieszenią pełną porzeczek, który składa podejrzaną propozycję. Tłumy chodzące w kółko odbijają się w obrazie ludzi płynących przez London Bridge, o których poemat mówi, że nie sądził, iż śmierć tak wielu zgubiła. Fenicki żeglarz otrzymuje imię Phlebas i własną, krótką część, „Death by Water”, w której jego ciało rozkłada się w morskim prądzie. Ostrzeżenie wróżki, by strzec się śmierci w wodzie, znajduje tam swoje wypełnienie.

Brak Wisielca również ma swój sens. Skoro karta powieszonego boga, która w schemacie Frazera oznacza ofiarę przynoszącą odrodzenie, nie pojawia się w rozkładzie, to w świecie poematu nie ma ofiary, która mogłaby uzdrowić ziemię. Wróżka nie rozumie znaczenia tej nieobecności, ale czytelnik jest proszony, by je zrozumiał. Pusta karta, której nie wolno jej zobaczyć, wzmacnia to wrażenie: w samym środku seansu znajduje się miejsce zakryte, tajemnica, do której jasnowidząca nie ma dostępu.

Ironia i powaga

Scena z Madame Sosostris bywa odczytywana na dwa przeciwstawne sposoby. Jedni widzą w niej satyrę na modę okultystyczną, na kobiety z wyższych sfer, które między herbatą a teatrem zaglądały do wróżek, i na pseudoreligię zastępującą wiarę. Inni podkreślają, że wróżka, mimo całej swojej śmieszności, mówi prawdę, że jej karty istotnie wyznaczają losy postaci i że poemat bierze ją bardziej serio, niż na to wygląda. Obie lektury są trafne i obie są potrzebne.

Eliot pisał Ziemię jałową w okresie osobistego kryzysu, długo przed swoim przejściem do Kościoła anglikańskiego w 1927 roku, i poemat nie proponuje jeszcze żadnej religijnej odpowiedzi. Proponuje diagnozę świata, w którym dawne symbole zachowały się w postaci okruchów, przemieszanych z banałem codzienności. Tarot nadaje się do tej diagnozy znakomicie, bo sam jest takim okruchem: zestawem obrazów, którym przypisywano głębokie znaczenia, a które jednocześnie sprzedawano w sklepach i wykorzystywano do zarobku.

Rękopisy poematu, opublikowane w 1971 roku w wydaniu przygotowanym przez Valerie Eliot, pokazują, jak mocno tekst został przekształcony pod redakcją Ezry Pounda. Scena z wróżką przetrwała te cięcia w zasadniczo niezmienionej postaci, co świadczy o jej znaczeniu dla konstrukcji całości. Pound usuwał to, co rozwlekłe i dekoracyjne; seans Madame Sosostris uznał najwyraźniej za element nośny.

Dla historyka tarota epizod z 1922 roku jest świadectwem szczególnego momentu. Karty stały się na tyle rozpoznawalne, że poeta mógł się na nie powołać w najbardziej ambitnym poemacie epoki, i zarazem na tyle obce głównemu nurtowi kultury, że ten sam poeta mógł przyznać się do nieznajomości ich budowy bez obawy o zarzut ignorancji. Madame Sosostris tasuje talię na pograniczu dwóch światów: dawnej symboliki misteriów, tak jak widzieli ją Weston i Frazer, oraz współczesnego rynku duchowych usług. Eliot nie rozstrzyga, który z tych światów jest prawdziwy. Pozwala im mówić jednocześnie. I właśnie w tej dwugłosowości, a nie w jakiejkolwiek doktrynie kart, tkwi znaczenie jego talii, złożonej po części z prawdziwych, a po części ze zmyślonych obrazów.