Comte de Mellet i litery hebrajskie w atutach
Krótki esej hrabiego de Mellet, wydrukowany w 1781 roku w ósmym tomie Monde primitif, jako pierwszy powiązał dwadzieścia dwa atuty tarota z alfabetem hebrajskim i zaproponował ich odczytanie w odwrotnej kolejności, jako dziejów świata, wyprzedzając o kilkadziesiąt lat systemy Éliphasa Lévi'ego.

Drugi głos w tomie ósmym
Ósmy tom wielkiego dzieła Monde primitif, wydany w Paryżu w 1781 roku, zawiera dwa teksty o tarocie. Pierwszy, dłuższy, napisał sam wydawca całej serii. Drugi, znacznie krótszy, podpisano jedynie inicjałami: „M. le C. de M.∗∗∗”. Jego tytuł brzmiał Recherches sur les Tarots, et sur la Divination par les Cartes des Tarots, czyli „Badania nad tarotami i nad wróżeniem z kart tarota”. Autora zidentyfikowano jako Louisa-Raphaëla-Lucrèce'a de Fayolle, hrabiego de Mellet, żyjącego w latach 1727–1804, arystokratę, o którego życiu i zainteresowaniach wiadomo niewiele poza tym jednym tekstem.
Przez długi czas esej ten pozostawał w cieniu. Czytano go jako dodatek do wywodu wydawcy, jako ilustrację tezy o egipskim pochodzeniu kart, a nie jako samodzielną propozycję. Dopiero historycy tarota drugiej połowy XX wieku, którzy zajęli się krytycznie dziejami okultystycznych interpretacji kart, zwrócili uwagę, że to właśnie Mellet wprowadził kilka idei, które później stały się fundamentem całej tradycji. Wśród nich najważniejsza okazała się myśl, że dwadzieścia dwa atuty odpowiadają dwudziestu dwóm literom alfabetu hebrajskiego.
Warto zatrzymać się nad tym, jak niewiele miejsca zajmuje ten tekst. To kilkanaście stron, pisanych z pewnością siebie charakterystyczną dla erudycji epoki, lecz bez rozbudowanej argumentacji. Mellet nie przytacza źródeł, nie dyskutuje z innymi autorami i nie próbuje dowodzić swojej tezy w sposób, który dzisiejszy czytelnik uznałby za naukowy. Proponuje raczej klucz, którym należy otworzyć karty, i pokazuje, co pod tym kluczem widać.
Alfabet zamknięty w kartach
Zbieżność liczby atutów z liczbą liter hebrajskich wydaje się dziś tak oczywista, że trudno uwierzyć, iż ktoś musiał ją po raz pierwszy wskazać. A jednak przed 1781 roku nie ma śladu tego zestawienia. W tarocie, jaki znała Francja i Włochy XVIII wieku, było dwadzieścia jeden numerowanych atutów oraz jedna karta bez numeru, zwana Głupcem lub le Mat. Łącznie dawało to dwadzieścia dwie karty, a tyle właśnie liter liczy alfabet hebrajski, na którym od starożytności opierała się żydowska spekulacja o stworzeniu świata przez słowa i liczby.
Mellet wykorzystał tę zbieżność, by umieścić tarot w łańcuchu najstarszych systemów pisma. W jego ujęciu karty nie były luźnym zbiorem alegorii, lecz uporządkowanym alfabetem obrazów, w którym każdy znak miał zarazem wartość liczbową i znaczeniową. Taki pomysł doskonale współgrał z ówczesnymi poszukiwaniami pierwotnego języka ludzkości. Uczeni XVIII wieku często zakładali, że pod różnorodnością pism i mitologii kryje się jedna pierwotna mądrość, wyrażona hieroglifami, które dopiero później rozpadły się na litery i bajki.
Należy przy tym rozumieć, że w 1781 roku nie istniała jeszcze żadna rozwinięta tradycja okultystycznej kabały, do której Mellet mógłby nawiązać w sposób techniczny. Jego zestawienie było gestem bardziej sugestywnym niż systematycznym. Wskazał odpowiedniość, ale nie zbudował wokół niej tak gęstej sieci przypisań planetarnych, żywiołowych i zodiakalnych, jaką znamy z XIX i XX wieku. Ta sieć powstała później i powstała w innym kierunku, niż on sam proponował.
Od Świata do Kuglarza
Najbardziej oryginalnym elementem eseju jest kolejność, w jakiej Mellet każe czytać atuty. Zamiast zaczynać od karty numer jeden, Kuglarza, i posuwać się w górę ku Światu, odwraca porządek. Liczy od dwudziestej pierwszej karty w dół, aż do pierwszej, traktując całą sekwencję jako opowieść o dziejach ludzkości, od stworzenia do czasów obecnych. Głupiec, karta bez liczby, ma w tym schemacie status szczególny, jako zero, które nie należy do żadnego okresu.
Dwadzieścia jeden numerowanych kart Mellet dzieli na trzy grupy po siedem. Każda z nich odpowiada jednemu z wieków świata znanych z tradycji klasycznej: złotemu, srebrnemu i żelaznemu. Pierwsze siedem kart, począwszy od Świata, opisuje epokę początkową, bliską stworzeniu i pierwotnej harmonii. Kolejne siedem przedstawia czas, w którym ta harmonia ulega osłabieniu. Ostatnia grupa, zamykana Kuglarzem, przedstawia epokę żelazną, a więc ludzkość pogrążoną w trudzie, oszustwie i niepewności.
W tej lekturze Świat oznacza więc nie spełnienie na końcu drogi, lecz początek, z którego wszystko wyrasta. Kuglarz, który w innych interpretacjach jest pierwszym impulsem woli i obrazem adepta, staje się u Melleta figurą ostatnią, jakby portretem człowieka współczesnego, zręcznego, lecz zagubionego wśród sztuczek. Taka kolejność ma wyraźny sens moralny i historiozoficzny: dzieje świata są historią oddalania się od źródła, a nie wznoszenia ku doskonałości.
Hesiodowa i owidiuszowa wizja wieków była w XVIII wieku powszechnie znana z lektury klasyków. Mellet połączył ją z ideą prastarego alfabetu, otrzymując konstrukcję, w której tarot jest jednocześnie księgą pisma i kroniką upadku. Nie wiemy, skąd zaczerpnął sam pomysł odwrócenia kolejności. Możliwe, że uznał, iż najwyższa liczba powinna odpowiadać pierwszemu w czasie, a może kierował się obrazami: Świat z postacią otoczoną wieńcem i czterema stworzeniami łatwo było odczytać jako obraz kosmosu w chwili jego narodzin.
Jedno wyjaśnienie podsuwa sama praktyka gry. W tarocie jako grze karcianej, którą Mellet i jego czytelnicy znali z własnych stolików, wartość atutów rośnie wraz z numerem, a Świat bije wszystkie pozostałe. Kto patrzył na talię oczami gracza, widział w dwudziestej pierwszej karcie najwyższą rangę, a w Kuglarzu najniższy z atutów. Przełożenie hierarchii gry na hierarchię czasu było krokiem prostym: to, co najwyższe w porządku wartości, staje się pierwszym w porządku dziejów. Nie ma w tekście Melleta zdania, które potwierdzałoby wprost takie rozumowanie, ale zbieżność jest uderzająca i pomaga zrozumieć, dlaczego odwrócenie kolejności mogło mu się wydawać naturalne.
Konstrukcja ta ma też swoją cenę. Aby trzy wieki po siedem kart złożyły się w spójną opowieść, poszczególne obrazy trzeba było odczytywać swobodnie, a niekiedy wbrew ich tradycyjnym nazwom. Mellet nie ukrywa tej swobody, lecz też jej nie uzasadnia; przyjmuje, że sens całości usprawiedliwia interpretację części.
Wróżenie jako dziedzictwo kapłanów
Drugą część eseju Mellet poświęca wróżeniu, co odróżnia jego tekst od wielu późniejszych spekulacji, które traktowały praktykę kartomancji jako zjawisko niskie i wtórne. W jego ujęciu wróżenie z kart nie jest zepsuciem pierwotnej mądrości, lecz jej resztką, przechowaną przez ludzi, którzy już nie rozumieją dawnego sensu, ale wciąż posługują się jego narzędziami. Kapłani starożytności mieli używać kart do odczytywania przyszłości, a współcześni wróżbiarze nieświadomie kontynuują ten zwyczaj.
Mellet opisuje także sposób posługiwania się kartami, w którym znaczenie wynika z ich układu i wzajemnych powiązań. Zgodnie z jego tokiem myślenia odpowiedź nie leży w jednej karcie, lecz w zdaniu, jakie tworzy kilka kart położonych obok siebie, podobnie jak słowo powstaje z liter. Ta analogia jest konsekwentna: skoro atuty są alfabetem, wróżba jest lekturą. Kto zna litery, może odczytać to, co los zapisał w układzie talii.
Ta zbieżność pisma i przepowiedni jest jednym z najtrwalszych pomysłów, które przekazał przyszłym pokoleniom. Wróżenie przestaje być zgadywaniem, a staje się rodzajem hermeneutyki. W okultyzmie XIX wieku to przekonanie przybrało formę twierdzenia, że tarot jest księgą, a jego karty są stronicami, które można przekładać bez końca. Mellet nie użył jeszcze języka „księgi Thota” w tak rozbudowanym sensie, ale jego wywód otworzył mu drogę.
Różnica wobec wydawcy
Choć oba teksty ukazały się w tym samym tomie, dzieli je więcej, niż na pierwszy rzut oka widać. Wydawca Monde primitif przedstawił tarot jako egipską księgę ocalałą z ruin starożytności, z kolorami odpowiadającymi stanom społecznym i atutami odpowiadającymi alegoriom religijnym. Mellet przyjął ogólną ramę egipską, lecz zaproponował własne, bardziej spójne odczytanie atutów jako sekwencji liter i epok. Oba ujęcia łączy przekonanie o starożytności kart, ale ich szczegóły nie pokrywają się.
Najważniejsza różnica dotyczy właśnie alfabetu i kolejności. Zestawienie z literami hebrajskimi pojawia się wyraźnie u Melleta i to jemu przypisuje się je w historiografii. Historiozoficzne odczytanie sekwencji od Świata ku Kuglarzowi też jest jego własnym pomysłem. W ten sposób krótki esej, wydrukowany jako uzupełnienie, zawiera zalążki dwóch nurtów, które w XIX wieku rozwiną się niezależnie: kabalistycznego, opartego na literach, i historiozoficznego, w którym karty są obrazem dziejów.
Zapomniany prekursor
W 1854 roku, w pierwszym tomie Dogme et rituel de la haute magie, Éliphas Lévi przedstawił system, w którym atuty zostały ponownie powiązane z literami hebrajskimi. Lévi zastosował jednak porządek odwrotny wobec Melleta: Kuglarz otrzymał pierwszą literę, alef, a kolejne karty szły w górę alfabetu. W ten sposób sekwencja, którą Mellet czytał jako upadek, zaczęła być czytana jako wznoszenie, od pierwszego aktu woli do pełni Świata. To odwrócenie przesądziło o kierunku całej późniejszej tradycji, zarówno francuskiej, jak i angielskiej.
Trudno ustalić, czy Lévi czytał Melleta uważnie, czy jedynie dziedziczył ideę alfabetu z ogólnej atmosfery epoki. Faktem jest, że w XIX-wiecznych podręcznikach okultyzmu nazwisko hrabiego pojawiało się rzadko, a jego oryginalny wkład zwykle przypisywano innym. Gdy tradycja okultystyczna przyjęła jedną kolejność, alternatywa Melleta przestała być widoczna.
Dziś esej z ósmego tomu Monde primitif czyta się jako dokument narodzin pewnej idei. Pokazuje, że związek tarota z alfabetem hebrajskim nie jest starożytnym dziedzictwem, lecz wynalazkiem XVIII-wiecznej erudycji, i że od samego początku dopuszczał więcej niż jedną kolejność. Ta wieloznaczność ma znaczenie także dla późniejszych sporów o miejsce Głupca i przypisanie poszczególnych liter. Już u źródła tradycji pojawia się pytanie, od którego końca należy czytać atuty, a odpowiedź Melleta, choć zapomniana, przypomina, że nie jest ono oczywiste.
