Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Bernardyn ze Sieny i palenie kart w XV wieku

Kazania Bernardyna ze Sieny przeciw grom hazardowym i organizowane przez niego publiczne stosy przedmiotów uznanych za marne pokazują, że moralny opór Kościoła wobec kart do gry ukształtował się wcześniej niż tarot i dotyczył kart jako takich, zanim pojawiły się w nich alegoryczne atuty.

„Kazanie św. Bernardyna na Piazza del Campo w Sienie”, obraz Domenica Beccafumiego, 1528 – domena publiczna
„Kazanie św. Bernardyna na Piazza del Campo w Sienie”, obraz Domenica Beccafumiego, 1528 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Kaznodzieja na placu

Bernardyn ze Sieny, urodzony w 1380 roku w Massa Marittima, a zmarły w 1444 roku w Akwili, był jednym z najsłynniejszych kaznodziejów włoskiego XV wieku. Należał do franciszkanów obserwantów, gałęzi zakonu dążącej do surowego zachowania reguły, i przez blisko dwadzieścia lat przemierzał miasta środkowej i północnej Italii, przemawiając do tłumów zbyt licznych, by pomieścił je kościół. Kazania wygłaszał więc na placach, często przez wiele godzin, a jego słuchacze sporządzali notatki, z których część się zachowała. Najbardziej znany zbiór to kazania wygłoszone na Piazza del Campo w Sienie w 1427 roku, spisane przez jednego ze słuchaczy niemal słowo w słowo, z dygresjami, żartami i zwrotami do publiczności.

Bernardyn nie był teoretykiem moralności w sensie akademickim. Jego siłą była zdolność łączenia doktryny z konkretem codziennego życia: mówił o handlu, o lichwie, o strojach kobiet, o waśniach rodów, o czarach i o grach. W każdej z tych dziedzin szukał tego, co odciąga człowieka od Boga, i nazywał to po imieniu. Gry losowe zajmowały w tym katalogu miejsce szczególne, bo łączyły kilka grzechów naraz: chciwość, gniew, bluźnierstwo, marnowanie czasu i majątku, a często także oszustwo. Gracz, który przegrywał, przeklinał Boga i świętych; ten, który wygrywał, bogacił się cudzym kosztem, nie pracując; obaj tracili czas, który według kaznodziei należało poświęcić rodzinie, pracy i modlitwie. W tej optyce stół do gry jawił się jako miniaturowy obraz społeczności zepsutej, w której więzi braterskie ustępują miejsca rywalizacji i chciwości, a wspólny czas świąteczny zamienia się w okazję do grzechu.

W 1450 roku, zaledwie sześć lat po śmierci, Bernardyn został kanonizowany. Szybkość tego procesu świadczy o jego popularności i o autorytecie, jakim cieszył się wśród wiernych. Jego nauczanie przeciw grom nie było więc głosem dziwaka, lecz wyrazem nurtu, który miał szerokie poparcie społeczne i kościelne.

Bolonia, 1423

Najczęściej przywoływanym epizodem jest seria kazań, które Bernardyn wygłosił w Bolonii w 1423 roku. Według przekazów, w tym wczesnych żywotów świętego, jego słowa poruszyły słuchaczy tak bardzo, że przynieśli na plac przedmioty związane z grą i próżnością: kości, plansze do gier, karty, fałszywe włosy, ozdoby, i spalili je w wielkim ognisku. Takie publiczne palenie stało się charakterystycznym elementem kampanii kaznodziejskich obserwantów i powtarzało się w innych miastach, gdzie Bernardyn i jego uczniowie przemawiali.

Z tym epizodem wiąże się anegdota, często powtarzana w literaturze o historii kart. Pewien wytwórca kart miał poskarżyć się kaznodziei, że jego słowa pozbawiły go środków do życia. Bernardyn polecił mu wówczas, by zamiast kart malował tablice z monogramem imienia Jezusa, trzema literami IHS otoczonymi promieniami słońca, którego kult święty gorliwie szerzył. Rzemieślnik posłuchał i rzekomo wzbogacił się na nowym towarze. Opowieść ta pochodzi z tradycji hagiograficznej i nie da się jej potwierdzić niezależnymi dokumentami; trzeba ją traktować jako budującą legendę, ale legenda ta dobrze oddaje sposób myślenia Bernardyna. Problemem nie była sztuka malowania ani obraz jako taki, lecz przedmiot, któremu obraz służy.

Monogram IHS, który Bernardyn kazał wznosić w miejsce kart, sam stał się przedmiotem sporów. Przeciwnicy oskarżali go o propagowanie nowego, podejrzanego kultu, a sprawa trafiła przed papieża Marcina V, który ostatecznie nie potępił kaznodziei. Ten epizod pokazuje, że walka z grami była dla Bernardyna częścią szerszego programu przemiany pobożności miejskiej: zastąpienia obrazów rozrywki obrazami modlitwy.

Zakazy starsze niż tarot

Kazania Bernardyna nie wyrosły z próżni. Od lat siedemdziesiątych XIV wieku, czyli niemal od chwili, gdy karty do gry pojawiły się w Europie, władze miejskie próbowały ograniczać ich używanie. Jednym z najwcześniejszych dokumentów jest dekret florencki z 1377 roku, który zakazywał gry nazwanej naibbe, określonej jako nowo wprowadzona. W kolejnych dziesięcioleciach podobne zakazy lub ograniczenia wydawały inne miasta włoskie i niemieckie. Karty dołączyły w nich do kości, które od dawna były przedmiotem miejskich regulacji.

Te zakazy miały zwykle charakter porządkowy, a nie teologiczny. Miasta chciały zapobiegać bójkom, zadłużaniu się obywateli, oszustwom i grom w czasie świąt albo nabożeństw. Często nie zakazywano gry całkowicie, lecz ograniczano ją do określonych miejsc, czasu lub stawek. Niekiedy pozwalano na gry uznawane za mniej szkodliwe, a zabraniano tych, w których rozstrzygał czysty przypadek. Prawo miejskie odróżniało więc rodzaje gier i ich skutki społeczne.

Kaznodzieja patrzył inaczej. Dla Bernardyna nie istniała granica między grą umiarkowaną a hazardem w takim sensie, w jakim widziało ją prawo. Gra była wejściem na drogę, która prowadziła do grzechu, a ponieważ owoce tej drogi były widoczne w rozbitych rodzinach i przegranych majątkach, jej początek również zasługiwał na potępienie. W tym sensie kazania dodawały do miejskich zakazów wymiar moralny i duchowy, czyniąc z gry nie tylko wykroczenie, ale także sprawę sumienia.

Nie wszyscy duchowni patrzyli na karty z jednakową surowością. Z tego samego 1377 roku pochodzi traktat dominikanina Jana z Rheinfelden, spisany we Fryburgu Bryzgowijskim, w którym autor opisuje nową grę karcianą i wykorzystuje ją jako materiał do moralnego pouczenia o stanach społecznych, na wzór znanego wcześniej moralizowania szachów. Dla Jana karty były okazją do nauki, a nie tylko pokusą. Zestawienie tego tekstu z kazaniami Bernardyna pokazuje rozpiętość postaw: od alegorycznej życzliwości uczonego zakonnika po bezwzględne potępienie kaznodziei ludowego. Obie postawy wyrastały z tej samej kultury kościelnej, ale odpowiadały na różne doświadczenia. Jan pisał w klasztorze, Bernardyn patrzył na skutki gry na ulicach i w domach.

Wszystko to działo się, zanim w źródłach pojawiają się karty z atutami. Pierwsze wzmianki o kartach, które później nazwano tarotem, pochodzą z lat czterdziestych XV wieku, z dworów w Ferrarze i Mediolanie. Gdy Bernardyn grzmiał w Bolonii, przedmiotem jego ataku były zwykłe karty z czterema kolorami. Moralny opór wobec kart był więc już ukształtowany, gdy atuty z alegoriami Śmierci, Fortuny czy Diabła wkroczyły do gry. Późniejsze potępienia tarota nie stworzyły nowego stanowiska, lecz zastosowały istniejące do nowego wariantu.

Ognie próżności

Ogniska, które rozpalano po kazaniach Bernardyna, należą do zjawiska znanego w historii jako palenie marności, po włosku falò delle vanità. Najbardziej znany przykład pochodzi z Florencji z 1497 roku, kiedy zwolennicy dominikanina Girolama Savonaroli spalili na Piazza della Signoria ogromny stos przedmiotów: ozdób, lusterek, perfum, instrumentów, ksiąg uznanych za niemoralne, obrazów, kart i kości. Ten późny przykład jest jednak kontynuacją praktyki, którą obserwanci franciszkańscy, z Bernardynem na czele, rozwijali już kilka dziesięcioleci wcześniej.

Uczeń Bernardyna, Jan Kapistran, przeniósł tę praktykę za Alpy. W latach pięćdziesiątych XV wieku, podczas swoich wędrówek kaznodziejskich po Niemczech i krajach Europy Środkowej, także na ziemiach polskich, organizował podobne ogniska, na których płonęły karty, kości, plansze i ozdoby. Kroniki miejskie odnotowywały te wydarzenia jako widowiska gromadzące tłumy.

Palenie miało wymiar symboliczny, ale także praktyczny. Kiedy człowiek oddawał karty do spalenia, publicznie wyrzekał się dotychczasowego sposobu życia, a zarazem pozbywał się narzędzia, które mogło go do tego życia przyciągnąć z powrotem. Gest był pokutny i wspólnotowy: całe miasto, a przynajmniej jego znaczna część, uczestniczyło w oczyszczeniu. Nie było to jednak oczyszczenie trwałe. Kronikarze zauważali, że po odejściu kaznodziei gry wracały, a wytwórcy kart wznawiali produkcję. Ognie próżności miały siłę chwili, nie instytucji. Mimo to powtarzano je wielokrotnie, ponieważ nie chodziło o ostateczne wytępienie gier, lecz o odnawiane raz po raz wezwanie do nawrócenia, które każda wspólnota miała usłyszeć na nowo, gdy do miasta przybywał kolejny kaznodzieja.

Co płonęło na stosie

Warto zapytać, co właściwie widział Bernardyn w kartach, gdy wzywał do ich palenia. Z kazań wynika, że chodziło mu przede wszystkim o skutki gry, a nie o samą treść obrazów. Karty były dla niego narzędziem grzechu w tym samym sensie co kości: przedmiotem, wokół którego zbierają się ludzie, by przeklinać, kłócić się i tracić pieniądze. Trudno znaleźć w jego nauczaniu dowody na to, że przypisywał kartom jakąś magiczną lub demoniczną moc wykraczającą poza ich rolę w grze. Opowieści przypisujące mu wyrafinowane alegoryczne porównania kart do ksiąg liturgicznych diabła należy traktować ostrożnie, dopóki nie zostaną potwierdzone w krytycznych wydaniach jego kazań.

Ten fakt ma znaczenie dla historii tarota. W popularnych opowieściach często mówi się, że Kościół potępiał karty z powodu ich ezoterycznej treści, rzekomo przenoszącej starożytną wiedzę. Kazania Bernardyna nie potwierdzają takiej narracji. Kościół potępiał gry z powodów moralnych i społecznych, a karty traktował jako jeden z wielu przedmiotów próżności, obok peruk, ozdobnych trenów i kości. Kiedy później pojawiły się atuty z wyobrażeniami Papieża, Diabła czy Śmierci, mogły one wzbudzać dodatkowy niepokój, ale fundament oporu był już położony i nie miał nic wspólnego z ezoteryką.

Zarazem trzeba pamiętać, że ta sama kultura, która paliła karty na placach, wytwarzała je w pracowniach i zamawiała na dworach. Książęta mediolańscy i ferraryjscy, którzy płacili za luksusowe talie, byli tymi samymi władcami, którzy przyjmowali obserwantów i słuchali ich kazań. Napięcie między grą a pokutą było wpisane w życie piętnastowiecznego miasta. Ognie Bernardyna nie zniszczyły kart, ale pozostawiły trwały ślad: przekonanie, że karta jest przedmiotem dwuznacznym, który może służyć zarówno rozrywce, jak i upadkowi, i że jej użytkownik powinien zachować wobec niej czujność.