Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Tarot

Moc – Herkules z lwem i dziewczyna zamykająca paszczę

Atut Mocy przeszedł od męskiej postaci z maczugą, w której renesansowy widz rozpoznawał Herkulesa pokonującego lwa, do kobiety spokojnie ujmującej paszczę zwierzęcia, a ta zmiana bohatera przesunęła sens karty od siły fizycznej ku opanowaniu, wytrwałości i łagodnej władzy nad tym, co dzikie.

Atut Mocy z talii Visconti-Sforza: Herkules z lwem nemejskim, Bonifacio Bembo, XV wiek – domena publiczna
Atut Mocy z talii Visconti-Sforza: Herkules z lwem nemejskim, Bonifacio Bembo, XV wiek – domena publiczna · Wikimedia Commons

Cnota, która miała wiele twarzy

W szeregu atutów włoskiego tarota znalazły się trzy z czterech cnót kardynalnych: Sprawiedliwość, Umiarkowanie i Męstwo, po łacinie Fortitudo, po włosku Fortezza. Dla odbiorcy XV wieku była to kategoria dobrze określona, zakorzeniona w etyce Platona i Arystotelesa, przyswojona przez Ambrożego i Augustyna, a w wiekach średnich systematycznie opisana przez scholastyków. Męstwo nie oznaczało po prostu siły mięśni. Tomasz z Akwinu w Summa theologiae twierdził, że głównym aktem tej cnoty jest nie natarcie, lecz wytrzymanie – sustinere – czyli trwanie wobec zagrożenia bez ucieczki i bez rozpaczy. Męstwo wojownika było tylko jedną, i to nie najwyższą, odmianą męstwa; jego doskonałym wzorem był męczennik.

Ta podwójność – siła, która atakuje, i siła, która znosi – odbija się w ikonografii cnoty. Średniowieczni i wczesnorenesansowi artyści przedstawiali Fortitudo zwykle jako kobietę, bo w łacinie nazwy cnót są rodzaju żeńskiego, lecz wyposażali ją w atrybuty zaczerpnięte z różnych tradycji. Bywa uzbrojona, z tarczą i mieczem lub maczugą; nosi lwią skórę jak Herkules; trzyma kolumnę, niekiedy złamaną, co przywodzi na myśl Samsona, który obalił filary świątyni Filistynów; obok niej leży lew, zwierzę uchodzące od starożytności za wcielenie odwagi. W kaplicy Scrovegnich w Padwie Giotto namalował Męstwo jako postać w zbroi, okrytą lwią skórą, z wielką tarczą i maczugą. Sandro Botticelli w obrazie dla florenckiego trybunału kupieckiego z 1470 roku przedstawił ją jako zamyśloną kobietę siedzącą na tronie, w zbroi, z buławą w dłoniach. W obu wypadkach męstwo jest zbrojne, lecz bardziej czuwa niż walczy.

Herkules na złotym tle

Karta Męstwa z talii Visconti-Sforza, przypisywanej warsztatowi Bonifacia Bemba, wyłamuje się z tego żeńskiego schematu. Przedstawia młodego mężczyznę w krótkiej tunice, który jedną ręką przytrzymuje lwa, a drugą unosi nad nim maczugę. Nie jest to kobieta ani alegoria w ścisłym sensie, lecz bohater w chwili czynu. Renesansowy widz bez trudu rozpoznawał w nim Herkulesa i pierwszą z jego prac – pokonanie lwa nemejskiego, którego skóra stała się potem jego płaszczem. Niektórzy badacze sugerowali, że malarz mógł nadać postaci rysy któregoś z władców Mediolanu, co pasowałoby do dworskiego charakteru talii, lecz brak na to bezpośrednich dowodów i należy to traktować jako przypuszczenie.

Wybór Herkulesa był naturalny w kulturze, która widziała w nim wzór cnotliwego męża. Humaniści włoscy chętnie czytali jego dzieje jako alegorię moralną: bohater, który na rozstajach wybrał trudną drogę cnoty zamiast łatwej drogi przyjemności, i który przez trud doszedł do nieśmiertelności. Florentczycy umieścili go na pieczęci miejskiej, a władcy różnych dworów chętnie się z nim utożsamiali. Herkules na karcie Visconti-Sforza jest więc Męstwem wojownika i władcy: siłą, która zwycięża zło przemocą. Lew jest tu przeciwnikiem, a nie towarzyszem; maczuga zaraz opadnie.

Moralizowane wykłady mitologii, krążące w średniowieczu i wczesnym renesansie, pozwalały przy tym czytać Herkulesa w kluczu chrześcijańskim. Komentatorzy Owidiusza widzieli w jego pracach figury zmagań duszy z grzechem, a w zwycięstwie nad lwem – triumf nad pychą. Taka lektura nie była obowiązkowa, ale była dostępna, i dlatego męski bohater na karcie mógł uchodzić zarówno za portret dzielnego księcia, jak i za alegorię cnoty w ogóle. Niezależnie od tego, którą wersję wybierał widz, obraz pozostawał obrazem walki zakończonej ciosem.

Nie wszystkie włoskie karty szły tą drogą. W tak zwanym Tarocie Karola VI, talii włoskiej z drugiej połowy XV wieku, Męstwo jest kobietą łamiącą kolumnę, zgodnie z drugim, „samsonowym” wzorcem. Wcześniejsza od Visconti-Sforza talia Cary-Yale również przedstawia tę cnotę na własny sposób. Rozrzut ten pokazuje, że w XV wieku ikonografia karty nie była jeszcze ustalona, a malarze mogli czerpać z różnych modeli, jakie oferowała tradycja przedstawiania cnót.

Kobieta i lew w drzeworycie

Drzeworytnicze talie francuskie, z których wyrósł wzorzec marsylski, utrwaliły zupełnie inny obraz. Karta nosi tam napis La Force i przedstawia kobietę w sukni i kapeluszu o szerokim, wygiętym rondzie, która obiema dłońmi ujmuje szczęki lwa. Zwierzę jest niewielkie, sięga jej do kolan, i nie sprawia wrażenia groźnego. Kobieta nie ma broni, nie ma zbroi, nie wykonuje żadnego gwałtownego ruchu. Sama postawa jest niejednoznaczna: nie da się rozstrzygnąć, czy rozwiera paszczę lwa, czy ją zamyka. Ta dwuznaczność stała się później źródłem licznych komentarzy, lecz w drzeworycie wynikała raczej z konwencji niż z zamierzonej zagadki.

Skąd wziął się ten obraz? Najprawdopodobniej z połączenia dwóch istniejących motywów. Jednym jest kobieca personifikacja Fortitudo, drugim – obraz bohatera rozdzierającego paszczę lwa, który w sztuce średniowiecznej wiązano przede wszystkim z Samsonem, a także z Dawidem i Herkulesem. Rozrywanie lwiej paszczy było w średniowieczu typologicznym obrazem Chrystusa zwyciężającego szatana i otwierającego bramy otchłani. Kiedy ten gest przeniesiono na postać kobiecą, utracił on swoją gwałtowność. Kobieta z talii marsylskiej nie rozdziera, lecz trzyma. Jej siła nie polega na przewadze mięśni, ale na spokojnej pewności, z jaką dotyka zwierzęcia, które mogłoby ją zabić.

Znaczenie zmienia także sam lew. Średniowieczne bestiariusze przypisywały mu cechy szlachetne – miał spać z otwartymi oczami i trzeciego dnia przywracać życie martwo urodzonym szczeniętom, co czytano jako obraz zmartwychwstania – lecz w programach wad i cnót lew bywał również wierzchowcem Pychy albo wcieleniem gniewu. Zwierzę, którego paszczę trzyma kobieta, mogło więc przywodzić na myśl siłę dziką, gwałtowną i podatną na zło, a zarazem królewską. Właśnie ta dwuznaczność sprawiała, że gest opanowania był bardziej wymowny niż gest zabicia: nie unicestwia się czegoś, co samo w sobie jest szlachetne, lecz nadaje mu miarę.

W ten sposób w rzemieślniczym obrazie dokonało się coś, co z perspektywy etyki scholastycznej było zbliżeniem do istoty cnoty. Herkules z maczugą uosabia męstwo natarcia, kobieta z lwem – męstwo panowania nad sobą. Lew przestaje być wrogiem zewnętrznym, a staje się raczej czymś, co trzeba utrzymać w ryzach. Nie wiadomo, czy rytownicy francuscy byli świadomi tego sensu, i nie trzeba im go przypisywać. Wystarczy stwierdzić, że ich obraz pozwolił późniejszym czytelnikom na lekturę, której karta Visconti-Sforza by nie dopuściła.

Łagodność u Pameli Colman Smith

Taką lekturę rozwinęli okultyści przełomu XIX i XX wieku. W talii Waite'a i Smith z 1909 roku kobieta w białej szacie, z wiankiem kwiatów we włosach i znakiem nieskończoności nad głową, pochyla się nad lwem i delikatnie zamyka mu paszczę. Lew jest przepasany girlandą kwiatów, która łączy go z jej postacią, a krajobraz w tle jest pogodny i otwarty. Kapelusz o wygiętym rondzie z wersji marsylskiej został odczytany jako leżąca ósemka i przeniesiony nad głowę bohaterki jako symbol wieczności – co jest przykładem typowej dla tej talii zamiany formalnego szczegółu w znak doktrynalny.

Waite w swoim komentarzu podkreślał, że karta mówi o sile, która płynie z niewinności i z łagodności, o męstwie, które jest raczej opanowaniem niż przemocą. W tym ujęciu lew symbolizuje namiętności, a kobieta – ducha, który nimi rządzi nie przez ich zniszczenie, lecz przez łagodne przewodnictwo. Obraz Smith stał się dla wielu dwudziestowiecznych czytelników wzorcowym wyrazem tej idei, a postać Herkulesa z wcześniejszych kart została właściwie zapomniana poza kręgiem historyków.

Pożądanie u Crowleya

Aleister Crowley w swoim Tarocie Thota, malowanym przez Friedę Harris w latach czterdziestych XX wieku, odrzucił zarówno Herkulesa, jak i łagodną dziewczynę. Nadał karcie nazwę Lust, którą w jego słowniku należy rozumieć nie jako pospolitą żądzę, lecz jako radość siły, entuzjazm i upojenie życiem. Na karcie naga kobieta siedzi okrakiem na bestii o wielu głowach, unosząc wysoko kielich. Postać ta wywodzi się z obrazu Wielkiej Nierządnicy na bestii z Apokalipsy, którą Crowley w swoim systemie przemienił w Babalon, boginię świętego zachwytu. W The Book of Thoth opisywał tę kartę jako obraz energii twórczej, która nie panuje nad zwierzęciem przez jego poskromienie, lecz jednoczy się z nim.

Crowley odwrócił więc kierunek, który nadała karcie tradycja marsylska i Waite. Tam, gdzie wcześniejsi autorzy widzieli opanowanie, on widział zjednoczenie; tam, gdzie oni mówili o łagodności, on mówił o upojeniu. Frieda Harris, która przez kilka lat malowała talię pod jego kierunkiem, nadała tej scenie żarliwą, płomienną kolorystykę, daleką od pogodnej zieleni Smith. Niemniej i u niego lew nie jest już przeciwnikiem, którego trzeba zabić. Jest raczej siłą, z którą należy się związać, choć nie przez wędzidło, lecz przez wspólne szaleństwo.

Od maczugi do dłoni

Dzieje tej karty pokazują, jak zmiana jednej postaci może przestawić całe znaczenie obrazu. Herkules z talii mediolańskiej uosabia siłę, która zwycięża, i jest bliski heroicznemu ideałowi renesansowego władcy. Kobieta z drzeworytu marsylskiego uosabia siłę, która trzyma, i niechcący przybliża się do scholastycznej definicji męstwa jako wytrwania. Dziewczyna Pameli Colman Smith uosabia siłę łagodności, a kobieta na bestii u Crowleya – siłę zachwytu.

Gdyby zapytać, która z tych wersji jest najbliższa pierwotnemu sensowi cnoty, odpowiedź okazałaby się przewrotna. Najwierniejsza wobec teologii męstwa nie jest najstarsza karta, lecz drzeworyt anonimowych rzemieślników, którzy prawdopodobnie nie czytali Tomasza. W ich ujęciu nie ma triumfu, jest tylko dłoń położona na paszczy zwierzęcia i spokój, z jakim ta dłoń tam pozostaje.