Paul Marteau i Grimaud – kto nazwał Tarot Marsylski
Nazwa „Tarot de Marseille” nie pochodzi od dawnych kartowników, lecz od XIX-wiecznych okultystów i wydawców: upowszechnił ją Papus, a utrwaliła paryska firma Grimaud, której talia z 1930 roku, opatrzona później komentarzem Paula Marteau, stała się nowoczesnym kanonem francuskiego tarota.

Imię nadane z zewnątrz
Kartownicy XVII i XVIII wieku nie nazywali swoich wyrobów Tarotem Marsylskim. Podpisywali talie nazwiskiem i miastem, czasem dodawali rok, ale sam wzór nie miał w ich praktyce żadnej nazwy geograficznej. Był po prostu tarotem, wyrobem produkowanym według przekazywanych w warsztatach klocków, sprzedawanym graczom i kupcom. Talie wykonywano w Paryżu, Lyonie, Dijon, Marsylii, Awinionie i w wielu ośrodkach szwajcarskich, a podobieństwo obrazów nie skłaniało nikogo do szukania dla nich wspólnego miana.
Potrzeba nazwy pojawiła się dopiero wtedy, gdy na tarot zaczęli patrzeć ludzie spoza rzemiosła. Kolekcjonerzy, historycy gier i przede wszystkim okultyści drugiej połowy XIX wieku chcieli odróżnić „właściwy” tarot od jego licznych odmian: od kart z kolorami francuskimi, od talii z atutami przedstawiającymi sceny rodzajowe, od fantazyjnych wersji „egipskich”. W tej sytuacji nazwa geograficzna miała pełnić funkcję znaku jakości i pochodzenia. Wybór padł na Marsylię, bo stamtąd pochodziła duża część talii dostępnych wówczas na rynku, w tym wydania najbardziej znanej marsylskiej firmy, wywodzącej swe klocki od warsztatu Nicolasa Convera.
Historycy kart zwracają uwagę, że wyrażenie to pojawia się sporadycznie już wcześniej, ale jego upowszechnienie wiąże się z okultystycznym środowiskiem paryskim końca stulecia. Nie była to nazwa naukowa ani handlowa w ścisłym sensie. Była etykietą, która miała wskazać czytelnikom książek ezoterycznych, jaką talię należy położyć obok tekstu, by śledzić wywody autora. Od tej praktycznej funkcji zaczęła się kariera słowa, które z czasem objęło także talie niemające z Marsylią nic wspólnego.
Papus i potrzeba wzorcowej talii
Kluczową rolę odegrał tu Gérard Encausse, znany jako Papus, autor Le Tarot des Bohémiens z 1889 roku. W tej obszernej książce, przedstawiającej tarot jako klucz do uniwersalnej wiedzy, Papus musiał zmierzyć się z pytaniem, które z istniejących talii są najwierniejsze domniemanemu pierwowzorowi. Wskazywał na tarot marsylski jako na wersję najbardziej godną zaufania wśród talii popularnych, odróżniając go od wersji, które uważał za zepsute. Ponieważ jego książka była szeroko czytana i tłumaczona, takie wskazanie miało moc normatywną.
Papus nie wymyślił wzoru ani nie wydał własnej marsylskiej talii; jego zasługą, czy też jego wpływem, było nadanie istniejącej grupie kart statusu tekstu kanonicznego. Odtąd okultysta, który pisał o atucie Maga czy Wisielca, mógł zakładać, że czytelnik ma przed sobą obraz z określonej rodziny talii. Tę samą rolę pełniła wcześniej, w kręgu Éliphasa Lévi’ego, ogólna idea „prawdziwego tarota”, ale dopiero związanie jej z konkretną nazwą i dostępnym towarem uczyniło ją praktyczną.
Jednocześnie ten sam krąg nie wahał się poprawiać obrazów, które uznawał za wzorcowe. W książce Papusa znalazły się atuty narysowane na nowo przez Oswalda Wirtha, który opierał się na dawnym wzorze, ale wprowadzał do niego elementy wynikające z okultystycznej interpretacji. Wskazanie Marsylii jako źródła nie oznaczało więc wierności każdej kresce starych kart. Oznaczało raczej wybór rodowodu, do którego odwoływano się nawet wtedy, gdy samą talię przekształcano zgodnie z własną doktryną. Nazwa działała jak tytuł szlachecki: poświadczała pochodzenie, a nie ograniczała swobody potomków.
Warto podkreślić paradoks tej sytuacji. Ruch okultystyczny, który twierdził, że tarot jest prastarą księgą wtajemniczeń, potrzebował zarazem standardowego wydania, a takie wydanie mógł dostarczyć tylko współczesny przemysł karciany. Starożytność obrazu i nowoczesność jego reprodukcji szły w parze. Pytanie, kto zaspokoi tę potrzebę w pierwszej połowie XX wieku, miało więc znaczenie nie tylko handlowe, ale i dla kształtu samej tradycji.
Ancien Tarot de Marseille z 1930 roku
Odpowiedź przyniosła paryska firma B.-P. Grimaud, jeden z największych francuskich wytwórców kart do gry, założony w XIX wieku i z czasem przejmujący inne przedsiębiorstwa. Około 1930 roku Grimaud wypuścił na rynek talię pod nazwą Ancien Tarot de Marseille. Nie było to wierne faksymile jednego dawnego egzemplarza, lecz nowa edycja oparta na tradycyjnym wzorze typu określanego dziś jako marsylski typ II, z rysunkiem uporządkowanym i kolorem wydrukowanym nowoczesną techniką. W literaturze przedmiotu wskazuje się jako jej bliskie źródło XVIII-wieczne talie paryskie z tej samej rodziny, choć dokładny pierwowzór bywa przedmiotem dyskusji.
Talia Grimaud miała cechy produktu przemysłowego: równe kontury, jednolitą paletę, czyste druki pozbawione przypadkowych przesunięć koloru, które znamy z kart patronowanych ręcznie. Była tania, łatwo dostępna i rozprowadzana w całej Francji, a z czasem także za granicą. W ten sposób w rękach kilku pokoleń czytelników znalazł się jeden, jednolity obraz Tarota Marsylskiego, który mógł być wszędzie porównywany i omawiany. Zjawisko to przypomina ustalenie tekstu w wydaniu krytycznym, z tą różnicą, że nikt nie opracował tu aparatu krytycznego.
Nazwa nadana przez wydawcę zrobiła resztę. Przymiotnik „dawny” sugerował ciągłość z epoką przedrewolucyjną, a określenie geograficzne odwoływało się do autorytetu, który ukształtowali Papus i jego krąg. Dla przeciętnego nabywcy talia Grimaud po prostu była Tarotem Marsylskim, nie jedną z jego wersji. W ciągu kilku dziesięcioleci stała się we Francji talią domyślną, używaną zarówno przez wróżbitów, jak i przez autorów książek o symbolice kart.
Książka Paula Marteau z 1949 roku
Za tym przedsięwzięciem stał Paul Marteau, który kierował firmą Grimaud w pierwszej połowie XX wieku i był człowiekiem żywo zainteresowanym ezoteryczną stroną produktu, który wydawał. W 1949 roku ogłosił książkę Le Tarot de Marseille, opublikowaną w Paryżu nakładem Arts et Métiers Graphiques, z przedmową Eugène’a Caslanta. Książka została bogato zilustrowana kartami z talii Grimaud i od razu stała się jej komentarzem, a w pewnym sensie także jej uzasadnieniem.
Marteau zaproponował odczytanie bardziej systematyczne niż jego poprzednicy. Przypisał znaczenia nie tylko atutom, ale także kartom liczbowym, które w większości wcześniejszych okultystycznych komentarzy traktowano pobieżnie lub pomijano. Analizował liczby, kolory, ornamenty i drobne szczegóły rysunku, budując na nich rozbudowany system odpowiedniości. Każda barwa w jego interpretacji miała określony sens, a ułożenie gałązek i kwiatów na kartach liczbowych stawało się podstawą subtelnych rozróżnień.
Z perspektywy historyka uderzające jest to, że materiałem tej analizy była talia wydana przez samego autora. Kolory, którym Marteau nadawał głębokie znaczenia, były kolorami nowoczesnej edycji, a nie kolorami dawnych warsztatów, które nakładały barwy przez szablony z dużą swobodą i często niekonsekwentnie. Komentarz i karta wzajemnie się potwierdzały: talia ilustrowała książkę, a książka nadawała talii rangę dokumentu tradycji. Nie ma w tym oszustwa, jest natomiast koło, którego wielu czytelników nie dostrzegało.
Kanon francuskiego okultyzmu
Wpływ tego połączenia na francuską ezoterykę drugiej połowy XX wieku był ogromny. Autorzy piszący o tarocie po wojnie zwykle odwoływali się do talii Grimaud jako do oczywistego punktu odniesienia, a książka Marteau była czytana jako klucz do jej obrazów. W kręgach zajmujących się wróżbą z kart, symboliką liczb czy astrologią talia ta funkcjonowała tak, jak funkcjonuje standardowe wydanie klasyka: nie dyskutowano o jej pochodzeniu, lecz o znaczeniu jej szczegółów.
Kanon ten miał też wymiar pedagogiczny. Pokolenia czytelników uczyły się tarota z jednej talii i jednego komentarza, co dawało wspólny język i ułatwiało porozumienie, ale zarazem zacierało pamięć o różnorodności dawnych wzorów. Talie Nobleta, Dodala czy Vieville’a, przechowywane w bibliotekach i znane wąskiemu gronu specjalistów, nie mogły konkurować z kartami dostępnymi w każdym sklepie papierniczym. To, co historycznie było jedną z wielu wersji, stało się w odbiorze powszechnym jedyną.
Gdy pod koniec XX wieku zaczęły się mnożyć próby odtworzenia dawnych talii marsylskich z zachowanych egzemplarzy, ich autorzy w dużej mierze definiowali się wobec kanonu Grimaud, krytykując jego uproszczenia i kolory albo przeciwnie, broniąc jego czytelności. Bez względu na stanowisko punkt odniesienia pozostawał ten sam. Sama możliwość takiej polemiki świadczy o tym, jak silnie wydanie z 1930 roku i komentarz z 1949 roku ukształtowały rozumienie tarota we Francji.
Nazwa jako narzędzie i jako mit
Historia nazwy „Tarot de Marseille” pokazuje, jak nowoczesna tradycja ezoteryczna wyrasta ze współpracy autorów i wydawców. Okultyści dostarczyli przekonania, że istnieje jeden prawdziwy tarot, a przemysł karciany dostarczył przedmiotu, który mógł to przekonanie ucieleśnić. Paul Marteau łączył obie role w jednej osobie, co uczyniło jego przypadek szczególnie wyrazistym, ale nie wyjątkowym; podobne związki między komentarzem a edycją widać także w innych krajach i w innych taliach.
Warto też zauważyć, że pytanie zawarte w tytule – kto nazwał Tarot Marsylski – nie ma odpowiedzi wskazującej jedną osobę. Nazwę ukształtował proces, w którym uczestniczyli autorzy, wydawcy, sprzedawcy i czytelnicy, a każdy z nich miał w nim inny interes i inną rolę. Papus nadał jej prestiż, Grimaud uczynił ją towarem, Marteau wyposażył ją w doktrynę.
Nie trzeba z tego powodu odrzucać nazwy ani wydania. „Tarot Marsylski” pozostaje użytecznym określeniem rodziny wzorów, a talia Grimaud jest wartościowym dokumentem dwudziestowiecznej recepcji tarota. Trzeba jedynie pamiętać, że oba należą do historii XIX i XX wieku, a nie do epoki, z której pochodzą obrazy. Kiedy czytamy o „marsylskim” znaczeniu barwy czy gałązki na karcie liczbowej, czytamy w istocie Marteau, a nie anonimowego kartownika z Prowansji.
Dla tradycji, która ceni sobie świadomość źródeł, takie rozróżnienie jest zyskiem, nie stratą. Pozwala docenić interpretację Marteau jako oryginalną konstrukcję myśli ezoterycznej, zamiast traktować ją jako odczytanie zaszyfrowanej wiedzy dawnych mistrzów. Pozwala też wrócić do starszych talii bez uprzedzeń, z ciekawością wobec tego, co w nich rzeczywiście widać. Imię nadane z zewnątrz okazało się trwałe; jego historia jest jednak równie interesująca jak sam przedmiot, który nazywa.
