Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Meric Casaubon i druk duchowych dzienników Dee w 1659 roku

Wydana w 1659 roku A True and Faithful Relation Merica Casaubona była przede wszystkim anglikańską polemiką z religijnym entuzjazmem epoki rewolucji, lecz drukując rękopisy Johna Dee z druzgocącym komentarzem, utrwaliła na trzy stulecia obraz uczonego jako szczerej ofiary demonów.

Portret Merica Casaubona – rycina Pietera van Gunsta według Pietera van der Werffa – domena publiczna
Portret Merica Casaubona – rycina Pietera van Gunsta według Pietera van der Werffa – domena publiczna · Wikimedia Commons

Folio z niezwykłym tytułem

W 1659 roku w Londynie ukazał się obszerny tom w formacie folio, którego tytuł zapowiadał prawdziwą i wierną relację o tym, co przez wiele lat zaszło między doktorem Johnem Dee, sławnym matematykiem za panowania Elżbiety i Jakuba, a pewnymi duchami. Tytuł zapowiadał też, że dzieło może posłużyć do obrony prawdziwej religii i do ostrzeżenia czytelników przed ukrytymi pułapkami szatana. Wydawcą i autorem obszernej przedmowy był Meric Casaubon, duchowny Kościoła anglikańskiego, filolog klasyczny i zdeklarowany przeciwnik wszelkiego entuzjazmu religijnego.

Książka zawierała transkrypcję rękopisów, w których Dee przez ponad dwadzieścia lat zapisywał przebieg swoich rozmów z istotami uznawanymi za anioły. Obejmowała okres od 1583 roku do pierwszych lat XVII wieku, z przerwami, i oddawała czytelnikom do rąk materiał, który dotąd znało jedynie wąskie grono właścicieli i antykwariuszy. Zarazem już na pierwszych stronach informowała, jak należy ten materiał rozumieć. Nie było wątpliwości, że wydawca nie zamierza Dee ani rehabilitować, ani ośmieszać. Chciał pokazać, czym kończy się zaufanie do prywatnych objawień.

Syn sławnego ojca i własna kariera

Meric Casaubon (1599–1671) urodził się w Genewie jako syn jednego z najwybitniejszych filologów późnego renesansu i jako dziecko przybył do Anglii, gdzie jego ojciec znalazł schronienie i protekcję Jakuba I. Wykształcony w Oksfordzie, zrobił karierę duchowną w Kościele anglikańskim, zostając między innymi prebendarzem katedry w Canterbury. Wydał pierwsze angielskie tłumaczenie Rozmyślań Marka Aureliusza, opublikowane w 1634 roku, i zajmował się edycjami autorów greckich i łacińskich. Był typowym przedstawicielem uczonego anglikanizmu, który łączył erudycję klasyczną z przywiązaniem do episkopatu i liturgii.

Wojna domowa i rządy parlamentu dotknęły go bezpośrednio. Jako duchowny wierny Kościołowi episkopalnemu i monarchii utracił beneficja i musiał przetrwać lata, w których jego Kościół był pozbawiony struktur, a w przestrzeni publicznej mnożyły się sekty powołujące się na bezpośrednie natchnienie Ducha Świętego. Casaubon odpowiedział na to zjawisko traktatem A Treatise Concerning Enthusiasme, wydanym w 1655 roku i wznowionym rok później. Próbował w nim wyjaśnić religijne uniesienia przyczynami naturalnymi, takimi jak melancholia, choroba, siła wyobraźni czy działanie retoryki, a nie bezpośrednią interwencją Boga.

Entuzjazm jako choroba epoki

Termin enthusiasm miał w XVII-wiecznej Anglii znaczenie znacznie ostrzejsze niż dziś. Oznaczał przekonanie o własnym natchnieniu, które unieważnia autorytet Pisma, Kościoła i rozumu. Kwakrzy, ludzie piątej monarchii, ranterzy i liczni pojedynczy prorocy przekonywali, że Bóg mówi do nich bezpośrednio, a wielu z nich wyciągało stąd daleko idące wnioski polityczne. Dla anglikańskich uczonych była to jedna z przyczyn katastrofy, która doprowadziła do ścięcia króla, zniesienia episkopatu i chaosu ostatnich lat republiki.

W tym kontekście dzienniki Dee okazały się dla Casaubona przykładem idealnym. Oto człowiek wybitnie uczony, pobożny i szczery, a mimo to przez lata prowadzony za nos przez duchy, które przedstawiały się jako aniołowie Boga. Jeżeli nawet taki umysł mógł ulec złudzeniu, tym bardziej narażeni byli prości ludzie, którzy w swoich wizjach i natchnieniach słyszeli głos z nieba. Przedmowa podkreśla wielokrotnie, że Dee nie był oszustem; był ofiarą. Jego błąd polegał na tym, że odważył się szukać objawienia poza drogami, które Bóg wyznaczył Kościołowi.

Casaubon miał też drugi, równoległy cel. Publikacja miała być argumentem przeciw tym, którzy w ogóle zaprzeczali istnieniu duchów i świata niewidzialnego. W oczach wielu duchownych drugiej połowy XVII wieku sceptycyzm wobec duchów prowadził prostą drogą do ateizmu, a materializm, kojarzony wówczas z Hobbesem, zagrażał podstawom religii. Dzienniki Dee, czytane przez Casaubona, dowodziły zarazem dwóch rzeczy: że duchy istnieją i działają w świecie oraz że nie można im ufać. Księga stawała się więc bronią na dwóch frontach jednocześnie. Późniejsze dzieło Casaubona, Of Credulity and Incredulity in Things Natural, Civil and Divine z 1668 roku, rozwija tę samą linię: zarówno łatwowierność, jak i niewiara są dla niego błędami, a zadaniem uczonego chrześcijanina jest znalezienie drogi między nimi. Wydanie dzienników Dee było pierwszym, najbardziej spektakularnym zastosowaniem tej zasady, ponieważ pozwalało jednocześnie potwierdzić realność świata duchów i odmówić zaufania tym, którzy twierdzili, że z nim rozmawiają.

Termin wydania był wymowny. Tom ukazał się w roku, w którym republika rozpadała się po ustąpieniu Ryszarda Cromwella, a kilka miesięcy później, w maju 1660 roku, Karol II powrócił na tron. Publikację można czytać jako jeden z głosów anglikańskiego środowiska, które w przededniu restauracji przygotowywało intelektualne rozliczenie z latami entuzjazmu i sekciarstwa.

Rękopisy Cottona i skrzynia z sekretną szufladą

Materiał, który Casaubon wydał, pochodził z biblioteki sir Roberta Cottona, wielkiego antykwariusza i kolekcjonera rękopisów, zmarłego w 1631 roku. Według relacji krążących w XVII wieku Cotton wszedł w posiadanie części papierów Dee wkrótce po śmierci uczonego, a okoliczności tego nabycia obrosły anegdotami, których nie sposób dziś w pełni zweryfikować. Rękopisy przetrwały w kolekcji Cottona i wraz z nią przeszły w XVIII wieku na własność narodu, stając się częścią zbiorów, które dały początek British Museum i później British Library. Pożar, który w 1731 roku strawił część kolekcji Cottona, nie zniszczył dzienników Dee, choć cała biblioteka poniosła wtedy ciężkie straty.

Druga gałąź rękopisów ma historię jeszcze bardziej niezwykłą. Według relacji zapisanej przez Eliasa Ashmole’a pewna część papierów Dee została odnaleziona w sekretnej szufladzie skrzyni, kupionej kiedyś przez londyńskiego cukiernika. Odkrywcy nie od razu docenili znalezisko, a pewna ilość kart miała zostać zużyta w kuchni, zanim reszta trafiła w ręce Ashmole’a w 1672 roku. Ashmole, który wcześniej zajmował się już spuścizną alchemiczną i astrologiczną Dee, sporządził odpisy i opisy tego materiału. Jego zbiory i odpisy przeszły później do kolekcji Hansa Sloane’a, a dziś stanowią część rękopisów sloanowskich British Library.

Rozdzielenie obu gałęzi miało poważne konsekwencje. Casaubon nie znał najwcześniejszych ksiąg seansów z lat 1581–1583, zachowanych właśnie w drugiej gałęzi. Jego wydanie zaczyna się od maja 1583 roku, a więc od momentu, kiedy praktyka była już w pełni rozwinięta. Czytelnik XVII i XVIII wieku poznawał zatem dzieje rozmów Dee bez ich początków, bez pierwszych modlitw, wątpliwości i pytań, które pokazują, z jaką powagą uczony podchodził do swojego przedsięwzięcia. Pozostawał mu obraz człowieka już zaangażowanego, już przekonanego, już uwikłanego.

Ramka, która stała się portretem

Siła przedmowy Casaubona polegała na tym, że nadała rękopisom ramę interpretacyjną, z której czytelnicy przez długi czas nie potrafili się wydostać. Dee pojawiał się w niej jako postać tragiczna, szlachetna, lecz zwiedziona, a jego współpracownicy jako narzędzia oszustwa lub nawet demonicznej gry. Ten obraz łączył się z wcześniejszymi oskarżeniami, które dotykały Dee jeszcze za życia, kiedy w Londynie nazywano go czarnoksiężnikiem i kiedy sam musiał bronić się przed zarzutami o konszachty z diabłem.

Nie wszyscy przyjęli interpretację Casaubona. W 1690 roku Robert Hooke przedstawił na posiedzeniu Royal Society tezę, że księgi seansów mogły być w rzeczywistości szyfrem politycznym, ukrywającym w pozornie anielskich formułach informacje przekazywane władzom elżbietańskim. Wykład opublikowano po śmierci Hooke’a w 1705 roku. Hipoteza nie zyskała uznania historyków, ale pokazuje, jak trudno było przyjąć dzienniki dosłownie: czytelnik musiał w nich widzieć albo demonologię, albo szyfr, albo oszustwo, a rzadko świadectwo autentycznej, choć niekonwencjonalnej pobożności.

Obraz Dee jako zwiedzionego uczonego przetrwał w różnych wersjach aż do XX wieku. Dopiero badacze tacy jak Frances Yates i Peter French, a później Deborah Harkness w książce John Dee’s Conversations with Angels z 1999 roku, zaczęli traktować dzienniki jako źródło do historii nauki, religii i kultury umysłowej, a nie jako dowód w sprawie przeciw ich autorowi. Odczytywane w ten sposób, ukazują renesansowego uczonego, który w świecie religijnych podziałów szukał wiedzy uniwersalnej i był przekonany, że zwykłe metody filozofii nie wystarczą, by ją osiągnąć.

Druk jako akt interpretacji

Historia wydania z 1659 roku przypomina, że żaden tekst nie dociera do czytelnika bez pośrednictwa. Casaubon nie sfałszował dzienników Dee, a jego transkrypcja, choć niepozbawiona błędów, oddaje zasadniczo treść rękopisów. A jednak sposób, w jaki je opublikował – z określoną przedmową, w określonym momencie, bez początkowych ksiąg – nadał im znaczenie, którego sam Dee z pewnością by nie zaakceptował. Uczony, który pragnął przekazać światu anielską naukę jako dar, został przedstawiony jako przykład ostrzegawczy.

Paradoks polega na tym, że to właśnie wrogie wydanie ocaliło dzienniki dla szerszej publiczności. Bez Casaubona rękopisy pozostałyby przez wieki znane jedynie nielicznym antykwariuszom, a późniejsi okultyści i historycy nie mieliby łatwego dostępu do materiału, z którego czerpali. Polemika przeciw entuzjazmowi stała się mimowolnie jednym z najważniejszych źródeł późniejszej fascynacji Dee, a tom pomyślany jako ostrzeżenie zaczął funkcjonować jako podręcznik. Historia idei rzadko oferuje wyraźniejszy przykład tego, jak los tekstu rozmija się z intencją wydawcy.

Duchowy sens tej historii leży w pytaniu, które Casaubon postawił z największą ostrością: po czym poznać, że głos, który słyszymy w modlitwie lub wizji, pochodzi od Boga. Anglikański duchowny odpowiadał, że prywatne objawienie zawsze podlega osądowi wspólnoty, Pisma i rozumu. Dee wierzył, że uczciwość intencji i żarliwość modlitwy wystarczą, by chronić przed złudzeniem. Spór między nimi nie dotyczył wyłącznie jednego elżbietańskiego uczonego. Dotykał samej natury doświadczenia religijnego, które od zawsze balansuje między darem a pokusą.