Historia Fausta i drukowana legenda roku 1587
Frankfurcka Historia von D. Johann Fausten z 1587 roku nie spisała po prostu krążących opowieści o wędrownym nekromancie, lecz zbudowała z nich luterański traktat przeciw ciekawości, a jej drukowany kształt – pakt na dwadzieścia cztery lata, dysputy z duchem i straszny koniec – stał się wzorem całej późniejszej legendy.

Człowiek, o którym pisano z niechęcią
Historyczny Faust istnieje w źródłach niemal wyłącznie jako przedmiot cudzej irytacji. Najstarsze świadectwo to list opata Johannesa Trithemiusa do matematyka i astrologa Johannesa Virdunga z 20 sierpnia 1507 roku: Trithemius ostrzega przed niejakim Georgiusem Sabellicusem, który tytułuje się „Faustem młodszym”, chełpi się, że mógłby z pamięci odtworzyć wszystkie dzieła Platona i Arystotelesa, i podobno uwodził chłopców powierzonych mu jako nauczycielowi w Kreuznach. Kilka lat później, w 1513 roku, humanista Mutianus Rufus z Gothy zanotował, że w Erfurcie popisuje się jakiś „Georgius Faustus, półbóg z Heidelbergu”, czczy samochwała. W rachunkach księcia-biskupa Bambergu pod rokiem 1520 widnieje wypłata dla „doktora Fausta, filozofa” za sporządzenie horoskopu. W 1528 roku władze Ingolstadt nakazały opuścić miasto „doktorowi Jörgowi Faustusowi z Heidelbergu”, a w 1532 roku rada Norymbergi odmówiła glejtu „wielkiemu sodomicie i nekromancie doktorowi Faustowi”.
Z tych strzępów wyłania się postać zupełnie zwyczajna jak na swój czas: wędrowny astrolog, wróżbita i lekarz bez stałego miejsca, przyjmowany przez możnych, gdy potrzebowali prognozy, i przepędzany przez rady miejskie, gdy stawał się kłopotem. Nie wiadomo nawet z pewnością, czy miał na imię Georg, czy Johann; badacze od dawna spierają się, czy w źródłach chodzi o jedną osobę. Około 1540 roku wzmianki ustają. Późniejsza tradycja, wsparta Kroniką Zimmernów spisywaną w latach sześćdziesiątych XVI wieku, każe mu zginąć gwałtownie w Staufen w Bryzgowii, co już wtedy tłumaczono interwencją diabła. To przejście od plotki o śmierci do pewności co do jej sprawcy jest pierwszym krokiem legendy.
Opowieści przy stole reformatorów
Drugim krokiem były rozmowy w kręgu wittenberskim. Johannes Manlius, uczeń Filipa Melanchtona, opublikował w 1563 roku zbiór Locorum communium collectanea, w którym zapisał zasłyszane od mistrza historie: Faust miał pochodzić z Knittlingen, studiować magię w Krakowie, popisywać się w Wenecji próbą lotu i skończyć ze skręconym karkiem w jakiejś wiejskiej gospodzie. Wzmianka o Krakowie zasługuje na uwagę, bo pokazuje, jak w niemieckiej wyobraźni tamtejsza uczelnia, słynąca z astronomii i astrologii, zaczęła uchodzić za szkołę czarnej sztuki; ta sama aura otacza zresztą polską legendę o Twardowskim, której jednak nie należy z Faustem utożsamiać.
W tych anegdotach Faust przestaje być żywym człowiekiem, a staje się przykładem kaznodziejskim. Luterańska pobożność drugiej połowy XVI wieku żyła literaturą o diabłach – tak zwane Teufelbücher, popularne broszury o diable od pijaństwa, od przekleństw czy od mody, liczyły się w dziesiątkach wydań. Diabeł był w nich nie tyle mrocznym majestatem, ile pedagogiem a rebours, którego obecność ujawnia grzech zwykłego życia. Faust nadawał się do tej literatury idealnie, bo łączył grzechy, które reformacja piętnowała ze szczególną gorliwością: pychę rozumu, nekromancję kojarzoną z papiestwem i zgodę na zmysłowość.
Księga drukarza Spießa
Johann Spieß, frankfurcki drukarz specjalizujący się w literaturze budującej, wydał w 1587 roku książkę zatytułowaną z typową dla epoki rozwlekłością: historia doktora Johanna Fausta, sławnego czarownika i nekromanty, jak zapisał się diabłu na pewien czas, co w tym czasie widział, sam uczynił i co mu się przydarzyło, aż w końcu otrzymał zasłużoną zapłatę. Autor pozostał anonimowy. W przedmowie Spieß twierdzi, że rękopis przysłał mu dobry przyjaciel ze Spiry; czy to prawda, czy literacka konwencja, nie da się dziś rozstrzygnąć. Wiadomo natomiast, że w Wolfenbüttel zachował się rękopis zbliżonej wersji, co wskazuje, że tekst krążył przed drukiem i że Spieß nie był jego jedynym redaktorem.
Kompozycja księgi jest przemyślana. Część pierwsza opowiada o pochodzeniu bohatera, studiach teologicznych w Wittenberdze, porzuceniu Pisma dla „spekulowania żywiołów” i o zaklęciu ducha w lesie pod miastem. Faust zawiera z duchem Mefostofilesem umowę i podpisuje ją krwią: na jego dłoni pojawiają się wtedy litery O homo fuge, „człowieku, uciekaj”, cytat ze średniowiecznej tradycji pobożnej. Druga część to dysputy – o piekle, o niebiosach, o porządku sfer – oraz podróże, w tym lot nad Europą i wizyta w Rzymie, gdzie niewidzialny Faust kpi z papieża i wyjada mu potrawy ze stołu. Trzecia część zbiera popisy: przed cesarzem Karolem V wywołuje Aleksandra Wielkiego, studentom ukazuje Helenę Trojańską, którą potem bierze za kochankę i ma z nią syna Justusa Faustusa. Ostatnie rozdziały, najbardziej przejmujące, to skargi bohatera, który zbyt późno pojmuje, co sprzedał, mowa pożegnalna do studentów i śmierć w nocy w gospodzie we wsi Rimlich pod Wittenbergą: rano przyjaciele znajdują pokój zbryzgany krwią i ciało rzucone na gnój.
Ciekawość jako grzech pierwszy
Najważniejsze w Historii nie są cuda, lecz motywacja. Faust nie zawiera paktu dla złota ani dla kobiet, choć jedno i drugie otrzymuje. Chce „zgłębiać wszystkie podstawy nieba i ziemi”, poznać to, czego nie mówią księgi. Teologiczna nazwa tej skłonności brzmiała curiositas i od Augustyna uchodziła za pożądliwość oczu, rozproszenie duszy w rzeczach, które jej nie zbawią. Anonimowy autor dodaje do tego rys wyraźnie luterański: Faust zostaje potępiony nie dlatego, że Bóg nie mógłby mu przebaczyć, lecz dlatego, że on sam nie wierzy w możliwość przebaczenia. Jego rozpacz jest grzechem przeciw łasce, a nie skutkiem nieodwracalnego kontraktu. W tej różnicy kryje się cała przepaść między Faustem a średniowiecznym Teofilem z Adany, którego Maria wyrywała z rąk diabła; protestancka księga nie zna orędowniczki i zostawia człowieka sam na sam z wiarą, której mu brakuje.
Uderza także, jak mało w Historii wiedzy magicznej. Nie ma w niej kręgów z imionami, kadzideł ani formuł, które czytelnik mógłby powtórzyć. Zaklęcie w lesie opisano jednym akapitem, resztę wykonuje posłuszny duch. Księga nie jest grymuarem, lecz jego odwrotnością: ma odstraszać od praktyki, której szczegółów celowo nie podaje. Paradoksalnie właśnie ta luka uruchomiła późniejszy rynek. Od XVII wieku krążyły rękopisy i druki przypisywane samemu Faustowi, jak Höllenzwang, „przymus piekielny”, rzekomo zawierające formuły, którymi doktor zmuszał duchy do służby. Legendarny autor otrzymał w ten sposób dzieła, których historyczny nie mógł napisać, a moralizatorska przestroga wytworzyła własną magiczną apokryfikę.
Osobnego komentarza wymaga Helena. W klasycznej tradycji była najpiękniejszą z kobiet i przyczyną wojny; w Historii jest duchem przybierającym jej postać, a związek z nią to ostatnie i najcięższe przekroczenie bohatera, obcowanie z demonem pod maską antyku. Humanistyczny kult starożytności zostaje tu odczytany jako pokusa: kto pragnie wskrzeszać Greków, ten w istocie sprowadza diabła. Ta scena, przejęta potem przez Marlowe’a i Goethego, w pierwotnej wersji służyła przede wszystkim przestrodze.
Druk jako mechanizm legendy
Sukces księgi był natychmiastowy. Jeszcze w 1587 roku ukazały się przedruki i przeróbki, w następnych latach dodawano nowe epizody, powstała wersja rymowana, a przekłady pojawiły się po duńsku, holendersku i francusku. Angielskie tłumaczenie, sygnowane inicjałami P. F., znane jest z wydania z 1592 roku, choć mogło istnieć wcześniejsze; z niego korzystał Christopher Marlowe, pisząc Tragiczną historię doktora Fausta. Data dramatu pozostaje sporna – część badaczy umieszcza go w latach 1588–1589, część dopiero w 1592 roku – ale zależność od angielskiej wersji niemieckiej księgi jest pewna. Marlowe przejął jej szkielet, lecz przesunął akcent: jego Faust jest uczonym renesansu, który przemawia wspaniałym wierszem, i dlatego jego upadek wywołuje współczucie, którego frankfurcki anonim raczej nie przewidywał.
W Niemczech legendę rozbudowywano w duchu jeszcze bardziej pouczającym. Georg Rudolf Widmann wydał w Hamburgu w 1599 roku obszerną wersję, opatrzoną długimi komentarzami teologicznymi; Johann Nikolaus Pfitzer przerobił ją w 1674 roku. W 1725 roku pojawił się krótki tani druk autorstwa anonima podpisanego jako „chrześcijańsko myślący”, który rozchodził się na jarmarkach; obok wędrownych przedstawień lalkowych był to Faust, jakiego w dzieciństwie poznał Goethe. Jego wielka przeróbka, z Faustem ostatecznie zbawionym, należy już do innej historii, w której pakt przestaje być umową, a staje się zakładem o naturę ludzkiego dążenia.
Historia frankfurckiej księgi pokazuje mechanizm charakterystyczny dla epoki druku. Plotka o wędrownym nekromancie, która za życia Fausta nie wykraczała poza listy i akta kilku miast, w ciągu jednego pokolenia zamieniła się w spójną narrację, ilustrowaną, przedrukowywaną i tłumaczoną. Druk nie tylko utrwalił legendę, ale nadał jej formę zamkniętą: początek, środek i koniec, karę i morał. To ta forma, a nie tożsamość historycznego Georga czy Johanna, sprawiła, że Faust stał się postacią, do której Europa powracała przez cztery stulecia. Kiedy pytamy o „prawdziwego Fausta”, pytamy więc w gruncie rzeczy o dwie różne rzeczy: o człowieka, o którym niewiele wiadomo, i o księgę, która wie o nim wszystko, bo sama go stworzyła.
Magia widziana oczami jej przeciwników
Dla historii magii Historia z 1587 roku jest źródłem szczególnego rodzaju. Nie dokumentuje praktyki, lecz jej obraz w umyśle wykształconego protestanta, który wiedział o magii głównie z kazań, demonologii i plotek. W tym obrazie magia uczona i magia diabelska stapiają się w jedno: student teologii, który zajmuje się astrologią i medycyną, zostaje bez reszty utożsamiony z nekromantą, a każda wiedza wykraczająca poza Pismo okazuje się prowadzić do paktu. Ta sama epoka wydawała przecież De praestigiis daemonum Johanna Weyera i pierwsze wielkie traktaty przeciw czarownicom; spór o to, gdzie kończy się filozofia natury, a zaczyna diabelstwo, toczył się w tych samych drukarniach.
Właśnie dlatego Faust z księgi Spießa nie jest po prostu bohaterem ludowej baśni. Jest figurą lęku przed nowym typem człowieka – uczonym bez urzędu i bez Kościoła, który podróżuje, wróży, leczy i sprzedaje swoją wiedzę możnym. Anonimowy autor nie potrafił wyobrazić sobie, że taka wiedza mogłaby nie mieć demonicznego źródła. Późniejsze wieki odwróciły jego ocenę i zrobiły z Fausta patrona badaczy, ale zachowały jego pytanie: czy istnieje granica, której poznanie przekroczyć nie powinno, i kto miałby ją wyznaczać.
