Obrzęd dziadów i romantyczna inscenizacja przywołania zmarłych
W drugiej części Dziadów Adam Mickiewicz przekształcił ludowe święto zadusznej wieczerzy w dramat przywołania, w którym Guślarz prowadzi gromadę przez kolejne zaklęcia, przesłuchanie dusz i odprawę, tworząc wiejski, chrześcijańsko-pogański odpowiednik uczonej nekromancji.

Przedmowa jako notatka etnografa
Tom Poezji wydany w Wilnie w 1823 roku zawierał dwie części utworu, który miał stać się jednym z fundamentów polskiego romantyzmu: drugą i czwartą część Dziadów. Mickiewicz poprzedził je krótką przedmową, która do dziś jest punktem wyjścia dla każdej interpretacji. Wyjaśnia w niej, że Dziady to nazwa uroczystości obchodzonej jeszcze przez lud w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandii, na pamiątkę zmarłych przodków, i że jej początki sięgają czasów pogańskich. Dodaje, że uroczystość ta nazywała się niekiedy ucztą kozła, a przewodził jej Koźlarz, Huslar lub Guślarz, „razem kapłan i poeta”.
Przedmowa ma ton rzeczowy, niemal naukowy. Poeta opisuje, że obrzęd odbywa się w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza, że zastawia się wieczerzę z potraw, trunków i owoców, i że wywołuje się dusze zmarłych. Zaznacza też, że duchowieństwo starało się ten zwyczaj wykorzenić z powodu zabobonów i nadużyć, z którymi był związany, a lud przenosił go w miejsca coraz bardziej odosobnione i obchodził w tajemnicy. Ten szczegół jest ważny: Mickiewicz przedstawia obrzęd jako coś zagrożonego, ukrytego, wypieranego przez oficjalną religię, a więc jako relikt, który trzeba utrwalić, zanim zniknie.
W tej postawie spotykają się dwa nurty epoki. Pierwszy to zainteresowanie kulturą ludową, rozbudzone w Europie przez Herdera i przez zbieraczy pieśni, którzy w obyczajach chłopskich widzieli zapis dawnej duszy narodu. Drugi to romantyczna fascynacja światem nadprzyrodzonym, którą Mickiewicz wyraził już w Balladach i romansach z 1822 roku, zestawiając wiarę prostego ludu z suchym rozumem uczonego. Przedmowa Dziadów łączy oba nurty: jest notatką etnograficzną, która zarazem otwiera drzwi do dramatu duchów.
Ludowe dziady i ich źródła
Obrzęd, o którym pisze Mickiewicz, ma realne oparcie w kulturze ludowej ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, zwłaszcza na obszarze dzisiejszej Białorusi i Litwy. Wspólne wieczerze zaduszne, na które zapraszano zmarłych przodków, stawiając dla nich jedzenie i napoje, były obchodzone kilka razy w roku, szczególnie jesienią i wiosną. Tradycja ta przetrwała w wielu wsiach aż do XX wieku, a jej opisy można znaleźć w pracach etnografów działających w XIX i XX stuleciu. Charakterystyczne były w niej milczenie przy stole, odkładanie części potraw dla dusz, otwieranie drzwi lub okien, aby mogły wejść, i formuły zapraszające zmarłych po imieniu.
W ludowym obrzędzie nie było jednak, przynajmniej w większości zachowanych opisów, wyspecjalizowanego kapłana, który przesłuchiwałby duchy i rozdzielał im pokarm według zasług. Zwykle wieczerzę prowadził gospodarz domu, a cały rytuał miał charakter rodzinny i pamiątkowy, nie zaś wróżebny czy magiczny w ścisłym sensie. Postać Guślarza jest więc w dużej mierze konstrukcją poety, opartą na luźnych przekazach o dawnych wiejskich wróżbitach i na wyobrażeniach o pogańskich kapłanach Litwy, które krążyły w ówczesnej literaturze historycznej. Sam poeta zapewniał, że obrzędowe wyrażenia i zaklęcia wziął po większej części z pieśni gminnych, lecz układ całości i rola przewodnika są jego kompozycją.
Można więc powiedzieć, że Dziady nie są wiernym zapisem jednego obrzędu, lecz jego idealną rekonstrukcją. Poeta wziął z kultury ludowej ideę wspólnej wieczerzy ze zmarłymi i przekonanie, że dusze potrzebują pomocy żywych, a dodał do tego postać przewodnika, który kieruje całym zgromadzeniem i wypowiada formuły wywołania. Ten dodatek nadaje obrzędowi strukturę, której w terenie zapewne nie miał, i zbliża go do wzorów znanych z uczonej tradycji magicznej.
Guślarz jako wiejski nekromanta
Słowo „nekromancja” pochodzi z greki i oznacza wróżenie przez zmarłych. W tradycji europejskiej, od antycznych opisów zstąpienia Odyseusza do Hadesu po średniowieczne podręczniki magii, łączyło się ono z obrazem maga, który przy pomocy formuł, kręgów i ofiar sprowadza duchy, przesłuchuje je i odsyła. Zastanawiające jest, jak wiele elementów tego schematu odnajdujemy w Dziadach drugiej części, choć Mickiewicz nigdzie nie używa tego słowa i choć jego bohaterami są chłopi, a nie uczeni.
Guślarz otwiera obrzęd poleceniem zamknięcia drzwi i zasłonięcia okien, tak aby nie przedostał się żaden blask księżyca. Kaplica staje się przestrzenią oddzieloną od świata, ciemną i odciętą, co odpowiada kręgowi maga ceremonialnego. Następnie Guślarz przywołuje kolejne grupy dusz, za każdym razem stosując inny środek, począwszy od garści zapalonej kądzieli. Każde wezwanie kończy się formułą, w której pojawia się chrześcijańska trójca imion, a duszę zaklina się „w imię Ojca, Syna, Ducha”. Dalej następuje przesłuchanie: Guślarz pyta, kto przyszedł, czego potrzebuje, jaką ma winę. Wreszcie, po udzieleniu pomocy lub jej odmowie, odprawia duchy formułą „A kysz, a kysz!”.
Ważną rolę odgrywa przy tym chór wieśniaków, który powtarza refren „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, / Co to będzie, co to będzie?”. Ten dwuwiersz, jeden z najbardziej znanych w polskiej poezji, działa jak litania: rytmizuje obrzęd, wyraża lęk zgromadzonych i zarazem włącza ich w działanie przewodnika. Guślarz nie występuje sam, jak mag w zamkniętej pracowni, lecz w otoczeniu gromady, która odpowiada mu głosem. Wywołanie jest więc aktem zbiorowym, w którym każdy uczestnik ma swoją część, choć tylko jeden zna formuły.
Ten porządek jest uderzająco bliski schematowi ewokacji: wydzielenie przestrzeni, wezwanie, środek pośredni, który umożliwia ukazanie się ducha, rozmowa i odprawa. Różnica polega na celu. Uczony nekromanta wywołuje duchy, aby dowiedzieć się czegoś dla siebie, poznać przyszłość lub ukrytą wiedzę. Guślarz wywołuje je, aby im pomóc, a jednocześnie wyciągnąć z ich losu naukę dla żywych. W Dziadach nekromancja zostaje więc zmoralizowana i uspołeczniona: przestaje być zakazaną praktyką jednostki i staje się obrzędem wspólnoty, która przez kontakt ze zmarłymi utwierdza swoje wartości.
Trzy rodzaje dusz i trzy pouczenia
Struktura części drugiej opiera się na trzykrotnym powtórzeniu tego samego schematu, za każdym razem z inną kategorią dusz. Najpierw przychodzą duchy lekkie, dwoje dzieci, Józio i Rózia, które za życia nie zaznały żadnej goryczy i dlatego nie mogą wejść do nieba. Proszą o dwa ziarnka gorczycy, symbol odrobiny goryczy, którą muszą otrzymać, aby dopełnić swoje doświadczenie. Pouczenie brzmi: kto nie doznał goryczy ni razu, ten nie dozna słodyczy w niebie.
Potem przychodzi duch ciężki, Zły Pan, okrutny właściciel wsi, który za życia odmawiał pomocy głodnym i maltretował swoich poddanych. Teraz sam cierpi głód, a nocne ptaki, w które przemienili się jego dawni poddani, wyrywają mu z ust każdy kęs. Guślarz nie może mu pomóc, bo kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże. Ten fragment ma wyraźny wydźwięk społeczny i był czytany jako krytyka pańszczyzny i okrucieństwa ziemiaństwa wobec chłopów, co dla tomu wydanego w zaborze rosyjskim było gestem niebagatelnym.
Wreszcie pojawia się duch pośredni, pasterka Zosia, która za życia odrzucała wszystkich zalotników i nie dotknęła ziemi, żyjąc lekkomyślnie i beztrosko. Teraz unosi się w powietrzu, nie mogąc zstąpić ani wznieść się. Prosi, aby młodzieńcy przyciągnęli ją do ziemi, ale nikt nie może jej dosięgnąć. Pouczenie: kto nie dotknął ziemi ni razu, ten nigdy nie może być w niebie. Każda z trzech nauk wyraża zasadę, że pełnia ludzkiego życia wymaga doświadczenia cierpienia, współczucia i więzi z innymi.
Postać bez imienia i granica obrzędu
Na końcu dzieje się coś, czego nie przewiduje porządek obrzędu. Pojawia się widmo, które nie odpowiada na pytania Guślarza, nie przyjmuje ofiar i nie daje się odprawić. Milcząco wpatruje się w jedną z kobiet obecnych w kaplicy i podąża za nią, gdy zgromadzenie się rozchodzi. Ten epizod łączy część drugą z resztą cyklu, a zwłaszcza z czwartą częścią i z wierszem Upiór, opisującym samobójcę, który co roku wychodzi z grobu w dzień zaduszny. Tajemnicza postać przekracza ramy obrzędu: jest duszą, nad którą Guślarz nie ma władzy.
Ten koniec ma znaczenie dla interpretacji całości. Obrzęd, który przez większość tekstu działa jak dobrze naoliwiony mechanizm, napotyka granicę, za którą jego formuły tracą moc. Duch, który nie chce odejść, przypomina, że świat zmarłych nie daje się w pełni oswoić przez ludowy rytuał, a romantyczne cierpienie jednostki, rozwinięte w czwartej części jako dramat nieszczęśliwej miłości, wymyka się kategoriom wiejskiej moralności. W ten sposób Mickiewicz zaznacza przejście od obrzędu zbiorowego do dramatu osobistego, od nekromancji wspólnoty do samotnego zmagania się z przeszłością.
Mottem do części drugiej poeta uczynił słowa Hamleta o rzeczach na niebie i na ziemi, o których nie śniło się filozofom. Ten wybór dobrze oddaje sens całego przedsięwzięcia. Mickiewicz nie twierdzi, że dusze rzeczywiście przychodzą na wieczerzę, ani nie przedstawia Guślarza jako czarownika, którego praktyki należy naśladować. Pokazuje raczej, że w ludowej wyobraźni przetrwał sposób myślenia o śmierci, winie i zadośćuczynieniu, którego oświecona filozofia nie potrafi ani zastąpić, ani wyjaśnić. W tym sensie Dziady są zarazem dziełem etnograficznym i metafizycznym: utrwalają znikający obrzęd i dają mu nową formę, w której wiejska nekromancja staje się dramatem moralnym.
Dla dalszych dziejów polskiej kultury ten tekst okazał się trwalszy niż sam obrzęd, który miał opisać. W szkolnej lekturze, w teatrze i w wyobraźni zbiorowej zaduszna wieczerza w kaplicy, z Guślarzem wypowiadającym zaklęcia w ciemności, stała się podstawowym obrazem kontaktu żywych ze zmarłymi. Rzeczywiste ludowe dziady, skromniejsze i bardziej rodzinne, w dużej mierze zniknęły, a ich literacka rekonstrukcja zastąpiła je w pamięci. To kolejny przykład zjawiska, które dobrze zna historia folkloru: romantyczny poeta, chcąc ocalić obyczaj, stworzył jego wersję doskonalszą i bardziej spójną niż oryginał, i tę właśnie wersję zapamiętały następne pokolenia.
