Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Czarownica z Endor i biblijny zakaz wywoływania zmarłych

Krótka scena z 28. rozdziału Pierwszej Księgi Samuela, w której kobieta z Endor wywołuje dla Saula zmarłego proroka, przez półtora tysiąclecia służyła teologom za probierz pytania, czy nekromancja potrafi sięgnąć po duszę sprawiedliwego, czy jedynie wydaje człowieka na pastwę demonicznego złudzenia.

„Saul i czarownica z Endor” – obraz Jacoba Cornelisza van Oostsanena z 1526 roku, czarownica w magicznym kręgu – domena publiczna
„Saul i czarownica z Endor” – obraz Jacoba Cornelisza van Oostsanena z 1526 roku, czarownica w magicznym kręgu – domena publiczna · Wikimedia Commons

Opowieść, która nie chciała się zamknąć

Biblijna narracja jest zwięzła i niemal bezlitosna. Saul, który wcześniej usunął z kraju wywołujących duchy i wróżbitów, staje przed wojskiem filistyńskim pod Gilboa i nie otrzymuje od Boga żadnej odpowiedzi – ani przez sny, ani przez urim, ani przez proroków. Przebrany, nocą udaje się więc do Endor, do kobiety, o której słudzy mówią, że ma władzę nad duchem zmarłych. Prosi ją o wyprowadzenie Samuela. Kobieta, rozpoznawszy króla, krzyczy; mówi, że widzi istotę boską wychodzącą z ziemi, a na pytanie o jej wygląd odpowiada, że to starzec okryty płaszczem. Saul pada na twarz, a przemawiający głos zapowiada mu klęskę i śmierć „jutro”, razem z synami. Wszystko to się spełnia w następnym rozdziale.

Tekst nie mówi jednak wprost, kto przemówił. Narrator nazywa mówiącego Samuelem, lecz cała scena jest pokazana oczami kobiety, a Saul niczego nie widzi, tylko słyszy i wierzy opisowi. Ta asymetria stała się źródłem sporu. Jeśli przemówił Samuel, to zakazana praktyka okazała się skuteczna, a dusza proroka podlegała, przynajmniej na chwilę, rozkazom kobiety uprawiającej to, co Prawo w Księdze Kapłańskiej i Powtórzonego Prawa karze śmiercią. Jeśli przemówił demon, trzeba wyjaśnić, skąd zna przyszłość i dlaczego narrator nie ostrzega czytelnika przed oszustwem. Jeśli zaś nikt nie przemówił, a wszystko było zręczną mistyfikacją, pozostaje pytanie, jak oszustka mogła trafnie przepowiedzieć bieg bitwy.

Inne miejsca Biblii nie rozstrzygały kwestii, lecz ją zaostrzały. Pierwsza Księga Kronik podaje, że Saul zginął między innymi dlatego, że radził się ducha zmarłych, a nie Pana. Mądrość Syracha w pochwale ojców mówi natomiast o Samuelu, że i po śmierci prorokował, oznajmiając królowi jego koniec. Dla wielu późniejszych czytelników to zdanie było rozstrzygające na korzyść prawdziwego objawienia; dla innych – zwłaszcza tam, gdzie Syracha nie uznawano za księgę kanoniczną – nie miało takiej wagi.

Słowa hebrajskie i greckie

Spór zaczyna się już na poziomie języka. Hebrajski tekst nazywa kobietę ba‘alat ’ôb, „panią ’ôb”. Samo słowo ’ôb pojawia się w Biblii hebrajskiej wielokrotnie, zwykle obok yidde‘ônî, terminu pochodzącego od rdzenia „wiedzieć”, i oznacza zarazem ducha zmarłego, praktykę jego wywoływania oraz osobę, która ją uprawia. Jego etymologia pozostaje niepewna; łączono je z jamą ofiarną, z bukłakiem, z określeniem „ojca” jako przodka. W każdym razie tekst opisuje istotę „wychodzącą z ziemi”, co zgadza się z obrazem szeolu jako krainy pod powierzchnią świata, a kobieta nazywa ją ’elohîm, słowem, które może znaczyć Boga, bogów albo po prostu nadludzką postać.

Septuaginta przełożyła ba‘alat ’ôb jako gynē engastrimythos, „kobieta mówiąca z brzucha”. Grecki termin odnosił się w świecie hellenistycznym do wróżbitów, przez których – jak sądzono – mówił duch zamieszkały w ich wnętrzu; z czasem nadano mu znaczenie zbliżone do brzuchomówstwa. Wybór tłumaczy miał daleko idące skutki. Kto czytał Biblię po grecku, otrzymywał już interpretację: kobieta jest medium, przez które przemawia jakaś obca siła, a nie kapłanką otwierającą bramę podziemia. Wulgata Hieronima mówi z kolei o kobiecie „mającej pytona”, mulier habens pythonem, przywołując delficką Pytię i jej ducha wieszczego. Łacińskie średniowiecze myślało więc o Endor w kategoriach wieszczbiarstwa pogańskiego, nie zaś starożytnego kultu zmarłych.

Orygenes i Eustacjusz

Najważniejszym starożytnym starciem w tej sprawie była wymiana pism między Orygenesem a Eustacjuszem z Antiochii. Orygenes w homilii poświęconej temu rozdziałowi, zachowanej w języku greckim, przyjmuje dosłowne brzmienie tekstu z całą powagą. Skoro Pismo mówi, że kobieta ujrzała Samuela i że Samuel przemówił, interpretator nie ma prawa wprowadzać demona, o którym narrator milczy. Proroctwo spełniło się co do joty, a żaden demon nie mógłby wiedzieć, że Saul i jego synowie będą jutro z Samuelem. Orygenes wyciąga z tego wniosek teologiczny: dusze sprawiedliwych przed przyjściem Chrystusa przebywały w otchłani, a Samuel zstąpił tam podobnie, jak Chrystus zstąpił potem do zmarłych, aby nieść im zbawienie. Obecność proroka w szeolu nie była więc hańbą, lecz posługą.

Eustacjusz, biskup Antiochii i jeden z uczestników soboru nicejskiego, odpowiedział traktatem De engastrimytho contra Origenem, który jest jedynym w całości zachowanym jego dziełem. Zarzuca Orygenesowi, że alegorysta wszędzie indziej odchodzący od litery tekstu tutaj nagle staje się literalistą, i to akurat tam, gdzie litera prowadzi do wniosków niegodnych. Według Eustacjusza żaden człowiek, a tym bardziej demon, nie może wywołać duszy proroka; władza nad duszami należy wyłącznie do Boga. Narrator mówi „Samuel”, bo relacjonuje to, co widziała i mówiła kobieta, a nie potwierdza prawdziwości jej widzenia. Przepowiednia zaś była łatwym do złożenia domysłem, opartym na sytuacji militarnej i na wcześniejszym odrzuceniu Saula, które demon mógł znać. Eustacjusz wprowadza w ten sposób kategorię narracji zogniskowanej, choć oczywiście nie posługuje się takim pojęciem.

Na tym sporze nie kończy się patrystyczna dyskusja. Justyn Męczennik w Dialogu z Tryfonem przywoływał scenę jako dowód, że dusze trwają po śmierci, i zdawał się sądzić, że także dusze sprawiedliwych mogły podlegać takim mocom przed Chrystusem. Tertulian w De anima uznał zjawę za ducha nieczystego, który przybrał postać proroka. Grzegorz z Nyssy, odpowiadając w liście na pytanie biskupa Teodozjusza, również widział w niej demona. Augustyn wracał do tej sprawy kilkakrotnie i nie chciał jej przesądzać: dopuszczał, że Bóg mógł z własnej woli pozwolić Samuelowi ukazać się, nie poddając go władzy czarownicy, ale zostawiał też miejsce dla wyjaśnienia demonicznego. Ta ostrożność stała się później podstawą stanowiska wielu scholastyków.

Od scholastyki do sporu o czarownice

W średniowieczu dominowały dwie odpowiedzi, które często współistniały w jednym autorze. Pierwsza widziała w scenie dopust Boży: Samuel ukazał się rzeczywiście, ale nie wskutek zaklęć, lecz dlatego, że Bóg chciał w ten sposób ogłosić Saulowi wyrok. Kobieta krzyknęła właśnie dlatego, że zobaczyła coś, czego się nie spodziewała i czego jej sztuka nie mogła sprowadzić. Tomasz z Akwinu w Summa theologiae przytacza tę możliwość, wskazując na autorytet Syracha, choć nie wyklucza interpretacji demonicznej. Druga odpowiedź pozostawała przy linii Tertuliana i Eustacjusza: zjawa była złudzeniem diabelskim, które miało doprowadzić Saula do rozpaczy.

Obie odpowiedzi łączyło jedno założenie, którego nie kwestionowano: sztuka kobiety sama z siebie nie ma władzy nad duszą zbawioną. Różnica dotyczyła tylko tego, czy Bóg w tym jednym przypadku wkroczył ponad jej głową, czy też pozostawił pole działania złym duchom. Komentatorzy zwracali uwagę na szczegóły narracji, które miały przemawiać za jedną albo drugą stroną: na okrzyk kobiety, na pokłon Saula, na to, że zjawa nie wzywa króla do pokuty, lecz jedynie ogłasza mu zgubę. Z tych drobiazgów budowano całe argumenty, a glosy i postylle przekazywały je z pokolenia na pokolenie, tak że w późnym średniowieczu każdy wykształcony duchowny znał oba warianty interpretacji i ich autorytety.

Reformacja przechyliła szalę zdecydowanie ku drugiemu stanowisku. Teologia protestancka odrzucała czyściec i wszelkie wyobrażenia o duszach powracających między żywych, więc zjawa z Endor nie mogła być dla niej duszą proroka. Luter i Kalwin widzieli w niej szatana udającego Samuela. W tym samym okresie scena nabrała nowego, praktycznego znaczenia: stała się jednym z kluczowych argumentów w traktatach o czarostwie. Kto chciał dowieść, że czarownice istnieją i działają mocą diabła, wskazywał na Endor; kto podważał zasadność procesów, musiał się z tym tekstem zmierzyć.

Najbardziej radykalną odpowiedź przyniósł Reginald Scot w The Discoverie of Witchcraft z 1584 roku. Scot odrzucił zarówno obecność Samuela, jak i obecność demona. Jego zdaniem kobieta była zwykłą oszustką, a greckie engastrimythos trzeba rozumieć dosłownie: mówiła zmienionym głosem, z brzucha, w ciemnym pomieszczeniu, podczas gdy przerażony Saul leżał twarzą do ziemi. Przepowiednię mogła ułożyć z tego, co wiedział każdy mieszkaniec kraju zagrożonego wojną. Scot wykorzystał tę lekturę jako broń przeciw demonologom: jeżeli najsłynniejsza czarownica Pisma była iluzjonistką, to i współczesne oskarżenia opierają się na łatwowierności. Król Jakub VI Szkocki odpowiedział w Daemonologie z 1597 roku, broniąc realności diabelskiego zwodzenia; w następnym stuleciu Joseph Glanvill, autor wydanego pośmiertnie Saducismus Triumphatus, wciąż spierał się z dziedzictwem Scota. Tekst, który w starożytności dotyczył natury duszy, w epoce nowożytnej stał się miarą wiarygodności zeznań w sądach.

Obraz starca w płaszczu

Ikonografia reagowała na te spory po swojemu, wybierając, co pokazać. Średniowieczne iluminacje w Bibliach i psałterzach przedstawiały zwykle Samuela wyłaniającego się z ziemi lub z otworu, czasem z demonem w pobliżu, co pozwalało zachować obie interpretacje w jednym kadrze. Malarstwo niderlandzkie XVI wieku przeniosło scenę w świat sabatu: obraz Jacoba Cornelisza van Oostsanena z 1526 roku, przechowywany w Rijksmuseum, otacza wywołanie rojem postaci czarownic, jak gdyby historia Saula była jednym z epizodów wielkiego teatru czarostwa.

Salvator Rosa w obrazie znajdującym się dziś w Luwrze ukazał scenę jako nocne widowisko grozy: duch w całunie, rozedrgane szkielety i zwierzęta, kobieta przy ogniu, król na kolanach. W XVIII i na początku XIX wieku Benjamin West i William Blake wrócili do motywu z innymi akcentami; u Blake’a widmo proroka nabiera wizyjnej, niemal liturgicznej powagi. Malarze rzadko rozstrzygali teologiczny spór, ale wybór między dostojnym starcem a groteskową zjawą był zawsze wyborem interpretacyjnym.

Historia lektur tego jednego rozdziału pokazuje, że biblijny zakaz wywoływania zmarłych nigdy nie był tylko zakazem praktyki. Dla czytelników Pisma stał się pytaniem o granice władzy człowieka nad zaświatem, o to, komu wolno wierzyć, gdy przemawia głos spoza grobu, i o to, czy opowieść może mówić prawdę, przytaczając słowa kogoś, kto widział coś, czego inni nie widzieli. Każda epoka odpowiadała na nie zgodnie z własną nauką o duszy, a scena w Endor zachowała swoją dwuznaczność do dziś.