Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Księga Oberona i elżbietański grymuar praktyka

Rękopis Folger V.b.26, wydany w 2015 roku przez Daniela Harmsa, Jamesa R. Clarka i Josepha H. Petersona jako The Book of Oberon, jest roboczym notesem angielskich praktyków z czasów elżbietańskich, w którym poszukiwanie skarbów, wzywanie króla wróżek i katolickie modlitwy splatają się w codziennej praktyce magii.

Tonący król, „Splendor Solis”, 1582, British Library
Tonący król, „Splendor Solis”, 1582, British Library

Rękopis, który się używało

W zbiorach Folger Shakespeare Library w Waszyngtonie, znanej przede wszystkim z kolekcji wczesnych druków Szekspira, przechowywany jest rękopis o sygnaturze V.b.26. Przez długi czas znali go tylko nieliczni specjaliści od historii magii. W 2015 roku amerykańskie wydawnictwo Llewellyn opublikowało jego pełną transkrypcję z opracowaniem, przygotowaną przez trzech badaczy: Daniela Harmsa, Jamesa R. Clarka i Josepha H. Petersona. Wydawcy nadali mu tytuł The Book of Oberon, od imienia jednego z duchów, którym rękopis poświęca wyjątkową uwagę, i opatrzyli podtytułem określającym go jako źródło do elżbietańskiej magii.

Najważniejsze, co odróżnia ten tekst od większości znanych grymuarów, to jego charakter użytkowy. Nie jest to starannie zredagowana księga o jednolitym planie, przepisana przez kopistę z jednego wzorca, lecz zbiór gromadzony przez dłuższy czas. Daty pojawiające się w tekście wskazują na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XVI wieku, a rękopis został zapisany kilkoma charakterami pisma, co pozwala przypuszczać, że korzystało z niego i uzupełniało go kilka osób. Są w nim dopiski, poprawki, skreślenia, materiał przeniesiony z innych źródeł obok fragmentów, które wyglądają na notatki z własnych prób.

Taki układ czyni rękopis szczególnie cennym dla historyka. Większość grymuarów, które przetrwały, to teksty normatywne: mówią, jak należy postępować, ale nie mówią, jak postępowano naprawdę. Notes, który przechodził z rąk do rąk i był stale poszerzany, przybliża nas do rzeczywistej praktyki: do tego, co ludzie uważali za warte zapisania, co przepisywali z cudzych ksiąg, co dodawali od siebie.

Trudna sztuka wydania notesu

Przygotowanie edycji takiego rękopisu jest zadaniem odmiennym od wydawania jednolitego traktatu. Tekst zawiera skróty, błędy ortograficzne i niekonsekwencje typowe dla zapisków prywatnych, łacina przeplata się z angielszczyzną, a niektóre partie są nieczytelne albo zniszczone. Wydawcy musieli zdecydować, jak oddać różne ręce, jak traktować skreślenia i dopiski, jak odtworzyć rysunki, które w oryginale bywają niezgrabne, ale dla praktyka miały znaczenie funkcjonalne. Ich edycja zachowuje zatem nie tylko treść, ale i strukturę notesu, łącznie z jego nieładem.

Ten nieład ma wartość poznawczą. Pokazuje, jak w praktyce funkcjonował przekaz wiedzy magicznej poza drukiem: przez przepisywanie fragmentów, łączenie ich z innymi, testowanie i poprawianie. Każda ręka wnosiła własne zainteresowania, a całość przypomina raczej rozmowę kilku pokoleń praktyków niż monolog jednego autora. W tym sensie rękopis nie ma autora w nowoczesnym znaczeniu; ma użytkowników, którzy zostawili w nim ślady swoich potrzeb i nadziei.

Król wróżek w kręgu przywołań

Duch, od którego rękopis wziął swoje współczesne imię, nosi w nim miano Oberiona. Jest przedstawiony jako potężny król, władający rzeszą duchów, i towarzyszy mu prosty, ale wymowny rysunek: koronowana postać, która ma ułatwić operatorowi rozpoznanie wezwanego. Obok niego w rękopisie występują inne istoty z kręgu wróżek, a wśród nich postaci żeńskie, z których najbardziej znaną jest Sibilla, wzywana w kilku angielskich rękopisach tego okresu jako duch udzielający odpowiedzi i ukazujący się w krysztale.

Imię Oberona miało w Anglii długą historię literacką. Pochodziło z francuskiej pieśni o czynach Huon de Bordeaux, w której czarodziejski król lasu pomaga bohaterowi, a angielski przekład lorda Bernersa, wydany drukiem w latach trzydziestych XVI wieku, rozpowszechnił je w kręgach czytelników. Najsłynniejsze literackie wcielenie Oberona, w Śnie nocy letniej Szekspira, powstało jednak dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych, a więc później niż rękopis. Postać była obecna w kulturze angielskiej zarówno jako bohater romansu, jak i jako duch wzywany przez praktyków magii.

Na to drugie zastosowanie mamy wcześniejsze świadectwo. W latach dwudziestych XVI wieku William Stapleton, były mnich z opactwa w Norfolk, złożył przed Tomaszem Cromwellem wyznanie dotyczące swojego udziału w poszukiwaniach skarbów za pomocą duchów. Wymienił w nim kilka istot wzywanych przez jego wspólników, a wśród nich Oberiona, o którym mówiono, że nie chce przemówić, ponieważ jest związany przez kardynała Wolseya. Ten epizod pokazuje, że król wróżek należał do repertuaru angielskich zaklinaczy na długo przed powstaniem rękopisu Folgera i że jego wzywanie łączyło się przede wszystkim z nadzieją na znalezienie ukrytych bogactw.

Skarby, złodzieje i duchy strażnicy

Poszukiwanie skarbów zajmuje w rękopisie miejsce szczególne. Wiele operacji służy wezwaniu duchów, które mają wskazać miejsce ukrycia monet lub kosztowności, zdjąć z nich czar albo przegnać strażników. W XVI-wiecznej Anglii wierzono powszechnie, że w ziemi spoczywają skarby pozostawione przez dawnych mieszkańców, przez zakony rozwiązane w czasach reformacji albo przez ludzi, którzy zginęli w czasie wojen, i że strzegą ich duchy, czasem dusze zmarłych właścicieli, czasem istoty demoniczne. Poszukiwacz potrzebował więc nie tylko łopaty, lecz także wiedzy o tym, jak się z nimi układać.

Źródła sądowe z epoki pokazują, że takie przedsięwzięcia miały często charakter zespołowy i niemal handlowy. Ktoś dostarczał księgę i znajomość zaklęć, ktoś inny pieniądze na przygotowania, jeszcze inny wiedzę o miejscu, w którym rzekomo coś zakopano, a zysk miał zostać podzielony według umówionych udziałów. Przypadek Stapletona, którego wynajmowano właśnie jako znawcę ksiąg, dobrze ilustruje ten układ. Notes w rodzaju rękopisu Folgera był w takim zespole kapitałem: tym, co jego właściciel wnosił do spółki i co uzasadniało jego miejsce przy podziale łupu, gdyby duchy okazały się łaskawe.

Prawo traktowało tę działalność z coraz większą podejrzliwością. Ustawa z 1542 roku, wydana za Henryka VIII, uczyniła przestępstwem między innymi wzywanie duchów w celu znalezienia skarbów; uchylono ją kilka lat później, ale w 1563 roku, za Elżbiety I, uchwalono nową ustawę przeciw zaklęciom i czarom, która przewidywała za takie praktyki kary więzienia i pręgierza. Rękopis Folgera powstał więc w czasie, gdy jego zawartość była nielegalna, co tłumaczy w pewnej mierze jego anonimowość. Nie znamy nazwisk jego autorów i zapewne celowo ich nie podali.

Obok skarbów pojawiają się w rękopisie sprawy bardziej codzienne. Są tam sposoby wykrywania złodziei i odzyskiwania skradzionych rzeczy, przepisy na ochronę przed złymi duchami i nieszczęściem, środki przeciwko chorobom, zaklęcia mające zjednywać przychylność i miłość. Zestaw ten odpowiada potrzebom, z którymi do wiejskich i miejskich praktyków zwracali się ich sąsiedzi. Duchy nie są tu przedmiotem spekulacji teologicznej, lecz siłą pomocniczą w rozwiązywaniu problemów, które nie znajdowały rozwiązania gdzie indziej.

Kryształ, krąg i dziecko

Wiele operacji opisanych w rękopisie odbywa się za pomocą kryształu albo innego lśniącego przedmiotu, w którym duch ma się ukazać i przemówić. Praktyka ta, dobrze znana z innych angielskich źródeł tej epoki, wymagała zazwyczaj dwóch osób: operatora, który wypowiadał zaklęcia, i patrzącego, który widział obrazy w kamieniu. W wielu angielskich tekstach tę rolę przypisywano dziecku, uważanemu za szczególnie czyste i wrażliwe. Wizje opisane przez patrzącego operator zapisywał, interpretował i rozstrzygał, czy duch odpowiada prawdę, czy próbuje zwieść. Dlatego wiele formuł zawiera zobowiązania, którymi duch ma zostać związany: przysięgę, że ukaże się w łagodnej postaci, nie wyrządzi szkody obecnym, odpowie prawdziwie na każde pytanie i odejdzie, gdy zostanie odprawiony. Praktyk elżbietański nie ufał duchom, które wzywał; traktował je jak niebezpiecznych kontrahentów, z którymi trzeba zawrzeć umowę opartą na władzy świętych imion.

Inne operacje wymagają kręgu wyrysowanego na ziemi, z imionami Boga i aniołów, w którym operator stoi chroniony przed wezwanymi duchami. Rękopis zawiera rysunki takich kręgów, pieczęci i znaków, w tym szkice samych duchów, jakby autorzy chcieli utrwalić ich wygląd dla tych, którzy przyjdą później. Pojawiają się także wezwania czterech królów stron świata, znanych z innych tekstów magicznych tej epoki, oraz katalog duchów z opisem ich urzędów, zbliżony do spisów, które w szesnastym wieku krążyły w rękopisach i drukach. Wszystko to łączy się w spójną, choć nieuporządkowaną całość, przypominającą raczej warsztat niż bibliotekę.

Katolickie modlitwy w protestanckim królestwie

Najbardziej zaskakującym rysem rękopisu dla czytelnika, który wyobraża sobie elżbietańską Anglię jako kraj zdecydowanie protestancki, jest jego język religijny. Modlitwy i zaklęcia są w dużej mierze łacińskie i wyraźnie katolickie: przywołują Maryję i świętych, posługują się litaniami, odwołują się do sakramentów, wody święconej i formuł zaczerpniętych z liturgii. Niektóre operacje zakładają odprawienie mszy nad przedmiotami, które mają zostać poświęcone, co w czasach, gdy msza katolicka była w Anglii zakazana, oznaczało podwójne naruszenie prawa.

Wydawcy rękopisu zwracają uwagę, że nie musi to świadczyć o katolickich przekonaniach jego użytkowników. Może raczej wskazywać na przekonanie, że dawne formuły, wycofane z oficjalnego kultu, zachowały swoją moc i że to właśnie ich dawność i obcość czyniła je skutecznymi w obcowaniu z duchami. Reformacja zmieniła liturgię kościołów, ale nie zmieniła od razu wyobraźni ludzi, dla których łacińska modlitwa była językiem świętości, a zarazem językiem władzy nad niewidzialnym.

W tym sensie Księga Oberona jest świadectwem przejściowej epoki. Przechowuje ślady religii, która została odsunięta od ołtarzy, i przenosi je do sfery prywatnej praktyki, gdzie mogły przetrwać jeszcze przez pokolenia. Jest też dowodem, że magia elżbietańska nie była wyłącznie domeną wielkich uczonych, takich jak John Dee, którego rozmowy z aniołami dotyczyły kosmicznego porządku i odnowy religii, lecz także ludzi bezimiennych, którzy wzywali króla wróżek, by odnaleźć zakopaną skrzynię z monetami. Rękopis pozwala usłyszeć ich głos: niepewny, praktyczny, czasem naiwny, ale zawsze skupiony na tym, by duchy coś rzeczywiście zrobiły.