Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Grimoire papieża Honoriusza i druk zakazany

Grimoire du pape Honorius, francuski druk z fałszywym rzymskim adresem, jest grymuarem napisanym dla księży: jego prawdziwym skandalem nie była sama demonologia, lecz pomysł, że władza kapłańska nad duchami pochodzi od papieża, a msza może służyć jako narzędzie przywołania.

Frontyspis i strona tytułowa francuskiego „Grimoire du pape Honorius”, rzekomo z 1760 roku – domena publiczna
Frontyspis i strona tytułowa francuskiego „Grimoire du pape Honorius”, rzekomo z 1760 roku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Papież, który nie napisał grymuaru

Honoriusz III, papież w latach 1216–1227, zapisał się w historii Kościoła jako administrator i prawnik: zatwierdził zakon dominikanów, potwierdził regułę franciszkańską i wspierał krucjaty. Nic w jego biografii nie łączy go z magią. Mimo to jego imię stało się szyldem jednego z najbardziej osławionych grymuarów nowożytnej Francji. Książka, znana jako Grimoire du pape Honorius, otwiera się dokumentem stylizowanym na papieską konstytucję, w której Honoriusz miałby przekazać duchownym sekret władzy nad duchami.

Wybór papieża nie był zapewne przypadkowy, choć nie wiemy, kto go dokonał. W tradycji magicznej krążył już Liber Iuratus Honorii, średniowieczny tekst przypisywany zupełnie innemu Honoriuszowi, rzekomemu synowi Euklidesa z Teb. Autor francuskiego druku mógł wykorzystać rozgłos tego imienia i przenieść je na urzędującego papieża, co dawało wrażenie autorytetu najwyższego rzędu. Oba dzieła łączy jedynie imię; treść, cel i epoka są całkowicie różne. Średniowieczna Przysięgła księga ma ambicje teurgiczne i dąży do oglądu Boga, francuski druk zajmuje się przede wszystkim przywoływaniem i przymuszaniem duchów do usług. Pomylenie ich, częste w popularnych opracowaniach, zaciera różnicę między dwiema zupełnie odmiennymi kulturami magicznymi.

Pseudepigrafia była w literaturze magicznej rzeczą zwyczajną. Grymuary podpisywano imionami Salomona, Mojżesza, Alberta Wielkiego czy Agryppy, bo autorytet starożytnego mędrca miał gwarantować skuteczność. Przypadek Honoriusza jest jednak szczególny: tym razem autorytet pochodzi nie od mędrca, lecz od instytucji, a fałszywa atrybucja dotyczy następcy św. Piotra, czyli kogoś, kto w oczach katolickiego czytelnika stał na szczycie hierarchii sakramentalnej.

Fałszywy Rzym i prawdziwa Francja

Wydania Grimoire noszą na kartach tytułowych daty i adresy, które nie budzą zaufania. Jedno z najczęściej wymienianych opatrzone jest adresem rzymskim i datą 1670, inne datami z XVIII wieku. Historycy książki są zgodni, że adres rzymski jest fikcyjny i że druk powstał we Francji, najpewniej w XVIII wieku; wcześniejsza tradycja rękopiśmienna jest możliwa, lecz nie została przekonująco udokumentowana. W XIX wieku tekst wznawiano wielokrotnie, często w tanich wydaniach, które przyczyniły się do jego reputacji.

Obieg takich książek łączył się z handlem domokrążnym. Kolporterzy przemierzający francuską prowincję sprzedawali almanachy, żywoty świętych, romanse rycerskie i poradniki, a wśród nich niekiedy także książeczki magiczne, które trafiały do miasteczek i wsi daleko od Paryża. Władze próbowały ten handel kontrolować, ale skuteczność kontroli była ograniczona, a zakazany towar miał swoją cenę.

Fałszywy adres był zabiegiem rozpowszechnionym w nielegalnym handlu książką francuską. Druki zakazane albo ryzykowne opatrywano adresami zagranicznymi – Amsterdamu, Londynu, Genewy albo właśnie Rzymu – by utrudnić identyfikację drukarza. W przypadku grymuaru Rzym pełnił podwójną rolę: maskował prawdziwe pochodzenie i zarazem wzmacniał fikcję papieskiego autorstwa. Czytelnik miał uwierzyć, że trzyma w rękach dokument wydobyty z archiwów Stolicy Apostolskiej.

Tu leży sens określenia „druk zakazany”. Kościół nie musiał umieszczać tego tytułu w indeksie ksiąg zakazanych z osobna, ponieważ już reguły indeksu trydenckiego z 1564 roku zakazywały w ogóle ksiąg nekromancji, wróżbiarstwa i czarów. Zakazaność była więc stanem prawnym całego gatunku, a zarazem elementem jego marketingu. Książka, która ogłaszała się zakazaną, obiecywała czytelnikowi dostęp do wiedzy, jakiej władze nie chciały mu dać. Ta obietnica sprzedawała się lepiej niż jakakolwiek treść.

Rytuał dla duchownego

Najważniejsza cecha Grimoire polega na tym, że operatorem rytuałów ma być kapłan. Wstępna „konstytucja” wywodzi władzę nad duchami z władzy kluczy danej Piotrowi i przez niego jego następcom; papież rzekomo przekazuje tę władzę duchownym, aby mogli rozkazywać duchom i zmuszać je do posłuszeństwa. Kto nie jest księdzem, nie może w zasadzie wykonać operacji w pełni.

Różnica wobec uczonej tradycji grymuarów jest wyraźna. W tekstach z rodziny Klucza Salomona operator musiał być czysty, pobożny i dobrze przygotowany, ale nie musiał być wyświęcony; władzę nad duchami czerpał z imion Boga, z pieczęci i z własnej dyscypliny. Grymuar Honoriusza przenosi źródło tej władzy z wiedzy na urząd. Nie wystarczy znać formuły – trzeba mieć święcenia. W ten sposób magia przestaje być sztuką, której można się nauczyć, a staje się przywilejem stanu duchownego, co jest rozwiązaniem w historii grymuarów rzadkim i znamiennym.

Pomysł ten nie wziął się znikąd. W Kościele katolickim egzorcysta był jednym z niższych święceń, które przechodził każdy kandydat do kapłaństwa, a Rituale Romanum z 1614 roku zawierał oficjalny obrzęd wypędzania złych duchów, z formułami rozkazującymi demonom w imię Chrystusa. Każdy ksiądz był więc w pewnym sensie uprawniony do zwracania się do duchów nieczystych w trybie rozkazującym. Grymuar wykorzystuje tę realną kompetencję i przekręca jej cel: zamiast wypędzać demona, ksiądz ma go wezwać i zmusić do służby. Język rozkazu pozostaje podobny, zmienia się tylko kierunek. Właśnie dlatego tekst mógł wydawać się czytelnikom tak niepokojąco wiarygodny – nie wymyślał władzy nad duchami, lecz pożyczał ją od instytucji, która rzeczywiście ją sobie przypisywała.

Przygotowania obejmują post, spowiedź, odprawienie mszy i szereg czynności, które łączą liturgię z praktykami ofiarnymi. W opisie pojawia się zabicie czarnego koguta i użycie jego części, a także sporządzanie pergaminów i znaków. Następnie tekst podaje zaklęcia na kolejne dni tygodnia, z których każdy ma swojego ducha: w poniedziałek przywołuje się Lucyfera, we wtorek Frimosta, w środę Astarota, w czwartek Silcharde'a, w piątek Béchara, w sobotę Gulanda. Imiona te, zwłaszcza pomniejsze, nie występują w średniowiecznych katalogach demonów w tej samej postaci i zdradzają nowożytną inwencję kompilatora.

Właśnie połączenie mszy z ofiarą zwierzęcą i przywołaniem Lucyfera budziło największe zgorszenie. Czytelnicy rozpoznawali w nim nie zwykłą ewokację uczoną, w której mag rozkazuje duchom w imię Boga, lecz coś bliższego parodii sakramentu. Granica między rozkazywaniem duchom mocą liturgii a odprawianiem dla nich nabożeństwa jest w tym tekście niebezpiecznie cienka. Niektóre wydania dołączały ponadto zbiory ludowych recept i zamówień, na przykład dla ochrony zwierząt, co zbliżało książkę do popularnych poradników z obiegu tanich druków.

Księża czarnoksiężnicy i lęki epoki

Grimoire nie powstał w próżni. We Francji XVII i XVIII wieku postać duchownego uprawiającego magię nie była wyłącznie literacką fikcją. Afera trucizn, ujawniona na dworze Ludwika XIV w latach siedemdziesiątych XVII wieku, wydobyła na światło dzienne przypadki księży, którzy odprawiali tak zwane czarne msze dla możnych klientów; jej szczegóły omawiane są osobno. Procesy kościelne i świeckie notowały też mniej spektakularne przypadki kleryków posiadających książki magiczne, wykonujących egzorcyzmy w celach zarobkowych albo poszukujących skarbów za pomocą zaklęć.

Szczególnie często pojawia się w źródłach motyw poszukiwania skarbów. Wierzono, że zakopane dobra strzegą duchy, które trzeba przywołać i zmusić do ustąpienia, a do tego potrzebny był ktoś, kto zna właściwe formuły. Wiejskie i miejskie spółki poszukiwaczy chętnie zapraszały do udziału duchownego, a czasem przynajmniej zakrystiana z dostępem do szat i naczyń liturgicznych. Grymuary, w tym książka przypisywana Honoriuszowi, dostarczały takim przedsięwzięciom tekstów i obietnic. Kronika sądowa XVIII wieku zna niejeden przypadek, w którym kończyło się to oszustwem, a nie odnalezionym skarbem.

Na tym tle Grimoire jest lustrem podwójnego lęku. Z jednej strony odzwierciedla obawę władz kościelnych przed duchownymi, którzy nadużywają swojej sakramentalnej władzy; z drugiej – ludowe przekonanie, że ksiądz, który na co dzień ma do czynienia z siłami nadprzyrodzonymi, potrafi nimi także rozporządzać. Postać księdza czarnoksiężnika była w kulturze ludowej figurą dobrze znaną, a książka nadała jej podręcznik.

W tym sensie grymuar jest też dokumentem antyklerykalnym, choć niekoniecznie świadomym. Pokazuje świat, w którym autorytet papieski może zostać wykorzystany do celów diametralnie sprzecznych z intencją Kościoła, a ryt najświętszy do przywołania jego przeciwnika. Dla oświeceniowego czytelnika mogło to być potwierdzenie podejrzeń wobec duchowieństwa; dla czytelnika pobożnego – świadectwo, jak niebezpieczna jest władza sakramentalna w niegodnych rękach.

Od straganu do biblioteki okultysty

W XIX wieku Grimoire zyskał nową publiczność. Eliphas Lévi, który w Dogme et rituel de la haute magie przeglądał tradycję grymuarów, uznał go za jeden z najbardziej przewrotnych, właśnie dlatego, że czynił z kapłańskich posług narzędzie nekromancji. Dla Lévi'ego, który usiłował oddzielić wysoką magię od czarnoksięstwa, książka Honoriusza była przykładem tego, czym magia staje się, gdy zapomina o swoim duchowym celu.

Arthur Edward Waite opisał ten grymuar w The Book of Black Magic and of Pacts z 1898 roku, w części poświęconej księgom czarnej magii, i traktował go z mieszaniną zainteresowania historycznego i moralnego niesmaku. Jego omówienie przez dziesięciolecia było dla czytelników anglojęzycznych głównym źródłem wiedzy o tym tekście. W XX wieku książka trafiła na listy klasyki czarnej magii, gdzie sąsiaduje z Grand Grimoire i Grimorium Verum, choć każdy z tych tekstów ma odrębną historię i odrębną logikę.

W XX wieku tekst doczekał się licznych przedruków i przekładów, sprzedawanych zarówno w księgarniach ezoterycznych, jak i jako kurioza dla miłośników literatury grozy. Wydania te rzadko informują czytelnika o fałszywej atrybucji czy o historii druku; częściej powtarzają legendę papieskiego autorstwa, bo to ona stanowi o atrakcyjności książki. Paradoksalnie więc mechanizm, który w XVIII wieku sprzedawał grymuar na prowincjonalnym straganie, działa nadal, tylko w innym otoczeniu. Etykieta „zakazanego” przetrwała dłużej niż jakikolwiek rzeczywisty zakaz.

Dziś Grimoire du pape Honorius czyta się przede wszystkim jako dokument historii kultury. Pokazuje, jak w epoce taniego druku magia uczona zstąpiła na poziom popularnego handlu, jak autorytet Kościoła mógł zostać zawłaszczony przez anonimowego kompilatora i jak sama etykieta „zakazanego” stała się wartością handlową. Nie ma w nim starożytnej mądrości ani papieskiego sekretu. Jest natomiast wierny obraz napięć nowożytnej Francji, w której sakrament, władza i lęk przed nadprzyrodzonym splatały się w sposób, jakiego oficjalna teologia nie przewidywała.