Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Grimorium Verum i podziemny obieg czarnej księgi

Fałszywa karta tytułowa Grimorium Verum, z Memfis, rokiem 1517 i egipskim wydawcą, oraz krążenie tekstu między drukiem, rękopisem i straganem kolportera pokazują, jak XVIII-wieczna czarna księga budowała swój autorytet na fikcji pochodzenia.

Ciemny anioł, „Aurora consurgens”, XV w., Zentralbibliothek Zürich
Ciemny anioł, „Aurora consurgens”, XV w., Zentralbibliothek Zürich

Memfis, rok 1517

Karta tytułowa najbardziej znanego wydania Grimorium Verum obiecuje czytelnikowi wiele naraz. Łaciński tytuł zapowiada „najbardziej wypróbowane klucze Salomona, rabina hebrajskiego”, w których zawarte są tajemnice zarówno naturalne, jak i nadprzyrodzone. Dalej, już po francusku, informuje, że tekst przełożył z hebrajskiego niejaki Plaingière, że dołączono do niego zbiór „ciekawych sekretów” i że książkę wydał w Memfis Alibeck Egipcjanin w roku 1517. Każdy element tej informacji jest fikcją. Nie istniała drukarnia w Memfis, nie znamy Plaingière’a, a język, układ i zawartość książki wskazują na XVIII wiek, najpewniej jego połowę lub drugą połowę, a nie na początek XVI stulecia.

Fałszywe dane wydawnicze nie były w tej epoce niczym wyjątkowym. Francuskie książki zakazane albo po prostu wydane bez przywileju królewskiego często podawały fikcyjne miejsca druku: Kolonię, Amsterdam, Rzym, a niekiedy całkiem egzotyczne nazwy. W przypadku grymuarów zabieg ten miał jednak podwójną funkcję. Chronił drukarza przed identyfikacją, a jednocześnie budował autorytet tekstu. Memfis kojarzyło się z najstarszą mądrością Egiptu, rok 1517 z epoką sprzed powszechnej cenzury, a postać egipskiego wydawcy łączyła hebrajską atrybucję salomońską z orientalną tajemniczością. Fikcja nie była tu tylko kamuflażem, ale częścią obietnicy, jaką książka składała nabywcy.

Tytułowe słowo verum, „prawdziwy”, wpisuje się w tę samą strategię. Rynek tanich książek magicznych był pełen tekstów konkurujących o zaufanie kupujących, a każdy z nich zapewniał, że to on jest autentyczny, a inne są fałszywe lub niepełne. Twierdzenie o prawdziwości było więc chwytem handlowym, a zarazem świadectwem świadomości, że istnieje wiele wersji tej samej wiedzy i że czytelnik musi wybrać między nimi.

Przydomek Salomona jako „rabina hebrajskiego” jest również znaczący. Chrześcijańska tradycja magiczna przypisywała biblijnemu królowi władzę nad demonami od czasów późnoantycznego Testamentu Salomona, ale nazwanie go rabinem przenosiło go z dworu jerozolimskiego do świata żydowskiej uczoności, którą chrześcijański czytelnik postrzegał jako skarbnicę ukrytych tajemnic. Mit kabały jako wiedzy tajemnej, ukształtowany w kręgach renesansowych hebraistów, zszedł w ten sposób na poziom taniej broszury, gdzie pozostało z niego głównie hasło.

Zawartość księgi

Sam tekst dzieli się na kilka części. Pierwsza przedstawia hierarchię duchów piekielnych, na której czele stoją trzej władcy: Lucyfer, Belzebut i Astarot. Każdemu z nich księga przypisuje panowanie nad częściami świata – Lucyferowi Europę i Azję, Belzebutowi Afrykę, a Astarotowi Amerykę – oraz po dwóch podległych mu wysokich duchów: Satanachię i Agaliarepta, Tarchimacha i Fleruty’ego, Sargatanasa i Nebirosa. Niżej znajduje się osiemnaście kolejnych duchów, z których każdy ma swoją specjalność, na przykład Surgat otwiera zamki, a Frimost ma władzę nad kobietami. Wymienia się też Scirlina, pośrednika, przez którego trzeba się zwrócić do wyższych duchów.

Kolejne części opisują przygotowanie narzędzi i materiałów: noża, różdżki, pergaminu z dziewiczej skóry, atramentu, kadzideł i świec. Pojawiają się modlitwy, egzorcyzmy oczyszczające i formuły przywołania. Wiele z tych elementów pochodzi wprost z tradycji Klucza Salomona, którą omawia osobny esej. Kompilator przejął jej techniczny aparat, ale wyraźnie przesunął akcent: zamiast hierarchii aniołów i duchów planetarnych mamy tu bezpośrednie zwracanie się do demonów, a przywołanie bywa połączone ze złożeniem ofiary ze zwierzęcia. Szczegółowo opisano na przykład przygotowanie dziewiczego pergaminu ze skóry koźlęcia, zabitego jednym cięciem rytualnego noża przy wypowiadaniu formuł. Przydział Ameryki jednemu z władców piekła zdradza zresztą wyobraźnię geograficzną epoki nowożytnej, odległą od salomońskiej starożytności, którą sugeruje karta tytułowa.

Ostatnia część, zbiór „ciekawych sekretów”, ma inny charakter. Zawiera przepisy o charakterze ludowym: jak sprawić, by ktoś tańczył, jak zdobyć miłość, jak zobaczyć duchy, jak uchronić się przed kradzieżą. Te krótkie recepty łączą księgę z szerszą literaturą sekretów, popularną od XVI wieku, i ukazują, że grymuar nie był przeznaczony wyłącznie dla aspirujących magów ceremonialnych, ale również dla czytelników szukających praktycznych porad w codziennych sprawach.

Rękopis i druk w obiegu zwrotnym

Historia Grimorium Verum nie zaczyna się i nie kończy na druku. Zachowały się rękopisy w języku francuskim i włoskim, z których część zawiera odmienne wersje tekstu. Joseph Peterson, który w 2007 roku przygotował krytyczne wydanie, zwrócił uwagę na włoskie warianty i sugerował, że niektóre elementy mogą mieć włoskie pochodzenie. Kwestia pierwszeństwa rękopisu lub druku nie jest rozstrzygnięta. Wiadomo natomiast, że oba media funkcjonowały równolegle i wzajemnie na siebie wpływały.

Mechanizm tego obiegu był charakterystyczny dla literatury zakazanej. Druk powstawał na podstawie jednego lub kilku rękopisów. Następnie drukowane egzemplarze kopiowano ręcznie, bo były drogie, rzadkie albo ryzykowne do posiadania w oryginalnej postaci. Kopiści dodawali własne poprawki, pomijali fragmenty, łączyli tekst z innymi materiałami. Z tych rękopisów mogły z kolei powstawać nowe wydania drukowane. W efekcie każdy egzemplarz grymuaru jest właściwie unikatem, a próba wyznaczenia „oryginalnej” wersji przypomina rekonstrukcję folkloru.

Ten obieg zwrotny miał istotne konsekwencje. Pozwalał tekstowi przetrwać mimo cenzury, ale jednocześnie sprawiał, że jego treść stale się zmieniała. Imiona duchów ulegały zniekształceniom, pieczęcie upraszczały się lub rozbudowywały, formuły łacińskie stawały się coraz bardziej niezrozumiałe. Książka, która zapewniała o swojej prawdziwości, istniała w niezliczonych wariantach.

Obieg ten nie ograniczał się zresztą do jednego tytułu. Imiona Satanachii, Agaliarepta, Fleruty’ego, Sargatanasa i Nebirosa pojawiają się także w Grand Grimoire, innym francuskim grymuarze z fikcyjną datą, gdzie podporządkowano je postaci Lucyfuga Rofocale. Nie wiadomo z pewnością, który tekst był źródłem dla drugiego, a możliwe, że oba czerpały ze wspólnego zasobu rękopisów. Ta wymiana pokazuje, że grymuary nie były zamkniętymi dziełami, lecz wariantami jednego, rozproszonego repertuaru, z którego każdy kompilator brał to, co uznał za najskuteczniejsze.

Czarna księga na straganie

Owen Davies w książce Grimoires: A History of Magic Books z 2009 roku przedstawił szczegółowo, jak grymuary takie jak Grimorium Verum, Grand Grimoire czy Petit Albert stały się w XVIII i XIX wieku częścią francuskiej kultury popularnej. Tanie wydania, często drukowane na lichym papierze i z prymitywnymi drzeworytami, rozprowadzali kolporterzy wędrujący od wsi do wsi. Tego rodzaju druki należały do świata tanich książeczek, którego najbardziej znanym przykładem jest Bibliothèque bleue, broszury w niebieskich okładkach wydawane od XVII wieku między innymi w Troyes i sprzedawane obok żywotów świętych, almanachów oraz romansów rycerskich. W tym sąsiedztwie książka o przywoływaniu demonów była po prostu jednym z wielu towarów, choć towarem szczególnie pożądanym i ryzykownym. Książki te trafiały do rąk ludzi, którzy nie mieli dostępu do bibliotek ani do wykształcenia, ale wierzyli, że wiedza tajemna może im pomóc w rozwiązaniu problemów: chorób bydła, niepowodzeń w miłości, poszukiwań skarbów.

Obraz „czarnej księgi” w kulturze wiejskiej był złożony. Z jednej strony sam fakt posiadania takiego tekstu mógł budzić strach i podejrzenia sąsiadów. Krążyły opowieści o księgach, których nie można było się pozbyć, które wracały do właściciela albo sprowadzały diabła na tego, kto je otworzył bez przygotowania. Z drugiej strony właściciele takich książek bywali cenieni jako ludzie zdolni pomóc w trudnych sytuacjach. W tym sensie grymuar był nie tylko tekstem, ale symbolem statusu i źródłem lokalnej władzy.

Władze kościelne i świeckie podejmowały próby ograniczenia tego obiegu. Książki magiczne były konfiskowane, a ich posiadacze mogli zostać ukarani. W praktyce kontrola okazywała się trudna. Kolporterzy przenosili towar przez granice, ukrywali go między pobożnymi broszurami i almanachami, a popyt nie słabł. Fikcyjne dane wydawnicze, takie jak Memfis i rok 1517, utrudniały identyfikację drukarza i dodatkowo chroniły uczestników handlu.

Od straganu do biblioteki okultysty

W XIX wieku Grimorium Verum stało się przedmiotem zainteresowania nie tylko wiejskich czytelników, ale także miejskich okultystów i bibliofilów. Arthur Edward Waite omówił i częściowo przetłumaczył je w The Book of Black Magic and of Pacts z 1898 roku, choć podchodził do niego z wyraźną dezaprobatą, traktując je jako przykład zdegenerowanej, „czarnej” magii, odległej od duchowych ideałów, które sam cenił. Taka ocena zaważyła na recepcji grymuaru w kręgach okultystycznych, które dzieliły tradycję magiczną na wzniosłą teurgię i niską goecję.

W XX wieku tekst stał się jednym z klasycznych grymuarów, regularnie wznawianym i komentowanym. Wydanie krytyczne Petersona po raz pierwszy uporządkowało wersje francuskie i włoskie, ukazując skomplikowaną historię tekstu. Dzięki temu można dziś czytać Grimorium Verum nie jako jednolite dzieło ani tajemniczą księgę starożytnego Egiptu, ale jako dokument społecznej historii magii, w której druk, rękopis, handel i wierzenia przenikały się nawzajem.

Prawda fałszywego druku

Najciekawszy paradoks Grimorium Verum polega na tym, że księga głosząca swoją prawdziwość jest zbudowana na fikcji – fałszywej dacie, nieistniejącym tłumaczu, wymyślonym wydawcy i rzekomym autorstwie Salomona. Ta fikcja nie jest jednak przypadkowa ani wyłącznie oszukańcza. Jest wyrazem logiki, według której wiedza tajemna musi pochodzić z daleka i z dawnych czasów, a jej przekaz musi być ukryty przed oczami władzy. Fałszywa karta tytułowa mówi więcej o oczekiwaniach czytelników niż o pochodzeniu tekstu, i właśnie dlatego jest dla historyka cennym źródłem.

Materialna historia grymuaru – papier, druk, rękopiśmienne kopie, drogi kolporterów – pokazuje, że magia wczesnonowożytna nie była tylko domeną erudytów i filozofów. Była również towarem, który krążył w podziemnym obiegu, przechodził z rąk do rąk i zmieniał się wraz z każdym nowym właścicielem. Grimorium Verum nie jest księgą jednego autora ani jednej epoki, lecz zapisem długiego procesu, w którym czytelnicy, kopiści i drukarze wspólnie tworzyli to, co uważali za prawdziwą czarną księgę.