Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Reginald Scot i Odkrycie czarnoksięstwa

The Discoverie of Witchcraft Reginalda Scota z 1584 roku była nie tyle racjonalistycznym zaprzeczeniem czarów, ile protestancką teologią ducha wymierzoną w łatwowierność, papiestwo i sądy – a ironią historii jest to, że księga demaskująca magię stała się dla następnych pokoleń jej podręcznikiem.

Strona tytułowa pierwszego wydania „The Discoverie of Witchcraft” Reginalda Scota, Londyn 1584 – domena publiczna
Strona tytułowa pierwszego wydania „The Discoverie of Witchcraft” Reginalda Scota, Londyn 1584 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Ziemianin z Kentu i proces w St Osyth

Reginald Scot urodził się około 1538 roku w zamożnej rodzinie ziemiańskiej z Kentu, związanej z posiadłością Scot’s Hall koło Smeeth. Studiował w Hart Hall w Oksfordzie, ale stopnia nie uzyskał, i resztę życia spędził w hrabstwie jako gospodarz, urzędnik i od czasu do czasu poseł do parlamentu z New Romney. Jego pierwszą książką był praktyczny poradnik A Perfite Platforme of a Hoppe Garden z 1574 roku, jeden z pierwszych angielskich traktatów o uprawie chmielu. Nic w tej biografii nie zapowiadało autora najśmielszego angielskiego wystąpienia przeciw procesom o czary.

Bezpośrednim impulsem była fala oskarżeń w sąsiednim Essex. W 1582 roku w St Osyth sędzia pokoju Brian Darcy przeprowadził śledztwo, w którym oskarżono kilkanaście kobiet, a kilka z nich stracono. Darcy wydał o sprawie broszurę, chwaląc się metodami, jakimi skłaniał podejrzane do przyznania się, w tym obietnicą łaski. Scot przeczytał ją z oburzeniem i w swojej księdze wielokrotnie do niej wraca, podobnie jak do spraw, które znał z własnego hrabstwa. Pisał więc nie z gabinetu humanisty, lecz z perspektywy człowieka z tej samej warstwy co sędziowie, który wiedział, jak w praktyce wygląda wiejskie oskarżenie: sąsiedzki konflikt, chore dziecko, padłe bydło i stara kobieta, która kiedyś odmówiła pomocy albo jej nie otrzymała.

Scot pisał prozą żywą, często ironiczną, i chętnie posługiwał się przykładami z życia. Wymienia z nazwiska oskarżone kobiety i ich sąsiadów, opisuje wiejskich znachorów, którzy zarabiali na odczynianiu rzekomych uroków, i przytacza historie, w których rzekome czary okazywały się kradzieżą, zemstą albo zwykłym nieszczęściem. Ta konkretność odróżniała jego księgę od wielu ówczesnych traktatów demonologicznych, które przepisywały od siebie te same egzempla, i sprawiała, że czytało się ją jak reportaż z angielskiej prowincji.

Szesnaście ksiąg przeciw łatwowierności

The Discoverie of Witchcraft ukazała się w Londynie w 1584 roku jako obszerny tom w szesnastu księgach, z dołączonym A Discourse upon Divels and Spirits. Scot dedykował ją między innymi sędziemu Rogerowi Manwoodowi i swojemu krewnemu Thomasowi Scotowi, co sygnalizowało, że zwraca się przede wszystkim do ludzi wymierzających sprawiedliwość. Od pierwszych stron argumentuje, że oskarżane kobiety należą do jednej z kilku kategorii: są niewinnymi ofiarami sąsiedzkiej złośliwości, biednymi i zdezorientowanymi starymi kobietami, które same uwierzyły w swoje moce, melancholiczkami, którym choroba pomieszała wyobraźnię, albo świadomymi oszustkami. Żadna z tych kategorii nie obejmuje osoby, która rzeczywiście zawarła pakt z diabłem i mocą tego paktu szkodzi.

Scot korzysta przy tym obficie z Johanna Weyera, którego cytuje z szacunkiem, ale idzie dalej niż niderlandzki lekarz. Weyer zachowywał realność demonów działających na wyobraźnię; Scot ogranicza ich rolę do minimum. Najważniejszy argument ma charakter teologiczny: duchy są bytami bez ciała, nie mogą więc obcować cieleśnie z ludźmi, przenosić ich przez powietrze ani wiązać się z nimi umową, która wymaga stron w tym samym porządku istnienia. Czas cudów dobiegł końca wraz z epoką apostolską, a Bóg nie oddaje swojej władzy nad naturą w ręce zgrzybiałej wieśniaczki. Twierdzenie przeciwne uchybia boskiej suwerenności.

Szczególnie wiele miejsca poświęca Scot zeznaniom. Zwolennicy procesów uważali przyznanie się oskarżonej za najmocniejszy dowód: skoro sama mówi, że latała na sabat i zabijała bydło, to czegóż więcej trzeba. Scot odpowiada prawniczym rozróżnieniem. Przyznanie się do czynu niemożliwego nie dowodzi czynu, lecz świadczy o stanie umysłu tego, kto się przyznaje, albo o metodach tego, kto przesłuchiwał. Stara kobieta, której przez lata wmawiano, że jest czarownicą, może w końcu w to uwierzyć; kobieta zastraszona i zmęczona powie to, czego się od niej oczekuje. Prawo, które skazuje na podstawie zeznań o rzeczach niemożliwych, samo staje się narzędziem przesądu. Jego celem nie było więc ośmieszenie ofiar, lecz pokazanie sędziom, że łańcuch przyczyn, który prowadził od sąsiedzkiej kłótni do stosu, nigdzie nie przechodzi przez świat duchów.

Filologia jako broń

Dużą część księgi zajmuje polemika z biblijnymi podstawami procesów. Werset z Księgi Wyjścia, „czarownicy nie pozwolisz żyć”, był koronnym argumentem zwolenników kary śmierci. Scot zauważa, że hebrajskie słowa tłumaczone na angielskie witch oznaczały w Biblii różne praktyki – truciciela, wróżbitę, czytającego znaki, wywołującego zmarłych – i że żadne z nich nie odpowiada wyobrażeniu kobiety zawierającej pakt z szatanem. Czarownicę z Endor, której opowieść należała do ulubionych dowodów demonologów, uznaje za oszustkę posługującą się sztuczkami głosu, przypominając, że Saul niczego na własne oczy nie zobaczył.

W tym filologicznym wywodzie łatwo przeoczyć jego ostrze polemiczne. Scot jest gorliwym protestantem i równie gorliwym przeciwnikiem Rzymu. Zaklęcia ludowe, amulety, egzorcyzmy i sakramentalia traktuje jako należące do tego samego worka „kuglarstwa”, co rzekome czary. Katolicka magia słowa i rytuału jest w jego oczach źródłem przesądów, na których żerują oskarżyciele. Historyk David Wootton wysunął hipotezę, że Scot mógł pozostawać pod wpływem Rodziny Miłości, mistycznej sekty spirytualistycznej działającej w Anglii w tych latach, co tłumaczyłoby jego radykalnie uduchowione rozumienie ducha i nieufność wobec wszelkich zewnętrznych znaków; hipoteza ta pozostaje dyskusyjna i nie ma bezpośredniego potwierdzenia w źródłach.

Dołączony Discourse upon Divels and Spirits rozwija tę samą myśl na poziomie teologii. Scot przegląda biblijne nazwy demonów i duchów i dowodzi, że wiele z nich należy rozumieć przenośnie, jako obrazy grzechów i namiętności, a nie jako opisy cielesnych istot krążących po świecie. Nie przeczy istnieniu aniołów ani złych duchów, ale odmawia im władzy, jaką przypisywała im demonologia sądowa. Dla czytelnika przyzwyczajonego do demonologicznych traktatów epoki był to wywód wstrząsający: diabeł w nim nie znikał, lecz tracił ciało.

Księga kuglarzy

Najbardziej zaskakująca część Discoverie dotyczy sztuki iluzji. W księdze trzynastej Scot opisuje, jak kuglarze połykają noże, przebijają ramię sztyletem, przemieniają monety, przewidują wylosowane karty, a nawet przedstawiają ściętą głowę Jana Chrzciciela na półmisku, pokazując rysunkami konstrukcję stołu, w którym ukryty pomocnik wystawia głowę przez otwór. Cel jest jasny: skoro zręczny człowiek bez żadnej pomocy duchów potrafi oszukać zmysły widzów, to opowieści o cudach czarownic nie mogą uchodzić za dowód. Ten rozdział uchodzi dziś za pierwszy obszerny angielski tekst o sztuce iluzji i przez dwa stulecia był kopiowany przez autorów podręczników prestidigitacji.

Podobną logiką kieruje się Scot, przytaczając w księdze piętnastej formuły przywołań duchów, pieczęcie i opisy kręgów zaczerpnięte z rękopiśmiennych grymuarów. Chce pokazać, jak absurdalne i bluźniercze są to praktyki, i robi to, cytując je dosłownie. Efekt okazał się odwrotny od zamierzonego. Trzecie wydanie z 1665 roku zostało przez anonimowego wydawcę rozszerzone o dodatkowe rozdziały i o drugą część Discourse, zawierającą materiał o duchach astralnych i ich przywoływaniu, przedstawiony już bez sceptycznego komentarza. Księga krytyka magii stała się w ten sposób źródłem dla angielskiej literatury grymuarowej, a jej fragmenty krążyły w rękopisach praktykujących magów aż do XIX wieku.

Król i jego odpowiedź

Najgłośniejszą reakcją na Discoverie była Daemonologie króla Szkocji Jakuba VI, wydana w Edynburgu w 1597 roku, kilka lat po procesach w North Berwick, w których król osobiście uczestniczył i które dotyczyły rzekomego spisku czarownic na jego życie. W przedmowie Jakub wymienia z nazwiska dwóch przeciwników, z którymi zamierza polemizować: Weyera i „Scota, Anglika”, który ośmiela się otwarcie zaprzeczać istnieniu czarów. Daemonologie jest krótkim dialogiem, mniej uczonym niż dzieło Scota, ale miała za sobą autorytet króla. Kiedy w 1603 roku Jakub objął tron angielski, a w 1604 roku parlament uchwalił nową, surowszą ustawę o czarach, położenie zwolenników Scota stało się jeszcze trudniejsze.

Często powtarzana informacja, że Jakub kazał po wstąpieniu na tron angielski spalić wszystkie egzemplarze Discoverie, pochodzi z relacji siedemnastowiecznych i nie znajduje potwierdzenia w dokumentach urzędowych; należy ją traktować jako tradycję, nie jako ustalony fakt. Pewne jest, że księga nie zniknęła: ukazała się po holendersku w Lejdzie w 1609 roku, była wznawiana w Anglii i czytana przez dramaturgów. Thomas Middleton korzystał z niej przy pisaniu sztuki The Witch, a badacze od dawna zwracają uwagę na możliwe echa Scota u Szekspira, choć w tym ostatnim przypadku chodzi raczej o prawdopodobieństwo niż o udowodnioną zależność.

Sceptycyzm ducha, nie rozumu

Scot zmarł w 1599 roku i nie doczekał ani nowej ustawy, ani procesów, które w czasach rewolucji angielskiej prowadził Matthew Hopkins. Jego głos wydawał się przez kilka dekad przegrany, a jednak w drugiej połowie XVII wieku, gdy angielskie elity coraz chłodniej patrzyły na oskarżenia o czary, wielu autorów sięgało właśnie do jego argumentów, nawet jeśli wstydzili się na niego powoływać.

Łatwo ogłosić Scota prekursorem oświecenia, ale byłoby to uproszczenie. Jego sceptycyzm nie wynikał z przekonania, że świat duchowy nie istnieje, lecz z przekonania, że jest on zbyt święty i zbyt duchowy, by mieszać go z wiejskimi przesądami, kuglarstwem i katolickim rytuałem. Bronił Boga przed ludzką łatwowiernością tak samo jak oskarżonych przed ludzkim okrucieństwem. Że jego księga skończyła jako źródło formuł dla tych, przed którymi ostrzegała, jest najlepszą ilustracją prawdy, którą sam rozumiał: tekst o magii, nawet krytyczny, zawsze może zostać przeczytany jako tekst magiczny.

Jego czytelnicy nie zawsze zresztą przyznawali się do lektury. Thomas Ady w A Candle in the Dark z 1656 roku i John Webster w The Displaying of Supposed Witchcraft z 1677 roku podejmowali argumenty Scota, łącząc je z nowymi wątpliwościami prawników i lekarzy. W ten sposób ziemianin z Kentu, który za życia był głosem odosobnionym, stał się jednym z ogniw długiej angielskiej tradycji sporu o czary, zakończonej dopiero uchyleniem ustawy w 1736 roku.