Nicolau Eymerich i nekromancja w podręczniku inkwizytora
W Directorium inquisitorum z 1376 roku Nicolau Eymerich posłużył się teologicznym rozróżnieniem latrii i dulii, by wykazać, że wzywanie demonów jest oddawaniem im czci, a więc herezją podlegającą inkwizycji, i oparł ten wywód na lekturze ksiąg nekromanckich skonfiskowanych w Aragonii.

Inkwizytor z Girony
Nicolau Eymerich urodził się około 1320 roku w Gironie, w Katalonii, i jako młodzieniec wstąpił do zakonu dominikanów. Wykształcony w teologii, w 1357 roku został inkwizytorem generalnym Korony Aragońskiej i pełnił tę funkcję, z przerwami, przez ponad czterdzieści lat. Był człowiekiem niezwykle upartym i konfliktowym. Toczył zaciętą walkę z naśladowcami Rajmunda Lulla, których doktryny uważał za heretyckie, wchodził w spory z królem Piotrem IV i z miejskimi elitami Walencji i Barcelony, kilkakrotnie był pozbawiany urzędu i zmuszany do opuszczenia kraju. Zmarł w rodzinnej Gironie w 1399 roku.
Jedno z tych wygnań okazało się dla historii prawa inkwizycyjnego niezwykle płodne. Przebywając w latach siedemdziesiątych XIV wieku na dworze papieskim w Awinionie, Eymerich ukończył w 1376 roku obszerne dzieło zatytułowane Directorium inquisitorum, przewodnik dla inkwizytorów. Składa się ono z trzech części: pierwsza wykłada artykuły wiary, druga omawia herezje i błędy, które inkwizytor może napotkać, trzecia opisuje procedurę od wszczęcia śledztwa do wyroku. Dzieło stało się jednym z najważniejszych podręczników tego rodzaju i przez kolejne stulecia służyło jako punkt odniesienia.
Wśród wielu tematów, które Eymerich omawia, szczególne miejsce zajmuje magia. Nie była to dla niego dziedzina marginalna. Inkwizytor aragoński zetknął się z nią bezpośrednio, prowadząc sprawy przeciwko klerykom i świeckim, którzy posługiwali się księgami przywoływania duchów, i poświęcił jej również osobny traktat, Contra daemonum invocatores, powstały najpewniej przed Directorium. W obu tekstach widać ambicję systematyka, który chce nadać chaotycznej rzeczywistości praktyk magicznych jasne kategorie prawne.
Problem jurysdykcji
Aby zrozumieć wagę rozważań Eymericha, trzeba przypomnieć ograniczenie, które od połowy XIII wieku obowiązywało inkwizytorów. Papież Aleksander IV, odpowiadając na pytania franciszkańskich inkwizytorów, polecił, by nie zajmowali się sprawami wróżbiarstwa i czarów, chyba że te „wyraźnie trącą herezją”. Formuła ta, wpisana do prawa kanonicznego, miała chronić inkwizycję przed rozproszeniem na niezliczone drobne sprawy zabobonów, które należały do kompetencji biskupów i spowiedników. Inkwizytor miał zajmować się błędem w wierze, nie każdą formą grzesznej praktyki.
Eymerich przyjął tę zasadę, ale nadał jej treść, która w praktyce znacznie poszerzała pole działania inkwizycji. Kluczowe pytanie brzmiało: kiedy wzywanie demonów „trąci herezją”? Jego odpowiedź była prosta w założeniach i wyrafinowana w uzasadnieniu. Herezja polega nie tylko na wypowiadaniu błędnych twierdzeń, ale także na czynach, które z konieczności wyrażają błędne przekonanie. Kto składa demonowi ofiarę, ten okazuje przez to, że uważa go za godnego czci boskiej. Czyn mówi więc za siebie, nawet jeśli sprawca, zapytany, deklaruje prawowierność.
Konsekwencje takiego ujęcia były czysto praktyczne. Jeśli nekromanta jest heretykiem, to podlega procedurze inkwizycyjnej ze wszystkimi jej rygorami: tajnością zeznań świadków, obowiązkiem wyrzeczenia się błędu w uroczystej abiuracji, karami pokutnymi, a w razie powrotu do praktyk – traktowaniem go jako heretyka powracającego, którego wydawano ramieniu świeckiemu. Mag przestawał być penitentem, z którym spowiednik rozmawia na osobności, a stawał się oskarżonym w sprawie, która dotyczyła całej wspólnoty wiernych. Eymerich doskonale zdawał sobie sprawę z tej różnicy i właśnie dlatego tak starannie budował uzasadnienie, które miało wytrzymać krytykę kanonistów broniących kompetencji biskupów.
Latria i dulia
Aby przeprowadzić ten wywód, Eymerich sięgnął po rozróżnienie, które teologia łacińska wypracowała w odniesieniu do kultu. Latria, cześć najwyższa, należy się wyłącznie Bogu i wyraża się przede wszystkim w ofierze, adoracji i składaniu ślubów. Dulia jest czcią należną stworzeniom wyróżnionym przez Boga, przede wszystkim świętym i aniołom, którą okazuje się, prosząc ich o wstawiennictwo. Rozróżnienie to, sięgające Augustyna i rozwinięte przez Tomasza z Akwinu, miało porządkować praktykę pobożności i chronić ją przed bałwochwalstwem.
Eymerich zastosował te kategorie do praktyk magów. Wyróżnił wśród wzywających demony kilka grup. Pierwsza obejmowała tych, którzy oddają demonom cześć latriae: składają im ofiary, palą kadzidło, zapalają świece, klękają przed nimi, przyrzekają posłuszeństwo, ofiarowują własną krew lub inne dary. Tacy, jak dowodził, są heretykami w ścisłym sensie, ponieważ przez swoje czyny przypisują stworzeniu to, co należy się jedynie Stwórcy.
Druga grupa oddawała demonom cześć duliae: umieszczała ich imiona w litaniach obok imion świętych, prosiła ich o wstawiennictwo u Boga, modliła się do nich jak do pośredników. Również ci, według Eymericha, popadali w herezję, bo uznawali upadłe duchy za przyjaciół Boga, godnych tej czci, którą Kościół zastrzega dla zbawionych. Trzecia grupa była najtrudniejsza do zakwalifikowania. Chodziło o tych, którzy wzywali demony, kreśląc kręgi, umieszczając w nich chłopca, posługując się mieczem, zwierciadłem lub naczyniem, i formułując rozkazy, bez widocznych gestów czci. Eymerich skłaniał się ku temu, by także ich traktować jako podejrzanych o herezję, argumentując, że samo wezwanie demona do pomocy zawiera w sobie domyślną uległość i oczekiwanie, które z natury jest oddaniem czci.
Ta konstrukcja była ważna, ponieważ zamykała drogę obrony, z której korzystali uczeni magowie. Ci zaś twierdzili, że rozkazują demonom w imieniu Boga i nie oddają im żadnej czci. Eymerich, odwołując się do treści samych rytuałów, wykazywał, że tak nie jest: w księgach przywoływania znajdował modlitwy, ofiary i gesty, które jednoznacznie były formami kultu.
Księgi spalone w Aragonii
Szczególną wartość nadaje rozważaniom Eymericha to, że opierał się on na własnej lekturze źródeł. W Directorium wspomina, że w toku swojej działalności przejmował od podejrzanych księgi nekromanckie, czytał je, a następnie publicznie palił. Wymienia przy tym tytuły, wśród których pojawiają się pisma przypisywane Salomonowi oraz zbiór zwany Thesaurus necromantiae. Dla historyka magii jest to cenne świadectwo obiegu takich tekstów w Katalonii i Aragonii XIV wieku, regionie, w którym spotykały się wpływy łacińskie, arabskie i żydowskie.
Według relacji Eymericha w księgach tych znajdowały się formuły, w których operator zwracał się do demonów z prośbą, a nie z rozkazem, nazywał je panami, obiecywał im ofiary, przysięgał posłuszeństwo i prosił o ich łaskę. Inkwizytor przytaczał te treści jako dowód, że magowie, wbrew temu, co twierdzili, oddają duchom cześć. Był to argument z pierwszej ręki: nie teologiczna spekulacja o tym, co mag mógłby robić, lecz analiza tego, co sam zapisał w swoich podręcznikach.
Historycy zwracają uwagę, że sposób, w jaki Eymerich czytał te księgi, był selektywny i podporządkowany celowi procesowemu. Wybierał fragmenty potwierdzające jego tezę i pomijał te, w których magowie podkreślali władzę nad duchem w imię Boże. Mimo to jego relacja pozostaje ważnym świadectwem, ponieważ pokazuje, że wśród krążących wówczas tekstów istniały takie, które rzeczywiście zawierały elementy kultu demonów, a nie wyłącznie formuły zaklinania.
Traktat przeciw wzywającym demony
Wcześniejszy, osobny traktat Eymericha, Contra daemonum invocatores, rozwija te same myśli w formie bardziej polemicznej. Inkwizytor rozprawia się w nim z argumentami, które przytaczali obrońcy magii: że wezwanie ducha nie jest grzechem, jeśli cel jest dobry; że demon może zostać zmuszony mocą imion Bożych; że chodzi o wiedzę, a nie o cześć. Na każdy z nich odpowiada, wskazując, że w praktyce wezwanie zawsze zakłada współpracę ducha, a współpraca ta zawsze ma swoją cenę, płaconą czcią.
Traktat ten krążył w rękopisach i nie zyskał takiej sławy jak Directorium, ale badacze uważają go za ważny etap w kształtowaniu poglądów inkwizytora. Widać w nim, jak doświadczenie procesowe przekształcało się w teorię, a teoria – w normę stosowaną w kolejnych sprawach. Eymerich był w tym sensie typowym przedstawicielem swojej epoki, w której prawnik i teolog łączyli się w jednej osobie, a znajomość ksiąg przeciwnika była warunkiem skutecznego zwalczania go.
Edycja Peñy i długie życie podręcznika
Losy Directorium nie zakończyły się ze śmiercią autora. Podręcznik był kopiowany i używany przez inkwizytorów w całej Europie, a w epoce kontrreformacji zyskał nowe życie. W 1578 roku w Rzymie ukazało się drukowane wydanie przygotowane przez aragońskiego kanonistę Francisca Peñę, opatrzone obszernymi komentarzami, które aktualizowały treść dzieła w świetle nowszego prawa i praktyki. Edycja ta, wznawiana w następnych dziesięcioleciach, sprawiła, że Eymerich stał się jednym z najczęściej cytowanych autorytetów w sprawach inkwizycyjnych.
Komentarze Peñy dotyczyły również rozdziałów o magii. Kanonista uzupełniał je przykładami, porównywał z nowszymi rozstrzygnięciami i precyzował granice kompetencji inkwizycji. W ten sposób XIV-wieczna klasyfikacja wzywających demony, oparta na lekturze ksiąg spalonych w Aragonii, wpływała na sposób myślenia o magii w XVI i XVII wieku, w zupełnie innym kontekście społecznym i religijnym.
Ten nowy kontekst warto zaznaczyć. Wydanie Peñy powstało w Rzymie, kilkadziesiąt lat po utworzeniu Kongregacji Świętego Oficjum w 1542 roku, w czasach, gdy Kościół katolicki porządkował swoje instrumenty walki z herezją protestancką, a zarazem z rozpowszechnionym w druku piśmiennictwem okultystycznym. Indeks ksiąg zakazanych obejmował już traktaty magiczne, a inkwizytorzy włoscy i hiszpańscy mieli do czynienia z drukowanymi grymuarami, astrologicznymi almanachami i podręcznikami wróżbiarstwa, których Eymerich nie mógł znać. Średniowieczny podręcznik, odpowiednio skomentowany, dostarczał im gotowej siatki pojęć, w której te nowe zjawiska dawało się umieścić bez tworzenia doktryny od podstaw.
Historia Eymericha pokazuje, jak drobne pojęcie teologiczne – rozróżnienie dwóch rodzajów czci – mogło stać się narzędziem o wielkiej mocy prawnej. Dzięki niemu nekromancja, dotąd sytuująca się na pograniczu grzechu i herezji, została jednoznacznie przypisana do tej drugiej kategorii. Inkwizytor z Girony nie tylko opisał tę przemianę, ale też w znacznym stopniu ją spowodował, czytając z uwagą księgi, które potem oddawał płomieniom.
