Grand Grimoire i pakt z Lucyfugiem Rofocale
Grand Grimoire, znany także jako Dragon rouge, wyrósł z francuskiego obiegu tanich druków i przedstawia pakt z Lucyfugiem Rofocale jako targ o skarby, prowadzony z chłopską przebiegłością, co odróżnia go wyraźnie od uczonej ewokacji opartej na władzy boskich imion nad duchem.

Księga z fałszywą metryką
Strony tytułowe francuskich wydań Grand Grimoire zapowiadają dzieło o wielkiej starożytności i tajemniczym pochodzeniu. Tekst przedstawia się jako zbiór wiedzy z dawnych źródeł, łączący „wielki klucz Salomona” z czarną magią przypisywaną Agryppie, a za jego wydawcę podaje się niejaki Antonio Venitiana del Rabina, rzekomo autor przekładu z dawnych manuskryptów. Niektóre edycje noszą daty z początku XVI wieku, a pokrewna wersja wydawana pod tytułem Le Dragon rouge także przypisuje sobie wiekową metrykę.
Badacze zgodnie uznają te daty za fikcyjne. Wszystko wskazuje, że księga powstała i zaczęła krążyć w druku dopiero w XVIII wieku, a największą popularność zdobyła w pierwszej połowie wieku XIX. Postać wydawcy nie ma żadnego potwierdzenia w źródłach i należy do tej samej strategii co fałszywe daty: chodziło o nadanie broszurze aury starożytnej wiedzy, którą kupujący chcieli w niej znaleźć. Fałszywa metryka była zresztą stałym elementem gatunku. Czytelnik grymuaru oczekiwał tekstu, który przyszedł z przeszłości, a im starszy wydawał się tekst, tym większe zaufanie budził.
Druki dla ludu
Grand Grimoire należy do świata francuskiej literatury popularnej, rozprowadzanej przez wędrownych sprzedawców, tak zwanych colporteurs, w małych, tanio drukowanych broszurach. Ten sam obieg rozpowszechniał kalendarze, żywoty świętych, powieści rycerskie, poradniki medyczne i przepowiednie, a jego najsłynniejszą odmianą była „Biblioteka niebieska”, Bibliothèque bleue, nazwana tak od koloru tanich okładek. Grymuary krążyły w tym środowisku jako towar szczególny, kupowany z ciekawości, z nadzieją na zysk lub dla dreszczyku zakazanej wiedzy.
Środowisko to tłumaczy wiele cech księgi. Jej język jest prosty, instrukcje konkretne, a cel jasno określony już w tytule: odnalezienie ukrytych skarbów i podporządkowanie sobie duchów. W świecie wiejskim i małomiasteczkowym, w którym wiara w skarby zakopane przez dawnych właścicieli była powszechna, a ubóstwo dotkliwe, obietnica odnalezienia złota miała siłę, której nie mogła zastąpić żadna filozofia. Grand Grimoire odpowiadał na tę potrzebę językiem, który rozumiał każdy, kto potrafił czytać, a często także ci, którym czytano na głos.
Popularność księgi niepokoiła władze kościelne i świeckie. Grymuary traktowano jako literaturę podejrzaną, a posiadanie ich mogło budzić zgorszenie sąsiadów. Zarazem ich obieg był trudny do kontrolowania, bo opierał się na sieci drobnych drukarzy i sprzedawców. Fałszywe miejsca i daty wydania pełniły w tej sytuacji podwójną funkcję: dodawały prestiżu i utrudniały ustalenie, kto rzeczywiście wydrukował niebezpieczną broszurę.
Hierarchia piekła i premier Lucyfera
Księga przedstawia uporządkowaną hierarchię piekła, z cesarzem Lucyferem, księciem Belzebubem i wielkim księciem Astarotem na szczycie. Pod nimi działa grupa wyższych duchów, wśród których najważniejszą rolę odgrywa Lucyfuge Rofocale, określony jako pierwszy minister. Podlegają mu kolejne istoty o egzotycznych imionach, takie jak Satanachia, Agaliarept, Fleurety, Sargatanas czy Nebiros, a każda z nich odpowiada za określony rodzaj usług. Struktura przypomina dwór królewski lub administrację państwową, w której do monarchy dociera się przez ministrów.
Imię Lucyfuge, czyli „uciekający przed światłem”, mówi wiele o charakterze tej postaci. Jest to duch ciemności, który nie znosi jasności dnia, a zarazem duch bogactwa, ponieważ do jego kompetencji należą skarby świata, zwłaszcza te ukryte w ziemi. Druga część imienia, Rofocale, nie daje się przekonująco objaśnić, a proponowane etymologie pozostają spekulacjami. W każdym razie Lucyfuge nie ma wyraźnych poprzedników w starszej demonologii i wydaje się w dużej mierze tworem samego Grand Grimoire, który przez tę księgę wszedł do kanonu postaci późniejszego okultyzmu.
Wybór tej właśnie istoty na partnera paktu jest znamienny. Operator nie zwraca się bezpośrednio do Lucyfera, lecz do jego ministra, tak jak petent nie zwraca się do króla, lecz do urzędnika, który może załatwić sprawę. Piekło Grand Grimoire jest biurokratyczne i przewidywalne: ma swoje zakresy odpowiedzialności, reguły postępowania i procedury, których znajomość pozwala uzyskać to, czego się chce. Wyobrażenie to ma zresztą starsze korzenie w uczonych katalogach demonów, które od późnego średniowiecza przypisywały duchom tytuły książąt, hrabiów i markizów oraz liczbę legionów pod ich rozkazami. Popularny grymuar przejął ten model, ale uprościł go i przybliżył do doświadczenia swoich czytelników, dla których minister był postacią bardziej zrozumiałą niż średniowieczny margrabia.
Kij, kamień i targ o duszę
Przygotowania do obrzędu są opisane szczegółowo. Operator ma wyciąć z dzikiej leszczyny różdżkę zwaną verge foudroyante, „różdżką gromową”, nowym nożem i o określonej porze, a następnie ją odpowiednio przygotować. Potrzebny jest kamień zwany krwawnikiem, którym wyznacza się na ziemi koło i trójkąt, świece, imiona boskie i formuły wezwania. Wszystkie te elementy przypominają, choć w uproszczonej formie, aparaturę uczonych grymuarów: krąg ochronny, narzędzie władzy, imiona Boga, którymi operator zabezpiecza się przed duchem.
Zasadnicza różnica ujawnia się w momencie, gdy duch się pojawia. W uczonej tradycji ewokacji, wywodzącej się z grymuarów salomońskich, mag nie negocjuje z duchem, lecz rozkazuje mu w imię Boga. Jego władza pochodzi z pobożności, czystości i znajomości imion, a duch jest zmuszony do posłuszeństwa, a nie zachęcony korzyścią. W Grand Grimoire rozmowa przybiera formę targu. Lucyfuge przedstawia warunki: pomoże operatorowi tylko wtedy, gdy ten odda mu siebie po upływie określonej liczby lat. Operator odmawia i grozi różdżką oraz mocniejszymi zaklęciami, a duch ostatecznie ustępuje i zgadza się na świadczenie na warunkach mniej dla siebie korzystnych.
Ta scena ma w sobie coś z ludowej opowieści o przechytrzonym diable, znanej w wielu wersjach europejskiego folkloru. Człowiek wchodzi w układ z siłą piekielną, ale dzięki sprytowi i odwadze wychodzi z niego cało, zabierając zysk i zachowując duszę. Pakt nie jest więc aktem zaprzedania się złu w sensie teologicznym, lecz przedsięwzięciem handlowym, w którym liczy się umiejętność negocjacji. Duch nie jest tu upadłym aniołem, przed którym trzeba drżeć, ale kontrahentem, którego można zastraszyć i wyprowadzić w pole.
W takim ujęciu widać mentalność środowiska, w którym księga krążyła. Świat duchowy rządzi się tymi samymi regułami co świat targu i urzędu: trzeba znać właściwe osoby, mieć odpowiednie narzędzia i nie dać się oszukać. Tam, gdzie uczony mag szukał wiedzy i zbawienia, czytelnik Grand Grimoire szukał przede wszystkim środków do życia. Nie jest to powód do pogardy, lecz klucz do zrozumienia, dlaczego księga zdobyła taką popularność.
Recepcja w okultyzmie XIX wieku
Dziewiętnastowieczni okultyści odnosili się do Grand Grimoire z mieszaniną fascynacji i niechęci. Éliphas Lévi, który w Dogme et rituel de la haute magie budował obraz wysokiej magii jako nauki duchowej, wspominał popularne grymuary jako przykłady zwyrodnienia tradycji, w których prawdziwa wiedza została zastąpiona przesądem i żądzą zysku. W jego oczach księgi takie jak ta pokazywały, czym staje się magia, gdy traci związek z filozofią i moralnością.
Arthur Edward Waite poświęcił Grand Grimoire sporo miejsca w The Book of Black Magic and of Pacts, wydanej w 1898 roku i później przerobionej jako The Book of Ceremonial Magic w 1911 roku. Przełożył na angielski fragmenty tekstu, w tym opis hierarchii duchów i przebieg paktu, a także reprodukował znaki przypisane Lucyfugowi i innym istotom. Waite podchodził do materiału z wyraźnym dystansem, traktując go jako przykład czarnej magii w najbardziej dosłownym sensie i podkreślając jego moralną dwuznaczność. Zarazem właśnie dzięki jego książce postać Lucyfuge’a Rofocale trafiła do angielskojęzycznego okultyzmu i stała się znana szerokiemu gronu czytelników.
Za pośrednictwem Waite’a i późniejszych autorów Lucyfuge zyskał drugie życie w kulturze XX wieku. Pojawia się w literaturze okultystycznej, w kompendiach demonologicznych i w beletrystyce, często bez świadomości, że jego rodowód sięga taniej broszury kolporterskiej. Jest to dobry przykład tego, jak postać stworzona w kontekście ludowej magii użytkowej mogła zostać wchłonięta przez okultyzm uczony, a następnie przez kulturę masową, zmieniając po drodze znaczenie.
Pakt jako lustro epoki
Grand Grimoire nie jest księgą duchowej przemiany, i historyk ezoteryki nie powinien udawać, że jest inaczej. Nie obiecuje oświecenia, wiedzy o Bogu ani przemiany duszy. Obiecuje skarby i posłuszeństwo duchów, a jego najważniejsza scena jest negocjacją, w której człowiek próbuje uzyskać jak najwięcej przy jak najmniejszym koszcie. Jednocześnie właśnie ta prostota czyni go cennym świadectwem. Pokazuje, jak wyobrażenia o świecie duchowym funkcjonowały poza kręgiem uczonych, w środowisku, w którym magia była nie tyle drogą poznania, ile sposobem radzenia sobie z biedą i niepewnością.
Kontrast z tradycją uczonej ewokacji jest pouczający. Tam, gdzie salomoński mag przygotowywał się przez post, modlitwę i spowiedź, a jego władza nad duchem miała wynikać z bliskości Boga, operator Grand Grimoire polegał na sprycie i zastraszeniu. Obie tradycje korzystają z podobnych narzędzi, ale nadają im odmienny sens. W jednej człowiek występuje jako sługa Boga, który w Jego imieniu rozkazuje, w drugiej jako petent, który próbuje wynegocjować korzystne warunki z kimś, kogo nie zamierza szanować.
Może właśnie w tym leży najgłębsza nauka tej osobliwej księgi. Wyobrażenie paktu odsłania, czego ludzie oczekiwali od świata niewidzialnego i jak sobie ten świat wyobrażali. Piekło Grand Grimoire jest odbiciem ziemskiego porządku, z jego hierarchiami, urzędnikami i targowaniem się o każdą korzyść. Kto czyta tę księgę uważnie, dowiaduje się mniej o demonach, a więcej o ludziach, którzy w nią wierzyli i liczyli, że uda im się przechytrzyć nawet samego ministra Lucyfera.
