Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Gilles de Rais, Francesco Prelati i proces o przywołanie demonów

Proces Gilles'a de Rais w Nantes w 1440 roku połączył oskarżenia o ciężkie zbrodnie z zarzutem wzywania demona Barona za pośrednictwem florenckiego kleryka Francesca Prelatiego, dając jedno z najpełniejszych świadectw tego, jak późnośredniowieczna nekromancja wyglądała w zeznaniach przed sądem.

Gilles de Laval, baron de Retz – ilustracja Émile’a Bayarda do „Histoire de la magie” Pierre’a Christiana, 1870 – domena publiczna
Gilles de Laval, baron de Retz – ilustracja Émile’a Bayarda do „Histoire de la magie” Pierre’a Christiana, 1870 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Marszałek w Nantes

We wrześniu 1440 roku w zamku Machecoul, na pograniczu Bretanii i Poitou, aresztowano Gilles'a de Montmorency-Laval, barona de Rais. Był to człowiek, którego nazwisko jeszcze dekadę wcześniej łączyło się z chwałą: walczył u boku Joanny d'Arc pod Orleanem, uczestniczył w koronacji Karola VII w Reims i otrzymał godność marszałka Francji. Potem, w latach trzydziestych, jego życie potoczyło się w stronę ruiny. Wydawał ogromne sumy na wystawną kaplicę, na teatralne widowisko o oblężeniu Orleanu, na świtę i dwór, a rodzina, przerażona wyprzedażą dóbr, wyjednała u króla zakaz dalszego zbywania jego ziem.

Aresztowanie poprzedził incydent, który dał władzom pretekst do działania. Wiosną 1440 roku Gilles z uzbrojonymi ludźmi wtargnął do kościoła w Saint-Étienne-de-Mer-Morte i uwięził duchownego, naruszając immunitet kościelny. Sprawą zajęli się jednocześnie biskup Nantes Jean de Malestroit oraz książę Bretanii Jan V, każdy z własnymi motywami, w tym zainteresowaniem dobrami barona. W październiku przed dwoma sądami – kościelnym, w którym obok biskupa zasiadał dominikanin Jean Blouyn jako zastępca inkwizytora Francji, i świeckim, prowadzonym przez Pierre'a de l'Hospital – rozpoczął się proces, który zakończył się wyrokiem śmierci. Gilles został stracony w Nantes 26 października 1440 roku.

Zarzuty obejmowały zbrodnie przeciwko dzieciom, których szczegółów nie trzeba tu przytaczać, a także herezję, apostazję, sodomię w sensie ówczesnego prawa kanonicznego i wzywanie demonów. To ostatnie oskarżenie, zestawione z zeznaniami włoskiego kleryka, sprawia, że akta z Nantes stały się bezcennym źródłem dla historii średniowiecznej nekromancji. Dzięki nim możemy zobaczyć, jak praktyka znana zwykle z podręczników magii i traktatów teologów przybierała kształt konkretnych nocy, przedmiotów i słów.

Francesco Prelati i poszukiwanie złota

Według zachowanych zeznań Gilles już od połowy lat trzydziestych szukał ludzi, którzy potrafiliby za pomocą sztuk tajemnych przywrócić mu bogactwo. Pośredniczył w tym jego kapelan, ksiądz Eustache Blanchet, który podczas podróży do Italii nawiązał kontakt z młodym klerykiem z diecezji Lukki, wykształconym we Florencji. Nazywał się Francesco Prelati. Przybył do Tiffauges, jednego z zamków barona, prawdopodobnie w 1439 roku, i szybko zdobył zaufanie gospodarza. Uchodził za człowieka obytego z księgami, znającego łacinę, alchemię i sztukę przywoływania duchów.

Prelati nie był pierwszym takim specjalistą w otoczeniu Gilles'a. Zeznania wspominają wcześniejszych praktyków, którzy obiecywali skarby i wiedzę, ale nie przynosili rezultatów. Florentczyk wyróżniał się jednak tym, że twierdził, iż utrzymuje stały kontakt z konkretnym duchem, którego nazywał Baronem. Zgodnie z jego relacją demon pojawiał się mu wielokrotnie, także wtedy, gdy Gilles nie był obecny, i przemawiał do niego w postaci przystojnego młodzieńca. Baron miał obiecywać złoto i wiedzę o kamieniu filozoficznym, ale stawiał warunki i bywał kapryśny.

Warto zauważyć, że cel tych zabiegów był w gruncie rzeczy ekonomiczny. Zrujnowany arystokrata pragnął odzyskać majątek; alchemia i nekromancja splatały się w jedną nadzieję na cudowne wzbogacenie. W relacjach powtarza się motyw złota, które demon miał przynieść, lecz którego nie wolno było dotknąć, albo które po pewnym czasie zamieniało się w bezwartościowy proszek. Takie szczegóły, typowe dla opowieści o magicznych skarbach, mogły być zarówno elementem rzeczywistych sesji, jak i sposobem, w jaki Prelati tłumaczył kolejne niepowodzenia.

Krąg, miecz i cedula

Najbardziej szczegółowe opisy rytuałów pochodzą z zeznań samego Prelatiego, złożonych w połowie października 1440 roku. Opowiadał on, że w jednej z sal zamku Tiffauges kreślił na posadzce krąg, w którym umieszczano znaki i imiona, a on sam i Gilles stawali wewnątrz, z mieczem, świecami i księgą. Odczytywano formuły wzywające duchy, w których – jak to bywało w łacińskich podręcznikach nekromancji – mieszały się imiona Boga, aniołów i demonów, a także groźby wobec opornego ducha. Prelati utrzymywał, że nieraz nic się nie wydarzyło, a kiedy indziej słychać było hałas lub czuło się obecność czegoś, co budziło lęk.

Ten opis dobrze zgadza się z tym, co wiemy z zachowanych rękopisów nekromanckich XV wieku. Jeden z nich, przechowywany w Monachium i wydany przez Richarda Kieckhefera w książce Forbidden Rites, zawiera właśnie takie elementy: kręgi z wpisanymi imionami, przygotowanie operatora przez post i modlitwę, formuły zaklinające ducha na mocy imion Bożych, a także cele w rodzaju zdobycia skarbu, wiedzy czy przychylności możnych. Nie znaczy to, że Prelati posługiwał się tym konkretnym tekstem, ale pokazuje, że jego relacja nie była wymysłem oderwanym od rzeczywistej praktyki. Opisywał rytuał, którego struktura krążyła w odpisach wśród ludzi wykształconych w szkołach katedralnych i na uniwersytetach, gotowych przenieść język egzorcyzmu w obszar, który Kościół uznawał za zakazany.

Szczególnie znamienny jest wątek pisemnego zobowiązania. Według zeznań Gilles miał sporządzić własnoręcznie podpisaną kartę, w której przyrzekał demonowi wszystko, czego ten zażąda, z wyjątkiem duszy i życia. Ten wyjątek jest charakterystyczny: pokazuje, że baron próbował prowadzić z duchem negocjacje na warunkach, które w jego mniemaniu nie przekreślały zbawienia. Tymczasem w oczach sędziów kościelnych sama gotowość składania ofiar i obietnic istocie demonicznej była już oddaniem jej czci należnej Bogu, a więc bałwochwalstwem i herezją.

Prelati wspominał też o ofiarach, jakich Baron miał się domagać, i o tym, że składano mu drobne dary, na przykład ptaki. Najcięższe oskarżenia, które łączyły rytuały z ofiarami ludzkimi, pojawiają się w aktach w sposób mniej wyraźny i budzą największe wątpliwości interpretacyjne. Historycy zwracają uwagę, że sam Gilles w swoim wyznaniu oddzielał niektóre zbrodnie od praktyk magicznych, a związek między nimi mógł zostać zbudowany przez oskarżenie, które w duchu epoki szukało jednej, szatańskiej przyczyny wszystkich win.

Proces jako sprawa o herezję

Kluczowe dla zrozumienia procesu jest to, że zarzut przywoływania demonów należał do jurysdykcji kościelnej właśnie dlatego, że od XIV wieku, zwłaszcza po rozstrzygnięciach papieskich i pracach inkwizytorów, wzywanie duchów traktowano jako formę herezji. Akt oskarżenia, odczytany w połowie października, zawierał kilkadziesiąt artykułów, w których zarzuty nekromancji, apostazji i bałwochwalstwa sąsiadowały z innymi zbrodniami. Gilles początkowo odrzucał kompetencję sądu, obrażał sędziów i został ekskomunikowany; po kilku dniach zmienił postawę, prosił o zdjęcie klątwy i uznał jurysdykcję trybunału.

Pod groźbą tortur, 21 i 22 października, złożył wyznanie, najpierw w swojej celi, a potem publicznie przed sądem. Przyznał się do wzywania demonów i do zbrodni, prosił o modlitwę za siebie i wzywał obecnych do pobożności. Kościół przyjął jego skruchę i pojednał go ze wspólnotą, co nie zmieniło wyroku sądu świeckiego. Prelati, podobnie jak inni wspólnicy praktyk magicznych, nie został stracony; skazano go na dożywotnie więzienie. Przekazy o jego dalszych losach, według których miał zbiec i po latach zginąć w innych okolicznościach, są niepewne i należy je traktować ostrożnie.

Dramat publicznej skruchy był ważnym elementem procesu. Sędziowie nie tylko karali, ale też pokazywali, że nawet najcięższy grzesznik może odwrócić się od demona i powrócić do Kościoła. W tym sensie proces Gilles'a de Rais wpisuje się w szerszą logikę późnośredniowiecznych postępowań o magię: nekromanta był przede wszystkim odstępcą, który zawarł z demonem przymierze, a jego nawrócenie było zwycięstwem nad tym przymierzem.

Spór o wiarygodność akt

Akta procesu, zachowane w kopiach łacińskich i francuskich, były wielokrotnie wydawane i komentowane. Ich szersze udostępnienie zawdzięczamy w XX wieku zwłaszcza Georges'owi Bataille'owi, który w 1959 roku opublikował tom Le Procès de Gilles de Rais z obszernym wstępem. Od dawna jednak toczy się spór o to, na ile zeznania oddają rzeczywistość. Już na początku XX wieku Salomon Reinach sugerował, że baron mógł paść ofiarą spisku, którego celem było przejęcie jego dóbr przez księcia Bretanii i biskupa. Podobne wątpliwości podejmowali później inni autorzy, a w 1992 roku z inicjatywy pisarza Gilberta Prouteau zorganizowano w Paryżu nieoficjalny, symboliczny „trybunał”, który ogłosił uniewinnienie. Większość zawodowych historyków traktuje to wydarzenie jako ciekawostkę medialną, a nie jako rzetelną rewizję.

W pracach naukowych spór ma bardziej wyważony charakter. Jacques Heers w biografii z 1994 roku podkreślał polityczne i majątkowe interesy oskarżycieli oraz charakter postępowania, w którym zeznania uzyskiwano pod presją. Matei Cazacu w monografii z 2005 roku, opierając się na szczegółowej analizie zeznań świadków i źródeł pozaprocesowych, bronił tezy, że oskarżenia o zbrodnie miały realne podstawy. Obie strony zgadzają się jednak, że wątek nekromancji jest na tle akt wyjątkowo konkretny i spójny. Relacja Prelatiego zawiera szczegóły – nazwę ducha, opisy kręgów, wahania między sukcesem a porażką – które trudno uznać za czystą konstrukcję śledczych, choć mogły być przez nich ukierunkowane.

Dla historii magii najważniejsze jest więc nie ostateczne rozstrzygnięcie winy barona, lecz to, co proces mówi o świecie, w którym nekromancja była rzeczywistą praktyką. Wykształcony kleryk z Italii, przybywający na zaproszenie zrujnowanego możnego, z księgą i mieczem, kreślący kręgi w zamkowej sali i obiecujący złoto od ducha, jest postacią typową dla tego, co Richard Kieckhefer nazwał kleryckim podziemiem: środowiska ludzi znających łacinę i liturgię, którzy wykorzystywali tę wiedzę do celów zakazanych. W Nantes to podziemie wyszło na światło dzienne, ujęte w formuły prawa kanonicznego, które uczyniło z niego herezję i dało mu miejsce w pamięci Europy.

Pamięć ta nie była jednak neutralna. Gdy pod koniec XIX wieku Joris-Karl Huysmans uczynił barona bohaterem fragmentów powieści Là-bas, postać z Nantes stała się dla wyobraźni symbolem satanizmu, z którym akta mają niewiele wspólnego. Wracając do samych zeznań, odkrywamy rzecz znacznie skromniejszą i zarazem bardziej niepokojącą: człowieka, który w desperacji zawierał z niewidzialnym umowy, oraz sąd, który zobaczył w tych umowach odstępstwo od wiary.