Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Szósta i Siódma Księga Mojżeszowa w Ameryce

Amerykańska kariera Szóstej i Siódmej Księgi Mojżeszowej nie była dziełem dawnych osadników, lecz taniego druku i sprzedaży wysyłkowej: niemiecka kompilacja wydana przez Scheiblego w 1849 roku zyskała w Stanach Zjednoczonych nowy autorytet tam, gdzie Mojżesz był już patronem mocy i wyzwolenia, w czarnej tradycji conjure.

Frontyspis amerykańskiego wydania „The Sixth and Seventh Books of Moses” z 1880 roku, przekładu edycji Scheiblego – domena publiczna
Frontyspis amerykańskiego wydania „The Sixth and Seventh Books of Moses” z 1880 roku, przekładu edycji Scheiblego – domena publiczna · Wikimedia Commons

Mojżesz jako mag

Imię Mojżesza od starożytności przyciągało literaturę magiczną. Biblijna opowieść o laskach zamieniających się w węże i o rywalizacji z czarownikami faraona dawała wzór prawodawcy, którego moc przewyższa moc egipskich kapłanów; późniejsza tradycja nadała tym czarownikom imiona Jannesa i Jambresa, znane jeszcze z Drugiego Listu do Tymoteusza. Pliniusz Starszy w Historii naturalnej wymienia Mojżesza wśród założycieli jednej ze szkół magii, a w greckich papirusach magicznych z Egiptu zachował się tekst zatytułowany Ósma Księga Mojżesza, zawierający rytuał inicjacji i objawienia boskiego imienia. Logika tych tytułów jest prosta: jeśli Pięcioksiąg jest jawną częścią objawienia, to może istnieć część ukryta, przeznaczona dla nielicznych.

W średniowieczu i wczesnej nowożytności tę samą logikę kontynuowały teksty żydowskie i chrześcijańskie przypisujące Mojżeszowi tajemne imiona, jak aramejska Harba de-Moshe, a w kręgach chrześcijańskich grymuary, które na hebrajskich literach, imionach Boga i anielskich hierarchiach budowały swój autorytet. Szósta i Siódma Księga Mojżeszowa należy do tego późnego, popularnego odgałęzienia: nie ma nic wspólnego z rzeczywistą literaturą żydowską, poza zniekształconymi hebrajskimi słowami i odwołaniami do Talmudu, którego autorzy najwyraźniej nie czytali.

Rękopisy, Scheible i druk

Teksty pod tytułem Das sechste und siebente Buch Mosis krążyły w niemieckich rękopisach w XVIII wieku; ich zawartość była zmienna, a tytuł funkcjonował raczej jako marka niż jako nazwa określonego dzieła. Przełomowe znaczenie miało wydanie Johanna Scheiblego, stuttgarckiego wydawcy i antykwariusza, który w latach czterdziestych XIX wieku publikował wielotomową serię Das Kloster, zbiór dawnej literatury ludowej, magicznej i ezoterycznej, od ksiąg o Fauście po traktaty o skarbach. W szóstym tomie z 1849 roku umieścił tekst Szóstej i Siódmej Księgi, łącząc różne materiały w jedną całość z tablicami pieczęci. Scheible nie wymyślił tej księgi, ale nadał jej trwałą postać drukowaną, a wraz z nią pozór kanonicznego tekstu, do którego późniejsi wydawcy mogli się odwoływać jako do „oryginału”.

Scheible działał jako wydawca o zacięciu antykwarycznym i jego seria zwracała się zarówno do miłośników osobliwości, jak i do praktyków. Księga zawierała pieczęcie przypisane duchom planetarnym i żywiołowym, tablice z rzekomo hebrajskimi napisami, zaklęcia oraz instrukcje, jak przy ich pomocy zdobyć skarb, ochronę czy powodzenie. Uderza zestawienie tonu: pieczęcie zapowiadają moc wręcz kosmiczną, a obiecywane skutki są zwyczajne i domowe. Ta dysproporcja należy do istoty popularnego grymuaru, który łączy patos objawienia z potrzebami człowieka obawiającego się choroby, biedy i złego sąsiada.

W samych Niemczech druk Scheiblego szybko doczekał się tanich przedruków i podróbek. Książka zyskała złą sławę: duchowni i lekarze ostrzegali przed nią jako przed źródłem przesądów i oskarżeń o rzucanie uroku, a jej posiadanie bywało w konfliktach wiejskich traktowane jako dowód złych zamiarów. Ta reputacja wędrowała razem z nią.

Angielskie wydania rozrastały się w miarę przedruków. Do właściwych ksiąg pieczęci dołączano dodatki opisujące rzekomą magię Izraelitów, fragmenty przypisywane kabale i wspomniany traktat o psalmach, tak że tom, który kupował amerykański czytelnik, był w istocie kompilacją kompilacji. Ta niejednorodność nie przeszkadzała, a raczej pomagała: każdy mógł znaleźć w księdze coś dla siebie, a powtarzane z wydania na wydanie zapewnienia o starożytnym pochodzeniu i o niebezpieczeństwie lektury działały lepiej niż jakakolwiek reklama.

Druga podróż przez Atlantyk

Wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, które przewija się także w starszych opracowaniach, Szósta i Siódma Księga nie była przede wszystkim skarbem przywiezionym przez osiemnastowiecznych osadników do Pensylwanii. Pensylwańska tradycja ludowego uzdrawiania, Braucherei, miała własne podręczne książki, przede wszystkim zbiór Johanna Georga Hohmana z 1820 roku, Der lange verborgene Freund, a jej praktykę kształtowały przede wszystkim modlitwy i formuły chrześcijańskie. Niemieckie wydania Scheiblego oczywiście docierały za ocean, ale prawdziwa amerykańska kariera księgi zaczęła się od przekładów angielskich drukowanych w Nowym Jorku pod koniec XIX wieku, najpewniej od około 1880 roku.

Decydującą rolę odegrał rynek wysyłkowy. Na przełomie XIX i XX wieku amerykańscy wydawcy literatury okultystycznej sprzedawali książki i akcesoria przez katalogi, ogłoszenia w gazetach i pocztę, docierając do odbiorców, którzy nigdy nie widzieliby ich na półkach księgarni. Najbardziej znanym z nich był William Lauron de Laurence z Chicago, który od około 1910 roku wydawał Szóstą i Siódmą Księgę w swojej serii, obok przedruków grymuarów i własnych kompilacji. Jego katalogi docierały daleko poza Stany Zjednoczone: na Karaiby i do Afryki Zachodniej. Na Jamajce władze kolonialne w połowie XX wieku zakazały importu jego wydawnictw, uważając je za podsycające praktyki obeah, co tylko wzmocniło ich legendę.

Warto zauważyć, że ta sama książka funkcjonowała w Ameryce w kilku obiegach równocześnie. Dla części niemieckojęzycznych imigrantów XIX wieku była przypomnieniem starego kraju i jego wiejskich obaw; dla czytelników okultystycznych czasopism przełomu wieków – egzotyczną ciekawostką obok przekładów grymuarów i podręczników hipnozy; dla przeciwników przesądów – symbolem łatwowierności, który przywoływano w gazetowych relacjach o oszustach i kłótniach sąsiedzkich. Każdy z tych obiegów inaczej ją czytał i inaczej oceniał jej niebezpieczeństwo.

Mojżesz w tradycji conjure

W afroamerykańskiej tradycji magii ludowej, nazywanej hoodoo, conjure albo rootwork, księga trafiła na grunt przygotowany od dawna. Opowieść o Wyjściu z Egiptu była dla czarnych chrześcijan Południa najważniejszym biblijnym kodem wyzwolenia, od spirituali po kazania, a Mojżesz – przywódca, który wyprowadził lud z niewoli i pokonał czarowników faraona – mógł być czytany jednocześnie jako prorok i jako potężny conjure man. Zora Neale Hurston, antropolożka i pisarka, zapisała w latach trzydziestych przekonanie swoich rozmówców, że Mojżesz był największym z wszystkich praktyków tej sztuki, a później uczyniła ten motyw tematem powieści Moses, Man of the Mountain z 1939 roku.

W takim kontekście Szósta i Siódma Księga funkcjonowała nie jako podręcznik do wiernego wykonania, lecz jako źródło autorytetu i materiału. Pieczęcie kopiowano na pergamin lub papier, noszono je przy sobie albo umieszczano w woreczkach z ziołami, a formuły i imiona traktowano jako słowa mocy, których skuteczność wynika z ich biblijnego pochodzenia i nieprzejrzystości. Angielskie wydania często łączono z traktatem o magicznym użyciu psalmów, wywodzącym się z żydowskiej tradycji Szimusz Tehilim, i to właśnie psalmy, czytane w określonych intencjach, mogły w praktyce znaczyć więcej niż same pieczęcie. Badacze tej tradycji podkreślają, że posiadanie księgi bywało ważniejsze niż jej lektura: książka sama w sobie była amuletem i znakiem wiedzy.

Obecność księgi w tej tradycji dokumentują też materiały zebrane przez Harry’ego Middletona Hyatta, pastora i folklorystę, który w latach trzydziestych i później przeprowadził setki wywiadów z praktykami hoodoo na Południu i opublikował je w wielotomowym zbiorze w latach siedemdziesiątych. Pojawiają się w nich wzmianki o księgach Mojżesza jako o dziełach potężnych, czasem niebezpiecznych, których lektura może przynieść szaleństwo temu, kto nie jest przygotowany. Równocześnie w miastach Północy i Południa rozwijał się handel akcesoriami: sklepy z ziołami, olejkami i świecami oraz firmy wysyłkowe sprzedające je razem z książkami. Szósta i Siódma Księga stała się w tym obiegu towarem, ale towarem, który zachował aurę zakazanej wiedzy.

Autorytet nieczytelnego

Owen Davies w historii grymuarów pokazał, że Szósta i Siódma Księga jest jednym z najlepszych przykładów globalizacji magicznej książki w epoce druku przemysłowego. Ten sam tekst czytano w szwabskiej wsi, w nowojorskiej czytelni, w chatce w delcie Missisipi, w Kingston i w Akrze, za każdym razem w innym kontekście religijnym i z innym rozumieniem. Łączyły te odczytania nie konkretne przepisy, lecz dwa źródła autorytetu: imię Mojżesza, które gwarantowało biblijne pochodzenie, i obcość pisma – zniekształcone hebrajskie litery i pieczęcie, których nikt nie potrafił odczytać, a które właśnie dlatego wydawały się prawdziwie tajemne.

Historyk magii widzi w tym paradoks. Księga, która z punktu widzenia filologii jest zlepkiem późnych, w znacznej mierze pozbawionych sensu materiałów, okazała się trwalsza od wielu uczonych grymuarów renesansu. Jej siła nie wynikała z treści, lecz z otwartości na nowe zastosowania. Niemieccy chłopi szukali w niej ochrony przed czarami i sposobu na skarb; czarni mieszkańcy Południa wplatali ją w tradycję, która od pokoleń łączyła afrykańską wiedzę o roślinach i mocy z protestancką Biblią; mieszkańcy Karaibów i Afryki Zachodniej wpisywali ją we własne praktyki ochronne i lecznicze, nieraz wbrew zakazom władz kolonialnych i misjonarzy.

Zakaz jamajski dobrze pokazuje, jak ta reputacja działała w praktyce. Władze, które chciały ograniczyć praktyki uznawane za szkodliwe, sięgnęły po cenzurę książek, a nie po walkę z ludźmi, którzy z nich korzystali. W rezultacie książki de Laurence’a stały się towarem przemycanym i jeszcze bardziej pożądanym, a sama Szósta i Siódma Księga nabrała w karaibskiej wyobraźni rangi tekstu, którego władza boi się, bo jest prawdziwy. Podobny mechanizm, w którym zakaz wzmacnia autorytet zakazanej księgi, powtarzał się w historii grymuarów wielokrotnie.

Księga jako szlak

Dzieje Szóstej i Siódmej Księgi najlepiej opowiada się jako dzieje szlaku, a nie tekstu. Wyznaczają go antykwaryczne zainteresowania niemieckiego romantyzmu, które uratowały ludowe druki od zapomnienia, przemysł wydawniczy XIX-wiecznej Ameryki, sieć poczty i katalogów, wreszcie wspólnoty, które potrzebowały słów mocy w świecie, gdzie oficjalne instytucje nie dawały im ani ochrony, ani lekarstwa. Mojżesz, który w Biblii wyprowadza lud z niewoli, w tych wspólnotach zachował obie role: proroka i maga.

Badanie takiej księgi wymaga zatem dwóch rodzajów uczciwości. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że nie przechowuje ona żadnej starożytnej wiedzy Mojżesza ani autentycznej kabały, i że jej hebrajszczyzna jest w większości dekoracją. Zarazem trzeba poważnie potraktować ludzi, dla których była ważna, i nie sprowadzać ich praktyk do łatwowierności. W historii magii znaczenie tekstu rzadko wynika z jego prawdziwego pochodzenia; częściej z tego, co ludzie potrafili z nim zrobić.