Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

James Frazer i magia jako fałszywa nauka w Złotej gałęzi

James George Frazer w Złotej gałęzi podzielił magię na homeopatyczną i kontagijną, uznał ją za fałszywą naukę opartą na błędnym kojarzeniu idei i umieścił na początku ewolucyjnego szeregu magia–religia–nauka, kształtując tym samym zarówno wczesną antropologię, jak i wyobraźnię nowoczesnych okultystów.

James George Frazer, Rudyard Kipling i rektor Paul Appell podczas przyjęcia w Sorbonie, 1921, fot. Agence Meurisse – domena publiczna
James George Frazer, Rudyard Kipling i rektor Paul Appell podczas przyjęcia w Sorbonie, 1921, fot. Agence Meurisse – domena publiczna · Wikimedia Commons

Kapłan z jeziora Nemi

Złota gałąź zaczyna się od obrazu, który na długo zapadł w pamięć czytelników. Nad jeziorem Nemi w Górach Albańskich, w świętym gaju Diany, żył w starożytności kapłan noszący tytuł rex Nemorensis, króla gaju. Urząd ten mógł objąć tylko zbiegły niewolnik, który zerwał gałąź z pewnego drzewa i zabił w pojedynku dotychczasowego kapłana. Następca czuwał dzień i noc z mieczem w dłoni, wiedząc, że pewnego dnia sam zostanie zabity przez kolejnego pretendenta. Frazer opisuje to miejsce, przywołując obraz Williama Turnera o tym samym tytule, i stawia pytanie, które ma otworzyć całą księgę: skąd wziął się tak dziwny zwyczaj i co oznaczała złota gałąź.

Odpowiedź na to pytanie okazała się jedną z najdłuższych w historii nauk humanistycznych. Pierwsze wydanie, opublikowane w 1890 roku w dwóch tomach, nosiło podtytuł A Study in Comparative Religion. Drugie, z 1900 roku, liczyło już trzy tomy i nowy podtytuł A Study in Magic and Religion. Trzecie, ukazujące się w latach 1906–1915, rozrosło się do dwunastu tomów, do których w 1936 roku dodano jeszcze uzupełnienie. Większości czytelników dzieło znane jest z jednotomowego skrótu, który Frazer przygotował w 1922 roku. Od jeziora Nemi księga prowadzi przez materiały z całego świata: obrzędy żniwne Europy, rytuały królewskie Afryki, mity umierających i zmartwychwstających bogów Bliskiego Wschodu, zwyczaje związane z kozłem ofiarnym i ogniami świętojańskimi.

Dwa prawa sympatii

Frazer, wykształcony w Glasgow i Cambridge, był uczonym gabinetowym, który nigdy nie prowadził badań terenowych. Swój materiał czerpał z relacji podróżników, misjonarzy, urzędników kolonialnych i klasycznych autorów, a uzupełniał go korespondencją z ludźmi pracującymi w różnych częściach imperium. Z tej ogromnej masy danych wydobywał prawidłowości, które miały ujawnić ogólne zasady ludzkiego myślenia. Najważniejszą z nich jest jego teoria magii, wyłożona w początkowych rozdziałach dzieła.

Intelektualnym tłem tego przedsięwzięcia była wiktoriańska antropologia ewolucjonistyczna. Edward Burnett Tylor w Primitive Culture z 1871 roku przedstawił religię jako wyrastającą z animizmu, czyli wiary w dusze i duchy, oraz wprowadził pojęcie przeżytków, czyli zwyczajów, które przetrwały dłużej niż warunki, w jakich powstały. Frazer przejął od Tylora zarówno metodę porównawczą, jak i przekonanie, że ludzki umysł wszędzie przechodzi przez podobne stadia rozwoju. Ważną inspiracją był dla niego także William Robertson Smith, badacz religii semickich, z którym zetknął się w Cambridge i który zachęcił go do pisania o religii.

Frazer wychodzi od założenia, że magia opiera się na dwóch zasadach myślenia. Pierwsza głosi, że podobne wytwarza podobne, a skutek przypomina przyczynę. Na niej opiera się magia, którą Frazer nazwał homeopatyczną lub naśladowczą. Kto wbija szpilkę w wizerunek wroga, ten wierzy, że zrani samego wroga, ponieważ wizerunek go przypomina. Druga zasada głosi, że rzeczy, które raz się ze sobą zetknęły, nadal oddziałują na siebie na odległość, nawet po rozdzieleniu. Na niej opiera się magia kontagijna, czyli przez styczność. Kto pali włosy, paznokcie lub ubranie innej osoby, ten wierzy, że oddziałuje na tę osobę, ponieważ te rzeczy były niegdyś jej częścią.

Obie formy Frazer połączył pod wspólną nazwą magii sympatycznej, ponieważ zakładają one ukrytą sympatię, czyli tajemną więź między rzeczami. Dodał też rozróżnienie między magią teoretyczną, rozumianą jako system przekonań o tym, jak działa świat, a magią praktyczną, czyli zbiorem przepisów na osiągnięcie określonych celów. Obie te strony, w jego przekonaniu, są owocem tego samego błędu: zastosowania zasad kojarzenia idei, które same w sobie są naturalne i nieuniknione, do dziedziny, w której nie mają mocy przyczynowej.

Fałszywa siostra nauki

Frazer sformułował swoją ocenę magii w zdaniu, które stało się jednym z najczęściej cytowanych w historii antropologii. Magia jest według niego fałszywym systemem praw natury i zarazem zwodniczym przewodnikiem postępowania, fałszywą nauką i poronioną sztuką. To sformułowanie zawiera paradoks, który czyni teorię Frazera interesującą. Magia jest w jego ujęciu błędna, ale nie irracjonalna. Mag, podobnie jak uczony, zakłada, że świat rządzi się niezmiennymi prawami i że kto je zna, może nimi manipulować. Różnica polega na tym, że prawa, w które wierzy mag, są fałszywe.

Ta bliskość magii i nauki odróżnia je obie od religii. Religię Frazer zdefiniował jako przebłaganie lub ugodzenie sił wyższych od człowieka, które, jak się wierzy, kierują biegiem natury i ludzkiego życia. Kapłan prosi, mag rozkazuje. Religia zakłada, że świat jest rządzony przez osobowe istoty, które można zjednać, ale nie zmusić. Magia i nauka zakładają natomiast porządek bezosobowy, który działa automatycznie, gdy spełni się odpowiednie warunki.

Z tego zestawienia wyrasta wielki schemat ewolucyjny. Ludzkość, według Frazera, przeszła przez trzy etapy. Najpierw wierzyła w magię i próbowała rozkazywać naturze. Gdy bystrzejsze umysły zauważyły, że magia nie działa, zwróciły się ku religii i zaczęły błagać istoty wyższe. W końcu i religia okazała się niewystarczająca, a jej miejsce zajęła nauka, która powróciła do idei bezosobowego porządku, lecz tym razem opartego na prawdziwych prawach. Frazer zastrzegał, że ten schemat ma charakter ogólny i że w każdym społeczeństwie, także w nowoczesnej Europie, przetrwały resztki dawnych etapów. Wiejskie obrzędy żniwne i zwyczaje ludowe były dla niego właśnie takimi przeżytkami, pozostałościami magicznego myślenia w świecie, który formalnie przeszedł już do religii i nauki.

Król, który musi umrzeć

Na tej podstawie Frazer zbudował interpretację, która miała wyjaśnić tajemnicę Nemi. Wierzył, że w pierwotnych społeczeństwach magia publiczna była sprawowana przez szczególnych ludzi, magów-królów, od których zdrowia i siły zależała pomyślność wspólnoty i płodność natury. Gdy taki król słabł, cała natura była zagrożona, dlatego należało go zabić, zanim osłabnie, i zastąpić nowym. Kapłan z Nemi był w tej interpretacji reliktem tego obyczaju, a złota gałąź, utożsamiana przez Frazera z jemiołą, miała być siedzibą duszy drzewa i samego króla.

Wokół tej idei Frazer zgromadził materiały o bogach umierających i odradzających się, takich jak Adonis, Attis i Ozyrys, o duchach zboża zabijanych w czasie żniw, o kozłach ofiarnych, które brały na siebie grzechy wspólnoty. Książka stała się wielką panoramą wyobraźni religijnej, napisaną prozą wiktoriańską pełną erudycji i obrazowości. Jednocześnie wiele z jej uogólnień budziło wątpliwości już w czasach autora, a późniejsza krytyka podważyła zarówno wiarygodność części źródeł, jak i zasadność wiązania odległych zjawisk w jeden schemat. Sam Frazer zmieniał zresztą swoje zdanie w kolejnych wydaniach, co dobrze pokazuje, jak bardzo jego konstrukcja zależała od interpretacji, a nie od twardych danych.

Wittgenstein czyta Frazera

Najbardziej przenikliwa krytyka teorii magii Frazera nie wyszła od antropologa, lecz od filozofa. Ludwig Wittgenstein na początku lat trzydziestych XX wieku sporządził serię notatek o Złotej gałęzi, które opublikowano dopiero w 1967 roku jako Bemerkungen über Frazers Golden Bough. Zarzucał w nich Frazerowi, że traktuje obrzędy tak, jak gdyby były błędnymi hipotezami naukowymi, i że w ten sposób czyni ludzi, których opisuje, głupszymi niż byli w rzeczywistości. Wittgenstein zauważał, że ten sam człowiek, który przebija wizerunek wroga, buduje swój dom z prawdziwego drewna i starannie wykonuje strzały, a więc dobrze rozumie zależności przyczynowe w codziennej pracy.

Według Wittgensteina obrzęd nie jest pomyłką, lecz wyrazem. Ktoś, kto całuje fotografię ukochanej osoby, nie wierzy, że wpłynie w ten sposób na nią samą. Wyraża uczucie w geście, który ma sens niezależnie od jakiegokolwiek skutku. Podobnie rytuały opisywane przez Frazera mogą być ekspresją lęku, czci, żalu lub pragnienia, a nie nieudaną techniką. Wittgenstein pisał z wyraźną irytacją, że Frazer jest znacznie bardziej dziki niż większość jego dzikich, ponieważ nie potrafi pojąć duchowego sensu ich praktyk, a wszystko, co dla nich znaczące, sprowadza do błędu angielskiego pastora jego czasów.

Ta krytyka nie zamknęła dyskusji, ale wskazała na zasadniczą słabość podejścia intelektualistycznego. Frazer traktował magię jako teorię o świecie, zapominając, że ludzkie działania symboliczne mają wiele innych funkcji niż przewidywanie i kontrola. Nie oznacza to, że jego rozróżnienia były bezużyteczne. Prawa podobieństwa i styczności nadal opisują trafnie pewne formy myślenia magicznego, ale ich interpretacja jako fałszywej fizyki okazała się zbyt wąska.

Złota gałąź w laboratorium okultysty

Wpływ Frazera wykroczył daleko poza antropologię akademicką. Złota gałąź była czytana przez pisarzy, poetów i psychologów. Zygmunt Freud oparł na niej część wywodu w Totemie i tabu, a T. S. Eliot w przypisach do Ziemi jałowej przywołał ją obok pracy Jessie Weston jako źródło swojej symboliki. Mit umierającego króla i odradzającego się boga wszedł do literatury modernistycznej jako jeden z jej głównych tematów.

Dla nowoczesnych okultystów książka miała znaczenie paradoksalne. Frazer uważał magię za błąd, który ludzkość powinna przezwyciężyć, ale jego dzieło dostarczyło ogromnej kolekcji obrzędów, mitów i zwyczajów, z których magowie XX wieku czerpali pełnymi garściami. Prawa sympatii stały się w ich rękach pozytywną teorią działania magii, a opisy rytuałów płodności i ofiary królewskiej inspirowały nowe obrzędy. Autorzy związani z rodzącym się w połowie XX wieku ruchem czarownic, od Margaret Murray po późniejszych twórców współczesnych rytuałów, korzystali z interpretacji Frazera, choć odwracali jego ocenę.

W ten sposób dzieło, które miało przedstawić magię jako relikt ludzkiej niedojrzałości, stało się jednym z jej najważniejszych źródeł w nowoczesności. Frazer uporządkował rozproszony materiał etnograficzny w język, który okultyści mogli przyswoić: magię podobieństwa, magię styczności, umierającego boga i świętego króla. Jego ewolucjonistyczny schemat stracił w antropologii uznanie, lecz pojęcia, którymi się posługiwał, wciąż krążą w literaturze o magii, często bez świadomości ich pochodzenia. Historia Złotej gałęzi jest więc historią książki, która przegrała jako teoria naukowa, a wygrała jako źródło wyobraźni.