Arbatel i etyka magii olimpijskich duchów
Anonimowy Arbatel wydany w Bazylei w 1575 roku zastępuje przymus prośbą, a technikę powołaniem: jego czterdzieści dziewięć aforyzmów i nauka o siedmiu olimpijskich duchach przedstawiają magię jako pobożną odpowiedzialność wobec Boga i ludzi.

Mała książka z Bazylei
W 1575 roku w Bazylei ukazał się anonimowy łaciński druk zatytułowany Arbatel de magia veterum, „Arbatel o magii starożytnych”. Za jego wydawcę uważa się zwykle Pietra Pernę, włoskiego drukarza i emigranta religijnego, który w tym samym czasie wypuszczał w Bazylei pisma Paracelsusa i inne teksty z pogranicza medycyny, filozofii przyrody i spekulacji religijnej. Autor pozostaje nieznany. Wśród proponowanych atrybucji pojawiały się nazwiska z kręgu szwajcarskich i niemieckich paracelsystów, ale żadna z nich nie została przekonująco dowiedziona. Pewne jest tylko środowisko: protestanckie, humanistyczne, otwarte na nowe idee i jednocześnie podejrzliwe wobec instytucjonalnych autorytetów.
Książka zapowiada dziewięć tomów, poświęconych kolejno magii mikrokosmicznej, olimpijskiej, hezjodejskiej, rzymskiej, pitagorejskiej, apollińskiej, hermetycznej i proroczej. Ukazał się jedynie pierwszy z nich, Isagoge, czyli wprowadzenie. Składa się on z siedmiu „septenariów”, a więc z czterdziestu dziewięciu aforyzmów, uporządkowanych w grupy po siedem. Nie wiemy, czy pozostałe tomy kiedykolwiek powstały. Prawdopodobnie zapowiedź pełniła funkcję ramy, która umieszczała krótki tekst w szerokim horyzoncie dawnej mądrości, niekoniecznie zaś realny plan wydawniczy.
Środowisko bazylejskie lat siedemdziesiątych XVI wieku wyjaśnia wiele z charakteru książki. Miasto było jednym z głównych ośrodków europejskiego druku, a działający tam wydawcy publikowali dzieła, które w innych krajach napotkałyby cenzurę. Paracelsyzm, z jego przekonaniem, że prawdziwą wiedzę o naturze daje oświecenie, a nie autorytet uniwersytecki, stanowił naturalne tło dla tekstu twierdzącego, że magii nie można się nauczyć bez Bożego powołania.
Nazwa „Arbatel” nie ma pewnej etymologii. Bywa wiązana z hebrajskimi lub pseudohebrajskimi źródłosłowami, ale autor jej nie objaśnia. Tego rodzaju tajemnicze imię było typowe dla ówczesnej literatury okultystycznej, która chętnie sięgała po egzotyczne brzmienia, by podkreślić starożytność i wyjątkowość przekazu.
Magia jako powołanie
Już pierwsze aforyzmy nadają tekstowi ton, który odróżnia go od większości średniowiecznych i wczesnonowożytnych podręczników magii. Autor otwiera księgę wezwaniem, by we wszystkich swoich zamysłach radzić się Boga, i przez cały tekst powraca do modlitwy, wdzięczności i pokory jako podstawowych warunków każdej działalności. Nie ma tu długich list przywołań ani instrukcji dotyczących przymuszania duchów. Zamiast tego czytelnik otrzymuje zbiór zaleceń moralnych i duchowych, które bardziej przypominają poradnik pobożności niż grymuar.
Jednym z kluczowych pojęć jest powołanie. Arbatel twierdzi, że prawdziwy mag jest przeznaczony do swojej sztuki od łona matki i że nikt nie może jej posiąść wbrew woli Boga. Ten, kto nie został powołany, nie powinien próbować zdobyć tajemnic, bo jego wysiłki przyniosą tylko szkodę lub złudzenie. Taka koncepcja przesuwa akcent z techniki na łaskę. Magia nie jest umiejętnością, którą każdy może opanować dzięki odpowiedniej procedurze, ale darem, który przychodzi do wybranych i wymaga od nich szczególnego życia.
To szczególne życie obejmuje odosobnienie od tłumu, życie „dla siebie i Muz”, jak mówi jeden z aforyzmów, unikanie próżności, kłamstwa i chciwości. Autor zaleca miłość bliźniego, dobroczynność i staranne wypełnianie obowiązków stanu. Wiedza tajemna ma służyć chwale Boga i dobru ludzi, a nie osobistej korzyści czy zaspokojeniu ciekawości. Mag, który zapomina o tych zasadach, traci łaskę, a jego sztuka obraca się przeciwko niemu.
Aforyzmy wyliczają też tajemnice, jakie może otrzymać powołany: od uzdrawiania chorób i przedłużania życia, przez znajomość ukrytych właściwości roślin, kamieni i metali, po poznanie Boga i Chrystusa, które autor stawia na szczycie hierarchii. Ten porządek jest znaczący. Moce praktyczne, które zwykle stanowią właściwy cel grymuaru, zostały tu podporządkowane wiedzy religijnej i traktowane są jako jej skutek uboczny. Kto szuka tylko złota albo zdrowia, otrzyma w najlepszym razie dobra przemijające; kto szuka Boga, dostanie także resztę, choć nie ona jest celem. W tym rozumowaniu łatwo rozpoznać echo ewangelicznego wezwania, by najpierw szukać królestwa Bożego.
Siedmiu olimpijskich duchów
Najbardziej rozpoznawalnym elementem Arbatelu jest nauka o siedmiu olimpijskich duchach, czyli zarządcach świata przypisanych siedmiu planetom. Ich imiona to Aratron (Saturn), Bethor (Jowisz), Phaleg (Mars), Och (Słońce), Hagith (Wenus), Ophiel (Merkury) i Phul (Księżyc). Każdy z nich ma swoją pieczęć, a autor opisuje ich właściwości, dziedziny wpływu i dary, jakie mogą przynieść człowiekowi. Och udziela długiego życia i zdrowia, Hagith piękna i przemiany metali, Ophiel wiedzy i sztuk, Phul uzdrawia i ma władzę nad wodami.
Według księgi wszechświat dzieli się na sto dziewięćdziesiąt sześć prowincji, którymi duchy zarządzają w malejących proporcjach: Aratron czterdziestoma dziewięcioma, Bethor czterdziestoma dwiema, i tak dalej, aż do Phula z siedmioma. Każdy z duchów sprawuje ponadto po kolei władzę nad całą historią przez okres czterystu dziewięćdziesięciu lat. Ten schemat łączy astrologię z historiozofią: dzieje ludzkości dzielą się na epoki o określonym charakterze, a czas, w którym żył autor, przypadał według jego rachuby na panowanie Hagith.
Ważne jest, w jaki sposób Arbatel przedstawia relację między człowiekiem a tymi duchami. Nie są one demonami, które trzeba przymusić, ani istotami podporządkowanymi woli maga. Są urzędnikami Boga, którzy wykonują Jego wolę i udzielają swoich darów tym, którym Bóg na to pozwala. Mag nie rozkazuje, lecz prosi; nie zmusza, lecz współpracuje. Przywołanie odbywa się w odpowiednim dniu i godzinie, z modlitwą skierowaną do Boga, a nie bezpośrednio do ducha. Ta konstrukcja odwraca hierarchię znaną z wielu grymuarów, w których mag stoi w kręgu i grozi duchom imionami Boga.
Teozofia i antropozofia
Interesującym aspektem Arbatelu jest jego terminologia. Księga rozróżnia dwa rodzaje prawdziwej wiedzy: teozofię, czyli poznanie spraw boskich, oraz antropozofię, wiedzę o rzeczach naturalnych i ludzkich. Obie są dobre i pochodzą od Boga, choć pierwsza jest wyższa. Przeciwstawia im się kakodemoniczną magię, która opiera się na współpracy z duchami złymi i prowadzi do zguby. Według Josepha Petersona, współczesnego wydawcy tekstu, jest to jedno z najwcześniejszych poświadczeń słowa anthroposophia, które w XX wieku zyskało zupełnie inne znaczenie w ruchu Rudolfa Steinera.
Ten podział ma charakter etyczny, a nie tylko teoretyczny. Prawdziwa magia, w rozumieniu autora, jest częścią pobożnej wiedzy o świecie, ciągłej z filozofią i teologią. Nie ma w niej miejsca na zakazane praktyki ani na szukanie władzy przez kontakt z siłami ciemności. Mag jest przede wszystkim mędrcem, który dzięki łasce Boga poznaje ukryte związki w przyrodzie i wykorzystuje je dla dobra innych.
W tym ujęciu Arbatel zbliża się do ideału magii naturalnej, rozwijanego przez renesansowych filozofów, takich jak Marsilio Ficino czy Giovanni Pico della Mirandola, ale zachowuje przy tym wyraźnie protestancki rys. Nie ma tu katolickiej liturgii ani kultu świętych; jest za to osobista modlitwa, lektura Pisma i przekonanie, że Bóg działa bezpośrednio w duszy wierzącego. Księga bywa dlatego czytana jako jeden z tekstów, w których magia renesansowa spotkała się z duchowością reformacyjną i z nurtem, który później nazwano teozofią chrześcijańską.
Recepcja i dalsze losy
Mimo swojej niewielkiej objętości Arbatel szybko zyskał uwagę. Krytycy magii, zarówno katoliccy, jak i protestanccy, potępiali go jako niebezpieczną książkę, która pod pozorem pobożności propaguje kontakty z duchami. Dla nich różnica między prośbą a przymusem nie miała znaczenia, skoro samo przywoływanie istot duchowych było niedozwolone. Z drugiej strony tekst czytali i kopiowali ludzie zainteresowani nurtami paracelsjańskimi oraz duchowością spirytualistyczną, a w czasie fali zainteresowania manifestami różokrzyżowymi na początku XVII wieku jego ton był bliski nowym oczekiwaniom odnowy wiedzy.
W 1655 roku Robert Turner przełożył Arbatel na angielski i wydał go razem z innymi tekstami, w tym z apokryficzną Czwartą księgą filozofii tajemnej przypisywaną Agryppie. To wydanie zapewniło mu trwałe miejsce w anglojęzycznej tradycji okultystycznej. W XIX i XX wieku olimpijskie duchy pojawiały się w pracach okultystów, a ich pieczęcie znalazły się w wielu kompilacjach. Często jednak pomijano przy tym kontekst etyczny, który w oryginale był najważniejszy. Pieczęcie wyrwane z aforystycznej ramy stawały się kolejnym zestawem znaków do talizmanów, a duchy, które w Isagoge były sługami Opatrzności, zaczęto traktować jak jeszcze jedną grupę istot do przywołania. Dopiero współczesne wydania krytyczne, w tym łacińsko-angielska edycja Josepha Petersona z 2009 roku, przywróciły tekstowi jego całość.
Etyka wobec techniki
Najciekawsze w Arbatelu jest to, że stawia pytanie o warunki dobrej magii, a nie tylko o jej skuteczność. Większość grymuarów skupia się na procedurze: jakie słowa wypowiedzieć, jakie przedmioty przygotować, w jakim czasie i miejscu działać. Arbatel mówi o tym niewiele, a jego głównym przedmiotem jest człowiek, który przystępuje do sztuki. Jego charakter, motywacje i relacja z Bogiem decydują o wszystkim.
Z dzisiejszej perspektywy można w tym widzieć próbę oczyszczenia magii z oskarżeń o czarnoksięstwo, podjętą w epoce, w której procesy czarownic stawały się coraz częstsze. Autor mógł świadomie konstruować wizję magii, której nikt nie mógłby zarzucić paktu z diabłem. Można jednak także czytać ten tekst jako szczere świadectwo duchowości, w której granica między modlitwą a magią była płynna, a poznanie przyrody stanowiło formę kultu. Obie interpretacje nie wykluczają się, a zwięzła forma aforyzmów pozwala na różne odczytania.
Niezależnie od intencji autora Arbatel pozostaje jednym z najbardziej oryginalnych tekstów magicznych wczesnej nowożytności. W miejsce przymusu stawia powołanie, w miejsce rozkazu prośbę, a w miejsce władzy służbę. Czterdzieści dziewięć aforyzmów nie tworzy pełnego systemu, ale wyznacza postawę, w której wiedza tajemna jest nie narzędziem panowania, lecz odpowiedzialnością wobec Boga i ludzi. W historii zachodniej magii stanowi to wyjątkowy głos, który warto słyszeć obok bardziej znanych i bardziej ponurych grymuarów.
