Apulejusz i Apologia – proces o magię w Sabracie
Mowa obrończa, którą Apulejusz z Madaury wygłosił około 158–159 roku w Sabracie, jest jedynym zachowanym z antyku głosem człowieka oskarżonego o magię, a zarazem wykładem filozofa, który oddziela „maga” w sensie platońskim od pospolitego czarownika i ośmiesza wiejską wyobraźnię oskarżycieli.

Rozprawa przed prokonsulem
Proces odbył się w Sabracie, nadmorskim mieście rzymskiej prowincji Afryki, na terenie dzisiejszej Libii, przed prokonsulem Klaudiuszem Maksymusem, który objeżdżał prowincję, sprawując sądy. Oskarżonym był Lucjusz Apulejusz, retor i filozof platoński pochodzący z Madaury, wykształcony w Kartaginie i w Atenach, a wówczas zamieszkały w pobliskiej Oei. Sprawa miała podłoże rodzinne i majątkowe. Apulejusz poślubił Emilię Pudentillę, zamożną wdowę z Oei, matkę swojego przyjaciela ze studiów, Sycyniusza Poncjana. Krewni jej pierwszego męża, przede wszystkim jego brat Sycyniusz Emilian, uznali, że przybysz zdobył jej rękę i majątek dzięki czarom.
Formalnie oskarżenie wniesiono w imieniu młodszego syna Pudentilli, Sycyniusza Pudensa, który był jeszcze bardzo młody, a za którym stali Emilian i teść zmarłego już wtedy Poncjana, Herenniusz Rufin. Prawną podstawą była najpewniej lex Cornelia de sicariis et veneficis, ustawa Sulli z 81 roku przed Chrystusem dotycząca zabójców i trucicieli, którą w okresie cesarstwa rozciągano na różne praktyki uznawane za magiczne. Stawka nie była błaha: skazanie za magia mogło pociągnąć za sobą ciężkie kary, łącznie z karą śmierci. Apulejusz nie bronił się zatem w sporze o dobre imię, lecz w procesie, w którym chodziło o życie.
Zachowany tekst, znany jako Apologia albo Pro se de magia, jest bez wątpienia opracowaniem literackim, przygotowanym do publikacji po rozprawie. Nie wiadomo, w jakim stopniu odpowiada słowom rzeczywiście wypowiedzianym przed trybunałem. Wynik procesu nie jest wprost poświadczony, ale późniejsza kariera Apulejusza w Kartaginie, gdzie cieszył się wielkim uznaniem, każe przyjąć, że został uniewinniony. Święty Augustyn w Państwie Bożym wspomina zresztą, że Apulejusz bronił się przed zarzutem magii przed rzymskim sędzią, co świadczy o trwałej pamięci o tej sprawie.
Od pierwszych stron widać też strategię mówcy. Apulejusz zwraca się do Maksymusa jako do człowieka wykształconego, czytelnika Platona i Arystotelesa, i niejako zaprasza go do wspólnoty ludzi kultury przeciw prowincjonalnym oskarżycielom, których przedstawia jako nieuków, nieznających nawet greki. Sąd ma w ten sposób zobaczyć w procesie nie spór o czary, lecz zderzenie filozofii z zawiścią i zabobonem.
Ryby, lusterko i chłopiec, który upadł
Siła Apologii polega na tym, że oskarżony powtarza zarzuty jeden po drugim, a następnie rozbiera je z ironią i erudycją. Najpierw kwestia ryb. Apulejusz miał zlecać rybakom wyszukiwanie rzadkich gatunków, w tym morskiego zająca, i za pieniądze pozyskiwać je dla siebie. Oskarżyciele widzieli w tym przygotowania do sporządzania napojów miłosnych. Obrońca odpowiada, że bada ryby jako przyrodnik, idąc śladem Arystotelesa i jego następców, którzy pisali o budowie i rozmnażaniu zwierząt, i że z ryby można co najwyżej przyrządzić obiad, a nie czar. Nie omieszkał przy tym przypomnieć, że sam napisał w tej dziedzinie prace po grecku i po łacinie.
Drugi zarzut dotyczył chłopca imieniem Tallus, który w obecności Apulejusza upadł na ziemię. Według oskarżenia filozof zaczarował go w odosobnieniu, przy niewielkim ołtarzyku i lampie, a chłopiec padł jak martwy. Apulejusz odpowiada, że Tallus od dawna cierpiał na epilepsję, tak ciężką, że trzymano go z dala od domu, i że jego upadek jest objawem choroby, a nie skutkiem zaklęcia. Wykorzystuje przy tym okazję do wykładu medycznego, powołując się na Platona i na lekarzy, którzy opisywali przyczyny tej przypadłości.
Trzeci zarzut, najbardziej swojski, dotyczył lusterka. Oskarżyciele wspominali, że Apulejusz posiada zwierciadło i przesyła przyjaciołom proszek do czyszczenia zębów, co miało świadczyć o próżności niegodnej filozofa i, pośrednio, o skłonnościach do czarów. Obrońca odpowiada długą i rozbawioną dygresją o optyce: zwierciadło jest przedmiotem badań filozofów, którzy dociekali, dlaczego obraz w nim jest odwrócony i jak powstaje odbicie, a dbałość o czystość ust trudno uznać za zbrodnię. Ten fragment pokazuje, jak łatwo zwykłe przedmioty mogły zostać przemianowane na narzędzia magii przez ludzi szukających pretekstu.
Posążek i owinięta tajemnica
Poważniej brzmiały dwa kolejne zarzuty. Pierwszy dotyczył przedmiotu, który Apulejusz przechowywał owinięty w lnianą tkaninę wśród domowych bóstw Poncjana i którego nikomu nie pokazywał. Oskarżyciele sugerowali, że to narzędzie czarów. Apulejusz przyznaje, że przechowuje pamiątki wtajemniczeń w różne misteria, w które został wprowadzony w Grecji, i że nie zamierza ich ujawniać profanom. Nie wyjawia, co to za przedmioty, ale zwraca się do słuchaczy, którzy sami byli wtajemniczeni, odwołując się do ich doświadczenia milczenia. Obrona polega tu na wpisaniu tajemnicy w uznaną praktykę religijną, a nie na jej wyjaśnieniu.
Drugi zarzut dotyczył posążka wyrzeźbionego z drewna na prywatne zamówienie, który według oskarżycieli przedstawiał szkielet, przerażający i wychudły, i który Apulejusz miał czcić pod greckim mianem basileus, „król”. Obrońca każe przynieść posążek na rozprawę i pokazuje go zgromadzonym: jest to mała, wdzięczna figurka Merkurego, wykonana przez miejscowego rzemieślnika, a nie żaden kościotrup. Apulejusz przyznaje, że nosi go przy sobie i składa mu ofiary, jak czyni wielu pobożnych ludzi wobec swoich bóstw opiekuńczych. Z zarzutu kultu demona zostaje w ten sposób zwykła prywatna pobożność filozofa.
Pozostałe oskarżenia mają podobny kształt: nocne ofiary w domu niejakiego Juniusza Krassusa, po których miały zostać ślady sadzy i piór, oraz miłosne wiersze pisane w młodości. Apulejusz odpowiada na nie, raz wskazując na sprzeczności w zeznaniach, raz podważając wiarygodność świadków, raz powołując się na przykład dawnych poetów, którzy także pisali o miłości. Szczególnie zjadliwie traktuje Krassusa, którego przedstawia jako pijaka gotowego zeznać cokolwiek za odpowiednią opłatą.
Małżeństwo z Pudentillą
Rdzeniem sprawy było jednak małżeństwo, i w tej części mowa staje się najbardziej osobista. Oskarżyciele utrzymywali, że Pudentilla, przez lata wdowa, nie wyszłaby za mąż bez użycia czarów, że była już stara, że ślub odbył się potajemnie w wiejskiej posiadłości i że Apulejusz przejął jej majątek. Obrońca odpowiada drobiazgowo. Pudentilla była, jak twierdzi, w wieku znacznie młodszym, niż utrzymywali przeciwnicy, a lekarze doradzali jej powtórne małżeństwo ze względu na zdrowie. Ślub zawarto poza miastem, by uniknąć kosztów publicznego przyjęcia, a nie z obawy przed świadkami.
Najbardziej znany epizod dotyczy listu. Oskarżyciele cytowali grecki list Pudentilli, w którym miała napisać, że Apulejusz jest magiem i że ją oczarował. Obrońca każe odczytać cały fragment i pokazuje, że wyrwano zdanie z kontekstu: Pudentilla przytaczała w ironicznej formie to, co mówili o nim inni, i odpierała te pogłoski. Ten moment zbliża Apologię do dramatu sądowego, w którym jedna linijka, czytana w pełnym brzmieniu, zmienia sens oskarżenia. Apulejusz przedstawia też szczegóły umowy majątkowej, z których wynika, że posag był skromny, a znaczna część majątku pozostała przy synach Pudentilli.
Mag Platona i mag z gminu
Najważniejsza z punktu widzenia historii idei jest jednak część, w której Apulejusz zastanawia się nad samym słowem „mag”. Zaczyna od przypomnienia, że w języku Persów magus oznacza kapłana, a magia jest u nich wiedzą religijną, znajomością ceremonii, obrzędów i praw boskich. Powołuje się na Platona, który w dialogu Alkibiades I opisuje wychowanie perskich królewiczów: jednym z ich nauczycieli jest mędrzec uczący magii Zoroastra, to jest kultu bogów. Jeśli tak rozumieć słowo, mówi Apulejusz, to magia jest sztuką miłą bogom, czcigodną i dawną, a nazwanie kogoś magiem jest raczej pochwałą niż oskarżeniem.
Zaraz jednak przeciwstawia temu znaczenie potoczne, w którym mag to ten, kto przez rozmowę z bogami nieśmiertelnymi i moc zaklęć potrafi dokonać wszystkiego, czego zapragnie. W tym sensie magia jest zbrodnią, a zarazem rzeczą wątpliwą: jeśli oskarżony naprawdę miałby taką moc, nie dałby się postawić przed sądem. Ten argument ad absurdum służy Apulejuszowi do ośmieszenia oskarżycieli, ale ma też głębszy sens. Odróżnia on dwie postawy: filozofa, który bada przyczyny zjawisk i czci bogów, oraz czarownika, który chce zmuszać rzeczy do posłuszeństwa.
Apulejusz zauważa przy tym, że filozofowie od dawna padali ofiarą tego pomieszania. Ludzie niewykształceni nazywają magami tych, którzy dociekają prostych przyczyn rzeczy, i uważają za bezbożnych tych, którzy szukają opatrzności w porządku świata. Wymienia myślicieli, którzy w dawnych czasach byli posądzani o czary, i stawia siebie w ich szeregu. Obrona przed zarzutem magii staje się w ten sposób obroną filozofii przed podejrzliwością tłumu.
Głos oskarżonego
Znaczenie Apologii wykracza daleko poza biografię jej autora. Wiemy o wielu procesach o magię w świecie rzymskim, ale prawie zawsze z relacji historyków, prawników albo przeciwników oskarżonych. Tylko tutaj słyszymy samego oskarżonego, który mówi we własnej sprawie, z pełnym arsenałem retoryki, i przy okazji odsłania, jak wyglądały wyobrażenia o czarach w prowincjonalnym mieście II wieku: ryby, figurki, lampy, pióra, zwierciadła i listy czytane w złej wierze.
Dla późniejszych czytelników mowa stała się także świadectwem dwuznacznej reputacji samego Apulejusza. Autor Metamorfoz, powieści o człowieku przemienionym w osła i ocalonym przez Izydę, był w późnej starożytności uważany przez niektórych za cudotwórcę na równi z Apolloniuszem z Tiany, a chrześcijańscy apologeci musieli się z tym zmagać. Ironia polega na tym, że człowiek, który w Sabracie tak starannie oddzielał filozofa od czarownika, przeszedł do legendy właśnie jako mag. Apologia pozostaje jednak dokumentem jego własnej wersji: obrazem uczonego platończyka, który uważał magię w sensie perskim za formę czci bogów, a magię w sensie gminnym za oszczerstwo wymierzone w każdego, kto myśli więcej niż jego sąsiedzi.
