Afera trucizn i czarne msze na dworze Ludwika XIV
Afera trucizn z lat 1677–1682, z wróżbiarką La Voisin i abbé Guibourgiem w centrum, pokazuje, jak oskarżenia o czarne msze, miłosne napoje i truciznę splotły się z rywalizacją na dworze Ludwika XIV i z pracą specjalnego trybunału, zwanego Chambre ardente.

Paryż po sprawie Brinvilliers
W lipcu 1676 roku, po publicznej pokucie przed katedrą Notre-Dame, stracono na placu de Grève markizę de Brinvilliers, arystokratki, która otruła ojca i dwóch braci, by przejąć majątek. Proces wstrząsnął Paryżem, bo pokazał, że trucizna może działać cicho w najlepszych domach, a śmierć uchodząca za naturalną bywa zbrodnią. W ciągu następnych miesięcy po mieście krążyły pogłoski o „proszkach dziedziczenia”, jak żartobliwie nazywano substancje przyspieszające przejęcie spadku, a spowiednicy z kościoła Notre-Dame mieli podobno przekazywać władzom niepokojące sygnały o tym, co słyszeli w konfesjonałach.
W tym klimacie policja paryska, kierowana od 1667 roku przez Gabriela Nicolasa de La Reynie, pierwszego porucznika generalnego policji, zaczęła śledzić środowisko wróżbiarek, akuszerek, alchemików-szarlatanów i księży bez stałego miejsca, którzy oferowali klientom horoskopy, amulety, środki poronne i, jak się okazało, coś więcej. Przełomem miało być nieostrożne zdanie wypowiedziane przy suto zakrapianej kolacji przez wróżkę Marie Bosse, która chwaliła się, że jeszcze kilka trucizn, a będzie mogła porzucić zawód. Aresztowania z lat 1677–1679 doprowadziły śledczych do kobiety, która stała się twarzą całej afery.
La Voisin i jej świat
Catherine Deshayes, żona jubilera Antoine'a Monvoisin, znana jako La Voisin, prowadziła w swoim domu na przedmieściu Saint-Denis coś na kształt przedsiębiorstwa usług tajemnych. Zaczynała jako chiromantka i fizjonomistka, czytając z dłoni i twarzy przyszłość dam z dobrego towarzystwa. Z czasem jej oferta poszerzyła się o eliksiry miłosne, zabiegi przerywania ciąży i, według późniejszych zeznań, o pośrednictwo w zdobywaniu trucizn dla żon pragnących pozbyć się mężów. Wokół niej działała sieć współpracowników: alchemik i oszust Adam Coeuret, zwany Lesage, rozmaici księża skłonni odprawiać nabożeństwa w nietypowych intencjach, dostawcy substancji, pomocnice.
La Voisin została aresztowana w marcu 1679 roku, wychodząc z mszy w kościele Notre-Dame-de-Bonne-Nouvelle. Przesłuchiwana wielokrotnie, ujawniła wiele nazwisk klientów, ale – co później okaże się istotne – długo milczała o najbardziej niebezpiecznych sprawach. Skazano ją za czary i trucicielstwo; spłonęła na placu de Grève 22 lutego 1680 roku. Współczesne relacje, w tym listy markizy de Sévigné, opisują jej ostatnie dni jako mieszaninę brawury i rozpaczy, co tylko podsycało legendę.
Ważne jest, by nie przenosić na ten świat późniejszych wyobrażeń o zorganizowanym kulcie szatana. Praktyki opisane w aktach mieszają elementy ludowej magii miłosnej, nadużycia liturgii i zwyczajną przestępczość. Klientki prosiły zwykle o rzeczy przyziemne: o względy kochanka, o płodność, o śmierć znienawidzonego męża, o wygraną w karty. Rytuał miał nadać tym życzeniom moc, a ksiądz, który odprawiał mszę nad przedmiotem magicznym, był w oczach uczestników przede wszystkim specjalistą od skutecznych słów.
Taka magia miłosna miała w Europie długą historię. Już średniowieczni kaznodzieje i synody piętnowali kobiety, które przechowywały konsekrowaną hostię, by dodać ją do potrawy ukochanego, oraz księży, którzy za opłatą odprawiali mszę w intencji szkodzenia wrogowi. Paryż drugiej połowy XVII wieku nie wymyślił więc nowych praktyk, lecz nadał starym niezwykłą skalę i klientelę. Wielkie miasto, w którym obok siebie żyli dworzanie, mieszczanie, oficerowie i ubogi kler, stwarzało rynek dla pośredników gotowych sprzedać nadzieję w każdej postaci. Akta pokazują, że te same osoby przyjmowały kupców i markizy, a ceny usług rosły wraz z pozycją klienta i ryzykiem, jakie niosło zamówienie.
Chambre ardente
Skala sprawy skłoniła Ludwika XIV do powołania w kwietniu 1679 roku specjalnego trybunału, który zasiadał w Arsenale i od dawnej nazwy sądów obradujących przy świecach, zwłaszcza w sprawach herezji, nazywany był Chambre ardente. Formalnie była to komisja sędziów wyłonionych z parlamentu i Rady, działająca poza zwykłym trybem sądowym. Jej postępowanie było tajne, oskarżeni nie mieli obrońców, a tortura – tak zwana question – stosowana była zgodnie z ówczesnym prawem karnym do uzyskiwania zeznań i przed egzekucją.
Trybunał pracował z przerwami do lipca 1682 roku. Historycy szacują, że przewinęło się przez jego akta kilkaset osób; wiele trafiło do więzień, część na stos lub szafot, inne na galery lub wygnanie. Wśród oskarżonych lub wymienionych w zeznaniach pojawiły się nazwiska z samej góry hierarchii społecznej: Olimpia Mancini, hrabina de Soissons, która wybrała ucieczkę za granicę, jej siostra Maria Anna, księżna de Bouillon, która podczas przesłuchania kpiła z sędziów, a także marszałek de Luxembourg, przez pewien czas więziony w Bastylii, ostatecznie uwolniony. Sama obecność tych postaci pokazuje, że trybunał wkroczył w przestrzeń, w której sprawy karne nieuchronnie stawały się sprawami politycznymi.
Ślady pracy Chambre ardente zachowały się w sposób niepełny i osobliwy. W 1709 roku, po śmierci La Reynie, Ludwik XIV kazał spalić część dokumentów dotyczących najbardziej drażliwych zeznań. Przetrwały jednak notatki i kopie, które porucznik policji sporządzał dla siebie, oraz bogata korespondencja ministra Louvois. W XIX wieku François Ravaisson opublikował obszerny wybór tych materiałów w serii Archives de la Bastille, a na ich podstawie Frantz Funck-Brentano napisał popularne studium Le Drame des poisons. Z tych źródeł korzystają wszyscy późniejsi badacze, świadomi, że patrzą na sprawę oczami policji.
Czarne msze i Madame de Montespan
Najsłynniejszy, a zarazem najbardziej wątpliwy wątek afery wyłonił się po egzekucji La Voisin. Jej córka, Marguerite Monvoisin, zaczęła w 1680 roku składać zeznania, w których oskarżyła markizę de Montespan, wieloletnią faworytę króla i matkę kilkorga jego dzieci, o korzystanie z usług matki. Według Marguerite Montespan miała od końca lat sześćdziesiątych zamawiać proszki miłosne dodawane do potraw króla, a później, gdy jej pozycja słabła wobec nowych rywalek, takich jak młoda Mademoiselle de Fontanges, uczestniczyć w mszach odprawianych nad jej nagim ciałem w intencji odzyskania łask monarchy. Pojawiły się też zarzuty, że planowano otrucie króla i Fontanges.
Księdzem, który miał te msze odprawiać, był według zeznań Étienne Guibourg, sędziwy duchowny związany z kilkoma parafiami, z przeszłością pełną nadużyć. Guibourg, aresztowany i przesłuchiwany, potwierdził część oskarżeń i opisał rytuały, w których na ciele kobiety leżącej na ołtarzu stawiano kielich, odmawiano formuły przywołujące duchy Astarota i Asmodeusza oraz odczytywano zaklęcie z imieniem zamawiającej. W zeznaniach pojawiły się też najmroczniejsze motywy – złożenia w ofierze niemowląt – które od początku budziły zarówno grozę, jak i nieufność śledczych.
Gdy nazwisko Montespan pojawiło się w aktach, król zareagował natychmiast. Jesienią 1680 roku obrady Chambre ardente zostały zawieszone, a zeznania dotyczące faworyty wydzielono z normalnego biegu sprawy. Osób, które mogłyby ją obciążyć, nie postawiono przed sądem; zamiast tego na mocy lettres de cachet zostały one rozesłane do twierdz i trzymane w odosobnieniu do końca życia, z zakazem rozmów o tym, co wiedzą. Montespan pozostała na dworze jeszcze przez ponad dekadę, choć jej wpływ na króla wygasał, a ostatecznie usunęła się do klasztoru. Nigdy nie stanęła przed sądem i nigdy nie została formalnie oskarżona.
Ile prawdy w zeznaniach
Wiarygodność opowieści o czarnych mszach jest przedmiotem sporu od ponad stu lat. Argumenty przeciw są poważne. Główni świadkowie byli osobami, które wiedziały, że od ich zeznań zależy życie; mieli powody, by dostarczać śledczym tego, czego ci zdawali się szukać, i by wplątywać w sprawę wysoko postawionych, w nadziei, że ich własna sprawa zostanie zamrożona. Marguerite Monvoisin zmieniała szczegóły i w pewnym momencie miała odwołać część zarzutów, twierdząc, że ktoś ją do nich nakłonił. Lesage był oszustem z zawodu, a Guibourg w chwili przesłuchań był starcem gotowym przyznać się do wszystkiego. Zeznania uzyskiwano w warunkach groźby tortury, a wymiar sprawiedliwości, który je spisywał, nie przewidywał obrony.
Z drugiej strony sam La Reynie, człowiek trzeźwy i pracowity, był przez dłuższy czas przekonany o rzeczywistości przynajmniej części opisywanych praktyk, a pewne elementy – istnienie wróżbiarek sprzedających środki miłosne, nadużywanie mszy w celach magicznych, handel truciznami – potwierdzają niezależne źródła. Współczesne badaczki, takie jak Anne Somerset w książce The Affair of the Poisons czy Lynn Wood Mollenauer w Strange Revelations, proponują ostrożne stanowisko: świat magicznych usług w Paryżu z pewnością istniał, poszczególne zbrodnie były rzeczywiste, ale konkretne zarzuty wobec Montespan, a zwłaszcza obraz zorganizowanych mszy z ofiarami z dzieci, pozostają nieudowodnione i najpewniej w dużej mierze wytworzone w toku przesłuchań. Dla historyka magii ciekawsze od rozstrzygnięcia winy faworyty jest to, jak powstaje taki obraz: z lęku przed trucizną, z dworskiej rywalizacji o łaski monarchy i z logiki śledztwa, które coraz głębiej wierzy w to, co samo wydobywa.
Edykt z 1682 roku
Zakończenie afery miało wymiar prawny, którego znaczenie wykracza poza sam skandal. W lipcu 1682 roku, wraz z rozwiązaniem Chambre ardente, ogłoszono królewski edykt regulujący handel truciznami i karanie przestępstw związanych z magią. Jego język jest wymowny: mówi o „rzekomej magii” i o tych, którzy pod pozorem wróżbiarstwa, horoskopów i czarów oszukują łatwowiernych. Edykt przewidywał wygnanie dla wróżbiarzy i surowe kary dla tych, którzy łączą swoje praktyki ze świętokradztwem lub trucizną, ale nie traktował już czarów jako realnej mocy wymagającej osobnej kategorii zbrodni.
W ten sposób afera, która zaczęła się od pogłosek o mszach odprawianych nad ciałem królewskiej faworyty, zakończyła się aktem, który przesuwał magię z dziedziny herezji i paktu w stronę oszustwa i przestępstwa pospolitego. Państwo absolutne nie tyle odrzuciło wiarę w czary, ile uznało, że prawdziwym zagrożeniem jest trucizna i zgorszenie sakramentów, a sama magia jest przede wszystkim narzędziem szarlatanów. Ta zmiana wrażliwości, dokonująca się w Paryżu w tych samych latach, w których dworskie elity szukały w podziemiach miasta sposobów na zdobycie łask monarchy, pozostaje jednym z najbardziej wymownych paradoksów epoki Ludwika XIV.
