Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Jack Parsons i Babalon Working

Operacja Babalon, przeprowadzona na początku 1946 roku w Pasadenie przez Jacka Parsonsa z udziałem L. Rona Hubbarda, jest miejscem, w którym thelemicka eschatologia Crowleya, wyobraźnia inżyniera rakietowego i niepokój powojennej Ameryki splotły się w jeden rytualny eksperyment o wciąż spornym sensie.

John Whiteside „Jack” Parsons na poligonie JPL w Arroyo Seco w Pasadenie, 1941, fot. NASA/JPL – domena publiczna
John Whiteside „Jack” Parsons na poligonie JPL w Arroyo Seco w Pasadenie, 1941, fot. NASA/JPL – domena publiczna · Wikimedia Commons

Inżynier, który czytał Księgę Prawa

John Whiteside Parsons, znany powszechnie jako Jack, należy do tych postaci, których biografię trudno opowiedzieć w jednym rejestrze. W historii techniki jest jednym z pionierów amerykańskiej rakietowej techniki napędowej: w drugiej połowie lat trzydziestych, wraz z Frankiem Maliną i Edem Formanem, eksperymentował z silnikami rakietowymi pod opieką Theodore’a von Kármána w kalifornijskim Caltechu, a z tej grupy wyrosło później Jet Propulsion Laboratory. Jego praca nad stałymi paliwami odlewanymi miała realne znaczenie dla wojennych prób z rakietowym wspomaganiem startu samolotów, a firma Aerojet, którą współtworzył, przetrwała długo po nim. W historii ezoteryki ten sam człowiek występuje jako żarliwy thelemita, członek kalifornijskiej gałęzi Ordo Templi Orientis i korespondent Aleistera Crowleya.

Pokusa, by jedną z tych twarzy uznać za prawdziwą, a drugą za kostium, jest silna i zawodna. Parsons nie traktował magii jako odpoczynku od nauki ani nauki jako przykrywki dla magii. Dla pokolenia, które dorastało przy pulpowych magazynach fantastyki i wierzyło, że lot w kosmos jest kwestią kilku dekad, granica między techniczną śmiałością a metafizyczną spekulacją bywała płynna. Liber AL vel Legis, objawiona Crowleyowi w 1904 roku w Kairze, zapowiadała nowy eon, w którym człowiek przestaje być poddanym i staje się gwiazdą na własnej orbicie. Młody chemik, który na co dzień liczył impulsy właściwe i ciśnienia w komorach spalania, mógł czytać tę zapowiedź jako opis historycznej zmiany, której narzędzia właśnie zaczęto budować.

Zarazem trzeba pamiętać o skali. Operacja Babalon nie była przedsięwzięciem zakonu ani programem badawczym, lecz prywatnym ciągiem rytuałów, przeprowadzonym przez kilka osób w domu przy South Orange Grove Avenue. Jej znaczenie wynika z tego, co o niej później napisano, z listów, które wywołała, i z tekstu, który pozostawiła.

Przybysz z marynarki i początek operacji

Latem 1945 roku do domu Parsonsa trafił L. Ron Hubbard, wówczas oficer marynarki wojennej i autor opowiadań fantastycznych, znany w środowisku pisarzy science fiction. Parsons był nim zafascynowany i w liście do Crowleya opisywał go jako człowieka o wyjątkowej intuicji, który bez formalnego przygotowania wydawał się rozumieć magiczne zasady. Hubbard związał się zresztą z ówczesną partnerką Parsonsa, Sarą Northrup, co w późniejszych miesiącach miało poważne następstwa finansowe i osobiste. Dalsze losy Hubbarda, w tym założenie ruchu, z którym jego nazwisko kojarzy się dziś przede wszystkim, wykraczają poza temat tego tekstu.

W styczniu 1946 roku Parsons rozpoczął serię operacji, których celem było przywołanie elementalnej partnerki: istoty, która miała przyjść do niego w ludzkiej postaci i stać się towarzyszką dalszej pracy. Według zachowanego dziennika magicznego posługiwał się tablicami enochiańskimi, wywodzącymi się z elżbietańskich seansów Johna Dee i Edwarda Kelleya w opracowaniu Złotego Brzasku i Crowleya, a także rytuałami seksualnymi wysokich stopni O.T.O. Hubbard pełnił rolę skryby i obserwatora, notując przebieg czynności i własne wizje. Zapiski wspominają o niespokojnych nocach i niejasnych zjawiskach, lecz trudno z niego wyczytać coś więcej niż stan napięcia uczestników, który zapis utrwala, a nie dokumentuje w sensie zewnętrznym.

Po kilkunastu dniach, podczas pobytu na pustyni Mojave, Parsons uznał, że operacja się dopełniła. Wkrótce potem w domu pojawiła się Marjorie Cameron, młoda kobieta, która niedawno opuściła służbę wojskową. Parsons odczytał jej przybycie jako odpowiedź na rytuał. Cameron przez lata zachowywała wobec tej interpretacji dystans, a później sama stała się malarką i postacią kalifornijskiej awangardy artystycznej, której twórczość ma własną, niezależną od Parsonsa historię. W tej chwili jednak stała się w jego oczach naczyniem, przez które miała działać siła wyższa.

Liber 49 i przyjście Babalon

Druga faza operacji, od lutego do początku marca 1946 roku, miała już inny cel. Parsons zamierzał przygotować przyjście Babalon – postaci, która w pismach Crowleya łączy apokaliptyczną Wielką Nierządnicę z Apokalipsy św. Jana z boginią nowego eonu, Szkarłatną Kobietą i strażniczką Miasta Piramid. Imię to Crowley przejął z wizji enochiańskich, które opisał w The Vision and the Voice, zapisie ewokacji prowadzonych w 1909 roku na pustyni algierskiej wraz z Victorem Neuburgiem. Babalon jest tam figurą zarazem rozpustną i świętą: przyjmuje wszystko, co adept odda, i w tym oddaniu ego zostaje zniesione.

Na pustyni Parsons spisał tekst zatytułowany Liber 49, zwany też Księgą Babalon, który uważał za przekaz otrzymany w stanie natchnienia, a nawet za brakujący czwarty rozdział Księgi Prawa. Utwór jest napisany w rytmicznej, profetycznej prozie, w drugiej osobie, jako mowa samej Babalon do jej wybranego. Zawiera obietnicę wcielenia, zapowiedź znaków i szereg poleceń dotyczących kultu, z wyraźnym akcentem na kobiecą moc jako zasadę wyzwalającą. Liczbę w tytule wiąże się zwykle z symboliką siedmiu razy siedem, znanej z rozważań o Babalon w kręgu Crowleya.

Dla historyka idei Liber 49 jest cenny nie dlatego, że rozstrzyga cokolwiek o naturze przekazu, lecz dlatego, że pokazuje, jak thelemita trzeciego pokolenia czytał swoją tradycję. Parsons nie poprzestał na posłuszeństwie wobec Crowleya; uznał się za tego, przez kogo Księga Prawa zostaje dopełniona. W ruchu, którego fundamentem był tekst objawiony jednemu człowiekowi, był to gest zuchwały i zarazem zgodny z duchem nauki, wedle której każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą. Kolejne pisma Parsonsa, a zwłaszcza deklaracja z 1949 roku, w której przyjął imię Antychrysta w sensie nadanym mu przez thelemicką eschatologię, rozwijały tę samą linię: przekonanie, że nadchodzi czas odwrócenia starego porządku i że on sam ma w nim swoją rolę.

Celem całej operacji była, według najczęstszej interpretacji opartej na listach i dziennikach, inkarnacja Babalon w ludzkim dziecku, poczętym w rytualnie przygotowanym akcie. Motyw ten ma wyraźny literacki rodowód: w powieści Moonchild, napisanej przez Crowleya w czasie pierwszej wojny światowej i wydanej w 1929 roku, grupa magów próbuje sprowadzić wyższą istotę do łona kobiety. Nic nie wskazuje, by z operacji narodziło się dziecko, a sam Parsons w kolejnych latach przesuwał akcent z dosłownej inkarnacji na ogólniejszą wizję przyjścia nowej siły do świata.

Listy z Hastings

Przebieg operacji znamy w dużej mierze dlatego, że Parsons szczegółowo informował o niej Crowleya, mieszkającego wówczas w Anglii, w pensjonacie w Hastings. Odpowiedzi nadchodziły powoli, przez ocean, a ich ton szybko się zmieniał. Crowley, schorowany i zależny od pieniędzy przesyłanych z Kalifornii, z rosnącym niepokojem czytał listy pełne aluzji i pozbawione konkretów. W korespondencji z Karlem Germerem, swoim następcą w zarządzie zakonu, pisał z wyraźną irytacją, że Parsons lub Hubbard najwyraźniej próbują wyprodukować „księżycowe dziecko”, i nie szczędził im określeń sugerujących lekkomyślność i głupotę. Ten fragment cytuje się dziś najczęściej, choć łatwo zapomnieć, że jest to prywatny komentarz starego człowieka, który ze swojej perspektywy widział przede wszystkim chaos w jednej z nielicznych działających placówek O.T.O.

Reakcja Crowleya jest pouczająca z kilku względów. Po pierwsze, pokazuje, że autor Księgi Prawa nie uważał się za gwaranta każdej praktyki prowadzonej w jego imieniu i nie przyjmował z entuzjazmem tekstów, które ktoś inny ogłaszał jej kontynuacją. Po drugie, odsłania napięcie, które towarzyszyło Thelemie od początku: między ideą autonomicznej woli każdej jednostki a potrzebą hierarchii, która chroni ruch przed rozpadem. Parsons robił dokładnie to, do czego nauka Crowleya go ośmielała, i właśnie dlatego budził jego obawy. Po trzecie wreszcie, listy dokumentują, że już w 1946 roku wydarzenia w Pasadenie uchodziły w samym zakonie za epizod problematyczny, a nie za tryumf.

Wkrótce okazało się, że zaufanie Parsonsa do Hubbarda było nieuzasadnione. Spółka, którą obaj założyli z Sarą Northrup, zakończyła się sporem o pieniądze i łódź kupioną za wspólne środki, a Parsons wystąpił na drogę sądową. Ten wątek należy już jednak do biografii, nie do historii operacji.

Rytuał w kraju rakiet i bomby

Najciekawsze w operacji Babalon jest może to, gdzie i kiedy się wydarzyła. Pół roku wcześniej Stany Zjednoczone zrzuciły bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki, a technika, przy której pracował Parsons, przestała być domeną entuzjastów i stała się sprawą państwową, objętą tajemnicą i kontrolą. Inżynierowie, którzy w latach trzydziestych testowali silniki w suchym korycie rzeki, mieli teraz do czynienia z wojskiem, z biurokracją bezpieczeństwa i z nowym rodzajem odpowiedzialności. Parsons, pozbawiony formalnego wykształcenia akademickiego i coraz bardziej odsuwany od instytucji, które pomógł stworzyć, odnajdywał się w tym świecie z trudem. Pod koniec lat czterdziestych jego zainteresowania okultystyczne stały się zresztą jednym z wątków, którymi zajęły się służby przy weryfikacji jego dostępu do informacji niejawnych.

W takim kontekście apokaliptyczny język Liber 49 nabiera dodatkowego wymiaru. Zapowiedź nowej siły, która rozbije stary porządek, nie była dla Parsonsa abstrakcją: żył w kraju, który właśnie zademonstrował, że stary porządek naprawdę można rozbić. Jego późniejszy esej Freedom is a Two-Edged Sword łączy thelemicką etykę woli z obroną wolności jednostki przed państwem, konformizmem i moralnością tłumu. Kobieca postać Babalon funkcjonuje w nim jako przeciwieństwo autorytarnej, patriarchalnej kultury, którą uważał za źródło wojen i ucisku. Dla wielu późniejszych czytelników, zwłaszcza w kontrkulturze lat sześćdziesiątych, był to najbardziej przyszłościowy element jego myśli.

Śmierć Parsonsa w czerwcu 1952 roku, w wybuchu w domowym laboratorium w Pasadenie, zamknęła tę historię w sposób, który sprzyjał legendzie. Okoliczności wypadku są dobrze opisane, a oficjalne ustalenia wskazały na nieszczęśliwy przypadek przy pracy z materiałami wybuchowymi; spekulacje o rytualnym lub spiskowym tle nie mają oparcia w źródłach. Legenda jednak przetrwała, karmiona połączeniem rakiet, magii seksualnej i nazwisk, które później stały się sławne z zupełnie innych powodów.

Ocena operacji Babalon zależy od przyjętej perspektywy, a historyk nie ma narzędzi, by rozstrzygnąć, czy Parsons coś przywołał. Może natomiast stwierdzić, że zostawił po sobie zbiór dokumentów rzadkich w dziejach nowoczesnej magii: dziennik ceremonii, tekst uznany przez autora za objawiony i krytyczną korespondencję mistrza, który tego objawienia nie przyjął. Razem pokazują one, jak doktryna nowego eonu, pomyślana na początku stulecia w Kairze i na pustyni algierskiej, trafiła w ręce człowieka budującego maszyny do lotu w kosmos i jak w tych rękach zmieniła kształt. Babalon z Pasadeny jest mniej postacią z kosmologii Crowleya, a bardziej obrazem nadziei i lęków amerykańskiego roku 1946.