Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Ars Notoria i modlitewna droga do wiedzy

Ars notoria, średniowieczna sztuka zdobywania wiedzy przez modlitwy, nieznane imiona i kontemplację figur, nie przywołuje demonów, lecz anioły i Boga, a jej potępienie przez teologów wynikało nie z treści modlitw, ale z obawy, że znaki i słowa mają działać mechanicznie, z pominięciem łaski.

Figura logiki (dialektyki) z rękopisu „Ars Notoria” w zbiorach Bodleian Library, fot. Haplo1990 – CC BY-SA 4.0
Figura logiki (dialektyki) z rękopisu „Ars Notoria” w zbiorach Bodleian Library, fot. Haplo1990 – CC BY-SA 4.0 · Wikimedia Commons

Obietnica dla zmęczonego studenta

Tekst znany jako Ars notoria powstał najpewniej pod koniec XII wieku; najstarsze rękopisy pochodzą z początku XIII stulecia, a miejsce powstania pozostaje sporne. Jego obietnica była prosta i kusząca. Kto przez określony czas, zachowując czystość, poszcząc i wyznając grzechy, będzie odmawiał przepisane modlitwy w wyznaczone dni miesiąca księżycowego, a zarazem wpatrywał się w odpowiednie figury, ten w krótkim czasie zdobędzie pamięć, wymowę i zrozumienie, a następnie znajomość wszystkich sztuk wyzwolonych, filozofii i teologii.

Takie przyrzeczenie trafiało w szczególną potrzebę epoki. Wiek XII i XIII to czas powstawania uniwersytetów, gwałtownego przyrostu tekstów przekładanych z greki i arabskiego, wydłużających się studiów i ostrej konkurencji o beneficja kościelne. Wiedza stała się kapitałem, a jej zdobycie wymagało lat wysiłku. Ars notoria proponowała drogę na skróty, ale nie drogę zakazaną w swoim własnym rozumieniu: wiedza miała pochodzić od Boga, jak mądrość dana Salomonowi w odpowiedzi na jego modlitwę w Gibeonie.

Postać Salomona jest tu kluczowa. Według tekstu król otrzymał tę sztukę za pośrednictwem anioła, a późniejsi mędrcy, wśród nich Apoloniusz, przekazali ją dalej; część dzieła krąży zresztą pod tytułem Flores aurei jako pismo przypisywane Apoloniuszowi. Obie atrybucje są oczywiście fikcyjne, ale ich wybór jest wymowny. Salomon był w średniowieczu wzorem mądrości otrzymanej, nie wypracowanej, a jednocześnie patronem magii uczonej; Ars notoria łączy obie te role.

Modlitwy, imiona i figury

Dzieło składa się z kilku warstw. Najpierw idą modlitwy ogólne, których celem jest wzmocnienie pamięci, wymowy i pojętności; potem modlitwy szczegółowe przypisane poszczególnym sztukom – gramatyce, dialektyce i retoryce, następnie arytmetyce, muzyce, geometrii i astronomii, a wreszcie filozofii i teologii. Wiele modlitw jest napisanych zwykłą łaciną liturgiczną i mogłoby się znaleźć w każdym modlitewniku. Inne zawierają ciągi słów niezrozumiałych, przedstawianych jako imiona i wyrażenia chaldejskie, greckie i hebrajskie. Tekst zastrzega, że nie wolno ich tłumaczyć, ponieważ ich moc przekracza możliwości ludzkiej mowy.

Drugim filarem sztuki są notae, od których pochodzi jej nazwa. Są to rozbudowane figury geometryczne, złożone z kół, linii i pasów tekstu, często bogato zdobione kolorem i złotem. Każda sztuka ma własne figury, a adept ma się w nie wpatrywać podczas odmawiania przypisanych modlitw. Figury nie są ilustracjami w zwykłym sensie; nie przedstawiają treści danej dyscypliny, lecz są czymś w rodzaju wizualnych modlitw, przez które łaska ma przeniknąć do umysłu. Najpiękniejsze rękopisy Ars notoria należą do arcydzieł średniowiecznej sztuki diagramu. Ich wykonanie było kosztowne i wymagało wprawnego iluminatora, co samo w sobie świadczy o zamożności i wykształceniu zamawiających: nie byli to wiejscy czarownicy, lecz ludzie, którzy mieli dostęp do skryptoriów i pieniądze na złoto.

Najważniejsze jest jednak to, że modlitwa, imię i figura mają działać razem. Sama modlitwa bez figury nie wystarcza, a figura bez modlitwy pozostaje martwym rysunkiem. Praktykujący nie uczy się więc gramatyki przez czytanie gramatyki, lecz przez to, że w odpowiednim stanie czystości, w odpowiednim dniu, wpatrzony w odpowiedni znak wypowiada odpowiednie słowa. Wiedza ma przyjść jako dar, w nagłym olśnieniu albo w stopniowym rozjaśnieniu umysłu, a nie jako owoc lektury. Ten szczegół tłumaczy zarówno urok sztuki, jak i nieufność, z jaką patrzyli na nią nauczyciele uniwersyteccy.

Około pierwszej tercji XIII wieku powstała wersja rozszerzona, opatrzona obszernym komentarzem, który objaśniał sposób użycia modlitw i figur oraz dodawał nowe elementy, w tym rozbudowany kalendarz praktyk i dodatkowe notae. Krytyczne wydanie, przygotowane przez Juliena Véronèse'a i opublikowane w 2007 roku, pozwoliło po raz pierwszy uporządkować te warstwy i pokazać, jak tekst rósł i zmieniał się w kolejnych pokoleniach kopistów.

Magia bez demonów

Najważniejszą cechą Ars notoria jest to, czego w niej brak. Nie ma tu kręgów ochronnych, przymuszania duchów, ofiar ani paktów. Adresatami modlitw są Bóg, Trójca i aniołowie, a cała praktyka ma charakter pobożnego ćwiczenia, bliskiego liturgii godzin i ascezie monastycznej. Czystość, post i spowiedź nie są tu dodatkiem, lecz warunkiem skuteczności. W tym sensie sztuka należy do rodziny praktyk, które historycy nazywają magią anielską lub teurgiczną, a jej użytkownicy z pewnością nie uważali się za nekromantów.

Ta cecha tłumaczy, dlaczego tekst cieszył się taką popularnością wśród mnichów, kleryków i studentów. Zachowało się kilkadziesiąt rękopisów z całej Europy, w tym z bibliotek Europy Środkowej, które badał Benedek Láng; ich obecność w zbiorach uniwersyteckich i klasztornych pokazuje, że sztukę kopiowali ludzie wykształceni, związani z instytucjami kościelnymi. Dla wielu z nich granica między żarliwą modlitwą o mądrość a rytuałem obiecującym jej mechaniczne udzielenie była płynna.

Płynność ta najlepiej widoczna jest w biografii Jana z Morigny, benedyktyna, który na początku XIV wieku praktykował Ars notoria, porzucił ją pod wpływem przerażających wizji i stworzył maryjną alternatywę, spaloną w Paryżu w 1323 roku. Jego historia, opisana osobno, jest świadectwem, że sami praktykujący odczuwali napięcie między pobożnością a magią i szukali sposobów, by je rozwiązać.

Spór o znaki, które miałyby działać same

Teologowie widzieli rzecz inaczej. Najbardziej wpływowa krytyka wyszła spod pióra Tomasza z Akwinu, który w Summie teologii, w części poświęconej przesądom, zadał wprost pytanie, czy wolno używać praktyk sztuki notoryjnej. Jego odpowiedź była przecząca. Figury i nieznane słowa nie mają, według Tomasza, naturalnej mocy wywoływania wiedzy, bo wiedza nie jest skutkiem fizycznym, który można by wywołać znakiem. Jeśli więc praktyka przynosi jakiś skutek, musi go przynosić za sprawą istoty rozumnej, do której znaki się zwracają. Ponieważ Bóg nie udziela łaski w odpowiedzi na takie znaki, a święci aniołowie nie współdziałają z praktykami nieuznanymi przez Kościół, pozostają demony.

Argument ten jest w gruncie rzeczy semiotyczny i wywodzi się z Augustyna, który w De doctrina christiana uznał znaki magiczne za umowę z demonami. Ciekawe jest jednak, jak przekształca on samą naturę zarzutu. Tomasz nie twierdzi, że modlitwy Ars notoria są bluźniercze; wiele z nich jest poprawnych teologicznie. Zarzut dotyczy struktury praktyki: przekonania, że określone słowa w określony dzień, połączone z określonym obrazem, wywołają określony skutek. Taka struktura czyni modlitwę narzędziem, a Boga dostawcą usług, co przeczy istocie łaski, która jest darmowa.

Kontrast staje się wyraźny, gdy zestawi się Ars notoria ze sztuką pamięci, którą ten sam Tomasz cenił i zalecał. Pamięć sztuczna, opisana w antycznej Rhetorica ad Herennium i u Cycerona, polegała na umieszczaniu wyobrażeń w uporządkowanych miejscach wyobrażonego budynku, tak by przy powtórnym przejściu przez nie odnaleźć zapamiętane treści. Tomasz omawiał ją w części Summy poświęconej roztropności i uznawał za godną chrześcijanina, bo działa przez naturalne władze umysłu: wyobraźnię, porządek i ćwiczenie. Obie sztuki posługują się obrazami i obie obiecują wzmocnienie pamięci, ale ich logika jest przeciwna. Pamięć sztuczna jest techniką ludzką, którą każdy może zrozumieć i opanować; sztuka notoryjna obiecuje wiedzę wlaną z góry, w zamian za czynności, których działania nikt nie potrafi objaśnić. Pierwsza wzmacnia rozum, druga chce go wyręczyć.

Podobnie można zestawić ją z wielką sztuką Rajmunda Lulla, która pod koniec XIII wieku obiecywała dojście do prawdy przez kombinowanie podstawowych pojęć na obrotowych kołach. Także Lull posługiwał się figurami i również obiecywał skrócenie drogi do wiedzy, ale jego figury miały być narzędziem rozumowania, a nie modlitwy. To porównanie pokazuje, jak żywe było w późnym średniowieczu pragnienie znalezienia metody, która uczyniłaby zdobywanie wiedzy szybszym i pewniejszym, i jak różne drogi temu pragnieniu otwierano.

Potępienie nie zakończyło obiegu tekstu. Ars notoria przetrwała w rękopisach przez całe późne średniowiecze, a jej modlitwy wchłonęły inne dzieła, w tym Liber Iuratus Honorii, który połączył je z bardziej ryzykownymi operacjami. Teologowie wracali do tematu jeszcze wielokrotnie, a sama nazwa sztuki stała się w polemikach skrótem dla wszelkich prób zdobywania wiedzy drogą rytualną.

Druk, przekład i druga kariera

W epoce druku Ars notoria zyskała nowe życie. Łaciński tekst włączono do zbiorowych wydań dzieł Agryppy z przełomu XVI i XVII wieku, choć sam Agryppa nie był jego autorem, a dołączenie tekstu do jego pism było decyzją wydawców. W 1657 roku Robert Turner wydał w Londynie angielski przekład pod tytułem Ars Notoria: The Notory Art of Solomon, pozbawiony jednak w dużej mierze figur, bez których sztuka traciła swój pierwotny sens. Z tego wydania korzystali później okultyści XIX i XX wieku, często nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo różni się ono od średniowiecznych rękopisów.

Od XIX wieku angielski przekład Turnera był wielokrotnie przedrukowywany, a w XX i XXI wieku Ars notoria trafiła do kanonu tekstów czytanych przez współczesnych praktyków magii ceremonialnej. Czytano ją zwykle w oderwaniu od średniowiecznego kontekstu: jako techniczny podręcznik rozwoju umysłu, a nie jako świadectwo pobożności, która szukała dróg na skróty i zarazem bała się własnej śmiałości.

Współczesne badania, prowadzone przez Claire Fanger, Juliena Véronèse'a, Franka Klaassena i innych, przywróciły Ars notoria jej właściwe miejsce w historii kultury. Nie jest to margines zabobonu, lecz ważne świadectwo napięć w samym sercu średniowiecznego chrześcijaństwa: między pragnieniem wiedzy a pokorą, między modlitwą jako prośbą a modlitwą jako techniką, między łaską a metodą.

W tym leży trwała aktualność tematu. Pytanie, które postawił Tomasz, nie dotyczy tylko średniowiecznych kleryków. Dotyczy każdej praktyki duchowej, która obiecuje określony rezultat w zamian za ściśle określone czynności. Ars notoria jest jedną z najwcześniejszych i najbardziej wyrafinowanych prób zbudowania takiej techniki w ramach chrześcijańskiej modlitwy, a jej losy pokazują, że granica między pobożnością a magią przebiega nie tyle przez treść słów, ile przez intencję i rozumienie tego, co się robi.