Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Magia ceremonialna

Nomina barbara – barbarzyńskie imiona mocy

Od Wyroczni chaldejskich, które zakazywały zmieniania barbarzyńskich imion, przez Jamblicha i Orygenesa aż po Złoty Brzask, niezrozumiałe imiona boskie uważano za skuteczne właśnie dlatego, że opierają się przekładowi: ich moc miała tkwić w brzmieniu i pochodzeniu, a nie w znaczeniu dostępnym rozumowi.

Ciemny anioł, „Aurora consurgens”, XV w., Zentralbibliothek Zürich
Ciemny anioł, „Aurora consurgens”, XV w., Zentralbibliothek Zürich

Zakaz z Wyroczni

Wśród fragmentów Wyroczni chaldejskich, zbioru heksametrycznych objawień z II wieku, który późni platonicy czcili niemal na równi z dialogami Platona, zachował się wers krótki i kategoryczny: „Nigdy nie zmieniaj barbarzyńskich imion”. Przekazał go bizantyjski uczony Michał Psellos w XI wieku, dodając wyjaśnienie, że u każdego ludu istnieją imiona przekazane przez bogów, które mają w obrzędach niewyrażalną moc. Przekład na grekę, choćby najstaranniejszy, odbiera im tę moc, ponieważ zmienia to, co w imieniu najważniejsze.

Słowo „barbarzyński” nie miało tu wydźwięku pogardliwego. Grecy nazywali tak każdą mowę niegrecką, niezrozumiałą dla ucha wychowanego w helleńskiej kulturze. Barbarzyńskie imiona to więc imiona egipskie, asyryjskie, hebrajskie, perskie, a także te, które nie należały do żadnego rozpoznawalnego języka. Ich wspólną cechą była obcość: brzmiały inaczej niż mowa codzienna i opierały się zrozumieniu. Właśnie ta obcość, zdaniem zwolenników tej doktryny, świadczyła o ich boskim pochodzeniu.

Zakaz z Wyroczni jest jednocześnie świadectwem pewnego niepokoju. Skoro trzeba było nakazywać, by imion nie zmieniać, istniała pokusa, aby je tłumaczyć, objaśniać lub zastępować bardziej zrozumiałymi odpowiednikami. Hellenistyczna kultura, przyzwyczajona do przekładania bogów obcych na swoich – Ozyrysa na Dionizosa, Thota na Hermesa – musiała zmierzyć się z przekonaniem, że w świecie obrzędu taka metoda zawodzi.

Język, który zna bóg

Najpełniejsze filozoficzne uzasadnienie tej doktryny przedstawił Jamblich z Chalkis w traktacie znanym jako De mysteriis, odpowiedzi na list Porfiriusza, który zgłaszał wątpliwości wobec praktyk obrzędowych. Porfiriusz pytał między innymi, po co posługiwać się w modlitwach niezrozumiałymi słowami, skoro bóg rozumie każdy język, a liczy się przecież myśl, nie dźwięk. Odpowiedź Jamblicha, zawarta w siódmej księdze dzieła, jest jednym z najważniejszych tekstów starożytnej refleksji nad mocą słowa.

Jamblich twierdzi, że języki ludów świętych, takich jak Egipcjanie i Asyryjczycy, zostały ustanowione przez bogów albo im szczególnie odpowiadają, i dlatego imiona w nich zachowane są dla bogów właściwe. Nawet jeśli człowiek nie rozumie ich znaczenia, bogowie je znają, a to wystarczy, by imię działało. Przekład zmienia nie tylko dźwięk, ale samą naturę imienia, ponieważ imiona nie są zwykłą umową między ludźmi, lecz noszą w sobie coś z rzeczywistości, którą oznaczają. Jamblich dodaje uwagę o charakterze niemal socjologicznym: Grecy z natury lubią nowości i ciągle zmieniają swoje obyczaje, ludy barbarzyńskie zaś są wierne tradycji i dlatego ich słowa zachowały moc, którą Grecy roztrwonili.

Kluczowy jest tu pewien odwrót od rozumu dyskursywnego. Dla Jamblicha człowiek nie może wznieść się do bogów samą myślą, a skuteczność obrzędu nie zależy od tego, czy uczestnik go rozumie. Działanie pochodzi od bogów, którzy rozpoznają w obrzędzie znaki należące do nich samych. Niezrozumiałe imię jest jednym z takich znaków. Jego obcość nie jest przeszkodą, ale gwarancją, że nie zostało zredukowane do ludzkiej miary.

Spór o naturę imion

Kwestia barbarzyńskich imion łączyła się z jednym z najstarszych sporów greckiej filozofii języka: czy imiona istnieją z natury, czy z umowy. Platoński Kratylos stawia to pytanie wprost, a odpowiedzi udzielone przez późniejsze szkoły miały wpływ także na rozumienie modlitwy. Jeżeli imiona są umowne, przekład niczego nie zmienia, a modlić się można w dowolnym języku. Jeżeli natomiast imiona mają związek z naturą rzeczy, ich brzmienie staje się istotne, a zmiana dźwięku może zniszczyć ten związek.

Zaskakująco wyraźne stanowisko w tej sprawie zajął chrześcijański teolog Orygenes w dziele Przeciw Celsusowi, napisanym około 248 roku. Odpowiadając pogańskiemu krytykowi, który twierdził, że nie ma znaczenia, jakim imieniem nazywa się najwyższego boga, Orygenes argumentował, że imiona takie jak Sabaoth czy Adonai tracą swoją moc, gdy przetłumaczy się je na grekę. Przywoływał też fakt, że formuła „Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba” była używana nawet przez egipskich zaklinaczy, którzy nie wyznawali wiary Izraela, a mimo to przypisywali jej skuteczność. Orygenes wiązał to z przekonaniem, że imiona mają naturę, a nie są wyłącznie konwencją, i że niektóre z nich, wymawiane w odpowiednim języku, mają szczególną moc wobec duchów.

Stanowisko Orygenesa pokazuje, jak szeroko rozpowszechnione było przekonanie o mocy nieprzetłumaczalnych imion. Nie był to wyłącznie pogląd pogańskich teurgów, ale założenie wspólne wielu kręgom późnej starożytności, łącznie z chrześcijańskimi intelektualistami. Różnice dotyczyły tego, które imiona uznać za prawomocne i w jakim celu ich używać, a nie samej zasady.

Podobną myśl wyraża jeden z traktatów Corpus Hermeticum, zaliczany do zbioru jako szesnasty. Przedstawia się on jako list Asklepiosa do króla Ammona i ostrzega przed przekładaniem nauk hermetycznych na grekę, ponieważ sam dźwięk słów egipskich zawiera w sobie energię rzeczy, o których mówią. Grecy, według autora, mają mowę pustą, dobrą do sporów, ale niezdolną do przenoszenia mocy. Ironia polega na tym, że traktat ten zachował się właśnie po grecku.

Słowa z papirusów

Praktyczną stronę doktryny ukazują greckie papirusy magiczne z Egiptu, datowane głównie na okres od II wieku przed naszą erą do V wieku naszej ery i dostępne dziś w wydaniu Karla Preisendanza oraz w angielskim przekładzie pod redakcją Hansa Dietera Betza z 1986 roku. Wypełniają je tak zwane voces magicae, „głosy magiczne”: ciągi sylab, które nie należą do żadnego znanego języka lub łączą fragmenty hebrajskie, egipskie i greckie w nowe, rytmiczne całości. Pojawiają się imiona Iao, Abrasax czy Sabaoth, palindromy takie jak ablanathanalba, długie formuły w rodzaju akrammachamarei, a także sekwencje samogłosek, które miały być wymawiane lub śpiewane w określony sposób.

Badacze od dawna próbują rozszyfrować te słowa, wskazując w niektórych pozostałości hebrajskich imion Boga, egipskich epitetów bóstw czy aramejskich wyrażeń. Część z nich rzeczywiście daje się w ten sposób objaśnić. Inne pozostają nieprzejrzyste i wiele wskazuje, że od początku miały taki być. Ich funkcja nie polegała na przekazywaniu treści, lecz na wytworzeniu dźwiękowej przestrzeni, w której praktykujący przestaje mówić językiem ludzi, a zaczyna mówić językiem przeznaczonym dla istot wyższych.

Ważne jest także to, że voces magicae zachowywały się w tradycji z zadziwiającą wiernością. Te same formuły pojawiają się w tekstach odległych od siebie geograficznie i czasowo, w amuletach, na tabliczkach i w papirusach. Kopiści starali się przenosić je litera po literze, nawet jeśli nie rozumieli ich sensu. W ten sposób praktyka sama realizowała zakaz z Wyroczni: imion nie zmieniano, ponieważ wierzono, że ich moc zależy od dokładnego brzmienia.

Renesans i Złoty Brzask

Doktryna barbarzyńskich imion przetrwała średniowiecze w różnych postaciach. Łacińskie zaklęcia i egzorcyzmy, zapisywane w rękopisach od XII wieku, pełne są imion boskich w zniekształconej postaci hebrajskiej i greckiej: Tetragrammaton, Eloy, Adonay, On, Sabaoth i wielu innych, których kopiści nie rozumieli, a mimo to starannie przenosili z księgi do księgi. W łacińskim kontekście imiona te były obce w podwójnym sensie, ponieważ pochodziły z języków znanych tylko nielicznym uczonym i często docierały w formach, których nie rozpoznałby już żaden znawca hebrajskiego. Ich wartość w oczach użytkowników nie zmalała przez to, lecz wzrosła. Renesans nadał tej doktrynie nową rangę filozoficzną. Giovanni Pico della Mirandola w jednej ze swoich magicznych konkluzji z 1486 roku stwierdzał, że słowa nieznaczące mają w magii większą moc niż znaczące. Myśl ta, zakorzeniona w jego lekturach kabalistycznych i neoplatońskich, przeniosła na grunt chrześcijańskiej ezoteryki przekonanie, że sens dyskursywny nie wyczerpuje mocy słowa, a niekiedy wręcz ją ogranicza.

W XIX wieku wers z Wyroczni stał się jednym z haseł okultystycznego odrodzenia. William Wynn Westcott, jeden z założycieli Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, wydał w 1895 roku zbiór fragmentów Wyroczni chaldejskich w serii Collectanea Hermetica, opierając się na wcześniejszych angielskich przekładach. Rytuały Złotego Brzasku pełne są imion hebrajskich, greckich i innych, wymawianych w ściśle określony sposób, a ich skuteczność wiązano raczej z wibracją i intonacją niż z rozumieniem.

Szczególne miejsce zajęła w tym kontekście inwokacja z greckiego papirusu magicznego, opublikowana w 1852 roku przez Charlesa Wycliffe’a Goodwina. Tekst, zawierający długi ciąg barbarzyńskich imion skierowanych do istoty nazywanej „Bezpoczątkowym”, został przejęty przez członków Złotego Brzasku i w przetworzonej formie trafił jako wstępna inwokacja do wydania Goecji z 1904 roku. Aleister Crowley rozwinął go później w rytuale Liber Samekh, opatrując imiona własnymi interpretacjami. Mimo prób objaśniania pozostał wierny zasadzie, że imiona należy wymawiać w ich obcej, niezrozumiałej postaci, ponieważ w niej tkwi ich moc.

Moc tego, czego się nie rozumie

Doktryna barbarzyńskich imion dotyka czegoś głębszego niż spór o technikę obrzędu. Wyraża przekonanie, że istnieje rzeczywistość, do której język ludzki, oparty na znaczeniach i definicjach, nie sięga w pełni. Gdy człowiek wymawia imię, którego nie rozumie, rezygnuje z panowania nad słowem i oddaje je w ręce tego, do kogo jest skierowane. Modlitwa przestaje być wypowiedzią, a staje się ofiarą dźwięku.

Krytycy, od Porfiriusza do nowożytnych racjonalistów, widzieli w tym zabobon i ucieczkę od rozumu. Zwolennicy, od Jamblicha do Złotego Brzasku, widzieli pokorę wobec tajemnicy, której nie sposób przetłumaczyć na język pojęć. Obie strony zgadzały się w jednym: niezrozumiałe imię nie jest słowem pustym, lecz słowem, które wskazuje poza granicę ludzkiego zrozumienia. Pytanie, czy za tą granicą ktoś słucha, pozostaje sprawą wiary, ale sama historia doktryny pokazuje, jak długo i uparcie ludzie wierzyli, że język obcy otwiera drzwi, których nie otworzy język znany.